– sapiska i przepaści, domy – kloaki i smrody pozastępowały, stajnia koniowi topieliskiem, izba gościowi będzie śmiertelną więźnia Zbawiciela piwnicą, nie inaksza we wszytkim wygoda. A cóż mówić o ludziach i wysłudze zwyczajnej! Zjeść bez womitu niepodobna kawałka podróżnej pieczeni, wejzrawszy na szparago gospodarskie po łbie albo na wąs w tabaczysku uszargany, albo na smrodliwe gospodyni łachy, albo na nabrzmiałą z nieochędostwa roczniego, co ją piecze, kompaturę. Gospodarza, żeby cię nie okradł, wartować, gospodyni, żeby ci pluder nie zrewidowała, strzec się, szynkarki, żebyć gadu nie natrząsła, chronić się; zgoła za wszelką niewygodę groszem dobrym płacić potrzeba.
– sapiska i przepaści, domy – kloaki i smrody pozastępowały, stajnia koniowi topieliskiem, izba gościowi będzie śmiertelną więźnia Zbawiciela piwnicą, nie inaksza we wszytkim wygoda. A cóż mówić o ludziach i wysłudze zwyczajnej! Zjeść bez womitu niepodobna kawałka podróżnej pieczeni, wejzrawszy na szparagi gospodarskie po łbie albo na wąs w tabaczysku uszargany, albo na smrodliwe gospodyni łachy, albo na nabrzmiałą z nieochędostwa roczniego, co ją piecze, kompaturę. Gospodarza, żeby cię nie okradł, wartować, gospodyni, żeby ci pluder nie zrewidowała, strzec się, szynkarki, żebyć gadu nie natrząsła, chronić się; zgoła za wszelką niewygodę groszem dobrym płacić potrzeba.
Skrót tekstu: MałpaCzłow
Strona: 203
Tytuł:
Małpa Człowiek
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry, traktaty
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1715
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1715
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Archiwum Literackie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Paulina Buchwaldówna
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wroclaw
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
lata jeździć, nie poprawując. Widziałem chmielarza jednego na takich kolach, ale na Niewiazy jadąc lądem utonął. Z Dorohobuża w ostatni wtorek.
(3) W Białenicach na Białej Rusi, kiedy kalendarz wprowadzono, pop jeden oszalał i zabiegł do Mohylowa; tam wpadszy do żydowskiej bóżnice, zawołał: „Podróżni ludzie żydowscy uszargani, teraz bezpiecznie idźcie do ziemie obiecanej; abowiem car turecki onę oswobodził z rąk chrześcijańskich, czerńce na galery wysądził, a Palestyny nie mając czym osądzić, czeka na Abrahamowe syny”. A co tam potem więcej wołał i prorokował, zagrzebli Żydzi i z tym zaraz Tatarzyna z Waki do Litewskiego Brześcia posłali. Ja nocował
lata jeździć, nie poprawując. Widziałem chmielarza jednego na takich kolach, ale na Niewiazy jadąc lądem utonął. Z Dorohobuża w ostatni wtorek.
(3) W Białenicach na Białej Rusi, kiedy kalendarz wprowadzono, pop jeden oszalał i zabiegł do Mohylowa; tam wpadszy do żydowskiej bóżnice, zawołał: „Podróżni ludzie żydowscy uszargani, teraz beśpiecznie idźcie do ziemie obiecanej; abowiem car turecki onę oswobodził z rąk chrześciańskich, czerńce na galery wysądził, a Palestyny nie mając czym osądzić, czeka na Abrahamowe syny”. A co tam potem więcej wołał i prorokował, zagrzebli Żydzi i z tym zaraz Tatarzyna z Waki do Litewskiego Brześcia posłali. Ja nocował
Skrót tekstu: SzemTorBad
Strona: 182
Tytuł:
Z nowinami torba kursorska
Autor:
Fryderyk Szembek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1645
Data wydania (nie wcześniej niż):
1645
Data wydania (nie później niż):
1645
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950
Plutonowi, a Pluton posieść Monarchią Jowiszowską groził. T. To zawaśnienie z obu stron, niesłuszne i nieprawe, gdyżkazdy z nich, to chciał mieć, posieść, i odjąć, co mu nie należało, ani było własnością jego. b. W tym zawasnieniu i odpowiedzi, z obudw ustron wielkie zaciągi. Jowisz uszargane mało nie do pasa, miałsmródliwemi zarazone perfumami Wojsko, Żydowskie ludzi, parczywości wpadający w paszczękę Szatanską. Pułki zaś Plutonowe, ze Złodzieów, że Zbójców w pięknym porządku jako do szubienice i pala ostrego należy, uszykowane do boju stanęły. T. Słyszę o Wojsku, radbym widział charce i potrzeby eksperyment. B. Więc
