że do tych czasów Grecji w-Grecjej/ Macedoniej w-Macedoniej/ Kartaginy w-Kartaginie/ Rzymu/ w-Rzymie szukamy ne cadavera quidem tantae magnitudini paria extant. I snadniej było post eversam Romam niektórym nowym miasteczkom Włoskim afferere famam et libertatem, florere bellica gloria, excutere jugum barbarorum, praeferre imperia, niźli się pokrzepić Rzymowi! Venetiarum, Florientinorum, Genuensium, których verus Roma ne nomen quidem audivit pośledniejszych czasów res terra marique praeclarè gestae leguntur, de Roma siletur. Illa olim Vrbs domitriks gentium w-krotkim czasie lat kilkadziesiąt od Gottów do Wandalów albo raczej à conjurata totius Septemtrionis in suam perniciem gentium eluvione quater capta et eversa legitur, Prawdziwie powiedział
że do tych czásow Grecyey w-Grecyey/ Macedoniey w-Mácedoniey/ Kártáginy w-Kártáginie/ Rzymu/ w-Rzymie szukamy ne cadavera quidem tantae magnitudini paria extant. I snádniey było post eversam Romam niektorym nowym miásteczkom Włoskim afferere famam et libertatem, florere bellica gloria, excutere jugum barbarorum, praeferre imperia, niźli się pokrzepić Rzymowi! Venetiarum, Florientinorum, Genuensium, ktorych verus Roma ne nomen quidem audivit poślednieyszych czásow res terra marique praeclarè gestae leguntur, de Roma siletur. Illa olim Vrbs domitrix gentium w-krotkim czásie lát kilkádźieśiąt od Gottow do Wándalow álbo raczey à conjurata totius Septemtrionis in suam perniciem gentium eluvione quater capta et eversa legitur, Prawdźiwie powiedźiał
Skrót tekstu: PisMów_II
Strona: 56
Tytuł:
Mówca polski, t. 2
Autor:
Jan Pisarski
Drukarnia:
Drukarnia Kolegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Kalisz
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
mowy okolicznościowe
Tematyka:
retoryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1676
Data wydania (nie wcześniej niż):
1676
Data wydania (nie później niż):
1676
z wieczora ordynaryjne (który na tydzień dwa razy chodzi), do Anglii płynęliśmy. Kędy przeciwnego zażywszy wiatru i niebezpieczeństwa, niemniej też naruszenia zdrowia. Anglia
Nazajutrz wieczorem przypłynęliśmy ad limites Anglii, do miasta pierwszego nad samym morzem, na górze położonego, Dover nazwanego, dokąd, wysiadszy przenocowawszy dnia 27 Augusti i pokrzepiwszy się po niesposobności morskiej.
Nająwszy karety jechaliśmy. 91 dnia 28 rano na pokarm do miasta Canterbury mil 14 angielskich, co uczyni naszych 7, iż barzo dobre konie i piękne, angielskie, śpiesznie się jechało.
Ten kraj angielski barzo obfity we wszytko, jako w pola, role niesłychanie obfite i w pięknej dyzpozycyjej.
z wieczora ordynaryjne (który na tydzień dwa razy chodzi), do Angliej płynęliśmy. Kędy przeciwnego zażywszy wiatru i niebezpieczeństwa, niemniej też naruszenia zdrowia. Anglia
Nazajutrz wieczorem przypłynęliśmy ad limites Angliej, do miasta pierwszego nad samym morzem, na górze położonego, Dover nazwanego, dokąd, wysiadszy przenocowawszy dnia 27 Augusti i pokrzepiwszy się po niesposobności morskiej.
Nająwszy karety jechaliśmy. 91 dnia 28 rano na pokarm do miasta Canterbury mil 14 angielskich, co uczyni naszych 7, iż barzo dobre konie i piękne, angielskie, śpiesznie się jechało.
Ten kraj angielski barzo obfity we wszytko, jako w pola, role niesłychanie obfite i w pięknej dyspozycjej.
