/ Przywarszy uszu. Bóg by to dał aby I jam się zdradnej tej chronił powaby. Lirycorum Polskich Księgi Trzecie. Pieśń XXXIII. Skarga jednego grzecznego Kawalera.
NIe fortunna ma doli/ Razie niesłychany/ Stękąm choć nic nieboli Ból mam choć bez rany. Krzywdę jawną ponoszę/ Pomsta bez sposobu/ Przepłacąm/ łaję proszę Żyw idę do grobu/ Gdzie odpust zawołany/ Gdzie kiermasz nie podły Tam niosę człek stroskany Oferty i modły. Leć głuche nieba na złość Prośb mych nieprzyjmują/ A mnie wstyd gniew i żałość Haniebnie przejmują. Egzorcyzm nie pomoże Ni żadne ofiary/ Takli twej mocy Boże? Sprzeciwią się czary/ Ej rata
/ Przywárszy vszu. Bog by to dał áby Y iam się zdrádney tey chronił powaby. Lyricorum Polskich Kśięgi Trzećie. PIESN XXXIII. Skárgá iednego grzecznego Káwálerá.
NIe fortunná ma doli/ Ráźie niesłychány/ Stękąm choć nic nieboli Bol mąm choć bez rány. Krzywdę iáwną ponoszę/ Pomstá bez sposobu/ Przepłacąm/ łáię proszę Zyw idę do grobu/ Gdźie odpust záwołány/ Gdźie kiermász nie podły Tám niosę człek stroskány Offerty i modły. Leć głuche niebá ná złość Prozb mych nieprzyimuią/ A mnie wstyd gniew y żáłość Hániebnie przeymuią. Exorcyzm nie pomoże Ni żadne ofiáry/ Tákli twey mocy Boże? Sprzećiwią się czáry/ Ey rátá
Text ID: KochProżnLir
Page: 213
Title:
Liryka polskie
Author:
Wespazjan Kochowski
Printing house:
Wojciech Górecki
Place of publication:
Kraków
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
songs
Humorous:
no
Release date:
1674
Release date (no earlier than):
1674
Release date (no later than):
1674
drugi raz sługą. GADKA JEDENASTA
Biały-m małżonek czarnej miłośnice, Związany w ścisłe tak z nią tajemnice, Że mię rozdzielić same z moją drogą Nieba nie mogą.
Każdy mi wierzy tyle jako sobie, Największy despekt odnoszę w chorobie; Każdą rzecz, wstydu nie znając na czele, Wyrzekę śmiele.
Winnych uwalniam, a niewinnych łaję, Sekreta trzymam i oneż wydaję, Wzniecam to pokój, to zwady, przyczynki I pojedynki.
Wszędziem w obrocie: dwór, wojsko, sejmiki Nie obejdą się bez mojej praktyki; Poselstwa noszę i bywam też złoty, Idąc w zaloty.
Sam bez afektów, różne w ludzi leję: Gniew, miłość,
drugi raz sługą. GADKA JEDENASTA
Biały-m małżonek czarnej miłośnice, Związany w ścisłe tak z nią tajemnice, Że mię rozdzielić same z moją drogą Nieba nie mogą.
Każdy mi wierzy tyle jako sobie, Największy despekt odnoszę w chorobie; Każdą rzecz, wstydu nie znając na czele, Wyrzekę śmiele.
Winnych uwalniam, a niewinnych łaję, Sekreta trzymam i oneż wydaję, Wzniecam to pokój, to zwady, przyczynki I pojedynki.
Wszędziem w obrocie: dwór, wojsko, sejmiki Nie obejdą się bez mojej praktyki; Poselstwa noszę i bywam też złoty, Idąc w zaloty.