Plutonowi, á Pluton pośieść Monárchią Iowiszowską groźił. T. To záwaśnienie z obu stron, niesłuszne y niepráwe, gdyżkázdy z nich, to chćiał mieć, pośieść, y odiąć, co mu nie nálezáło, áni było własnośćią iego. b. W tym záwasnieniu y odpowiedźi, z obudw ustron wielkie záćiągi. Iowisz vszárgáne máło nie do pásá, miałsmrodliwemi zárázone perfumámi Woysko, Zydowskie ludźi, parczywośći wpadáiący w pászczękę Szátãską. Pułki zás Plutonowe, ze Złodzieow, że Zboycow w pięknym porządku iáko do szubienice y palá ostrego należy, vszykowáne do boiu stanęły. T. Słyszę o Woysku, radbym widźiał charce y potrzeby experiment. B. Więc
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 86
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
nieszczęśliwy, I acz mu łzy do oczu przytknąć perspektywy Broniły, wżdy na koniec już i bez kryształu Widzi, że od polskiego uciekają wału Oni jego rycerze wyśmienici przednie, Którymi wczora Rzymy, Malty brał i Wiednie; I nie czekając nazad wracającej burzy, Jedzie z pola i w swym się namiecie zasznurzy. Naszy też uszargani z tureckiej posoki, Że już noc prowadziła na świat czarne mroki, Po ciepłym depcąc trupie, na swe się tabory Obejźrą. Święty pean w niećwiczone chory Żołnierskim tonem, każdy swoją notą śpiewa; Wewnątrz serce, a jawnie twarz łzami oblewa, Chwalący Boga z dusze, ze wszech sił i z piąci Zmysłów, że
nieszczęśliwy, I acz mu łzy do oczu przytknąć perspektywy Broniły, wżdy na koniec już i bez kryształu Widzi, że od polskiego uciekają wału Oni jego rycerze wyśmienici przednie, Którymi wczora Rzymy, Malty brał i Wiednie; I nie czekając nazad wracającej burzy, Jedzie z pola i w swym się namiecie zasznurzy. Naszy też uszargani z tureckiej posoki, Że już noc prowadziła na świat czarne mroki, Po ciepłym depcąc trupie, na swe się tabory Obejźrą. Święty pean w niećwiczone chory Żołnierskim tonem, każdy swoją notą śpiewa; Wewnątrz serce, a jawnie twarz łzami oblewa, Chwalący Boga z dusze, ze wszech sił i z piąci Zmysłów, że
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 228
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
osiadszy chorego Władysława wieńcem, Radzą się, co by dalej czynić z tym szaleńcem. Już ustał, już sił nie ma, już opała boki. Tak morze, kiedy tłucze cały dzień opoki, Za każdym razem silne odnoszący wstręty, Pędzi nazad odbite wspienione odmęty; Aż skoro ona burza i wichry ustały, Tylko że uszargane, też góry, też skały. I Osman, niepotrzebną presumpcyją durny, Napuszony wściekłymi dotychczas Wulturny Niepowściągnionej żądze, tłukł nasz obóz; ale Bez skutku jego szturmy, jego były fale: Bo skoro grom strasznych dział razem upadł z dymem, Ten-że obóz, też szańce nasze pod Chocimem Krwią pogańską kurzyły, że psi jako
osiadszy chorego Władysława wieńcem, Radzą się, co by dalej czynić z tym szaleńcem. Już ustał, już sił nie ma, już opała boki. Tak morze, kiedy tłucze cały dzień opoki, Za każdym razem silne odnoszący wstręty, Pędzi nazad odbite wspienione odmęty; Aż skoro ona burza i wichry ustały, Tylko że uszargane, też góry, też skały. I Osman, niepotrzebną presumpcyją durny, Napuszony wściekłymi dotychczas Wulturny Niepowściągnionej żądze, tłukł nasz obóz; ale Bez skutku jego szturmy, jego były fale: Bo skoro grom strasznych dział razem upadł z dymem, Ten-że obóz, też szańce nasze pod Chocimem Krwią pogańską kurzyły, że psi jako
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 272
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
, że wstał z martwych znowu Polifem; wielce był król z takiego obłowu Wesołym; już Szehiny, już gardzi Próżory, Kiedy widzi tak mężne w swym wojsku Hektory; Bo ledwie nie w godzinę, drugi Lipski Jerzy Moskiewską mu pod nogi chorągiew rozszerzy, A że łba przy niej kornet zbył, świadczyło drzewce W rumianej uszargane z tuleją polewce. Lecz to jeszcze nie za nas i ci to niech piszą, Którzy z grobów sarmackich bohatyrów krzeszą, A sławę nieśmiertelną przez swoje papiery Dają światu, dźwięki jej mieszając w zefiry. Tu mi Jerzego znowu, lecz nie z takim gustem, Wspomnieć, łzą napoiwszy a nie inkaustem Smutne pióro, przychodzi
