zdychanie koni Rumaków barzo pięknych, bardzo wszyscy utyskują.
O Sołtanie że z Ordami wielkiemi gotował się z Budziaka pod Kamieniec w cale confirmatur i spodziewano go się w krótce gdyż Lipkowie Kamienieccy kontinue jeździli solicytując aby pospieszał.
Z Siedmigrodu i Węgier niemasz ponowy żadnej co się tam dzieje, lubo tu onegdaj ferebátur że miała Orda wcisnąć się do Siedmigrodu.
I. W. I. M. Pan Wojewoda Wileński Hetman wielki W. X. Lit: do Komarna zajechawszy musiał się nazad do Lwowa wrócić gdy go tam intensius pároxysm infestował Jeśli w cale conualeseet tedy ma pospieszyć za Wojskiem.
Die 7. praesentis z Obozu z pod Barysza ta tylko przychodzi wiadomość
zdychánie koni Rumakow barzo pięknych, bárdzo wszyscy vtyskuią.
O Sołtanie że z Ordámi wielkiemi gotował się z Budźiaká pod Kámieniec w cále confirmatur y spodźiewáno go się w krotce gdysz Lipkowie Kámienieccy continué iezdźili solicytuiąc aby pospieszał.
Z Siedmigrodu y Węgier niemász ponowy żadney co się tám dźieie, lubo tu onegday ferebátur że miáłá Ordá wćisnąć się do Siedmigrodu.
I. W. I. M. Pan Woiewoda Wilenski Hetman wielki W. X. Lit: do Komárná záiechawszy muśiał się názad do Lwowá wroćić gdy go tám intensius pároxysm infestował Ieśli w cále conualeseet tedy ma pospieszyć zá Woyskiem.
Die 7. praesentis z Obozu z pod Báryszá tá tylko przychodźi wiádomość
Skrót tekstu: AwLwow
Strona: 1
Tytuł:
Awizy lwowskie z Krakowa
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
wiadomości prasowe i druki ulotne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1693
Data wydania (nie wcześniej niż):
1693
Data wydania (nie później niż):
1693
Jeśli kogo — aptekarze Lada kiedy Pan Bóg skarze,
Że chociaż ledwie nie mdleje Scholastyk, nie ma nadzieje Zażyć spiritum vini.
Sub signo amphorae sami Uzdrawiają się bańkami Z winnych, miodowych sadzawek, Strawnych dostawszy pijawek. Stawią w gębie pod pełnią.
Przy forcie są pilne warty, Co nie puszczą z poczty karty. Wciśnie się sposobem skrytym, Prześlą ją gościńcem bitym Przez katedrę na środek.
Zakrystyjan swoją modą Pije wódkę, okrzci wodą, Bańkę z miodem nazwie cieniem I tak — sztucznym omamieniem Mądre głowy oszuka.
Scholastykom i po części W tej mierze się nie poszczęści. Niech im księża wódkę święcą, Od kulpy się nie wykręcą Ni krzyżem odżegnają
Jeśli kogo — aptekarze Lada kiedy Pan Bóg skarze,
Że chociaż ledwie nie mdleje Scholastyk, nie ma nadzieje Zażyć spiritum vini.
Sub signo amphorae sami Uzdrawiają się bańkami Z winnych, miodowych sadzawek, Strawnych dostawszy pijawek. Stawią w gębie pod pełnią.
Przy forcie są pilne warty, Co nie puszczą z poczty karty. Wciśnie się sposobem skrytym, Prześlą ją gościńcem bitym Przez katedrę na środek.
Zakrystyjan swoją modą Pije wódkę, okrzci wodą, Bańkę z miodem nazwie cieniem I tak — sztucznym omamieniem Mądre głowy oszuka.