Sam bez afektów, różne w ludzi leję: Gniew, miłość,
Text ID: MorszAUtwKuk
Page: 196
Title:
Utwory zebrane
Author:
Jan Andrzej Morsztyn
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Humorous:
no
Release date:
1654
Release date (no earlier than):
1654
Release date (no later than):
1654
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Utwory zebrane
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1971
Pierwsza jest z pracą i trudnością: wtóra łacna i miła. Wsprawowaniu sześć się najdują stopnie. 1. Nalepszy/ dobrze czynić. 2. Ani dobrze/ ani zle czynić. 3. Próżnować/ to jest/ prożen być sprawowania 4. Niedbale/ i jakoby sprzyłaja czynić: kiedy owo komu nałają i przyłają. 5. Nic nie czynić/ to jest/ w próżnych rzeczach czas trawić. Skąd powiedział Kato: Lepiej jest próżnować/ niż nic nie czynić. 6. Nagorszy/ zle czynić. Patrzajże tedy/ iż dobre czynienie/ doskonałość jest żywota. Ni tak/ ni owak czynić/ jest żyć bez pożytku:
Pierwsza iest z pracą y trudnośćią: wtorá łacna y miła. Wspráwowániu sześć się nayduią stopnie. 1. Nalepszy/ dobrze czynić. 2. Ani dobrze/ áni zle czynić. 3. Prożnować/ to iest/ prożen być spráwowania 4. Niedbale/ y iákoby zprzyłaiá czynić: kiedy owo komu náłaią y przyłaią. 5. Nic nie czynić/ to iest/ w prożnych rzeczách czás trawić. Zkąd powiedział Cato: Lepiey iest prożnowáć/ niż nic nie czynić. 6. Nagorszy/ zle czynić. Patrzayże tedy/ iż dobre czynienie/ doskonałość iest żywota. Ni tak/ ni owák czynić/ iest żyć bez pożytku:
Text ID: PetrSEt
Page: 120
Title:
Etyki Arystotelesowej [...] pierwsza część
Author:
Sebastian Petrycy
Printing house:
Maciej Jędrzejowczyk
Place of publication:
Kraków
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
scientific-didactic texts
Genre:
textbooks
Subject:
philosophy
Humorous:
no
Release date:
1618
Release date (no earlier than):
1618
Release date (no later than):
1618
w próżnych rzeczach czas trawić. Skąd powiedział Kato: Lepiej jest próżnować/ niż nic nie czynić. 6. Nagorszy/ zle czynić. Patrzajże tedy/ iż dobre czynienie/ doskonałość jest żywota. Ni tak/ ni owak czynić/ jest żyć bez pożytku: próżnować/ jest o życie niedbać. Z przyłaja czynić/ jest o żywocie prawym nie myślić. Nic nie czynić/ niepożytecznie czas obracać. Zle czynić/ jest żywot psować/ i w śmierć go obracać. Do sprawowania trzech rzeczy potrzeba. Stopniów sprawowania sześć. Jako dostajemy cnoty: Jeśli za nauką/ abo za darem natury i Bożym/ abo za zwyczajem.
A
w prożnych rzeczách czás trawić. Zkąd powiedział Cato: Lepiey iest prożnowáć/ niż nic nie czynić. 6. Nagorszy/ zle czynić. Patrzayże tedy/ iż dobre czynienie/ doskonałość iest żywota. Ni tak/ ni owák czynić/ iest żyć bez pożytku: prożnowáć/ iest o żyćie niedbać. Z przyłaiá czynić/ iest o żywoćie prawym nie myślić. Nic nie czynić/ niepożytecznie czas obrácáć. Zle czynić/ iest żywot psować/ y w śmierć go obracáć. Do spráwowania trzech rzeczy potrzebá. Stopniow spráwowánia sześć. Iáko dostáiemy cnoty: Iesli zá náuką/ ábo zá dárem nátury y Bożym/ ábo zá zwyczáiem.
A
Text ID: PetrSEt
Page: 120
Title:
Etyki Arystotelesowej [...] pierwsza część
Author:
Sebastian Petrycy
Printing house:
Maciej Jędrzejowczyk
Place of publication:
Kraków
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
scientific-didactic texts
Genre:
textbooks
Subject:
philosophy
Humorous:
no
Release date:
1618
Release date (no earlier than):
1618
Release date (no later than):
1618
bić/ jako Spahowie/ Zaimowie, i Tymarowie, zwykli nosić darnie/ i kamienie do wałów i okopów/ kiedy się tym czasem Janczarowie strzelają. Wyprawa Tymarów jest w pole po jednemu konnemu od trzech Tysięcy aspr Intraty/ jako u Zaimów od piąci.
Stawają Zaimowie i Tymarowie Pułkami/ mając osobnych Pułkowników/ nazwanych Ałai Belger. W ciągnieniu zażywają Chorągwi i Tołombasów coś na kształt cymbałów/ zowią je Turcy Dabył Hana. Baszowie/ i Sandziak Bejowie są starszy nad Pułkownikami/ a Beglerbejowie zaś nad nimi/ kiedy się wojska skupią. Ściągnienie tam miewają/ gdzie im Hetman naznaczy/ którego Tureckim językiem zowią seraskier, a pospolicie bywa albo sam
bić/ iáko Spáhowie/ Zaimowie, y Tymarowie, zwykli nośić dárnie/ y kámienie do wałow y okopow/ kiedy się tym czásem Iánczarowie strzeláią. Wypráwa Tymarow iest w pole po iednemu konnemu od trzech Tyśięcy áspr Intráty/ iáko v Zaimow od piąći.