Skrót tekstu: BillTDiar
Strona: 298
Tytuł:
Diariusz peregrynacji po Europie
Autor:
Teodor Billewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy podróży, pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1677 a 1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1678
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Marek Kunicki-Goldfinger
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Biblioteka Narodowa
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
mu się daje,
z łaźnie onej tak przykrej wyprowadzonego spyta, jakby się miewał, a zatym do niego rzecze: «Zaż tak przyjemne ciała lubieżności były, jakie są teraz piekielne przykrości?». Nie odpowiedział na to Tundalus znędzniony, sił bowiem do mówienia nie miał, utrapiony. Któremu rzecze Anioł: «Pokrzep się, Tundale, bo wiedz o tym, iż cię Bóg nie opuścił cale! On, kogo chce, do piekła może zaprowadzić, tegoż stamtąd, jeśli chce, może wyprowadzić. Wielkieś męki, ale nie wszytkie podejmował, od większych cię Bóg dobry z swej łaski zachował, boś jeszcze na dno piekła
mu się daje,
z łaźnie onej tak przykrej wyprowadzonego spyta, jakby się miewał, a zatym do niego rzecze: «Zaż tak przyjemne ciała lubieżności były, jakie są teraz piekielne przykrości?». Nie odpowiedział na to Tundalus znędzniony, sił bowiem do mówienia nie miał, utrapiony. Któremu rzecze Anioł: «Pokrzep się, Tundale, bo wiedz o tym, iż cię Bóg nie opuścił cale! On, kogo chce, do piekła może zaprowadzić, tegoż stamtąd, jeżli chce, może wyprowadzić. Wielkieś męki, ale nie wszytkie podejmował, od większych cię Bóg dobry z swej łaski zachował, boś jeszcze na dno piekła
Skrót tekstu: BolesEcho
Strona: 97
Tytuł:
Przeraźliwe echo trąby ostatecznej
Autor:
Klemens Bolesławiusz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jacek Sokolski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
. 21. I o wybawieniu z niewoli Egipskiej przepowiada. 1.
TO gdy się stało/ dano znać Józefowi: Oto Ociec twój zachorzał: który wziąwszy dwu Synów swoich z sobą/ Manassessa i Efraima/ jachał do niego. 2. I powiedziano Jakobowi mówiąc: Oto Syn twój Józef idzie do ciebie. A Izrael pokrzepiwszy się usiadł na łożu 3.
I Rzekł Jakub do Józefa: Bóg wszechmogący ukazał mi się w Luzie/ w ziemi Chananeiskiej/ i błogosławił mi. 4. A mówił do mnie: Oto ja rozrodzę cię/ i rozmnożę cię/ i wywiodę z ciebie wielki naród/ A dam ziemię tę nasieniu twemu po tobie w dziedzictwo
. 21. I o wybáwieniu z niewoli Egipskiey przepowiáda. 1.
TO gdy śię stáło/ dano znáć Iozefowi: Oto Oćiec twoj záchorzał: ktory wźiąwszy dwu Synow swojich z sobą/ Mánássessá y Efráimá/ jachał do niego. 2. Y powiedźiano Iákobowi mowiąc: Oto Syn twoj Iozef idźie do ćiebie. A Izráel pokrzepiwszy śię uśiadł ná łożu 3.
Y Rzekł Iákob do Iozefá: Bog wszechmogący ukazał mi śię w Luzie/ w źiemi Chánáneiskiey/ y błogosłáwił mi. 4. A mowił do mnie: Oto ja rozrodzę ćię/ y rozmnożę ćię/ y wywiodę z ćiebie wielki narod/ A dam źiemię tę naśieniu twemu po tobie w dźiedźictwo
Skrót tekstu: BG_Rdz
Strona: 52
Tytuł:
Biblia Gdańska, Księga Rodzaju
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Daniel Mikołajewski
Drukarnia:
Andreas Hünefeld
Miejsce wydania:
Gdańsk
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
Biblia
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1632
Data wydania (nie wcześniej niż):
1632
Data wydania (nie później niż):
1632
że. Umilkła, gdy prezydent przestraszył kapelę. Posadziwszy kanonik swoję saltarelę, Przyszedszy do biskupa — aż się zwinął w kłęby, Aż wpadł pod stół, tak dobrze da mu pięścią w zęby. Tu była rzecz dobrego pana swego sługi, Wziąwszy jeden policzek, nadstawić mu drugi; Aleć opak uczynił, bo gdy się pokrzepi, Chce oddać, choć już tego, co wziął, nie odlepi. Nuż w tykwy i co włosów mają wkoło piesze, Jeden ociec drugiego bez grzebienia czesze. Mieliby też, jako Piotr, pryncypał ich święty, Miecz do takiej potrzeby do boku przypięty. Nikt rozwadzać i tknąć się nie śmie deputata, Żeby
