i w końcu łokci 50. Gwożdzie MN niech będą cienkie, długie na łokieć, sposobne do zatykania w ziemię. Panowie Mierniczy eks oficjo, którzy po zagonach mierzą pola łańcuchami żelaznymi długimi, niech się rekoligują, wiele mogą przyczynić gruntu, i jako omylne Mapy rysować, gdy się łańcuch nie da słusznie wyciągać, ale się łamie po brozdach. Sznury Konopne, gubią miarę gdy namokną, i słabym ciągnieniem: przyczyniają miary gdy uschną, albo gwałtowny ciągnieniem. Przeto nie radzę ich używać. W równych Polach nie wymyślisz nic sposobniejszego nad Wozek, który zwać będę, Wozek Mierniczy.
Figura jego składa się naprzód: z kołka prostego L nie szybistego,
y w końcu łokći 50. Gwożdźie MN niech będą ćienkie, długie ná łokieć, sposobne do zátykánia w żiemię. Pánowie Mierniczy ex officio, ktorzy po zagonách mierzą polá łáńcuchámi żeláznymi długimi, niech się rekoliguią, wiele mogą przyczynić gruntu, y iáko omylne Máppy rysowáć, gdy się łáńcuch nie da słusznie wyćiągáć, ále się łamie po brozdách. Sznury Konopne, gubią miárę gdy námokną, y słábym ćiągnięniem: przyczyniáią miáry gdy vschną, álbo gwałtowny ciągnięniem. Przeto nie rádzę ich vżywáć. W rownych Polách nie wymyślisz nic sposobnieyszego nád Wozek, ktory zwáć będę, Wozek Mierniczy.
Figurá iego skłáda się naprzod: z kołká prostego L nie szybistego,
Skrót tekstu: SolGeom_II
Strona: 6
Tytuł:
Geometra polski cz. 2
Autor:
Stanisław Solski
Drukarnia:
Jerzy i Mikołaj Schedlowie
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
matematyka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1684
Data wydania (nie wcześniej niż):
1684
Data wydania (nie później niż):
1684
chłopa, którymi oni teraz najwięcej figurują ozdobę dworów swoich, na modelusz cudzoziemskiej służby proste ładując jak niedźwiedzie parobki.
Jacek: Dlaboga, spukam się od śmiechu, uważając tych to wytwornych musiów miny, krój i obyczaje. Jak to oni pohani facowie spod peruk swoich jak spod ogonów kobylich wyglądają misternie, na pocieszną cudzoziemców komedią łamią się i układają, panie swoje za ręce wodzą, na akcent zawiślańskich gbarów albo Niemców głuchych zażywając języka.
Wincenty: Ba, i często się z państwem swoim za panie bracie do stołów garnąc i sadowiąc, kędy nie usłyszysz słówka polskiego, lubo czasem krój polski zagęści, dla dyskursu politycznego i nauki młodzieży, tylko kolejny brzęk
chłopa, którymi oni teraz najwięcej figurują ozdobę dworów swoich, na modelusz cudzoziemskiej służby proste ładując jak niedźwiedzie parobki.
Jacek: Dlaboga, spukam się od śmiechu, uważając tych to wytwornych musiów miny, krój i obyczaje. Jak to oni pohani facowie spod peruk swoich jak spod ogonów kobylich wyglądają misternie, na pocieszną cudzoziemców komedyją łamią się i układają, panie swoje za ręce wodzą, na akcent zawiślańskich gbarów albo Niemców głuchych zażywając języka.