Stáwáią Zaimowie y Tymarowie Pułkámi/ máiąc osobnych Pułkownikow/ názwánych Ałai Belger. W ćiągnieniu záżywáią Chorągwi y Tołombásow coś ná kształt cymbałow/ zowią ie Turcy Dabył Hana. Baszowie/ y Sándźiak Beiowie są stárszi nád Pułkownikámi/ á Beglerbeiowie záś nád nimi/ kiedy się woyska skupią. Sćiągnienie tám miewáią/ gdźie im Hetman náznáczy/ ktorego Tureckim ięzykiem zowią seraskier, á pospolićie bywá álbo sam
Text ID: RicKłokMon
Page: 207
Title:
Monarchia turecka
Author:
Paul Ricot
Translator:
Hieronim Kłokocki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
mixed
Type of text:
factual literature
Genre:
accounts of events
Subject:
exoticism, lifeway and customs
Humorous:
no
Release date:
1678
Release date (no earlier than):
1678
Release date (no later than):
1678
janczary wiodą, Kędy w oczy sąsiedzi opłotni ich bodą. Druga, kiedy robotę będą mieli w domu, Pewnie, że na ratunek nie pójdą nikomu. Lecz trafią na gotowych i wezmą odkosza Janczary, Transylwani, Multani, Wołosza. Chodkiewicz Sieniawskiego znowu Mikołaja W placu stawia; sam za nim, jakoby z przyłaja, W piąci u rot kopijnika; z swoją stał na przedzie; Lewe skrzydło Zienowicz z Opalińskim wiedzie. Zienowicz był połockim, Opaliński panem Poznańskim, że źretelniej rzekę, kasztelanem. Prawe Sapieha trzyma, z mężnym Rudominą, Czekając, rychło ku nim poganie się chyną. Tak rozumiał Chodkiewicz, ani się omylił. Żeby
janczary wiodą, Kędy w oczy sąsiedzi opłotni ich bodą. Druga, kiedy robotę będą mieli w domu, Pewnie, że na ratunek nie pójdą nikomu. Lecz trafią na gotowych i wezmą odkosza Janczary, Transylwani, Multani, Wołosza. Chodkiewicz Sieniawskiego znowu Mikołaja W placu stawia; sam za nim, jakoby z przyłaja, W piąci u rot kopijnika; z swoją stał na przedzie; Lewe skrzydło Zienowicz z Opalińskim wiedzie. Zienowicz był połockim, Opaliński panem Poznańskim, że źretelniej rzekę, kasztelanem. Prawe Sapieha trzyma, z mężnym Rudominą, Czekając, rychło ku nim poganie się chyną. Tak rozumiał Chodkiewicz, ani się omylił. Żeby
Text ID: PotWoj1924
Page: 193
Title:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Author:
Wacław Potocki
Place of publication:
nieznane
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
epic
Genre:
epic poems
Subject:
army
Humorous:
no
Release date:
1670
Release date (no earlier than):
1670
Release date (no later than):
1670
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Aleksander Brückner
Place of publication of the modern edition:
Kraków
Publisher of the modern edition:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Release date of the modern edition:
1924
póki dusza w żywem będzie trwała ciele, W domu, w polu, na morzu, w lesie i w kościele Z najokrutniejszem gniewem wszystkie białe głowy Ma prześladować zawsze szablą, piórem, słowy”.
LXXXI
Tak mówiąc, bohatyrki śmiałe rozdraźniła I wielkomyślne serca w gniewy zaprawiła. Gryzą się, iż nierychło mija noc i łają, Ledwie na sen powieki ciężkie pozwalają. A gdy jutrzenka biała na wschód podawała Rany świt i dać miejsce bratu Febe miała, Porwawszy się, żelazne odzieże wdziewały I na konie ochoczo najrętsze wsiadały.
LXXX
Ledwo ze wrót pomkną się trzy lub cztery kroki, Ujrzą, ano z kurzawy gęstej dym wysoki Z tyłu jem się
póki dusza w żywem będzie trwała ciele, W domu, w polu, na morzu, w lesie i w kościele Z najokrutniejszem gniewem wszystkie białe głowy Ma prześladować zawsze szablą, piórem, słowy”.
LXXXI
Tak mówiąc, bohatyrki śmiałe rozdraźniła I wielkomyślne serca w gniewy zaprawiła. Gryzą się, iż nierychło mija noc i łają, Ledwie na sen powieki ciężkie pozwalają. A gdy jutrzenka biała na wschód podawała Rany świt i dać miejsce bratu Febe miała, Porwawszy się, żelazne odzieże wdziewały I na konie ochoczo najrętsze wsiadały.
LXXX
Ledwo ze wrót pomkną się trzy lub cztery kroki, Ujrzą, ano z kurzawy gęstej dym wysoki Z tyłu jem się
Text ID: ArKochOrlCz_III
Page: 149
Title:
Orland szalony, cz. 3
Author:
Ludovico Ariosto
Translator:
Piotr Kochanowski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
epic
Genre:
epic poems
Humorous:
no
Release date:
1620
Release date (no earlier than):
1620
Release date (no later than):
1620
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Jan Czubek
Place of publication of the modern edition:
Kraków
Publisher of the modern edition:
Akademia Umiejętności
Release date of the modern edition:
1905