Et inturiosa. Niewyrażają tego ani Duch Z. ani Rabinowie, co to tam Kaim mówił Ablowi? nie mówił od Matki, bo jedna na świecie Ewa, jeden Adam: mówił przedcię verba dura, słowa przykre. Dobrze się stało że ich nie wyrażono, bo Polacy nawykliby ich, i tak sobie łajaliby byli, jako Ablowi. 1. Kiedy ta sprawa przed Boga się wytoczyła, kalumnyją przełożono, Dekret stanął, piątnować Kaima. Posuitq Dominus Cain signum. Cóż za znak, co za piątnowanie? mówi Tostatus: Hoc suit tremor omnium membrorum ten znak, było drzenie wszystkiego ciała. Patrzcie moi najmilsi, co zaciągają
Et inturiosa. Niewyrażáią tego áni Duch S. áni Rábinowie, co to tám Kaim mowił Ablowi? nie mowił od Mátki, bo iedná ná świećie Ewá, ieden Adam: mowił przedćię verba dura, słowá przykre. Dobrze się stáło że ich nie wyráżono, bo Polacy náwykliby ich, i ták sobie łáiáliby byli, iáko Ablowi. 1. Kiedy tá spráwá przed Bogá się wytoczyłá, kálumnyią przełożono, Dekret stánął, piątnowáć Kaimá. Posuitq Dominus Cain signum. Coż zá znák, co zá piątnowánie? mowi Tostatus: Hoc suit tremor omnium membrorum ten znák, było drzęnie wszystkiego ćiałá. Pátrzćie moi naymilśi, co záciągáią
Skrót tekstu: MłodzKaz
Strona: 11
Tytuł:
Kazania i homilie
Autor:
Tomasz Młodzianowski
Drukarnia:
Collegium Poznańskiego Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
wodą brzeg ślizki umywa; Między morzem i górą pewną położona Na południe, piaszczysta, bezludna, spalona.
XX.
O przyległy pagórek słońce uderzone I zasię promieniami swemi odtrącone, I powietrze i piasek suchy tak paliło, Żeby się szkło z gorąca było roztopiło. Ptacy w cieniu milczeli i odpoczywali, Sami świercze zbytniemu gorącu łajali Przykrem rymem po chrustach, po trawach na dworze, Ogłuszając doliny, góry, niebo, morze.
XXI.
Trud ledwie wytrzymany, słoneczne promienie Przykre, ale daleko przykrzejsze pragnienie Spracowanego barzo rycerza trapiły I wszędzie go przez suche piaski prowadziły. Ale iżby was tęskno było i niegrzeczy, Kiedybych was na jednej tylko
wodą brzeg ślizki umywa; Między morzem i górą pewną położona Na południe, piaszczysta, bezludna, spalona.
XX.
O przyległy pagórek słońce uderzone I zasię promieniami swemi odtrącone, I powietrze i piasek suchy tak paliło, Żeby się śkło z gorąca było roztopiło. Ptacy w cieniu milczeli i odpoczywali, Sami świercze zbytniemu gorącu łajali Przykrem rymem po chróstach, po trawach na dworze, Ogłuszając doliny, góry, niebo, morze.
XXI.
Trud ledwie wytrzymany, słoneczne promienie Przykre, ale daleko przykrzejsze pragnienie Spracowanego barzo rycerza trapiły I wszędzie go przez suche piaski prowadziły. Ale iżby was teskno było i niegrzeczy, Kiedybych was na jednej tylko
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 152
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
tych ludzi nie zna. I wspomniał sobie na słowa królewskie które niedawno do niego mówił, barzo płakał (snadź). A król otrzymawszy zwycięstwo, radził z senatormi swemi o uspokojeniu tego zacnego królestwa, które zaraz od onego czasu stało się za asekuracją i rękojeństwem więźniów. Mijając ich tedy wiele, kiwając głowami swemi, łajali im, mówiąc: »A toż wam, którzyście ojczyźnie naszej polskiej wolności dawne przywrócili, a od jarzma niewolej niemieckiej nas wyzwolili!« Drudzy zaś, naśmiewając się, mówili: »Innych przedtym bronili, a teraz samych siebie obronić nie mogą«. Żołnierze tedy, iż na swą wiarę tych wzruszycielów pokoju wzięli
tych ludzi nie zna. I wspomniał sobie na słowa królewskie które niedawno do niego mówił, barzo płakał (snadź). A król otrzymawszy zwycięstwo, radził z senatormi swemi o uspokojeniu tego zacnego królestwa, które zaraz od onego czasu stało się za assekuracyą i rękojeństwem więźniów. Mijając ich tedy wiele, kiwając głowami swemi, łajali im, mówiąc: »A toż wam, którzyście ojczyźnie naszej polskiej wolności dawne przywrócili, a od jarzma niewolej niemieckiej nas wyzwolili!« Drudzy zaś, naśmiewając się, mówili: »Innych przedtym bronili, a teraz samych siebie obronić nie mogą«. Żołnierze tedy, iż na swą wiarę tych wzruszycielów pokoju wzięli
Skrót tekstu: KrysPasCz_II
Strona: 55
Tytuł:
Passya pana naszego Zygmunta Trzeciego, króla polskiego, podług jego sługi i wiernego poddanego, z panem swym spółcierpiącego.
