Pieści się ze mną i dzieckiem mię zowie; Ale kiedy chcę, jak małe dzieciny, Trochę bezpieczniej poigrać bez winy, Ostro się stawia, na śmiałość narzeka, I ust, i piersi dziecięciu umyka. Dotknij jej, Wenus, zwyciężnym orężem, Wnet mię nie dzieckiem pozna, ale mężem. PEWNA BROŃ
Zdybawszy Jaga w śpiączki Kupidyna: „Już mi nie będzie straszna ta dziecina!” — Rzekła, a w tym mu strzałeczki ukradła; A on ocknąwszy, że go broń odpadła,
Płakał, ale go matka tak tuliła: „Wróci-ć się zguba, Jagusia-ć to skryła, A ona nie dba o strzał twych rabunek: Oczy
Pieści się ze mną i dzieckiem mię zowie; Ale kiedy chcę, jak małe dzieciny, Trochę bezpieczniej poigrać bez winy, Ostro się stawia, na śmiałość narzeka, I ust, i piersi dziecięciu umyka. Dotknij jej, Wenus, zwyciężnym orężem, Wnet mię nie dzieckiem pozna, ale mężem. PEWNA BROŃ
Zdybawszy Jaga w śpiączki Kupidyna: „Już mi nie będzie straszna ta dziecina!” — Rzekła, a w tym mu strzałeczki ukradła; A on ocknąwszy, że go broń odpadła,
Płakał, ale go matka tak tuliła: „Wróci-ć się zguba, Jagusia-ć to skryła, A ona nie dba o strzał twych rabunek: Oczy
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 59
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
mówię, listy, Doszło mię wiedzieć, że cię morzą glisty, A przy tym, że cię robak w portkach morzy.
Zląkłem się i już piórko moje tchorzy, Bo jeśli płacze twój kuś zawiesisty I deszczyk z niego przepryskuje mglisty, Podobno i mnie dopną się doktorzy,
Chociaż na jawi, chociaż też i w śpiączki, Bo mię pociągniesz w kompaniją miją. Lub troczkiem idzie, lub się cedzi w sączki,
Oberwałeś co, taj to wszytką siłą, I jak się prędko przyznasz do rzeżączki, I ja się przyznam, żem już w targu z kiłą. NA TRAF DWORSKI WOŁOWICZ POSŁAŁ ŚWINKĘ PO PODSTOLSTWO
Wół, i niechudy
mówię, listy, Doszło mię wiedzieć, że cię morzą glisty, A przy tym, że cię robak w portkach morzy.
Zląkłem się i już piórko moje tchorzy, Bo jeśli płacze twój kuś zawiesisty I deszczyk z niego przepryskuje mglisty, Podobno i mnie dopną się doktorzy,
Chociaż na jawi, chociaż też i w śpiączki, Bo mię pociągniesz w kompaniją miią. Lub troczkiem idzie, lub się cedzi w sączki,
Oberwałeś co, taj to wszytką siłą, I jak się prędko przyznasz do rzeżączki, I ja się przyznam, żem już w targu z kiłą. NA TRAF DWORSKI WOŁOWICZ POSŁAŁ ŚWINKĘ PO PODSTOLSTWO
Wół, i niechudy
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 334
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
jest dziewka murowana.” Odpowiedam, że: „Mnie nic na tym nie należy, Wolę w drewnianej izbie niż w murowej wieży.” 479. DO PANNY, CO MAK JADAŁA
Nie radzę, Mościa panno, siła jadać maku, Bo zbytnim spaniem tego człek przypłaci smaku. Co wiedzieć, co się może przytrafić we śpiączki; Niejedna się bez febry nabawi gorączki. 480. DO PANNY, CO KREDĘ GRYZŁA
Panna kredę jadała już będący w zmowie; Czego kiedy się pewnie jej młodzieniec dowie, Oddawając marcypan: „Barzo się — rzecze — tem Konfunduję, i za złe nie mieć mi, sekretem. Co Waszmości po kredzie, różnie sobie
jest dziewka murowana.” Odpowiedam, że: „Mnie nic na tym nie należy, Wolę w drewnianej izbie niż w murowej wieży.” 479. DO PANNY, CO MAK JADAŁA
Nie radzę, Mościa panno, siła jadać maku, Bo zbytnim spaniem tego człek przypłaci smaku. Co wiedzieć, co się może przytrafić we śpiączki; Niejedna się bez febry nabawi gorączki. 480. DO PANNY, CO KREDĘ GRYZŁA
Panna kredę jadała już będący w zmowie; Czego kiedy się pewnie jej młodzieniec dowie, Oddawając marcypan: „Barzo się — rzecze — tem Konfunduję, i za złe nie mieć mi, sekretem. Co Waszmości po kredzie, różnie sobie
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 397
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
, Gdzie drugi sąd Parysów Mihala z Diaki. Jeśli w tref, to swojemu przysądzisz podaniu; Jeśli nie, niech też twemu podlegam karaniu. 595. Sąd Parysów.