, że wstał z martwych znowu Polifem; wielce był król z takiego obłowu Wesołym; już Szehiny, już gardzi Prozory, Kiedy widzi tak mężne w swym wojsku Hektory; Bo ledwie nie w godzinę, drugi Lipski Jerzy Moskiewską mu pod nogi chorągiew rozszerzy, A że łba przy niej kornet zbył, świadczyło drzewce W rumianej uszargane z tuleją polewce. Lecz to jeszcze nie za nas i ci to niech piszą, Którzy z grobów sarmackich bohatyrów krzészą, A sławę nieśmiertelną przez swoje papiéry Dają światu, dźwięki jej mieszając w zefiry. Tu mi Jerzego znowu, lecz nie z takim gustem, Wspomnieć, łzą napoiwszy a nie inkaustem Smutne pióro, przychodzi
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 394
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
Toż i tu czyń/ bo wszytkie honory i stołki Względem Cnoty nie stoją za jabłko/ za orzech. Uważ jak owo śmieszna/ kiedy więc u dworu Owi prawdziwi szczęścia/ rzekę niewolnicy Prawdziwe mancipia, biegają/ latają Raz do Podkanclerzego? drugi do Kanclerza. Do Marszałków/ więc inszych dworskich Urzędników/ Czasem i uszargani. Pot im z czoła ciecze Obiegając od zwiernych/ Koczotów Królewskich. Ledwie tchnie bieżąc na wschód/ w pałacu zaś siedzi Przededrzwiami/ pilnując jako Lokaj jaki. Ambicja mu szepce/ w padni do pokoju. Choćbyś i na wychodku Króla zastał: wpadni/ Nie pytaj się coć rzeką. Choć Kanclerz
Tosz y tu czyń/ bo wszytkie honory y stołki Względem Cnoty nie stoią zá iabłko/ zá orzech. Vważ iák owo smieszna/ kiedy więc v dworu Owi prawdźiwi szczęśćia/ rzekę niewolnicy Prawdźiwe mancipia, biegáią/ latáią Raz do Podkanclerzego? drugi do Kanclerzá. Do Márszałkow/ więc inszych dworskich Vrzędnikow/ Czásem y vszargani. Pot im z czoła ćiecze Obiegáiąc od zwiernych/ Koczotow Krolewskich. Ledwie tchnie bieżąc ná wschod/ w pałacu záś siedźi Przededrzwiami/ pilnuiąc iáko Lokay iáki. Ambitia mu szepce/ w padni do pokoiu. Choćbyś y ná wychodku Krolá zastał: wpadni/ Nie pytay się coć rzeką. Choć Kanclerz
Skrót tekstu: OpalKSat1650
Strona: 58
Tytuł:
Satyry albo przestrogi do naprawy rządu i obyczajów w Polszcze
Autor:
Krzysztof Opaliński
Miejsce wydania:
Amsterdam
Region:
zagranica
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650
. Żołnierska. Dla żołnierskiej wyprawy/ przedałeś imienia/ Abyś Janie pokupił szkapy i rzemienia. Mienia przepadły/ w proch się rzemienia spadały/ Tylkoć szkapy na drugie rzemienia zostały. Mogła kiedy żelazną żołnierka być zwana/ Dziś rzemienna/ a potym snadź będzie łyczana
Żydzi. Nie miej za złe żydowi w sukni uszarganej: Podróżny lud/ do ziemi idzie obiecanej.
Żołnierstwo Marszowe. Swawolski/ Okrucieński/ Niestwora/ Wydzierstwo/ Ta szlachta/ naprzedniejsze u Marsa Rycerstwo. Cóż dobrego tak złemi sługami Mars sprawi? A wżdam nie jeden sprawy jego pięknie sławi. Głową się wszytko dzieje/ z tąd otuchę bierzem/ Dobrym Hetmanem/ choć złym
. Żołnierska. Dla żołnierskiey wypráwy/ przedałeś imienia/ Abyś Ianie pokupił szkápy y rzemienia. Mienia przepádły/ w proch śię rzemienia spádáły/ Tylkoć szkápy ná drugie rzemienia zostáły. Mogła kiedy żelázną żołnierka być zwána/ Dźiś rzemienna/ á potym snadź będźie łyczána
Żydźi. Nie miey zá złe żydowi w sukni uszárgáney: Podrożny lud/ do ziemi idźie obiecáney.
Zołnierstwo Marszowe. Swawolski/ Okrućienski/ Niestworá/ Wydźierstwo/ Tá śláchtá/ naprzednieysze u Marsá Rycerstwo. Coż dobrego ták złemi sługámi Mars spráwi? A wżdam nie ieden spráwy iego pięknie sławi. Głową śię wszytko dźieie/ z tąd otuchę bierzem/ Dobrym Hetmánem/ choć złym
Skrót tekstu: JagDworz
Strona: Eii
Tytuł:
Dworzanki
Autor:
Serafin Jagodyński
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1621
Data wydania (nie wcześniej niż):
1621
Data wydania (nie później niż):
1621