, Oczy jak wróble gniazda łez i gnoju pełne, Stawy porozciągane, członki niezupełne, Boki zapadłe właśnie jak doły do rzepy, Nogi się powłaczają jak stłuczone cepy, Pojrzenie krzywouste i nos zakrzywiony W gębę patrzy, na straży zębom postawiony; Pouciekały przecię, a te, co zostały, Color di merda barwę na się przyodziały. Brzuch się jej przez pas wali i choć podkasany, Tłucze się po zsiniałych udach nad kolany; Cycki jak rzemień zmokły, gdy go wyprawiają, Wiszą i brodawkami aż pępka sięgają; Trzecia ozdoba wisi u gardła — przeklęty Pęcherz, jako wieprzowy od chłopiąt nadęty. Usta się zawsze pienią, gęba się skrzywiła I tym
, Oczy jak wróble gniazda łez i gnoju pełne, Stawy porozciągane, członki niezupełne, Boki zapadłe właśnie jak doły do rzepy, Nogi się powłaczają jak stłuczone cepy, Pojrzenie krzywouste i nos zakrzywiony W gębę patrzy, na straży zębom postawiony; Pouciekały przecię, a te, co zostały, Color di merda barwę na się przyodziały. Brzuch się jej przez pas wali i choć podkasany, Tłucze się po zsiniałych udach nad kolany; Cycki jak rzemień zmokły, gdy go wyprawiają, Wiszą i brodawkami aż pępka sięgają; Trzecia ozdoba wisi u gardła — przeklęty Pęcherz, jako wieprzowy od chłopiąt nadęty. Usta się zawsze pienią, gęba się skrzywiła I tym
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 328
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
otworzyste/ Rzeki krzywymi brzegi opasał schodziste: Które będąc po różnych miejscach zrozsadzane/ Częścią bywają samą ziemią wypijane/ Częścią w Morze wpadają. A gdy już w przestrone Pole swowolnej wody bywają wniesione/ Miasto rzecznych w morski brzeg biją pędem srogim Rozkazał się rozciągną i polom chędogim/ I pozniżać dolinom: i lasom odmiennym Liściem się przyodziać/ i wstać górom kamiennym. A. A jak dwa pasy z prawej/ tyleż z lewej strony Niebo dzielą: Piąty jest gorętszy niż ony. Tak i ciężar zamkniony/ tyląż rozdzieleła Liczbą/ opatrzność Boża i tyleż włożeła Przedziałów i na ziemię/ z których ten co chodzi Srzodkiem/ do mieszkania się nikomu nie
otworzyste/ Rzeki krzywymi brzegi opásał zchodźiste: Ktore będąc po rożnych mieyscách zrozsádzáne/ Częśćią bywáią sámą źiemią wypiiáne/ Częśćią w Morze wpadáią. A gdy iuż w przestrone Pole swowolney wody bywáią wnieśione/ Miásto rzecznych w morski brzeg biią pędem srogim Roskazał się rośćiągną y polom chędogim/ Y pozniżáć dolinom: y lásom odmiennym Liśćiem się przyodźiać/ y wstáć gorom kámiennym. A. A iak dwá pásy z práwey/ tyleż z lewey strony Niebo dźielą: Piąty iest gorętszy niż ony. Ták y ćiężar zámkniony/ tyląż rozdźielełá Liczbą/ opátrzność Boża y tyleż włożełá Przedźiałow y ná źiemię/ z ktorych ten co chodźi Srzodkiem/ do mieszkánia się nikomu nie
Skrót tekstu: OvOtwWPrzem
Strona: 5
Tytuł:
Księgi Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Walerian Otwinowski
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1638
Data wydania (nie wcześniej niż):
1638
Data wydania (nie później niż):
1638