Trafiła była jedna, gdzie hajducy pili, Którzy ją wnet poczesną samę upoili, Że usnęła nieboga. Wtym się to przydało, Że się jej choć weśpiączki kilkom ich dostało. Nazajutrz przed rotmistrzem mąż na nich żałuje; Rzecz od winnych dziesiętnik Mihal odprawuje. Więc na Szmuklerza drudzy winę obalają A Mihal: panie rochmistr, niech tak nie udają. Ja powiem, kto był winien, a kogo nie winić. Przyszedł Szmuklerz, dał złoty, nie mógł nic uczynić. Dziurdzi
, Gdzie drugi sąd Parysow Mihala z Dyaki. Jeśli w tref, to swojemu przysądzisz podaniu; Jeśli nie, niech też twemu podlegam karaniu. 595. Sąd Parysow.
Trafiła była jedna, gdzie hajducy pili, Ktorzy ją wnet poczesną samę upoili, Że usnęła nieboga. Wtym się to przydało, Że się jej choć weśpiączki kilkom ich dostało. Nazajutrz przed rotmistrzem mąż na nich żałuje; Rzecz od winnych dziesiętnik Mihal odprawuje. Więc na Szmuklerza drudzy winę obalają A Mihal: panie rochmistr, niech tak nie udają. Ja powiem, kto był winien, a kogo nie winić. Przyszedł Szmuklerz, dał złoty, nie mogł nic uczynić. Dziurdzi
Skrót tekstu: NaborWierWir_I
Strona: 315
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Daniel Naborowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1620 a 1640
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1640
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
, Tak mężni i tak dzielni, jako powiadają, Że takich drugich czterech te wieki nie mają: Akwilant z bratem swojem rodzonem, Gryfonem, I Sansonet, mąż wielki, z młodzikiem Gwidonem.
LIII.
Pinabel, który ludzkość z twarzy pokazował, Ale w sercu źle myślił, w dom ich poprzyjmował; Od którego we śpiączki beli pojmani I tak długo u niego w więzieniu trzymani, Aż się wszyscy musieli obowiązać tęgą Wymieszkać tam rok cały i miesiąc przysięgą, Przez który czas, żeby tych wszytkich odzierali, Rycerzów, coby tamtem gościńcem jachali, PIEŚŃ XXII.
LIV.
I ich paniom i pannom zawsze zsiadać z koni Kazali i szaty jem
, Tak mężni i tak dzielni, jako powiadają, Że takich drugich czterech te wieki nie mają: Akwilant z bratem swojem rodzonem, Gryfonem, I Sansonet, mąż wielki, z młodzikiem Gwidonem.
LIII.
Pinabel, który ludzkość z twarzy pokazował, Ale w sercu źle myślił, w dom ich poprzyjmował; Od którego we śpiączki beli poimani I tak długo u niego w więzieniu trzymani, Aż się wszyscy musieli obowiązać tęgą Wymieszkać tam rok cały i miesiąc przysięgą, Przez który czas, żeby tych wszytkich odzierali, Rycerzów, coby tamtem gościńcem jachali, PIEŚŃ XXII.
LIV.
I ich paniom i pannom zawsze zsiadać z koni Kazali i szaty jem
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 182
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
ty, siedź w domu, nie dowierzaj nikomu!
Grzebie kurek przy ścienie — czekała go na sienie Na sienie, pod brogiem pobodł ją wół rogiem, Pobodł ją dość srodze, nudno jej niebodze.