Scholastykom i po części W tej mierze się nie poszczęści. Niech im księża wódkę święcą, Od kulpy się nie wykręcą Ni krzyżem odżegnają
Skrót tekstu: MelScholBar_II
Strona: 760
Tytuł:
Dystrakcja w swoich ciężkościach melancholii scholastycznej
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
między 1701 a 1750
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1750
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Poeci polskiego baroku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1965
się, głupi, bo wieziesz cesarza”. Nie większem sercem i ten skoczeł z muru sam tylko jeden, bez drabin, bez sznuru, w pełne okrutnych nieprzyjaciół miasto. Nie zgrzeszę i ja, oboje do nas to gdy przypodobam. Myśmyć to tą łodzią, mętną ze wszech stron zawarci powodzią, która przez srogie wcisnąwszy się szpary, już, już wolności zatapia towary i dla wielkiego w ojczyźnie nierządu nie ma nadzieje przybycia do lądu. Myśmy to onem miastem złem, niesfornem i na konieczną swą zgubą upornem. Tyś w łódź (za weściem gdzie nas wszytkich gwiazdy nadzieja lepszej omyliła jazdy) wstąpieł, tyś w miasto tak
się, głupi, bo wieziesz cesarza”. Nie większem sercem i ten skoczeł z muru sam tylko jeden, bez drabin, bez sznuru, w pełne okrutnych nieprzyjaciół miasto. Nie zgrzeszę i ja, oboje do nas to gdy przypodobam. Myśmyć to tą łodzią, mętną ze wszech stron zawarci powodzią, która przez srogie wcisnąwszy się spary, już, już wolności zatapia towary i dla wielkiego w ojczyźnie nierządu nie ma nadzieje przybycia do lądu. Myśmy to onem miastem złem, niesfornem i na konieczną swą zgubą upornem. Tyś w łódź (za weściem gdzie nas wszytkich gwiazdy nadzieja lepszej omyliła jazdy) wstąpieł, tyś w miasto tak
Skrót tekstu: PotPocztaKarp
Strona: 78
Tytuł:
Poczta
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
panegiryki
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1674
Data wydania (nie wcześniej niż):
1674
Data wydania (nie później niż):
1674
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Muza polska: na tryjumfalny wjazd najaśniejszego Jana III
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Adam Karpiński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1996
Pokojowi ubiegając się co prędzej za rozkazaniem Cesarskim/ podniósłszy ręce do góry/ i wołając Allaha Allaha, pobiegli do Bramy złożenia białogłowskiego/ gdzie zastali na warcie kilka Eunuchów czarnych. Obaczywszy pismo Cesarskie/ i powziąwszy już rozkazanie Soliman Agi/ wpuścili ich/ tym dokładem/ żeby ich nie wchodziło więcej dwudziestu do Pokoju. Naprzód się wcisnęli ci/ co gotowszą broń mieli/ i idąc przez Pokoj Panieński/ potkali błaznicę Cesarzowej/ która pistolet w ręku trzymając/ poczęła ich pytać czegoby chcieli. Powiedzieli że szukają Baby Cesarskiej. Na co ona rzecze/ jam jest: i oraz spuściła pistolet/ który tylko na panewce spaliwszy niewystrzelił. Owi
Pokoiowi vbiegáiąc się co prędzey zá roskázániem Cesárskim/ podniozszy ręce do gory/ y wołáiąc Allaha Allaha, pobiegli do Bramy złożenia białogłowskiego/ gdźie zástáli ná wárćie kilká Evnuchow czarnych. Obáczywszy pismo Cesárskie/ y powźiąwszy iuż roskázánie Soliman Agi/ wpuśćili ich/ tym dokładem/ żeby ich nie wchodźiło więcey dwudźiestu do Pokoiu. Naprzod się wćisnęli ći/ co gotowszą broń mieli/ y idąc przez Pokoy Pánieński/ potkáli błáznicę Cesárzowey/ ktora pistolet w ręku trzymáiąc/ poczęłá ich pytáć czegoby chćieli. Powiedźieli że szukáią Báby Cesárskiey. Ná co oná rzecze/ iam iest: y oraz spuśćiłá pistolet/ ktory tylko ná pánewce spáliwszy niewystrzelił. Owi
Skrót tekstu: RicKłokMon
Strona: 25
Tytuł:
Monarchia turecka
Autor:
Paul Ricot
Tłumacz:
Hieronim Kłokocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1678
Data wydania (nie później niż):
1678
swej izby patrzała. Nuż kiedy się do niego w pół izby przymyka, Myśli widząc, że cale już jej wpada w łyka. Przeto, będąc weselszą, chyżo leci z gury I czeka u gotowej ablegata dziury. Ale darmo się cieszysz! jeszcze te awizy Łzą się opłoczą, które-ć pocztarz niesie chyży! Zaledwie co się wcisnął, pyta go w prywacie: »Co tam?« — Ow z żalem rzecze: »Dość humorowacie Dał respons Mezencjus ten zły i nadęty: Jużeż z drugimi za płot poszło się kocięty. Nie przystępny-ć to człowiek a — rzekę — zuchwały, Hardopyszka, o sobie siła rozumiały I w odpowiedzi moskal z groźną srodze
swej izby patrzała. Nuż kiedy się do niego w puł izby przymyka, Myśli widząc, że cale już jej wpada w łyka. Przeto, będąc weselszą, chyżo leci z gury I czeka u gotowej ablegata dziury. Ale darmo się cieszysz! jeszcze te awizy Łzą sie opłoczą, ktore-ć pocztarz niesie chyży! Zaledwie co sie wcisnął, pyta go w prywacie: »Co tam?« — Ow z żalem rzecze: »Dość humorowacie Dał respons Mezencyus ten zły i nadęty: Jużeż z drugimi za płot poszło się kocięty. Nie przystępny-ć to człowiek a — rzekę — zuchwały, Hardopyszka, o sobie siła rozumiały I w odpowiedzi moskal z groźną srodze
Skrót tekstu: KorczWiz
Strona: 28
Tytuł:
Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady
Autor:
Adam Korczyński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1698
Data wydania (nie wcześniej niż):
1698
Data wydania (nie później niż):
1698
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak, Stefan Saski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1949
stawił. Ten drugi zaś lepsze miał szczęście, bo gdy w gęsty Las wszedł, głos z rżania w stronie wnet usłyszał częsty; I pełen dobrych otuch przybliża się, rączy, Gdzie w gęstwinie odbijał list promień gorący.
