i już teraz opuszczony, i którego na pamięć nie uczą, akt skruchy umieli, dośćby było: o Psałterzu ani nie pytać. 5. Kiedy już był w-szkołach, swawolny jeden kompan jego, widząc małą dziewczynę idącą, trącił ją, i na nią sunął Z. Wojciecha, a Z. Wojciech zapłonąwszy się, nieutulonemi łzami płakał, nikt go ukoić nie mógł, i gdy go długo pytano rzecze Święty: oto ten niecnota, przymusił mię, żem się ożenił, a jam chciał w-czystości Pana Bogu mojemu, aż do śmierci służyć. Jako to Panieńskie było serce, jako myślom nieczystym nie podległe, jako
i iuż teraz opuszczony, i ktorego ná pámięć nie uczą, ákt zkruchy umieli, dośćby było: o Psałterzu áni nie pytáć. 5. Kiedy iuż był w-szkołách, swawolny ieden kompan iego, widząc máłą dźiewczynę idącą, trąćił ią, i ná nię sunął S. Woyćiechá, á S. Woyćiech zápłonąwszy się, nieutulonemi łzámi płákał, nikt go ukoić nie mogł, i gdy go długo pytano rzecze Swięty: oto ten niecnotá, przymuśił mię, żem się ożenił, á iam chćiał w-czystośći Pana Bogu moiemu, áż do śmierći służyć. Iáko to Páńieńskie było serce, iáko myślom nieczystym nie podległe, iáko
Skrót tekstu: MłodzKaz
Strona: 86
Tytuł:
Kazania i homilie
Autor:
Tomasz Młodzianowski
Drukarnia:
Collegium Poznańskiego Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
/ Faeton/ któremu Gdy raz o wielkich rzeczach powiedał/ i jego Znieść niechciał/ za syna się chlubiąc Febowego: D Nie scierpiał Wnuk Inachów/ owszem poruszony Gniewem/ rzekł: E Matce wierzysz we wszytkim/ szalony/ Która cię udawa być z Feba spłodzonego/ A ty się próżno pyśnisz z ojca fałszywego. Zapłonął się Faeton/ słysząc taką mowę: Wszakże wstydem wściągnąwszy gniew swój/ Epafowę Przymowkę odniósł: zaraz matce swej Klimenie/ Matko/ F aby ten mój żal w tym większej był cenie/ Rzekł: Oto ja on wolny człek/ i on zuchwały/ Zmilczałem/ i zniosłem wstyd na sobie niemały. Ze ta obelża
/ Phaeton/ ktoremu Gdy raz o wielkich rzeczach powiedał/ y iego Znieść niechćiał/ za syna się chlubiąc Phebowego: D Nie zćierpiał Wnuk Inachow/ owszem poruszony Gniewem/ rzekł: E Mátce wierzysz we wszytkim/ szalony/ Ktora ćię vdawa bydź z Phebá spłodzonego/ A ty sie prozno pyśnisz z oyca fałszywego. Zápłonął się Phaeton/ słysząc taką mowę: Wszákże wstydem wśćiągnąwszy gniew swoy/ Epáphowę Przymowkę odniosł: záraz mátce swey Klimenie/ Mátko/ F áby ten moy żal w tym większey był cenie/ Rzekł: Oto ia on wolny człek/ y on zuchwáły/ Zmilczałem/ y zniosłem wstyd na sobie niemáły. Ze tá obelżá
Skrót tekstu: OvOtwWPrzem
Strona: 45
Tytuł:
Księgi Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Walerian Otwinowski
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1638
Data wydania (nie wcześniej niż):
1638
Data wydania (nie później niż):
1638
na wagę sprawiedliwości Bożej. O Kamillusie Hetmanie i Dyktatorze Rzymskim/ powiedają/ iż targ był zrzucił/ który z Francuzami Szlachta Rzymska zawierała/ bez wiadomości jego. Nie był w Rzymie/ gdy miasta dobyli Francuzowie; przyjdzie potym z garścią ludzi świeżych/ jednak widzi/ a ono Rzym złotem na ważkach odważają jego bracia: zapłonie się wstydem wielkim/ i zapali czoło swoje/ to widząc. Więc Francuski Kapitan przebarszcza/ pieniądze odbierając/ co słowo to mówi: Trzeba więcej/ przyłóż więcej/ nie dobra waga/ noś złoto. Wytrwać dalej nie może/ miecza dobędzie/ i dobyty na wagę położy/ na której złoto Rzymskie było. Teraz krzyknie
ná wagę spráwiedliwośći Bożey. O Kámilluśie Hetmánie y Diktatorze Rzymskim/ powiedáią/ iż targ był zrzućił/ który z Fráncuzámi Szláchtá Rzymska záwieráłá/ bez wiádomośći iego. Nie był w Rzymie/ gdy miástá dobyli Fráncuzowie; przyidźie potym z garśćią ludźi świeżych/ iednák widźi/ á ono Rzym złotem ná ważkách odważáią iego bráćia: zápłonie się wstydem wielkim/ y zápali czoło swoie/ to widząc. Więc Fráncuski Kápitan przebarszcza/ pieniądze odbieráiąc/ co słowo to mowi: Trzebá więcey/ przyłoż więcey/ nie dobrá wagá/ noś złoto. Wytrwać dáley nie może/ mieczá dobędźie/ y dobyty ná wagę położy/ ná ktorey złoto Rzymskie było. Teraz krzyknie
Skrót tekstu: BirkOboz
Strona: 20
Tytuł:
Kazania obozowe o Bogarodzicy
Autor:
Fabian Birkowski
Drukarnia:
Andrzej Piotrowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
swego pocie/ Ale tylkoś próżnuje/ jako w on czas w Lemnie. Więc śmiechu raz którego nastroiła zemnie Marka twoja/ już ją to drugi raz ominie/ Niech tam miękkie Parys/ i jako Cyrce świnie/ Rozkoszami opite w chlewach swych zawiera/ Nie o obóz i męże zbrojne się ociera. Punkt III.