Autor:
Szczęsny Kryski
Miejsce wydania:
Janowiec
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1606
Data wydania (nie wcześniej niż):
1606
Data wydania (nie później niż):
1606
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1918
. Fraszki Trzej nieprzyjaciele główni na tym świecie: Świat/ Diabeł/ Ciało/
Z Tymi każdy człowiek wojnę powinien toczyć/ Ja zaś radzę podleść/ gdzie kto nie może skoczyć. Świata jeden nie zwojuje/ Diabła ni Ciała/ Skoda drażnić/ więtszaby się nam szkoda stała. Gdyby się świat na cię zwaśnił wszyscyć łajali/ Rzekłbyś/ diabłażem im winien poszedłbyś dalej. Drugi nieprzyjaciel Czart. Sowirzałowe.
NUż diabła jakbyś rozdrażnił nie radzęć na to Prędkoćby znaczną niecnotę wyrządził za to. Trzeci nieprzyjaciel Ciało.
NUż gdyćby się ukazało gdzie białe ciało/ Rzekłbyś zaraz ach niestetyż coś mi się stało: A
. Frászki Trzey nieprzyiaćiele głowni ná tym świećie: Swiát/ Dyabeł/ Ciáło/
Z Tymi káżdy człowiek woynę powinien toczyć/ Ia záś rádzę podleść/ gdźie kto nie może skoczyć. Swiátá ieden nie zwoiuie/ Dyabłá ni Ciáłá/ Skodá draźnić/ więtszaby się nam szkodá stáłá. Gdyby się świát ná ćię zwaśnił wszyscyć łáiáli/ Rzekłbyś/ dyabłażem im winien poszedłbyś dáley. Drugi nieprzyiaćiel Czárt. Sowirzałowe.
NVż dyabłá iákbyś rozdrażnił nie rádzęć ná to Prędkoćby znáczną niecnotę wyrządźił zá to. Trzeći nieprzyiaćiel Ciáło.
NVż gdyćby się vkazáło gdźie białe ćiáło/ Rzekłbyś záraz ách niestetysz coś mi się stało: A
Skrót tekstu: FraszSow
Strona: A2v
Tytuł:
Fraszki Sowiźrzała nowego
Autor:
Jan z Kijan
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
, gdym z wami na świecie był, tedy i to wiecie, żem ja też ludzie w Polsce znał. Znałem i Rzpltą dobrze i rokosz, choć za mnie nie bywał, miałem też kiedyś w głowie swej tak uformowany, że by był Pan Bóg pofolgować chciał, Rzpltą i wy wszyscy nie łajalibyście byli za robotę. Widziałem ja dawno, na co się zanosiło u nas, i nie zasypiałem tego; pomnicie podobno on sejm inkwizycjej, co się na nim i przed nim działo i jako się były te do złego rozbieżane zahamowały koła. Ale trudnoż to przełomie naturę, trudnoż skorupkę,
, gdym z wami na świecie był, tedy i to wiecie, żem ja też ludzie w Polsce znał. Znałem i Rzpltą dobrze i rokosz, choć za mnie nie bywał, miałem też kiedyś w głowie swej tak uformowany, że by był Pan Bóg pofolgować chciał, Rzpltą i wy wszyscy nie łajalibyście byli za robotę. Widziałem ja dawno, na co się zanosiło u nas, i nie zasypiałem tego; pomnicie podobno on sejm inkwizycyej, co się na nim i przed nim działo i jako się były te do złego rozbieżane zahamowały koła. Ale trudnoż to przełomie naturę, trudnoż skorupkę,
Skrót tekstu: PrzestPotrzCz_II
Strona: 149
Tytuł:
Przestroga Rzpltej potrzebna, którą kanclerz on Zamoyski dwiema szlachcicom godnym wiary, ukazawszy się niedawno, in publicum podać i komu należy, odnieść kazał
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
epika
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1607