żony W żałobie idzie, aż się wlecze za nim Płaszcz, a żal rzewny jawnie widać na nim. Po lewej ręce, zaraz wedle niego, Szedł nasz Marynarz, który aktu tego Nie chciał opuścić swojej siostry, ale Szedł w procesy jej tuląc w sobie żale. Po tym mieszczanie w swym szyku za niemi, Przyodziawszy się płaszczami długiemi, Z wielkim śli statkiem pokornie spuściwszy Oczy a rękę na rękę włożywszy. Po chwili znowu z daleka matrony I poczciwe szły cnych małżonków żony Z wielką skromnością i wstydem do tego, Że się i cienia wstydziły własnego. Ani tam jedna na drugą spojrzała, Ni jedna z drugą idąc rozmawiała. Szły jak owieczki
żony W żałobie idzie, aż się wlecze za nim Płaszcz, a żal rzewny jawnie widać na nim. Po lewej ręce, zaraz wedle niego, Szedł nasz Marynarz, który aktu tego Nie chciał opuścić swojej siostry, ale Szedł w procesy jej tuląc w sobie żale. Po tym mieszczanie w swym szyku za niemi, Przyodziawszy się płaszczami długiemi, Z wielkim śli statkiem pokornie spuściwszy Oczy a rękę na rękę włożywszy. Po chwili znowu z daleka matrony I poczciwe szły cnych małżonków żony Z wielką skromnością i wstydem do tego, Że się i cienia wstydziły własnego. Ani tam jedna na drugą spojrzała, Ni jedna z drugą idąc rozmawiała. Szły jak owieczki
Skrót tekstu: BorzNaw
Strona: 170
Tytuł:
Morska nawigacyja do Lubeka
Autor:
Marcin Borzymowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1662
Data wydania (nie wcześniej niż):
1662
Data wydania (nie później niż):
1662
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Morskie
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
XI
Zegar bije, tobie czas biorą do poprawy. Narzekać, lecz nierychło, będziesz na złe sprawy. XII
Zegar bije, stworzenia wszytkie narzekają, Na złość twoję przed Bogiem żałośnie stękają. XIII
Zegar bije, słońce chce stanąć z obrotami, Miesiąc się przyodzieje żałobą z gwiazdami. XIV
Zegar bije, żołnierze ognistego koła, Jeśliś zły był, w pożar cię chcą obrócić zgoła. XV
Zegar bije, powietrze straszy cię gromami; Co złe, prędko lotnymi kruszy piorunami. XVI
Zegar bije, morskie się burzą nawałności, Zatopią cię, grzeszniku, w srogiej burzliwości. XVII
XI
Zegar bije, tobie czas biorą do poprawy. Narzekać, lecz nierychło, będziesz na złe sprawy. XII
Zegar bije, stworzenia wszytkie narzekają, Na złość twoję przed Bogiem żałośnie stękają. XIII
Zegar bije, słońce chce stanąć z obrotami, Miesiąc się przyodzieje żałobą z gwiazdami. XIV
Zegar bije, żołnierze ognistego koła, Jeśliś zły był, w pożar cię chcą obrócić zgoła. XV
Zegar bije, powietrze straszy cię gromami; Co złe, prędko lotnymi kruszy piorunami. XVI
Zegar bije, morskie się burzą nawałności, Zatopią cię, grzeszniku, w srogiej burzliwości. XVII
Skrót tekstu: TrembWierszeBar_II
Strona: 348
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Jakub Teodor Trembecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1651 a 1700
Data wydania (nie wcześniej niż):
1651
Data wydania (nie później niż):
1700
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Poeci polskiego baroku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1965
za którego jesteśmy w gniewie Bożym bez końca, atoli jednak pod władzą Boską zostajemy. ROZDZIAŁ Dziesiąty. O pierwszym przyściu Chrystusa.