Zapłonie się Kupido/ acz jest niewstydliwy/ I stąd łuczek z napietej zrzuciwszy cięciwy/ Ciężko barzo żałosny/ że jego ta praca Na wiatr poszła/ do Matki z niszczym się powraca/ W której drodze wysoki Atlant przelatując/ A trud przykry/ i jakąś niesposobność czując Na ciałeczku pieszczonym/ gdy na łąkę złotą W tym się spuści
swego pocie/ Ale tylkoś prożnuie/ iáko w on czás w Lemnie. Więc smiechu raz ktorego nástroiłá zemnie Márká twoiá/ iuż ią to drugi raz ominie/ Niech tám miękkie Párys/ y iáko Cyrce świnie/ Roskoszámi opite w chlewách swych záwiera/ Nie o oboz y męże zbroyne się ociera. Punkt III.
Zápłonie się Kupido/ ácz iest niewstydliwy/ Y ztąd łuczek z nápietey zrzuciwszy cięciwy/ Cięszko bárzo żáłosny/ że iego tá praca Ná wiátr poszłá/ do Mátki z niszczym się powráca/ W ktorey drodze wysoki Athlánt przelátuiąc/ A trud przykry/ y iákąś niesposobność czuiąc Na ciałeczku pieszczonym/ gdy na łąkę złotą W tym się spuści
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 93
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
Eugenią, gdyż ją za śpiega Barona Holka trzymała, nie mało się zdziwiła, widząc, że tasz Panna, w tak krótkim czasie, tak miłą została Beraldzie, że całe dni znią rozmawiając trawiła, na tych się co raz gniewając, którzy im przeszkadzali; oświadczyła tedy Siostrze upodobanie które ma z tej odmiany. Zapłonęła się nieco na takowy dyskurs Beralda, jednak wnet się rekoligując, odpowiedziała, że urodą, dowcipem i dobrowolnością wrodzoną Eugeniej, tak jest zięta, że jej nie może mieć w nienawiści, uznając, że jest dyskretna i wielkiego rozsądku Panna. Ta chwała sprawiła w Salminie, że części w pokoju Beraldy przebywała, chcąc też tak
Eugenią, gdysz ią zá śpiegá Bároná Holká trzymáłá, nie máło się zdźiwiłá, widząc, że tász Pánná, w ták krotkim czáśie, ták miłą zostáłá Beráldźie, że cáłe dni znią rozmawiáiąc trawiłá, ná tych się co raz gniewáiąc, ktorzy im przeszkadzáli; oświadczyłá tedy Siostrze upodobánie ktore ma z tey odmiány. Zápłonęłá się nieco ná tákowy dyskurs Beráldá, iednák wnet się recoliguiąc, odpowiedźiáłá, że urodą, dowćipęm y dobrowolnością wrodzoną Eugeniey, ták iest zięta, że iey nie może mieć w nienawiśći, uznáiąc, że iest dyskretna y wielkiego rozsądku Pánná. Tá chwałá spráwiłá w Sálminie, że częśći w pokoiu Beráldy przebywáłá, chcąc tesz ták
Skrót tekstu: PrechDziałKaw
Strona: 41
Tytuł:
Kawaler polski z francuskiego przetłumaczony
Autor:
Jean de Prechac
Tłumacz:
Jan Działyński
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
epika
Gatunek:
romanse
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1722
Data wydania (nie wcześniej niż):
1722
Data wydania (nie później niż):
1722
jest Seneki sententia/ którąby każdy przed oczyma miał mieć. Ten mówi/ żyj z ludźmi/ jakoby P. Bóg na to patrzał: tak mów z Panem Bogiem/ jakoby ludzie słyszeli. Człowiekowi dobremu nie najdziesz lepszego świadka cnoty/ jako sumnienie jego własne. To grunt nie czuć na się nic złego/ nie zapłonąć się o żadną sprawę. Sama niewinność nadzieję nam zawżdy dobrą czyni: ta jest żywota naszego uciechą. Człowiekowi dobremu prawo jest/ sumnienejie i Bóg: a złemu człowiekowi prawo/ nie cnota/ i swa wola. Cnoty cena.
