obrzydzi, ohy- dzi, żebyś tylko jako i ona nie jadł. Jeśli się uspokoisz, to ona lubo nie gada, to będzie kołatać, wywracać, gmerać, chrobotać abo tym abo owym, byleś tylko jakimkolwiek sposobem pokoju nie miał.
W nocy-li spisz, ona kaszle, charcha, na łóżku się przewraca, stęka, trzeszczy, wrzeszczy, czeladzi łaje, psy drażni. Świece każe całą noc palić, abo ogień w kominie, żeby tylko tobie w oczy; ty byś spal, ona wstanie, czeladź budzi, narzeka, klnie, łaje, stęka; to też ty ruszaj się, wstawaj dla drew, dla
obrzydzi, ohy- dzi, żebyś tylko jako i ona nie jadł. Jeśli się uspokoisz, to ona lubo nie gada, to będzie kołatać, wywracać, gmerać, chrobotać abo tym abo owym, byleś tylko jakimkolwiek sposobem pokoju nie miał.
W nocy-li spisz, ona kaszle, charcha, na łóżku się przewraca, stęka, trzeszczy, wrzeszczy, czeladzi łaje, psy drażni. Świece każe całą noc palić, abo ogień w kominie, żeby tylko tobie w oczy; ty byś spal, ona wstanie, czeladź budzi, narzeka, klnie, łaje, stęka; to też ty ruszaj się, wstawaj dla drew, dla
Skrót tekstu: MatłBabBad
Strona: 187
Tytuł:
Baba abo stary inwentarz
Autor:
Prokop Matłaszewski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1690
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1690
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950
Minerały u Pliniusza. Jest srebra dosyć w Państwie Monomotapy w Mozambique, na Insule Bronbońskiej w Afryce. Rzeki złotem płynące Tagus i Iberus w Hiszpanii: Padus w Włoszech: Hermus w Tracyj, Pactolus w Azyj, Ganges i Hydaspes w Indyj; w kto- Co który Kraj Ludziom przynosi osobliwego?
rych rzekach złote z wodą przewracają się piaski, jako o Tagusię mówi Claudianus: Tempestas pretiosa Tagi. Tolosa Miasto Francuskie dziwnie wiele w sobie miało złota, tak dalece, że sam z tamtąd Kwintus Caepio Konsul Rzymski samego złota jedynaście tysięcy grzywień, srebra sto tysięcy grzywien w Kościele zrabował, których bogactw ktokolwiek się tykał, nieznośnym bólem udręczony, życie zakończył
Mineráły u Pliniusza. Iest srebra dosyć w Państwie Monomotapy w Mozambique, na Insule Bronbońskiey w Afryce. Rzeki złotem płynące Tagus y Iberus w Hiszpanii: Padus w Włoszech: Hermus w Tracyi, Pactolus w Azyi, Ganges y Hydaspes w Indyi; w kto- Co ktory Kray Ludziom przynosi osobliwego?
rych rzekach złote z wodą przewracaią się piaski, iako o Tagusię mowi Claudianus: Tempestas pretiosa Tagi. Tolosa Miasto Francuskie dziwnie wiele w sobie miało złota, tak dalece, że sam z tamtąd Kwintus Caepio Konsul Rzymski samego złota iedynaście tysięcy grzywień, srebra sto tysięcy grzywien w Kościele zrabował, ktorych bogactw ktokolwiek się tykał, nieznośnym bolem udręczony, życie zakończył
Skrót tekstu: ChmielAteny_I
Strona: 998
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 1
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
na mąkę w stępach, lub w żarnach; a ten jest do prostszych robot. Na mozaikę zaś, która ma być O Ekonomice mianowicie o Architekturze.
twarda i trwała, trzeba gips surowy mlić na mąkę, w kotle potym warzyć, bez wody co raz mieszając warzochą, gdyż on od gorącości ognia, jak woda przewraca się i wre, jak zmięknieje i przestanie wreć, tandem ostygnie, idzie in usum mularzów do sufitu, do sztukateryj, i mozaiki. Sufit gdy będzie od mularzów skończony, wszelkie może przyjąć malowania, sztukaterie, lub obrazy wielkie na płótnie. Na sufitach takich zwyczajnie dają Historie różne, lub z Pisma Z. lub świeckich
na mąkę w stępach, lub w żarnach; á ten iest do prostszych robot. Na mozaikę zaś, ktora ma bydź O Ekonomice mianowicie o Architekturze.