BOję się mój Rabinie, Bóg opisuje oczywiście dwojakie przyście Chrystusa przez usta Izajasza Proroka 51. 9. gdy mówi: Consurge, consurge, induere fortitudinem brachium Domini. Powstań, powstań, przyodziej się w męstwo Mocy Pańska. Dwa razy mówiąc powstań, dla jego dwojakiego przyścia, a osobliwie jaśnie pierwsze Chrystusa opisuje przyście, ile do Męki i stracenia w Róz: 1. i liii. przez cały. a osobliwie gdy mówi: Vidimus eum, et non erat aspectus et species neq decor. Widzieliśmy go
zá ktorego iesteśmy w gniewie Bożym bez końca, atoli iednak pod władzą Boską zostaiemy. ROZDZIAŁ Dźieśiąty. O pierwszym przyśćiu Chrystusá.
BOię się moy Rabinie, Bog opisuie oczywiśćie dwoiakie przyśćie Chrystusá przez usta Izaiasza Proroka 51. 9. gdy mowi: Consurge, consurge, induere fortitudinem brachium Domini. Powstań, powstań, przyodźiey się w męstwo Mocy Pańska. Dwa razy mowiąc powstań, dla iego dwoiákiego przyśćia, á osobliwie iaśnie pierwsze Chrystusa opisuie przyśćie, ile do Męki y stracenia w Roz: 1. y liii. przez cały. á osobliwie gdy mowi: Vidimus eum, et non erat aspectus et species neq decor. Widźieliśmy go
Skrót tekstu: SamTrakt
Strona: B4v
Tytuł:
Traktat Samuela rabina błąd żydowski pokazujący
Autor:
Samuel Rabi Marokański
Tłumacz:
Anonim
Drukarnia:
Drukarnia Akademicka Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1705
Data wydania (nie wcześniej niż):
1705
Data wydania (nie później niż):
1705
ludzi sąśmy nędżniejszemi. A teraz CHRYSTUS Zmartwychwstał Pierwszy, każdemu Na przykład nieomylny w grobie leżącemu: Ponieważ przez człowieka śmierci panowanie Przyszło; tak przez Człowieka będzie Zmartwychwstanie: Bo jak wszyscy z pierwszego umierają wieku W Adamie: tak też będą w Chrystusie Człowieku Ozywieni. Znowu tak: Trzeba, aby ciało To naszę skażytelne na się przyodziało Nieskażytelność, i to podległe znikłości Śmiertelnej dostąpiło swej nieśmiertelności, A kiedy przyoblecze na się nieśmiertelność, Na ten czas tę przypiszą człowiekowi dzielność: Połkniona śmierć w zwycięstwie, kędy śmierci twoje Zwycięstwo, gdzie twe żądło, kędy srogie boje? Bo śmierć zniknie, i swojej potęgi pozbędzie, I więcej ludziom szkodzić swą mocą nie
ludźi sąśmy nędżnieyszemi. A teraz CHRYSTVS Zmartwychwstał Pierwszy, káżdemu Ná przykład nieomylny w grobie leżącemu: Ponieważ przez człowieká śmierći pánowánie Przyszło; ták przez Człowieká będźie Zmartwychwstánie: Bo iák wszyscy z pierwszego vmieráią wieku W Adámie: ták też będą w Chrystuśie Człowieku Ozywieni. Znowu ták: Trzebá, áby ćiáło To nászę skáżytelne ná się przyodźiało Nieskáżytelnosć, y to podległe znikłośći Smiertelney dostąpiło swey nieśmiertelnośći, A kiedy przyoblecze ná się nieśmiertelność, Na tęn czás tę przypiszą człowiekowi dźielność: Połkniona śmierć w zwyćięstwie, kędy śmierći twoie Zwyćięstwo, gdźie twe żądło, kędy srogie boie? Bo śmierć zniknie, y swoiey potęgi pozbędźie, Y więcey ludźiom szkodźić swą mocą nie
Skrót tekstu: DamKuligKról
Strona: 61
Tytuł:
Królewic indyjski
Autor:
Jan Damasceński
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
żywoty świętych
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