Żadna majętność/ żadna wielkość złota i srebra/ nie może się drożej szacować/ jako cnota/
iest Seneki sententia/ ktorąby każdy przed oczyma miał mieć. Ten mowi/ żiy z ludźmi/ iákoby P. Bog na to pátrzał: tak mow z Pánem Bogiem/ iakoby ludźie słyszeli. Człowiekowi dobremu nie naydźiesz lepszego świadka cnoty/ iáko sumnienie iego własne. To grunt nie czuć ná się nic złego/ nie zapłonąć się o żadną spráwę. Samá niewinność nadźieię nam záwżdy dobrą czyni: ta iest żywota naszeg^o^ vćiechą. Człowiekowi dobremu práwo iest/ sumnieneiie y Bog: á złemu człowiekowi práwo/ nie cnotá/ y swa wola. Cnoty cená.
Zadna maiętność/ żadna wielkość złotá y srebrá/ nie może się drożey szacować/ iako cnotá/
Skrót tekstu: PetrSEt
Strona: 152
Tytuł:
Etyki Arystotelesowej [...] pierwsza część
Autor:
Sebastian Petrycy
Drukarnia:
Maciej Jędrzejowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
filozofia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618
się mścił krzywdy Gryfonowej srodze. Wita go, uczciwości żadnej nie zostawia, Którejby mu nie czynił, w pałacu go stawia, Kazawszy z jego wolą do wieże prowadzić Martana z Orygillą i strażą osadzić.
XCI.
Potem poszli tam, kędy Gryfon postawiony, Jeszcze beł nie wstał z łóżka, jako beł raniony. Zapłonął się, ujźrzawszy brata, bo tak wiedział, Że się o onem jego przypadku dowiedział; A skoro pożartował trochę w onej chwili Akwilant z onej sprawy, tak się namówili, Aby i on i ona, do prawa oddani, Wzięli swoję zapłatę i beli karani.
XCII.
Chciał Akwilant, chciał i król, aby ich
się mścił krzywdy Gryfonowej srodze. Wita go, uczciwości żadnej nie zostawia, Którejby mu nie czynił, w pałacu go stawia, Kazawszy z jego wolą do wieże prowadzić Martana z Orygillą i strażą osadzić.
XCI.
Potem poszli tam, kędy Gryfon postawiony, Jeszcze beł nie wstał z łóżka, jako beł raniony. Zapłonął się, ujźrzawszy brata, bo tak wiedział, Że się o onem jego przypadku dowiedział; A skoro pożartował trochę w onej chwili Akwilant z onej sprawy, tak się namówili, Aby i on i ona, do prawa oddani, Wzięli swoję zapłatę i beli karani.
XCII.