twarda y trwała, trzeba gips surowy mlić na mąkę, w kotle potym warzyć, bez wody co raz mieszaiąc warzochą, gdyż on od gorącości ognia, iak woda przewraca się y wre, iak zmięknieie y przestanie wreć, tandem ostygnie, idzie in usum mularzow do suffitu, do sztukateryi, y mozaiki. Suffit gdy będzie od mularzow skończony, wszelkie może przyiąc malowania, sztukaterye, lub obrazy wielkie na płotnie. Na suffitach takich zwyczaynie daią Hystorye rożne, lub z Pisma S. lub swieckich
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 356
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
się/ prawi/ byś się nie oszukała sama Katarzyno. Zrozumiawszy to pani jej/ naprzód ją srodze zgromiła/ i po tym upomniała/ jako to wiele należy na zupełnej spowiedzi: jako to brzydka przed Bogiem zataić i namniejszego grzechu śmiertelnego. Ona za tym gorsza się zstawała/ i gorzej się też miała/ i przewracała się po łóżku/ ledwo co mogąc odetchnąć. Pani tedy do niej się przybliżyła/ i pytała jej/ coby to był za grzech/ który ona zataiła na spowiedzi/ żeby go już nie zamilczywała/ a powiedziała go przed panią: i przydała też: Baczę tu po lewej ręcę chłopa czarnego/ który mi się nie
się/ práwi/ byś się nie oszukáłá sámá Káthárzyno. Zrozumiawszy to páni iey/ naprzod ią srodze zgromiłá/ y po tym vpomniáłá/ iako to wiele należy ná zupełney spowiedźi: iáko to brzydka przed Bogiem zátáić y namnieyszego grzechu śmiertelnego. Oná zá tym gorsza się zstawáłá/ y gorzey się też miáłá/ y przewracáłá się po łożku/ ledwo co mogąc odetchnąć. Páni tedy do niey się przybliżyłá/ y pytáłá iey/ coby to był zá grzech/ ktory oná zátáiłá ná spowiedźi/ żeby go iuż nie zamilczywáłá/ á powiedźiáłá go przed pánią: y przydáłá też: Baczę tu po lewey ręcę chłopá czárnego/ ktory mi się nie
Skrót tekstu: BotŁęczRel_V
Strona: 75
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. V
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Drukarnia:
Mikołaj Lob
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
przechodzi/ aż do onego sławnego Caput Comorynum. Tam tedy pod jednymże czasem/ z tej strony góry/ poczyna się zima około początku Aprila/ a z drugiej tamtej lato: z tej strony panują dżdże srogie i grady/ i wiatry zimne i niepogodne; a tam dni pogodne i wdzięczne: z tę stronę morze się przewraca/ i marynarze ledwie są bezpieczni w portach; a z tamtę stronę bezpiecznie nawigują po golfie Bengale/ i handlują po wszystkim. Nakoniec w tamtym kraju/ góra Gates czyni więtsze skutki/ a niż Ekwinoctiał; gdyż w tak krótkim miejscu odmienia nieodmiennie czasy roczne. Otoż jeśli my znajdujemy różności lata i zimy
przechodźi/ áż do onego sławnego Caput Comorinum. Tám tedy pod iednymże czásem/ z tey strony gory/ poczyna się źimá około początku Aprilá/ á z drugiey támtey láto: z tey strony pánuią dżdże srogie y grády/ y wiátry źimne y niepogodne; á tám dni pogodne y wdźięczne: z tę stronę morze się przewráca/ y márinarze ledwie są bespieczni w portách; á z támtę stronę bespiecznie náuiguią po golfie Bengálae/ y hándluią po wszystkim. Nákoniec w támtym kráiu/ gorá Gátes czyni więtsze skutki/ á niż AEquinoctiał; gdyż w ták krotkim mieyscu odmienia nieodmiennie czásy roczne. Otoż iesli my znáyduiemy roznośći látá y źimy
Skrót tekstu: BotŁęczRel_I
Strona: 262
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. I
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
Przez wzdychanie z ust, przez łzy z oczu, choć go dusi, Wypuścić go, rad nierad, nieszczęśliwy musi. PIEŚŃ XXIII.
CXXII.