i ostatnie z tychże lędźwi płody Równych przypadków nieujdą i szkody, Kier nie okryje wdów zostałych gruby, Ażeby się ich litowały zguby. Jeżeli śrebra, pereł, albo złota Jak wzgardzonego nazbierają błota, Poczciwszy nad nich, te osiągnie zbiory, I do właśnej je przeniesie komory. Wdrogieli szaty będą zamożnemi, Sprawiedliwy się przyodzieje niemi, Domli zbudują w możliwości i pysze, Wnidą weń prawej cnoty towarżysze. Jako mol gniazdo, szukając go, toczy, Tak w ich przybytk równy czerw się wtłoczy, Z których, jeżeli cokolwiek się uda, Ledwie dla Stróża będzie licha buda. Nie weźmie Bogacz nic, gdy go śmierć zajdzie, Nic
i ostátnie z tychże lędźwi płody Rownych przypadkow nieuydą i szkody, Kier nie okryie wdow zostáłych gruby, Ażeby się ich litowáły zguby. Ieżeli śrebra, pereł, álbo złotá Iák wzgardzonego nazbieráią błotá, Poczćiwszy nád nich, te ośiągnie zbiory, I do właśney ie przenieśie komory. Wdrogieli száty będą zamożnemi, Spráwiedliwy się przyodźieie niemi, Domli zbuduią w możliwośći i pysze, Wnidą weń práwey cnoty towarżysze. Iáko mol gniazdo, szukáiąc go, toczy, Ták w ich przybytk rowny czerw się wtłoczy, Z ktorych, ieżeli cokolwiek sie uda, Ledwie dla Stroża będźie licha buda. Nie weźmie Bogacz nic, gdy go śmierć zaydźie, Nic
Skrót tekstu: ChrośJob
Strona: 99
Tytuł:
Job cierpiący
Autor:
Wojciech Stanisław Chrościński
Drukarnia:
Drukarnia Ojców Scholarum Piarum
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1705
Data wydania (nie wcześniej niż):
1705
Data wydania (nie później niż):
1705
drodze od podobnych wielkością i żwawością kilku. Co widząc, że jedni z nim w za łby, drudzy koło mięsiwa czynią dystrybutę, rzuca on zwadę, przystępując do skończenia pozostałych z dystrybuty mięsiw. Żywi się podobnie z drugimi, apetytem drugich swój mając zaostrzony. Skąd praeclari custodis lupi bierze na się figurę, którą Moskwa przyodziać się, rozumiem, w tym zechce interesie, nie chcąc mieć mocnego swych granic sąsiada. Z szkodą dla ojczyzny nigdy niepowetowaną, ile w tak nikczemnym wojsko mającej porządku i liczbie. 26. Wszczęła się tu niechęć między memi oficerami, którą daj Boże bonis modis uspokoić, czego magis opto, quam spero. 27. Letko
drodze od podobnych wielkością i żwawością kilku. Co widząc, że jedni ź nim w za łby, drudzy koło mięsiwa czynią dystrybutę, rzuca on zwadę, przystępując do skończenia pozostałych z dystrybuty mięsiw. Żywi się podobnie z drugimi, apetytem drugich swój mając zaostrzony. Skąd praeclari custodis lupi bierze na się figurę, którą Moskwa przyodziać się, rozumiem, w tym zechce interesie, nie chcąc mieć mocnego swych granic sąsiada. Z szkodą dla ojczyzny nigdy niepowetowaną, ile w tak nikczemnym wojsko mającej porządku i liczbie. 26. Wszczęła się tu niechęć między memi oficerami, którą daj Boże bonis modis uspokoić, czego magis opto, quam spero. 27. Letko
Skrót tekstu: RadziwHDiar
Strona: 92
Tytuł:
Diariusze
Autor:
Hieronim Radziwiłł
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1747 a 1756
Data wydania (nie wcześniej niż):
1747
Data wydania (nie później niż):
1756
Tekst uwspółcześniony:
tak
miłosierdzia swego. 27. Tak/ aby poznać mogli/ iż to ręka twoja/ a/ żeś ty PAnie to uczynił. 28. Niechże oni przeklinają/ ty błogosław: którzy powstali/ niech będą zawstydzeni/ aby się weselił sługa twój. 29. Niech będą przeciwnicy moi w hańbę obleczeni: a niech się przyodzieją/ jako płaszczem/ zelżywością swoją. 30. BEdę PANU wielce wysławiał usty swymi: a w pośrzód wiela chwalić go będę: 31. Przeto/ że stoi po prawej stronie nędznemu/ aby go wybawił od tych/ którzy osądzają duszę jego. PSALM CX. I. Dawid opisuje Urząd Królewski i Kapłański Syna Bożego.