LXXXIX.
Wzrok miece w kąty różne, alić tuż pod skałą Zoczył, a koń w jaskinią wcisnąwszy się małą, Stoi, okropnem strachem niewymownie zjęty; Potem za wodzę złotą od niego ujęty, Zaledwie się wieść daje, jak nie chcąc, wychodzi, Mniema, że nań gdzie w polu zły zwierz jeszcze godzi. Gradas, choć pomniał słowo, iż się z niem miał stawić Do źrzódła, ujeżdża precz,
stawił. Ten drugi zaś lepsze miał szczęście, bo gdy w gęsty Las wszedł, głos z rżania w stronie wnet usłyszał częsty; I pełen dobrych otuch przybliża się, rączy, Gdzie w gęstwinie odbijał list promień gorący.
LXXXIX.
Wzrok miece w kąty różne, alić tuż pod skałą Zoczył, a koń w jaskinią wcisnąwszy się małą, Stoi, okropnem strachem niewymownie zjęty; Potem za wodzę złotą od niego ujęty, Zaledwie się wieść daje, jak nie chcąc, wychodzi, Mniema, że nań gdzie w polu zły źwierz jeszcze godzi. Gradas, choć pomniał słowo, iż się z niem miał stawić Do źrzódła, ujeżdża precz,
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 51
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
sam w gaje uchodzi zgęścione I niedościgłą stopę takiem pędem niesie, Że go chciwość myśliwcza darmo szuka w lesie.
XCI
Potem nie tylko swych zbrój i baby ubogiej Odbiegli, rozum z trwogi utraciwszy srogiej, Lecz z własnych pozsiadali jak najprędzej koni, Widząc, iż najuszony zwyciężca ich goni, I w jaskinie co bliższe gwałtem się wcisnęli, Które w chrustach najgęstszych przed sobą widzieli, Zacna zaś kompania dziewki utroskane Z chęcią wielką na konie wsadza odbieżane.
XC
I w najbystrzejszem skoku bieżą ku srogiemu Zamkowi prostszą drogą Marganorowemu. Chcą z sobą wziąć staruszkę, lecz ta, strachem zjęta, I pojrzeć w ten nie może kąt, gdzie złość przeklęta Tyrańskich
sam w gaje uchodzi zgęścione I niedościgłą stopę takiem pędem niesie, Że go chciwość myśliwcza darmo szuka w lesie.
XCI
Potem nie tylko swych zbrój i baby ubogiej Odbiegli, rozum z trwogi utraciwszy srogiej, Lecz z własnych pozsiadali jak najprędzej koni, Widząc, iż najuszony zwyciężca ich goni, I w jaskinie co bliższe gwałtem się wcisnęli, Które w chróstach najgęstszych przed sobą widzieli, Zacna zaś kompania dziewki utroskane Z chęcią wielką na konie wsadza odbieżane.
XC
I w najbystrzejszem skoku bieżą ku srogiemu Zamkowi prostszą drogą Marganorowemu. Chcą z sobą wziąć staruszkę, lecz ta, strachem zjęta, I pojrzeć w ten nie może kąt, gdzie złość przeklęta Tyrańskich
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 152
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
praktyk KiMci przestrogę, dałem znać panu lwowskiemu, prosząc, aby perswadował, i samem o toż pisał (przyczyny nie kładąc), żeby tego dnia KiMci nie witał. Uczynieł to p. hetman; nazajutrz przy witaniu, iż był na to pan lwowski intentus, postrzegł, a jeden z onych naprawionych wcisnął się miedzy nieboszczykowskie i stanął właśnie w tył nieboszczykowi p. hetmanowi, potrząsając i poprawiając się, a na KiM. poglądając, jakoby rzekł: »Czy już czas«? Na co p. lwowski miał pilne oko, aby mu raz zepsował. Co się dla tego działo, aby tego zniósszy, rozumiejąc, że się
praktyk KJMci przestrogę, dałem znać panu lwowskiemu, prosząc, aby perswadował, i samem o toż pisał (przyczyny nie kładąc), żeby tego dnia KJMci nie witał. Uczynieł to p. hetman; nazajutrz przy witaniu, iż był na to pan lwowski intentus, postrzegł, a jeden z onych naprawionych wcisnął się miedzy nieboszczykowskie i stanął właśnie w tył nieboszczykowi p. hetmanowi, potrząsając i poprawiając się, a na KJM. poglądając, jakoby rzekł: »Czy już czas«? Na co p. lwowski miał pilne oko, aby mu raz zepsował. Co się dla tego działo, aby tego zniósszy, rozumiejąc, że się
Skrót tekstu: ZebrzFundCz_III
Strona: 346
Tytuł:
Fundament rokoszu, pod Jeziorną 22 Iunii ustnie oświadczony
Autor:
Mikołaj Zebrzydowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1606
Data wydania (nie wcześniej niż):
1606
Data wydania (nie później niż):
1606
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1918
.