A kiedy mógł popuścić wodze swej żałości, Zostawszy jeden tylko sam na osobności, Z oczu zaczerwieniałych, wziąwszy twarz na rękę, Puszcza na dół na piersi niewstrąconą rzekę. Przewraca się a stęka, na miejscu nie może Leżeć i w częste koła zwiedza wszytko łoże; Ale je tak najduje twarde i kolące, Jako kamienie, jako pokrzywy gorące.
CXXIII.
Kiedy tak cierpiał one tęsknice i cknienia, Przyszło mu jakoś na myśl, że okrom wątpienia Na tem łóżku, na którem leżał, z swem
Przez wzdychanie z ust, przez łzy z oczu, choć go dusi, Wypuścić go, rad nierad, nieszczęśliwy musi. PIEŚŃ XXIII.
CXXII.
A kiedy mógł popuścić wodze swej żałości, Zostawszy jeden tylko sam na osobności, Z oczu zaczerwieniałych, wziąwszy twarz na rękę, Puszcza na dół na piersi niewstrąconą rzekę. Przewraca się a stęka, na miejscu nie może Leżeć i w częste koła zwiedza wszytko łoże; Ale je tak najduje twarde i kolące, Jako kamienie, jako pokrzywy gorące.
CXXIII.
Kiedy tak cierpiał one tesknice i cknienia, Przyszło mu jakoś na myśl, że okrom wątpienia Na tem łóżku, na którem leżał, z swem
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 226
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
kawalerowie będziecie nas tam mieli wnet dla nas ludziom szkody nie czyncie a już tez dnieje wymunderowawszy się tedy dragoni naich konie dobre powsiadali swoje podlejsze na podwórzu zostawili nafassowali Muszkiety czym kto mógł kamykami Hufnalami bo kul Nie było. U owych tylko kilku powiązanych pozywili się w ładunki co mogli znalesc w ładownicach Ów postrzelony Jęczy przedewroty przewraca się bo go w kolano niejaki Jankowski Dragan postrzelił Hufnalami a drugiego w ten ze czas postrzelonego uprowadzili z sobą owa kupa.
Wołąm tedy Ej Panowie jedzce sobie zaniechajcie nas O nie może być taki synu. niedurno się nam tu wymkniesz wykurzemy cię tu jak jazwca z jamy. Rzecze wachmistrz jak nas będziecie Infestować pierwej wam pościnąmy tych
kawalerowie będziecie nas tam mieli wnet dla nas ludziom szkody nie czyncie a iuz tez dnieie wymunderowawszy się tedy dragoni naich konie dobre powsiadali swoie podleysze na podworzu zostawili nafassowali Muszkiety czym kto mogł kamykami Hufnalami bo kul Nie było. U owych tylko kilku powiązanych pozywili się w ładunki co mogli znalesc w ładownicach Ow postrzelony Ięczy przedewroty przewraca się bo go w kolano nieiaki Iankowski Dragan postrzelił Hufnalami a drugiego w ten ze czas postrzelonego uprowadzili z sobą owa kupa.
Wołąm tedy Ey Panowie iedzce sobie zaniechaycie nas O nie moze bydz taki synu. niedurno się nąm tu wymkniesz wykurzęmy cię tu iak iazwca z iamy. Rzecze wachmistrz iak nas będziecie Infestować pierwey wam poscinąmy tych
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 156v
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
. Nie stracił był abowiem rozumu/ ale tylko mowę. Słysząc o tym przyległy sąsiad bogaty/ kupił drogo onego osła. Za którego baby zapłatę wziąwszy/ napominały kupca/ żeby przestrzegał/ jakoby osieł do wody nie wchodził. Za czasem niedbałęgo stróża nad sobą mając/ do jeziora bliskiego wbieżał/ i tam długo w wodzie się przewracając/ straciwszy solą do pierwszej swojej postaci przyszedł. gdy tedy on stróż/ podkawszy jegoż samego/ pytał/ jeśliby gdzie osła widział? Odpowiedział mu/ że on nim był. stróż panu dał znać. A pan Papieżowi na on czas Leonowi: baby pojmane/ znały się do wszytkiego. Wątpiącego o tym Papieża
. Nie strácił był ábowiem rozumu/ ále tylko mowę. Słysząc o tym przyległy samśiad bogáty/ kupił drogo onego osłá. Zá ktorego báby zapłátę wźiąwszy/ nápomináły kupcá/ żeby przestrzegał/ iákoby ośieł do wody nie wchodźił. Zá czásem niedbáłę^o^ strożá nád sobą máiąc/ do ieźiorá bliskiego wbieżał/ y tám długo w wodźie sie przewracáiąc/ stráćiwszy solą do pierwszey swoiey postáći przyszedł. gdy tedy on stroż/ podkawszy iegoż sámego/ pytał/ iesliby gdźie osłá widźiał? Odpowiedźiał mu/ że on nim był. stroż pánu dał znáć. A pan Papieżowi ná on czás Leonowi: báby poimáne/ znáły sie do wszytkiego. Wątpiącego o tym Papieżá
Skrót tekstu: SpInZąbMłot
Strona: 408
Tytuł:
Młot na czarownice
Autor:
Jacob Sprenger, Heinrich Institor
Tłumacz:
Stanisław Ząbkowic
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
magia, obyczajowość, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
.