Wincenty: Ba, i często się z państwem swoim za panie bracie do stołów garnąc i sadowiąc, kędy nie usłyszysz słówka polskiego, lubo czasem krój polski zagęści, dla dyskursu politycznego i nauki młodzieży, tylko kolejny brzęk
Skrót tekstu: MałpaCzłow
Strona: 278
Tytuł:
Małpa Człowiek
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry, traktaty
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1715
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1715
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Archiwum Literackie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Paulina Buchwaldówna
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wroclaw
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
patieniissimus, jako Scipio, Annibal, Metellus, i nie dawnych czasów Karol XII. Król Szwedzki, Nie pięknie zakączyli gloriosa,facta Aleksander, że w Azjatyckich zanurzał się delicjach, a Annibal w Kapuańskich w Włoszech. Złamiesz krzemień, kosić, i kamień nie poduszcze, nie mogąc na kamieniu: Tak Bohatyrów in mollitie łamią się Animusze, Marte. Nie powinien być prędki i na Fortunę się spuszczający Hetman: Fabius że Cunctator, Wiktor: Ani się sam na oczywiste eksponować niebezpieczeństwo: Głową jest, a tę straciwszy, Wojsko jest tułubem, i całe agit Acehalum. Nigdy idąc do potyczki poalterowanej nie ma mieć miny, trybem Aleksandra, co jeżeli
patieniissimus, iako Scipio, Annibal, Metellus, y nie dawnych czasow Karol XII. Krol Szwedzki, Nie pięknie zakączyli gloriosa,facta Alexander, że w Azyatyckich zanurzał się delicyach, a Annibal w Kapuanskich w Włoszech. Złamiesz krzemień, kośić, y kamień nie poduszcze, nie mogąc na kamieniu: Tak Bohatyrow in mollitie łamią się Animusze, Marte. Nie powinien bydź prętki y na Fortunę się spuszczaiący Hetman: Fabius że Cunctator, Victor: Ani się sam na oczywiste exponować niebespieczeństwo: Głową iest, a tę straciwszy, Woysko iest tułubem, y całe agit Acehalum. Nigdy idąc do potycżki poalterowaney nie ma mieć miny, trybem Alexandra, co ieżeli
Skrót tekstu: ChmielAteny_I
Strona: 428
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 1
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
nocy puścił się pierwszy zimową drogą przez błota, których wielka jest mila, a potem cztery mile puszczą bez żadnej wsi i karczmy do Różanej, i wziął z sobą przewodnika, tedy wpóki gołym błotem jechali, błota trzymały, skoro zaś w trzciny i łozy tymże błotem zajechali, błota, niedobrze w zaciszu pomarzłe, łomać się zaczęły, a tymczasem przewodnik w nocy uciekł. Przecież brat mój wybił się z owych błot z wielką ciężkością na grunt twardy, ale taka zawierucha z nawalnym śniegiem nastąpiła, że drogę cale zamietło i zasypało. Błąd zatem w puszczy stanął, że sami nie wiedzieli, dokąd jechali. Tak tedy cały dzień, mało co
nocy puścił się pierwszy zimową drogą przez błota, których wielka jest mila, a potem cztery mile puszczą bez żadnej wsi i karczmy do Różanej, i wziął z sobą przewodnika, tedy wpóki gołym błotem jechali, błota trzymały, skoro zaś w trzciny i łozy tymże błotem zajechali, błota, niedobrze w zaciszu pomarzłe, łomać się zaczęły, a tymczasem przewodnik w nocy uciekł. Przecież brat mój wybił się z owych błot z wielką ciężkością na grunt twardy, ale taka zawierucha z nawalnym śniegiem nastąpiła, że drogę cale zamietło i zasypało. Błąd zatem w puszczy stanął, że sami nie wiedzieli, dokąd jechali. Tak tedy cały dzień, mało co
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 217
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
także lodem okładaj, będzie piwo wyśmienite, wystałe zimne i nieskwasnieje. Lodownie tu na Rusi tak robią: wykopie duł na suchym miejscu, gdzie słońce nie dochodzi, gdzieby woda nie podchodziła w kwadrat głęboką jamę, ją ocembrują trwałym jakim drzewem, dopiero w Styczniu, lub w Lutym (bo w Marcu już lody łamią się i ślizną) lody na czystych wodach potężnemi bryłami rąbają, sprowadzają do lodowni, i tam na żytnej kładą słomie, i tąż słomą prześciełają, i tak skażdą warstwą lodu czynią, żeby wszystek lód był prześciełany, i zwierzchu przywalony. Dach nad lodownią dać nic gontowy, bo przezeń słońce lub ciepłe wiatry
także lodem okładay, będzie piwo wysmienite, wystałe zimne y nieskwasnieie. Lodownie tu na Rusi tak robią: wykopie duł na suchym mieyscu, gdzie słońce nie dochodzi, gdzieby woda nie podchodziła w kwadrat głęboką iamę, ią ocembruią trwałym iakim drzewem, dopiero w Styczniu, lub w Lutym (bo w Marcu iuż lody łamią się y slizną) lody na czystych wodach potężnemi bryłami rąbaią, sprowadzaią do lodowni, y tam na żytney kładą słomie, y tąż słomą prześciełaią, y tak zkażdą warstwą lodu czynią, żeby wszystek lod był prześciełany, y zwierzchu przywalony. Dach nad lodownią dać nic gontowy, bo przezeń słońce lub ciepłe wiatry
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 412
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
tych co w Niższym zasiadają Par O Schizmie Angielskiej.