Na tym sejmie na modelusz litewski stworzono urzędy nowe, których przedtem nie było: jednego sekretarza koronnego świeckiego i trzech pisarzów wielkich koronnych świeckich.
Nobilitowano osób rozmaitych do czterechset przeszło, jednych za pieniądze, drugich z łaski, za interesowaniem się jakiego magnata albo wielomownego posła. W takim tedy hojnym szafunku klejnotu szlacheckiego nietrudno było wcisnąć się do nobilitacji ostatniemu motłochowi, gdy ani przytomności osób, ani wywodu zasług, ani nawet poznania kandydatów nie żądano; dosyć było wcisnąć się w listę do konstytucji, a potem przez fawor protektora i opłatę od pieczęci otrzymać diploma nobilitacji. Pani Branicka, kasztelanowa krakowska i hetmanowa wielka koronna, siostra królewska, niemal cały dwór swój
.
Na tym sejmie na modelusz litewski stworzono urzędy nowe, których przedtem nie było: jednego sekretarza koronnego świeckiego i trzech pisarzów wielkich koronnych świeckich.
Nobilitowano osób rozmaitych do czterechset przeszło, jednych za pieniądze, drugich z łaski, za interesowaniem się jakiego magnata albo wielomownego posła. W takim tedy hojnym szafunku klejnotu szlacheckiego nietrudno było wcisnąć się do nobilitacji ostatniemu motłochowi, gdy ani przytomności osób, ani wywodu zasług, ani nawet poznania kandydatów nie żądano; dosyć było wcisnąć się w listę do konstytucji, a potem przez fawor protektora i opłatę od pieczęci otrzymać diploma nobilitacji. Pani Branicka, kasztelanowa krakowska i hetmanowa wielka koronna, siostra królewska, niemal cały dwór swój
Skrót tekstu: KitPam
Strona: 156
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jędrzej Kitowicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1743
Data wydania (nie wcześniej niż):
1743
Data wydania (nie później niż):
1743
Tekst uwspółcześniony:
tak
świeckich.
Nobilitowano osób rozmaitych do czterechset przeszło, jednych za pieniądze, drugich z łaski, za interesowaniem się jakiego magnata albo wielomownego posła. W takim tedy hojnym szafunku klejnotu szlacheckiego nietrudno było wcisnąć się do nobilitacji ostatniemu motłochowi, gdy ani przytomności osób, ani wywodu zasług, ani nawet poznania kandydatów nie żądano; dosyć było wcisnąć się w listę do konstytucji, a potem przez fawor protektora i opłatę od pieczęci otrzymać diploma nobilitacji. Pani Branicka, kasztelanowa krakowska i hetmanowa wielka koronna, siostra królewska, niemal cały dwór swój tym sposobem nobilitowała: kucharzów, kawiarzów, fryzerów, kamerdynerów, muzykantów, zgoła na kogo tylko padł wzgląd łaskawy tej pani. Oprócz
świeckich.
Nobilitowano osób rozmaitych do czterechset przeszło, jednych za pieniądze, drugich z łaski, za interesowaniem się jakiego magnata albo wielomownego posła. W takim tedy hojnym szafunku klejnotu szlacheckiego nietrudno było wcisnąć się do nobilitacji ostatniemu motłochowi, gdy ani przytomności osób, ani wywodu zasług, ani nawet poznania kandydatów nie żądano; dosyć było wcisnąć się w listę do konstytucji, a potem przez fawor protektora i opłatę od pieczęci otrzymać diploma nobilitacji. Pani Branicka, kasztelanowa krakowska i hetmanowa wielka koronna, siostra królewska, niemal cały dwór swój tym sposobem nobilitowała: kucharzów, kawiarzów, fryzerów, kamerdynerów, muzykantów, zgoła na kogo tylko padł wzgląd łaskawy tej pani. Oprócz
Skrót tekstu: KitPam
Strona: 157
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jędrzej Kitowicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1743
Data wydania (nie wcześniej niż):
1743
Data wydania (nie później niż):
1743
Tekst uwspółcześniony:
tak