L
Potem nadobne dziewki były prowadzone Do pokojów, które jem dawno naznaczone. Gospodarz, co miał zwyczaj ludzkość pokazować, Jak prędko gości jakich podjął się przymować, Wczasem wygadza; już się wszyscy położyli, Już luby odpoczynek we śnie utopili. Bradamanta do swych się myśli znowu wraca, Z lewego na bok prawy coraz się przewraca.
LVII.
Nakoniec obłapił ją sen leniwy swemi, Gdy wynikał biały świt, skrzydły czarnawemi, I ujrzy najsmutniejsza dziewka kochanego Rugiera, co omdlewa tysiąckroć dla niego. A on tak zdał się mówić: „Czemu, siostro moja, Czemu najrozkoszniejsza twarz truchlała twoja? Wątpisz o mej przyjaźni? Wiedz, iż barziej
.
L
Potem nadobne dziewki były prowadzone Do pokojów, które jem dawno naznaczone. Gospodarz, co miał zwyczaj ludzkość pokazować, Jak prędko gości jakich podjął się przymować, Wczasem wygadza; już się wszyscy położyli, Już luby odpoczynek we śnie utopili. Bradamanta do swych się myśli znowu wraca, Z lewego na bok prawy coraz się przewraca.
LVII.
Nakoniec obłapił ją sen leniwy swemi, Gdy wynikał biały świt, skrzydły czarnawemi, I ujrzy najsmutniejsza dziewka kochanego Rugiera, co omdlewa tysiąckroć dla niego. A on tak zdał się mówić: „Czemu, siostro moja, Czemu najrozkoszniejsza twarz truchlała twoja? Wątpisz o mej przyjaźni? Wiedz, iż barziej
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 43
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
jak po mydle, Wemkną się żołnierzowi jajca i tak w kupie Wiszą, bo miał złe portki, bez gaci na dupie. Porwie się do kieliszka, aż jako we sforze Wszędzie z nim stołek jeździ, bo jajca w gąsiorze. Kręci się, raz kontusza, drugi szable maca, Ale gdy stołek tudzież za nim się przewraca, Musiał wleźć chłopiec podeń, z onej ciasnej dziury Jajca mu pojedynkiem wysadzać do góry. 338. DO PANA WOJCIECHA MOSTOWSKIEGO, SĘDZIEGO ZASKRZYŃSKIEGO
Nigdy lepiej nie trafił, nie chybiwszy piędzią, Jako gdy cię zaskrzyńskim król uczynił sędzią. Dałeś próbę, skąd sąd twój okolicznie słynie, Bo wprzód, niźli za prawo
jak po mydle, Wemkną się żołnierzowi jajca i tak w kupie Wiszą, bo miał złe portki, bez gaci na dupie. Porwie się do kieliszka, aż jako we sforze Wszędzie z nim stołek jeździ, bo jajca w gąsiorze. Kręci się, raz kontusza, drugi szable maca, Ale gdy stołek tudzież za nim się przewraca, Musiał wleźć chłopiec podeń, z onej ciasnej dziury Jajca mu pojedynkiem wysadzać do góry. 338. DO PANA WOJCIECHA MOSTOWSKIEGO, SĘDZIEGO ZASKRZYŃSKIEGO
Nigdy lepiej nie trafił, nie chybiwszy piędzią, Jako gdy cię zaskrzyńskim król uczynił sędzią. Dałeś próbę, skąd sąd twój okolicznie słynie, Bo wprzód, niźli za prawo
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 387
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987