Data wydania (nie wcześniej niż):
1607
Data wydania (nie później niż):
1607
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1918
że brat jego przeganiać, a że przez sądziedzkie ganiać musi. Zaczym prawo nasze obudwóch stron wysłuchawszy, świadków do inkwizycyjej stawić rozkazało. Z których wyrozumiawszy, że pomieniony Andrzej Duchanicz na brata starszego i żonę jego porwał się i przeganiać mu s. 218 zabraniał bydła, brat zaś starszy i z żoną swoją słowami go szpetnemi łajali i lżyli, więc prawo nasze winnemi obudwóch być uznaje i nakazuje: Aby za ten swój występek Jędrzej, że się na starszego brata porwał, dał grzywien dwie, jednę dworowi, na prawo drugą, i plag trzydzieści aby zaraz przy prawie wziął. Danko zaś, że go słowami lżył, ma dać grzywien dworowi dwie
że brat jego przeganiać, a że przez sądziedzkie ganiać musi. Zaczym prawo nasze obudwóch stron wysłuchawszy, świadków do inkwizycyjej stawić rozkazało. Z których wyrozumiawszy, że pomieniony Andrzej Duchanicz na brata starszego i żonę jego porwał się i przeganiać mu s. 218 zabraniał bydła, brat zaś starszy i z żoną swoją słowami go szpetnemi łajali i lżyli, więc prawo nasze winnemi obudwóch być uznaje i nakazuje: Aby za ten swój występek Jędrzej, że się na starszego brata porwał, dał grzywien dwie, jednę dworowi, na prawo drugą, i plag trzydzieści aby zaraz przy prawie wziął. Danko zaś, że go słowami lżył, ma dać grzywien dworowi dwie
Skrót tekstu: KsKlim_1
Strona: 361
Tytuł:
Księga sądowa kresu klimkowskiego_1
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Gatunek:
księgi sądowe
Tematyka:
prawo
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1702 a 1749
Data wydania (nie wcześniej niż):
1702
Data wydania (nie później niż):
1749
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ludwik Łysiak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1965
świadomy swojej nikczemności, Swą hańbą cudze męstwa i cudze dzielności; Aleć i to niecnota, co wszytko źle czyni Dobrem ludziom, a z łotry przestawa, łotryni”.
LXXXIX.
Drudzy zasię mówili: „Jako - prawi - mają Jedno piątno, do sfory prawie się zgadzają”. Drudzy jem złorzeczyli i srodze łajali, Drudzy spalić, obiesić, ćwiertować wołali. Tłuszcza gęsta, chcąc się ich napatrzyć, bieżała I ulice i rynek wszytek napełniała, Aż na ostatek sprawa i ona nowina Doniosła się do króla także Norandyna. PIEŚŃ XVIII.
XC.
Jako go one wieści w pałacu zastały, Mając swojego dworu z sobą poczet mały,
świadomy swojej nikczemności, Swą hańbą cudze męstwa i cudze dzielności; Aleć i to niecnota, co wszytko źle czyni Dobrem ludziom, a z łotry przestawa, łotryni”.
LXXXIX.
Drudzy zasię mówili: „Jako - prawi - mają Jedno piątno, do sfory prawie się zgadzają”. Drudzy jem złorzeczyli i srodze łajali, Drudzy spalić, obiesić, ćwiertować wołali. Tłuszcza gęsta, chcąc się ich napatrzyć, bieżała I ulice i rynek wszytek napełniała, Aż na ostatek sprawa i ona nowina Doniosła się do króla także Norandyna. PIEŚŃ XVIII.
XC.