lamencie, alias Szlachta i Posłowie od Miast i Pospólstwa dobierała tych, którzy sobie nowej Wiary życzyli: w Wyższym zaś Parlamencie, gdzie Biskupi i Książęta, Senatorowie, a co większa świeżo przysięgający Maryj na Wiarę Katolicką, i Stolicy Apostołskiej na Posłuszeństwo przez Posłów, wstydzili się łamać przysięgi, woleli milczeć do czasu. Wtym Parlamencie, wielu upominkami zdewinkowała, to deklaracjami; Komesowi Arundelii uczyniła nadzieję Małżeństwa z sobą; innemu dyspensę w Małżeństwie. Trzema tedy kreskami przewyższyła Królowy Strona, tych co przy Z. Wierze stali. Tego dokazawszy, z Komesa Arundelii zażartowała, oświadczając się, iż Panną żyć chciała
tych co w Niższym zasiadaią Par O Schizmie Angielskiey.
lamencie, alias Szlachta y Posłowie od Miast y Pospolstwa dobierała tych, ktorzy sobie nowey Wiary życzyli: w Wyższym zaś Parlamencie, gdzie Biskupi y Xiążęta, Senatorowie, a co większa swieżo przysięgaiący Maryi na Wiarę Katolicką, y Stolicy Apostolskiey na Posłuszeństwo przez Posłow, wstydzili się łamać przysięgi, woleli milczeć do czasu. Wtym Parlamencie, wielu upominkami zdewinkowała, to deklaracyami; Komesowi Arundelii uczyniła nadzieię Małżeństwa z sobą; innemu dyspensę w Máłżeństwie. Trzema tedy kreskami przewyższyła Krolowy Strona, tych co przy S. Wierze stali. Tego dokazawszy, z Komesa Arundelii zażartowała, oswiadczaiąc się, iż Panną życ chciała
Skrót tekstu: ChmielAteny_IV
Strona: 109
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 4
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1756
Data wydania (nie wcześniej niż):
1756
Data wydania (nie później niż):
1756
, możnaby niejakim sposobem twierdzić, że są tylko pokostem formującym się z tłustości przyschłej na powierzchowności węgla, lecz zostawuję to Fizykom, a żeby różnych tych kolorów partykularniejszej szukali przyczyny.
Drzewo rozszczepia się wzdłuż ciągnących się żyłek, łatwiej albowiem można rozłączyć żyłkę od żyłki, niźli je przełamać, a węgiel z ta prawie łatwością łamać się może poprzek, z jaką i w dłuż, czyli według porządku żył drzewowych, ponieważ pod czas swojego palenia się, wszystkie owe żyłki niejako w jedno swoje odmienił ciało. Łatwo potrafiemy do tejże prawie samej drzewo przyprowadzić pory, smażąc go w oleju; likwor ten tłusty rozpuszcza i rozwalnia materią tłustą znajdującą się w drzewie
, możnaby nieiakim sposobem twierdzić, że są tylko pokostem formuiącym się z tłustości przyschłey na powierzchownosci węgla, lecz zostawuię to Fizykom, á żeby rożnych tych kolorow partykularnieyszey szukali przyczyny.
Drzewo rozszczepia się wzdłuż ciągnących się żyłek, łatwiey albowiem mozna rozłączyć żyłkę od żyłki, niźli ie przełamać, a węgiel z ta prawie łatwoscią łamać sie może poprzek, z iaką i w dłuż, czyli według porządku żył drzewowych, ponieważ pod czas swoiego palenia się, wszystkie owe żyłki nieiako w iedno swoie odmienił ciało. Łatwo potrafiemy do teyże prawie samey drzewo przyprowadzić pory, smażąc go w oleiu; likwor ten tłusty rospuszcza i rozwalnia materyą tłustą znayduiącą się w drzewie
Skrót tekstu: DuhMałSpos
Strona: 8
Tytuł:
Sposób robienia węglów czyli sztuka węglarska
Autor:
Henri-Louis Duhamel Du Monceau
Tłumacz:
Jacek Małachowski
Drukarnia:
Michał Gröll
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1769
Data wydania (nie wcześniej niż):
1769
Data wydania (nie później niż):
1769
slusarstwie twierdzą, że węgiel konserwowany na miejscu suchym, tym lepszy jest, im jest dawniejszy. Do kuznic nie potrzeba używać węgla, któryby przynajmniej od trzech niedziel nie był ugaszony. Węgiel bardzo świeży prędko obraca się w popiół; gorącość jego jest nagła i psująca żelazo. Węgiel nie dopalony ma kolor szarawy, trudno się łamie, i paląc się wydaje błękitny płomień i wiele dymu, pali się tak jak i drewno, co jest przyczyną że go nazywają głównią. SZTUKA WĘGLARSKA.