Z długim nosem komorze, bywaj na moim dworze Jak zimie tak lecie, po szarej poświecie! Puszczaj mi krew choć w śpiączki dla conocnej gorączki!
Powiedział tak skowronek: jeśli cię mierzi wionek Żeń przed świtem woły za dworskie stodoły! Pasza tam — każdy przyzna — wołom i dziewkom żyzna. Kukułeczko, nie kukaj, po boru mnie nie szukaj! Znajdziesz mnie na kraju przy zielonym gaju Miedzy gęstą leszczyną z najmilejszą dziewczyną.
Tak on Tytyrus nocił
ty, siedź w domu, nie dowierzaj nikomu!
Grzebie kurek przy ścienie — czekała go na sienie Na sienie, pod brogiem pobodł ją woł rogiem, Pobodł ją dość srodze, nudno jej niebodze.
Z długim nosem komorze, bywaj na moim dworze Jak zimie tak lecie, po szarej poświecie! Puszczaj mi krew choć w śpiączki dla conocnej gorączki!
Powiedział tak skowronek: jeśli cie mierzi wionek Żeń przed świtem woły za dworskie stodoły! Pasza tam — kożdy przyzna — wołom i dziewkom żyzna. Kukułeczko, nie kukaj, po boru mie nie szukaj! Znajdziesz mie na kraju przy zielonym gaju Miedzy gęstą leszczyną z najmilejszą dziewczyną.
Tak on Tytyrus nocił
Skrót tekstu: KorczWiz
Strona: 101
Tytuł:
Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady
Autor:
Adam Korczyński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1698
Data wydania (nie wcześniej niż):
1698
Data wydania (nie później niż):
1698
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak, Stefan Saski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1949
o wilku Czują świnie; wyjąwszy co mężniejszych kilku; W nocy śpią jako drzewa tak barzo nieczule, Że z ścierwów, z odpuszczeniem, zrucą i koszule. Ni straży, ni posłuchu, ni płotu, ni rowu; Nie po raz Zaporowcy dostali obłowu Sajdaczny radzi w nocy uderzyć na Turki CZĘŚĆ SZÓSTA
Dobrego, gdy we śpiączki dopadszy ich koszów, Z korzyścią się do swoich wracali aproszów. Radziłbym, żeby wojsko całe poszło z nami, My będziem kredencować, będziem przywódcami. A dziś zaraz, nie głosząc, jako padnie słońce, Szczęścia kusić, anioły mając za obrońce”. Tu przestał; a Chodkiewicz, pomilczawszy chwilę: „
o wilku Czują świnie; wyjąwszy co mężniejszych kilku; W nocy spią jako drzewa tak barzo nieczule, Że z ścierwów, z odpuszczeniem, zrucą i koszule. Ni straży, ni posłuchu, ni płotu, ni rowu; Nie po raz Zaporowcy dostali obłowu Sajdaczny radzi w nocy uderzyć na Turki CZĘŚĆ SZÓSTA
Dobrego, gdy we śpiączki dopadszy ich koszów, Z korzyścią się do swoich wracali aproszów. Radziłbym, żeby wojsko całe poszło z nami, My będziem kredencować, będziem przywódcami. A dziś zaraz, nie głosząc, jako padnie słońce, Szczęścia kusić, anioły mając za obrońce”. Tu przestał; a Chodkiewicz, pomilczawszy chwilę: „
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 207
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
z wozami przywlekli. Gdy tam i sam bez wstrętu chodzą po taborze, Jako więc lew w zawartej grasuje oborze Albo wilk, choć napchany, co się tylko ruszy, W tym zaraz kieł zażarty, w tym paszczękę juszy; Trafią, gdzie Omer basza między gęstym gminem Arabów pod jedwabnym chrapi baldekinem. Temu skoro we śpiączki łeb utną szkaradnie, Aż im Husseim, przeszły wezyr, w ręce wpadnie. Z którego kiedy Kozak drogi kaftan zbiera, Jako więc śliska ryba, tak się z wędy zdziera I ucieka z obozu w bliskie lasy trząskiem, Gdzie gałęziem okryty przy potoku wąskiem Kozacy w obóz Turecki wpada[...] a w nocy WOJNA CHOCIMSKA
Dyszał;