Chciał Akwilant, chciał i król, aby ich
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 59
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
które robiły starożytne domy. Twardszy w dowcip niż skały w słuchu nie użyte: Bo chcący niewie tego co jest znakomite. Zaczym k woli wystawie dwu domów tak zacnych: Bym miał sławę wypisać/ bałbym się nie łacnych Rzeczy podjąć/ aby zaś nie przyszło utonąć W pułkresu/ a z poczętych rzeczy się zapłonąć. To tylko/ skąd tak mniemam że każdy obaczy/ Wspomnię/ taka nagroda jakie sprawy znaczy. Dobrze znać/ urychlili jak do sług ojczystych Ci ludzie/ tak do nagród prawie wiekuistych. Bo dawniej zarobili/ niż godna zapłata/ Wynaleziona była z ceną swą u świata. A gdy ziemne nie mogły zasługom wydołać Fanty
ktore robiły stárożytne domy. Twárdszy w dowćip niż skáły w słuchu nie vżyte: Bo chcący niewie tego co iest znákomite. Záczym k woli wystáwie dwu domow ták zacnych: Bym miał sławę wypisáć/ bałbym sie nie łácnych Rzeczy podiąć/ aby záś nie przyszło vtonąć W pułkresu/ á z poczętych rzeczy sie zápłonąć. To tylko/ zkąd ták mniemam że káżdy obaczy/ Wspomnię/ táka nagrodá iákie spráwy znáczy. Dobrze znać/ vrychlili iák do sług oyczystych Ci ludźie/ ták do nagrod prawie wiekuistych. Bo dawniey zarobili/ niż godna zápłata/ Wynáleźiona była z ceną swą v świátá. A gdy źiemne nie mogły zasługom wydołać Fánty
Skrót tekstu: CezWargFranc
Strona: 3
Tytuł:
O wojnie francuskiej ksiąg siedmioro
Autor:
Gajusz Juliusz Cezar
Tłumacz:
Andrzej Wargocki
Drukarnia:
Drukarnia wdowy Jakuba Sibeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
zajuszony, Którzy go osadziwszy z każdej szarpią strony, Nie mógł by być straszliwszem i ow, co pod dębem Pięknego Adonida pułmiesiącznem zębem Rozciął — srożej nie patrzył. Ażem zmartwiał zgoła, Gdy mu skry z krwawych oczów pierzchały i z czoła!« Dopieroż referował z odpowiedzią mowę, Która zalterowała srodze białagłowę.
Naprzod się zapłonęła, iż przed posługaczem Spuściła się sekretu; zaś tylko nie z płaczem Rzewliwem mówi sobie: »Czyli-ć mnie psią juchą Oblano czyli sowią? wolałabym — w głuchą Puszczą gdzie na bezludzie zaszedszy — tam głodny Wiek jako zwierz prowadzić, byleby swobodny. Wam zazdroszczę, zwierzęta, wam jelenie,
zajuszony, Ktorzy go osadziwszy z kożdej szarpią strony, Nie mogł by być straszliwszem i ow, co pod dębem Pięknego Adonida pułmiesiącznem zębem Rozciął — srożej nie patrzył. Ażem zmartwiał zgoła, Gdy mu skry z krwawych oczow pierzchały i z czoła!« Dopieroż referował z odpowiedzią mowę, Ktora zalterowała srodze białagłowę.
Naprzod sie zapłonęła, iż przed posługaczem Spuściła się sekretu; zaś tylko nie z płaczem Rzewliwem mowi sobie: »Czyli-ć mie psią juchą Oblano czyli sowią? wolałabym — w głuchą Puszczą gdzie na bezludzie zaszedszy — tam głodny Wiek jako zwierz prowadzić, byleby swobodny. Wam zazdroszczę, zwierzęta, wam jelenie,
Skrót tekstu: KorczWiz
Strona: 24
Tytuł:
Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady
Autor:
Adam Korczyński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1698
Data wydania (nie wcześniej niż):
1698
Data wydania (nie później niż):
1698
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak, Stefan Saski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1949
tego snadno Bywało — a dopieroż za słuszną przyczyną, Gdy przysłowia o krewnem jej tak szpetne słyną. Srodze się rozsapała, wskroś ją prawie mory Przechodzą, gdy o stryju słyszy te rumory. Krew nie woda, wrodzona na wierzch się wymiata Miłość przeciwko swemu; na twarzy się brata Wstyd z gniewem, jawnie gdy się zapłonie, zaperzy, A oraz i zakoźli, ani temu wierzy, By tak był stryj grubian — mówiąc: »Fałsz to szczery, Takiego w meroldowskim domu nie masz sknery, Jako to kto udaje! Nic nie rzekę więcej Za nim, tylko że honor pieszczono książęcy Pewnie umie piastować! Jać nie wiem, atoli Coś
tego snadno Bywało — a dopieroż za słuszną przyczyną, Gdy przysłowia o krewnem jej tak szpetne słyną. Srodze się rozsapała, wskroś ją prawie mory Przechodzą, gdy o stryju słyszy te rumory. Krew nie woda, wrodzona na wierzch sie wymiata Miłość przeciwko swemu; na twarzy sie brata Wstyd z gniewem, jawnie gdy się zapłonie, zaperzy, A oraz i zakoźli, ani temu wierzy, By tak był stryj grubijan — mowiąc: »Fałsz to szczery, Takiego w meroldowskim domu nie masz sknery, Jako to kto udaje! Nic nie rzekę więcej Za nim, tylko że honor pieszczono książęcy Pewnie umie piastować! Jać nie wiem, atoli Coś
Skrót tekstu: KorczWiz
Strona: 50
Tytuł:
Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady
Autor:
Adam Korczyński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1698
Data wydania (nie wcześniej niż):
1698
Data wydania (nie później niż):
1698
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak, Stefan Saski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1949