że. Umilkła, gdy prezydent przestraszył kapelę. Posadziwszy kanonik swoję saltarelę, Przyszedszy do biskupa — aż się zwinął w kłęby, Aż wpadł pod stół, tak dobrze da mu pięścią w zęby. Tu była rzecz dobrego pana swego sługi, Wziąwszy jeden policzek, nadstawić mu drugi; Aleć opak uczynił, bo gdy się pokrzepi, Chce oddać, choć już tego, co wziął, nie odlepi. Nuż w tykwy i co włosów mają wkoło piesze, Jeden ociec drugiego bez grzebienia czesze. Mieliby też, jako Piotr, pryncypał ich święty, Miecz do takiej potrzeby do boku przypięty. Nikt rozwadzać i tknąć się nie śmie deputata, Żeby
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 610
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Dnia jednego gdy się modlił/ pokazał się mu w takiej postaci. Dwa konie ogniste osiodłane stały podle niego/ jeden z jednej/ a drugi z drugiej strony/ i wskoczywszy przedniemi nogami na ramiona jego/ zębami łamali w nim kości i wszytkie członki jego. Gdy tedy on święty upadł od strachu widzenia onego/ a pokrzepiwszy się/ pytał ktoby to był. Odpowiedział: Jam jest on Dziekan przeklęty i potępiony przyjaciel twój. Na co święty: Co to za męka tak straszliwa którać jest zadana od Boga? Tedy Dziekan: Ci są dwa konie ogniści/ którzy wdychają ogień we wszytkie członki moje/ gryzą i kruszą kości moje/ jeden
Dniá iednego gdy sie modlił/ pokazał sie mu w tákiey postáći. Dwá konie ogniste ośiodłáne stały podle niego/ ieden z iedney/ á drugi z drugiey strony/ y wskoczywszy przedniemi nogámi ná rámioná iego/ zębámi łamáli w nim kośći y wszytkie członki iego. Gdy tedy on święty vpadł od stráchu widzenia onego/ á pokrzepiwszy sie/ pytał ktoby to był. Odpowiedźiał: Iam iest on Dźiekan przeklęty y potępiony przyiaćiel twoy. Ná co święty: Co to zá męká tak strászliwa ktorać iest zádána od Bogá? Tedy Dźiekan: Ci są dwá konie ogniśći/ ktorzy wdycháią ogień we wszytkie członki moie/ gryzą y kruszą kośći moie/ ieden
Skrót tekstu: ZwierPrzykład
Strona: 80
Tytuł:
Wielkie zwierciadło przykładów
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Szymon Wysocki
Drukarnia:
Jan Szarffenberger
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612
M.; część nic przyszło ich, ale na innych miejscach zostały. Zaczym nie mógł J. K. M. iść w poparciu dalszym przed się wzięcia swego dla rozproszenia od nawałności ludzi i okrętów i takiej, jakiej by było potrzeba prędkości użyć, a tymczasem stryj, nieprzyjaciel J. K. M., pokrzepił się i zdobył się na ludzie. Druga, gdy do bitwy potym przyszło, czereda tameczna nie dotrzymała J. K. Mci i potkać się a gotowego prawie zwycięstwa poprzeć nic chciała. Zaczym przyszlo J. K. M. za posłaniem naprzód Karolusowym do J. K. M. i bitwę rozwieść, i do
M.; część nic przyszło ich, ale na innych miescach zostały. Zaczym nie mógł J. K. M. iść w poparciu dalszym przed się wzięcia swego dla rozproszenia od nawałności ludzi i okrętów i takiej, jakiej by było potrzeba prętkości użyć, a tymczasem stryj, nieprzyjaciel J. K. M., pokrzepił się i zdobył się na ludzie. Druga, gdy do bitwy potym przyszło, czereda tameczna nie dotrzymała J. K. Mci i potkać się a gotowego prawie zwycięstwa poprzeć nic chciała. Zaczym przyszlo J. K. M. za posłaniem naprzód Karolusowym do J. K. M. i bitwę rozwieść, i do
Skrót tekstu: AktaPozn_I_1
Strona: 215
Tytuł:
Akta sejmikowe województw poznańskiego i kaliskiego tom I
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Gatunek:
akta sejmikowe
Tematyka:
polityka, prawo
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1601 a 1616
Data wydania (nie wcześniej niż):
1601
Data wydania (nie później niż):
1616
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Włodzimierz Dworzaczek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Poznań
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowe Wydawnictwo Naukowe
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1957
i wiarą tych, którym był powierzony, jest dotrzymany i za nastąpieniem tych, których J. K. M. dla posiłku sposobić był raczył, nieprzyjaciel z miejsc niektórych, gdzie się był ufortyfikował, ustąpić i wolny przynamniej z jednej strony do zamku przystęp uczynić musiał. Jeszcze tym rzeczom nie koniec, bo nieprzyjaciel snadno się pokrzepić może, a nam tak wielkie miejsce, na którym po kilkudziesiąt tysięcy zamykało się, opatrzyć trudno. Nie zmogą tego potoczniej obrony siły, lubo J. K. M. w tej mierze czyni pilne staranie, aby ten zamek, który wrota prawie do państwa Moskiewskiego otwiera i wielkością żyznych włości w pożytek jest obfity,