Jako go one wieści w pałacu zastały, Mając swojego dworu z sobą poczet mały,
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 58
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
samego szańca Okręt przystąpi ztego szańca może nieprzepuszczac okrętów i bronic ledwie nie Duńskiej tam lubośmy widzieli że nieponaszych siłach ale przecię że się wolno i o niepodobne rzeczy pokusić probowalismy szczęścia podpadalismy często szwedzi tez do nas wychodzili dawali pole przy fortelu, a potym do dziory kiedy im ciężko było z Wielkich tylko kartanów okrutnie nam łajali na każdy dzień koniom i ludziom dostawało się bo w tam tym miejscu przenosi kula z długiego Działa prawie wszędzie. Alec P Bóg uspokoił lubo nie w ten czas, ale potym na Wiosnę i podał je w Polskie ręcę dziwnym sposobem bez wielkiego krwie rozlania tak tedy tę zimę odprawilismy kłocząc się ustawicznie i podjazdami bijąc się
samego szanca Okręt przystąpi ztego szanca moze nieprzepuszczac okrętow y bronic ledwie nie Dunskiey tam lubosmy widzieli że nieponaszych siłach ale przecię że się wolno y o niepodobne rzeczy pokusić probowalismy szczęscia podpadalismy często szwedzi tez do nas wychodzili dawali pole przy fortelu, a potym do dziory kiedy im cięszko było z Wielkich tylko kartanow okrutnie nąm łaiali na kozdy dzięn koniom y ludziom dostawało się bo w tam tym mieyscu przenosi kula z długiego Działa prawie wszędzie. Alec P Bog uspokoił lubo nie w tęn czas, ale potym na Wiosnę y podał ie w Polskie ręcę dziwnym sposobem bez wielkiego krwie rozlania tak tedy tę zimę odprawilismy kłocząc się ustawicznie y podiazdami bijąc się
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 62v
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
wycieczki czynili/ nie wielkim ludem z nami się uganiali/ a potym wałem na dwanaście stop/ około na piętnaście tysięcy/ i częstymi basztami się obwarowawszy/ nigdziej się nie ruszali. Patrzali na naszych/ jako sklepy drzewiane do szturmu potrzebne gotowali/ wał sypali/ wieże budowali/ i naprzód z muru naśmiewali się/ i łajali głośno/ że tak wielką rzecz opodal sporządzali/ Którymi (powiada) rękami/ abo jakimi siłami/ ludzie zwłaszcza tak mali/ (bo Francuzowie względem swego wzrostu wielkiego/ naszą małością pospolicie gardzą) wieżę tak wielką na mury wstawicie? Ale skoro obaczyli/ ano wieża się rusza/ i do murów się przybliża/ nowiną
wyćieczki czynili/ nie wielkim ludem z námi sie vganiáli/ á potym wáłem ná dwánaśćie stop/ około ná piętnaśćie tyśięcy/ y częstymi básztámi sie obwárowawszy/ nigdźiey sie nie ruszáli. Pátrzali ná nászych/ iáko sklepy drzewiáne do szturmu potrzebne gotowáli/ wał sypáli/ wieże budowáli/ y naprzod z muru naśmiewáli sie/ y łáiáli głośno/ że ták wielką rzecz opodal sporządzáli/ Ktorymi (powiáda) rękámi/ ábo iákimi śiłámi/ ludźie zwłasczá ták máli/ (bo Fráncuzowie względem swego wzrostu wielkiego/ nászą máłośćią pospolićie gárdzą) wieżę ták wielką ná mury wstáwićie? Ale skoro obaczyli/ áno wieżá sie rusza/ y do murow sie przybliża/ nowiną
Skrót tekstu: CezWargFranc
Strona: 52.
Tytuł:
O wojnie francuskiej ksiąg siedmioro
Autor:
Gajusz Juliusz Cezar
Tłumacz:
Andrzej Wargocki
Drukarnia:
Drukarnia wdowy Jakuba Sibeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
trzeba. I dlategoć to przypominanie przeszłych błędów nie zawadzi, bo poprawę na przyszły czas uczynić może, żeby tego, co źle było, drugi raz się nie dopuszczać, jedno, że i sam ja wątpię, aby szlachta drugi raz ladajako z domów swych wytrąbić się dała, bo wprawdzie i z rokoszu jadąc, łajali, przeklinali, że temi zjazdami darmo utrudzeni i powłóczeni byli. Ziemianin: A komuż też ugorzą, jedno nie sobie i kiedy się dobrze porachują, więtsza tego przy nich zostanie wina, niż przy kijem inszem, że tak nic na tym rokoszu nie czynili, i z nizczym, drugich i siebie nadpsowawszy,
trzeba. I dlategoć to przypominanie przeszłych błędów nie zawadzi, bo poprawę na przyszły czas uczynić może, żeby tego, co źle było, drugi raz się nie dopuszczać, jedno, że i sam ja wątpię, aby ślachta drugi raz ledajako z domów swych wytrąbić się dała, bo wprawdzie i z rokoszu jadąc, łajali, przeklinali, że temi zjazdami darmo utrudzeni i powłóczeni byli. Ziemianin: A komuż też ugorzą, jedno nie sobie i kiedy się dobrze porachują, więtsza tego przy nich zostanie wina, niż przy kiem inszem, że tak nic na tym rokoszu nie czynili, i z nizczym, drugich i siebie nadpsowawszy,
Skrót tekstu: RozRokCz_II
Strona: 104
Tytuł:
Rozmowa o rokoszu
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
dialogi, pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1606
Data wydania (nie wcześniej niż):
1606
Data wydania (nie później niż):
1606
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1918