miłośierdźia swego. 27. Ták/ áby poznáć mogli/ iż to ręká twojá/ á/ żeś ty PAnie to uczynił. 28. Niechże oni przeklináją/ ty błogosław: ktorzy powstáli/ niech będą záwstydzeni/ áby śię weselił sługá twoj. 29. Niech będą przećiwnicy moji w háńbę oblecżeni: á niech śię przyodźieją/ jáko płaszcżem/ zelżywośćią swoją. 30. BEdę PANU wielce wysławiał usty swymi: á w pośrzod wiela chwalić go będę: 31. Przeto/ że stoji po práwej stronie nędznemu/ áby go wybáwił od tych/ ktorzy osądzáją duszę jego. PSALM CX. I. Dawid opisuje Vrząd Krolewski y Kapłánski Syna Bożego.
Skrót tekstu: BG_Ps
Strona: 608
Tytuł:
Biblia Gdańska, Księga Psalmów
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Daniel Mikołajewski
Drukarnia:
Andreas Hünefeld
Miejsce wydania:
Gdańsk
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
Biblia
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1632
Data wydania (nie wcześniej niż):
1632
Data wydania (nie później niż):
1632
się z kim chcesz zwadzie bronią albo słowy, Albo się nie porywaj, albo broń swej głowy.
Nie mogąc tedy już inaczej, przemówiłem, i porwawszy się z nim poszedłem; a to o tym czasie było, kiedy już zieloność drzewa okrywała, a zimno też ustawało i różana wonność się rozlatywała.
Drzewa się przyodziały w szaty swe zielone, Nieinaczej jako gdy w święto ustrojone Bogatych ludzi córy na się poglądają, A ochoty ruchaniem drugim dodawają, I perły z rosy padły na róży czerwonej, Aż się zapach po stronach rozchodził od onej.
I tak w onym to ogrodzie zielonym, z onymże przyjacielem, aż i przez noc posiedzieć
się z kim chcesz zwadzie bronią albo słowy, Albo się nie porywaj, albo broń swéj głowy.
Nie mogąc tedy już inaczéj, przemówiłem, i porwawszy się z nim poszedłem; a to o tym czasie było, kiedy już zieloność drzewa okrywała, a zimno też ustawało i różana wonność się rozlatywała.
Drzewa się przyodziały w szaty swe zielone, Nieinaczéj jako gdy w święto ustrojone Bogatych ludzi córy na się poglądają, A ochoty ruchaniem drugim dodawają, I perły z rosy padły na róży czerwonéj, Aż się zapach po stronach rozchodził od onéj.
I tak w onym to ogrodzie zielonym, z onymże przyjacielem, aż i przez noc posiedzieć
Skrót tekstu: SaadiOtwSGul
Strona: 8
Tytuł:
Giulistan to jest ogród różany
Autor:
Saadi
Tłumacz:
Samuel Otwinowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1610 a 1625
Data wydania (nie wcześniej niż):
1610
Data wydania (nie później niż):
1625
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
I. Janicki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Świdzińscy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1879