Przymioty te któreśmy wymienili, służą każdemu węgłowi, do czego kolwiek miałby być zażywany. Węgiel dla tego jest lepszy nad drzewo do palenia, że wydaje żywszy
slusarstwie twierdzą, że węgiel konserwowany na mieyscu suchym, tym lepszy iest, im iest dawnieyszy. Do kuznic nie potrzeba używać węgla, ktoryby przynaymniey od trzech niedziel nie był ugaszony. Węgiel bardzo swieży prędko obraca się w popioł; gorącość iego iest nagła i psuiąca żelazo. Węgiel nie dopalony ma kolor szarawy, trudno się łamie, i paląc się wydaie błękitny płomień i wiele dymu, pali się tak iak i drewno, co iest przyczyną że go nazywaią głownią. SZTUKA WĘGLARSKA.
Przymioty te ktoreśmy wymienili, służą każdemu węgłowi, do czego kolwiek miałby być zażywany. Węgiel dla tego iest lepszy nad drzewo do palenia, że wydaie żywszy
Skrót tekstu: DuhMałSpos
Strona: 34
Tytuł:
Sposób robienia węglów czyli sztuka węglarska
Autor:
Henri-Louis Duhamel Du Monceau
Tłumacz:
Jacek Małachowski
Drukarnia:
Michał Gröll
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1769
Data wydania (nie wcześniej niż):
1769
Data wydania (nie później niż):
1769
gdy ważono złoto/ Brennus Król na jednej szali położył miecz swój/ aby wagi przybyło. Co obaczywszy Rzymianin Sulpitius/ pytał go coby to było? Na to Brennus tak odpowiedział: Nic inszego to nie jest/ jedno zelżywość zwyciężonym. Kto nad kim góre otrzyma/ z tym trudna sprawa. Bo czasem i Kondycje się łamią.
TEMISTOCLES Książę Ateńskie/ gdy Adymantus zbraniając się bitwy na morzu/ mówił: Wszak to prawda: że tych sromotnie karzą/ którzy się wyrywają do spotykania? tak mu zapłacił. Tak jest: ale też i to prawda/ iż i ci którzy się chronią bitwy/ żadnych upominków nie odnoszą. Krótkich Powieści
Starali się
gdy ważono złoto/ Brennus Krol ná iedney szali położył miecż swoy/ áby wagi przybyło. Co obacżywszy Rzymiánin Sulpitius/ pytał go coby to było? Ná to Brennus ták odpowiedźiał: Nic inszego to nie iest/ iedno zelżywość zwyćiężonym. Kto nád kim gore otrzyma/ z tym trudna spráwá. Bo cżásem y Condicie się łamią.
THEMISTOCLES Kśiążę Atheńskie/ gdy Adimantus zbrániáiąc się bitwy ná morzu/ mowił: Wszák to prawdá: że tych sromotnie karzą/ ktorzy się wyrywáią do spotykánia? ták mu zápłáćił. Ták iest: ále też y to prawdá/ iż y ći ktorzy się chronią bitwy/ żadnych vpominkow nie odnoszą. Krotkich Powieśći
Stáráli się
Skrót tekstu: BudnyBPow
Strona: 111
Tytuł:
Krotkich a wezłowatych powieści [...] księgi IIII
Autor:
Bieniasz Budny
Drukarnia:
Piotr Blastus Kmita
Miejsce wydania:
Lubcz
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Tematyka:
filozofia, historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
i do oka po załamaniu wpadających. Rzecz bowiem doświadczona: iż ani słońca, ani innych widoków nie widziemy w tej linii, którą pomień nie źrzódła swego wychodzi, albo od innej rzeczy odbija się, ale w tej, którą do oka w pada. Gdy tedy promień przechodząc przez szkła, wodę, wapory etc. łamie się, inną linią, inną drogą wpada do oka. Linią zaś tę, którą promień po złamaniu wpadł do oka prowadząc prosto do odległości, z której promień wypadł, przyszlibyśmy do innego punktu, a nie do tego, z którego promień wyszedł w samej rzeczy, więc i rzecz, której jest ten promień,
y do oka po załamaniu wpadających. Rzecz bowiem doświadczona: iż ani słońca, ani innych widoków nie widziemy w tey linii, którą pomień ne źrzódła swego wychodzi, albo od inney rzeczy odbiia się, ale w tey, którą do oka w pada. Gdy tedy promień przechodząc przez szkła, wodę, wapory etc. łamie się, inną linią, inną drogą wpada do oka. Linią zaś tę, którą promień po złamaniu wpadł do oka prowadząc prosto do odległości, z którey promień wypadł, przyszlibyśmy do innego punktu, a nie do tego, z którego promień wyszedł w samey rzeczy, więc y rzecz, ktorey iest ten promień,
Skrót tekstu: BohJProg_I
Strona: 90
Tytuł:
Prognostyk Zły czy Dobry Komety Roku 1769 y 1770
Autor:
Jan Bohomolec
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. i Rzeczypospolitej w Kollegium Societatis Jesu
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
astronomia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1770
Data wydania (nie wcześniej niż):
1770
Data wydania (nie później niż):
1770