nazbyt otyły, drugi wiekiem nużny, Jaki u nas od kilku lat żebrze jałmużny; Bo zapalczywy Osman do tej z nami zwady Wszytkę płeć męską, nawet stare wygnał dziady, Dla pacierzy podobno, gdyż okrom modlitwy Nie zażył ich do wojny pewnie i do bitwy. W tymże obłoku stali Murzyni cudowni. Jako się bleszczy iskra w opalonej główni, Tak i tym z warg napuchłych, z czerniejszej nad szmelce Paszczęki, bielsze niż śnieg wyglądały kielce. Tu się w szeroko białej na wierzchu koszuli, Po polach Mamalucy przestronych rozsuli, Imiona narodów wschodnich WOJNA CHOCIMSKA
Jakoby przy łabęciach postawił kto kruki, A gęste się nad nimi wieszają bonczuki. Tamże
nazbyt otyły, drugi wiekiem nużny, Jaki u nas od kilku lat żebrze jałmużny; Bo zapalczywy Osman do tej z nami zwady Wszytkę płeć męską, nawet stare wygnał dziady, Dla pacierzy podobno, gdyż okrom modlitwy Nie zażył ich do wojny pewnie i do bitwy. W tymże obłoku stali Murzyni cudowni. Jako się bleszczy iskra w opalonej głowni, Tak i tym z warg napuchłych, z czerniejszej nad szmelce Paszczeki, bielsze niż śnieg wyglądały kielce. Tu się w szeroko białej na wierzchu koszuli, Po polach Mamalucy przestronych rozsuli, Imiona narodów wschodnich WOJNA CHOCIMSKA
Jakoby przy łabęciach postawił kto kruki, A gęste się nad nimi wieszają bonczuki. Tamże
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 119
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
Z oczu miasta daleko i wsi już zniknęły, Gęstwy, ciemność przywiódszy, strach jakiś przymknęły; A potem w ocemgnieniu niebo swą odmieni Wesołość, słońce jasnych nie daje promieni: Alić dziw ujźrzy straszny, co wypadł z głębokiej Jaskinie, a postać ma niewiasty wysokiej.
XLIII.
Dziw brzydki; tysiąc oczu pod czołem rogatem Bleszczy się i tysiąc usz we łbie ma kosmatem. Nie śpi straszydło nigdy szkaradne, powieki Dziurawe źrzenic zamknąć nie mogą na wieki. Kupa wężów na głowie sprosnej jadowitych Wije się, z członków inszych smród leci odkrytych. Okrutny wąż, szpetny wąż, wąż nad insze srogi Miasto ogona obie okręcił mu nogi.
XLI
Fraszka od urodzenia
Z oczu miasta daleko i wsi już zniknęły, Gęstwy, ciemność przywiódszy, strach jakiś przymknęły; A potem w ocemgnieniu niebo swą odmieni Wesołość, słońce jasnych nie daje promieni: Alić dziw ujźrzy straszny, co wypadł z głębokiej Jaskinie, a postać ma niewiasty wysokiej.
XLIII.
Dziw brzydki; tysiąc oczu pod czołem rogatem Bleszczy się i tysiąc usz we łbie ma kosmatem. Nie śpi straszydło nigdy szkaradne, powieki Dziurawe źrzenic zamknąć nie mogą na wieki. Kupa wężów na głowie sprosnej jadowitych Wije się, z członków inszych smród leci odkrytych. Okrutny wąż, szpetny wąż, wąż nad insze srogi Miasto ogona obie okręcił mu nogi.
XLI
Fraszka od urodzenia
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 264
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
łzach obfitych, a tu odbiegały Coraz mdłe siły, coraz ubywało, Czym się zbolałe serce posilało. I tak jako sen, gdy na pierwszej zorzy W nie spanej nocy spracowanych zmorzy, Jak cień wieczorny powoli niszczeje, Jako gdy lekki wiatr znienagła chwieje Trzcinką złamaną i jako pochodnia Spalona i już strawiona od ognia Tylko się bleszczy, a potym, co jaśnie Świeciła, w jednym momencie zagaśnie, Tak on gasł właśnie. A jednak w baczeniu Całym i w dobrym rozgarnion sumnieniu Dom rozporządził, dzieciom błogosławił, Którym za skarby największe zostawił Błogosławieństwo niebieskie obfite, Swoją i przodków swych cnotą nabyte. Przy swych też własnych błogosławił i tym, Którzy mieli
łzach obfitych, a tu odbiegały Coraz mdłe siły, coraz ubywało, Czym się zbolałe serce posilało. I tak jako sen, gdy na pierwszej zorzy W nie spanej nocy spracowanych zmorzy, Jak cień wieczorny powoli niszczeje, Jako gdy lekki wiatr znienagła chwieje Trzcinką złamaną i jako pochodnia Spalona i już strawiona od ognia Tylko się bleszczy, a potym, co jaśnie Świeciła, w jednym momencie zagaśnie, Tak on gasł właśnie. A jednak w baczeniu Całym i w dobrym rozgarnion sumnieniu Dom rozporządził, dzieciom błogosławił, Którym za skarby największe zostawił Błogosławieństwo niebieskie obfite, Swoją i przodków swych cnotą nabyte. Przy swych też własnych błogosławił i tym, Którzy mieli
Skrót tekstu: MorszZWybór
Strona: 167
Tytuł:
Wybór wierszy
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1658 a 1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1658
Data wydania (nie później niż):
1680
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1975