z wozami przywlekli. Gdy tam i sam bez wstrętu chodzą po taborze, Jako więc lew w zawartej grasuje oborze Albo wilk, choć napchany, co się tylko ruszy, W tym zaraz kieł zażarty, w tym paszczekę juszy; Trafią, gdzie Omer basza między gęstym gminem Arabów pod jedwabnym chrapi baldekinem. Temu skoro we śpiączki łeb utną szkaradnie, Aż im Husseim, przeszły wezyr, w ręce wpadnie. Z którego kiedy Kozak drogi kaftan zbiera, Jako więc śliska ryba, tak się z wędy zdziera I ucieka z obozu w bliskie lasy trząskiem, Gdzie gałęziem okryty przy potoku wąskiém Kozacy w obóz Turecki wpada[...] ą w nocy WOJNA CHOCIMSKA
Dyszał;
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 251
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
hiszpańskiej, niemieckiej faryny, Zazdrości, ambicji: a za rządem czepców Najobfitsze jest żniwo płotków i pochlebców. Do wojska cię Mars ciągnie, jako knieja zwierza, Chocieś wzrostem i laty nie doszedł żołnierza, Koń cię woła chodziwy i tarcz kuta w Lemnie. Wsiadaj! Bo jako Tetys wymyśla daremnie Z Achillesem, zaniosszy małego we śpiączki Do Chirona, uchodząc trojańskiej mierziączki; Już go w Styksie, nieboga, już w Kocycie kąpie Dla rany, już go stroi w białogłowskie strząpie; Darmo: bo kto do czego z natury się bierze, Pewnie się nie zatai ani w fraucymerze. Tak i ciebie, Janie mój! drogiej rodzicielki Scedzone do ostatniej smutne
hiszpańskiej, niemieckiej faryny, Zazdrości, ambicyi: a za rządem czepców Najobfitsze jest żniwo płotków i pochlebców. Do wojska cię Mars ciągnie, jako knieja zwierza, Chocieś wzrostem i laty nie doszedł żołnierza, Koń cię woła chodziwy i tarcz kuta w Lemnie. Wsiadaj! Bo jako Tetys wymyśla daremnie Z Achillesem, zaniosszy małego we śpiączki Do Chirona, uchodząc trojańskiej mierziączki; Już go w Styksie, nieboga, już w Kocycie kąpie Dla rany, już go stroi w białogłowskie strząpie; Darmo: bo kto do czego z natury się bierze, Pewnie się nie zatai ani w fraucymerze. Tak i ciebie, Janie mój! drogiej rodzicielki Scedzone do ostatniej smutne
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 398
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
pożytek.
Szósta pani. A ja bym zaś życzyła, by każdy był chromy, Bo póki oni zdrowi, pokoju nie mamy. Siódma pani. Ba, ufnal jaki w łeb wbić, że owartogłowie, Wadzi to kata chłopu, łatwie mu o zdrowie.
Ósma pani. Opoić by niecnotę, to potłuc we śpiączki, Coby z tydzień nie pozbył frebry ni gorączki.
Dziewiąta pani. Ja zaś wierę nie umiem już inaczej radzić, Jedno myślę, jakoby swego z świata zgładzić.
Dziesiąta pani. Ja swojego pojmam obiema rękoma, Az on nie wie, kędy jest: na dworze, czy doma.
Jedenasta pani. Ja zaś
pożytek.
Szósta pani. A ja bym zaś życzyła, by każdy był chromy, Bo poko oni zdrowi, pokoju nie mamy. Siódma pani. Ba, ufnal jaki w łeb wbić, że owartogłowie, Wadzi to kata chłopu, łatwie mu o zdrowie.
Ósma pani. Opoić by niecnotę, to potłuc we śpiączki, Coby z tydzień nie pozbył frebry ni gorączki.
Dziewiąta pani. Ja zaś wierę nie umiem już inaczej radzić, Jedno myślę, jakoby swego z świata zgładzić.
Dziesiąta pani. Ja swojego poimam obiema rękoma, Az on nie wie, kędy jest: na dworze, czy doma.
Jedenasta pani. Ja zaś
Skrót tekstu: SejmBiałBad
Strona: 72
Tytuł:
Sejm białogłowski
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
nie wcześniej niż 1617
Data wydania (nie wcześniej niż):
1617
Data wydania (nie później niż):
1650
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950