i wiarą tych, którym był powierzony, jest dotrzymany i za nastąpieniem tych, których J. K. M. dla posiłku sposobić był raczył, nieprzyjaciel z miejsc niektórych, gdzie się był ufortyfikował, ustąpić i wolny przynamniej z jednej strony do zamku przystęp uczynić musiał. Jeszcze tym rzeczom nie koniec, bo nieprzyjaciel snadno się pokrzepić może, a nam tak wielkie miejsce, na którym po kilkudziesiąt tysięcy zamykało się, opatrzyć trudno. Nie zmogą tego potoczniej obrony siły, lubo J. K. M. w tej mierze czyni pilne staranie, aby ten zamek, który wrota prawie do państwa Moskiewskiego otwiera i wielkością żyznych włości w pożytek jest obfity,
Skrót tekstu: AktaPozn_I_1
Strona: 441
Tytuł:
Akta sejmikowe województw poznańskiego i kaliskiego tom I
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Gatunek:
akta sejmikowe
Tematyka:
polityka, prawo
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1601 a 1616
Data wydania (nie wcześniej niż):
1601
Data wydania (nie później niż):
1616
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Włodzimierz Dworzaczek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Poznań
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowe Wydawnictwo Naukowe
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1957
tam rachowano podczas 500. Kaualerów Rzymskich/ których nigdziej indziej nie znaleźć było/ tylko w Padwi. Teraz już do onej zacności i wielkości/ nie ma żadnego porównania: i raczej może być policzone miedzy sławne składy kupieckie/ a niż między spaniałe miasta. Maurowie je popsowali/ a rozbójnicy morscy/ nie dopuszczą mu też pokrzepić się. Lecz niemasz nic coby mu więcej szkodziło/ jako sąsiedztwo z Siuilią: bo to miasto do siebie ciągnie wszystkie towary z Oceanu zachodniego. Miedzy Calis i miedzy ziemią/ jest tam jeden osobliwy port/ który nazywają port Królewski: a trochę wyżej ku pułnocy/ jest drugi/ który zowią S. Mariae.
tam ráchowano podczás 500. Káualerow Rzymskich/ ktorych nigdźiey indźiey nie ználeść było/ tylko w Padwi. Teraz iuż do oney zacnośći y wielkośći/ nie ma żadnego porownánia: y ráczey może być policzone miedzy sławne skłády kupieckie/ á niż między spániałe miástá. Maurowie ie popsowáli/ á rozboynicy morscy/ nie dopusczą mu też pokrzepić się. Lecz niemász nic coby mu więcey szkodźiło/ iáko sąśiedztwo z Siuilią: bo to miásto do śiebie ćiągnie wszystkie towáry z Oceanu zachodniego. Miedzy Calis y miedzy źiemią/ iest tám ieden osobliwy port/ ktory názywáią port Krolewski: á trochę wyżey ku pułnocy/ iest drugi/ ktory zowią S. Mariae.
Skrót tekstu: BotŁęczRel_I
Strona: 13
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. I
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
nie śmieli Nic rzec, utopionego gdy w myślach widzieli.
CXXXIII.
Frasobliwą twarz na dół i wzrok miał skłoniony, W ziemię ustawnie patrząc królik zasmucony; Huku nie usłyszałby ponno nawiętszego, Zmysły ledwie nie wszystkie odbiegły od niego. Potem, gdy długo siedział tak uspokojony, Ciężko westchnąwszy, jakby ze snu ocucony, Pokrzepił się, wzniósł oczy, łzami nakropione, Na swego gospodarza i na goście one, PIEŚŃ XXVII.
CXXXIV.
A przerwawszy milczenie, gospodarza swego I gości spytał wszystkich, co byli u niego, Jeśliby żony swoje i jak dawno mieli, A ci, iż są żonaci zaraz powiedzieli. Pyta zaś, co też o ich
nie śmieli Nic rzec, utopionego gdy w myślach widzieli.
CXXXIII.
Frasobliwą twarz na dół i wzrok miał skłoniony, W ziemię ustawnie patrząc królik zasmucony; Huku nie usłyszałby ponno nawiętszego, Zmysły ledwie nie wszystkie odbiegły od niego. Potem, gdy długo siedział tak uspokojony, Ciężko westchnąwszy, jakby ze snu ocucony, Pokrzepił się, wzniósł oczy, łzami nakropione, Na swego gospodarza i na goście one, PIEŚŃ XXVII.
CXXXIV.
A przerwawszy milczenie, gospodarza swego I gości spytał wszystkich, co byli u niego, Jeśliby żony swoje i jak dawno mieli, A ci, iż są żonaci zaraz powiedzieli. Pyta zaś, co też o ich
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 353
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905