zaś z pany obyczajniej żyję; Jednak się rzadko i milczkiem ukryję, I choć nie mówię, przecię o mnie wiedzą.
Nikt mię nie widział, a choć z mądrą głową, Jak mówić pocznę, przede mną uciecze; I nikt bez gadki śmiele nie wyrzecze I skądem wyszedł, i jako mię zową.
Kiedy alarmę w trąby swe uderzę, Zda się, że górna miece gromy strona, Ale się strzały nie bój ni piorona, Bo tam nie biję nigdy, kędy zmierzę.
Wy, panny, jeśli tej zrozumieć gadki Trudna się wam zda, dajcież mi po woli,
A jeśli wasza łaska to pozwoli, Ozwę się ja
zaś z pany obyczajniej żyję; Jednak się rzadko i milczkiem ukryję, I choć nie mówię, przecię o mnie wiedzą.
Nikt mię nie widział, a choć z mądrą głową, Jak mówić pocznę, przede mną uciecze; I nikt bez gadki śmiele nie wyrzecze I skądem wyszedł, i jako mię zową.
Kiedy alarmę w trąby swe uderzę, Zda się, że górna miece gromy strona, Ale się strzały nie bój ni piorona, Bo tam nie biję nigdy, kędy zmierzę.
Wy, panny, jeśli tej zrozumieć gadki Trudna się wam zda, dajcież mi po woli,
A jeśli wasza łaska to pozwoli, Ozwę się ja
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 194
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
i dał znać o podjeździe.
Było natenczas w Brześciu, od Moskwy ufortyfikowanym, nie tylko znaczne corpus wojska moskiewskiego i regimentów kilka konnych litewskich, także gwardia litewska stała i pułk przedniej straży, ale też książę Wiśniowiecki regimentarz, powracając po koronacji króla imci, z Warszawy przyjechawszy znajdował się. Ta niespodziewana przez Rychlickiego relacja uczyniła alarm w Brześciu.
Paszkowski w takowym razie, nim w Brześciu do sprawy przyjdą, chcąc profitować, wielkim pędem ruszył się z Czarnawczyc z całą swoją dywizją do Brześcia. Wysłał jednak przed sobą Zabiełłę, marszałka teraźniejszego kowieńskiego, w kilkuset ludzi pod Brześć, który już idący przeciwko Paszkowskiemu wielki podjazd spotkał. Utrzymywał ile możliwości Zabiełło
i dał znać o podjeździe.
Było natenczas w Brześciu, od Moskwy ufortyfikowanym, nie tylko znaczne corpus wojska moskiewskiego i regimentów kilka konnych litewskich, także gwardia litewska stała i pułk przedniej straży, ale też książę Wiśniowiecki regimentarz, powracając po koronacji króla jmci, z Warszawy przyjechawszy znajdował się. Ta niespodziewana przez Rychlickiego relacja uczyniła alarm w Brześciu.
Paszkowski w takowym razie, nim w Brześciu do sprawy przyjdą, chcąc profitować, wielkim pędem ruszył się z Czarnawczyc z całą swoją dywizją do Brześcia. Wysłał jednak przed sobą Zabiełłę, marszałka teraźniejszego kowieńskiego, w kilkuset ludzi pod Brześć, który już idący przeciwko Paszkowskiemu wielki podjazd spotkał. Utrzymywał ile możliwości Zabiełło
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 82
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
, zł 90, zegarek i tabakierę, także szpadę srebrną. Nim go zaś w niewolę wzięto, kilkadziesiąt razy o kroków kilka do niego strzelano, ustawicznie chybiając, tylko jeden rękaw bez naruszenia ciała przestrzeliwszy. Wziąwszy zatem pomienionego kapitana, a nie mogąc się zgromadzonej oprzeć Moskwie, wrócił się Tyszkiewicz do obozu.
W Brześciu alarm był wielki, całą noc staliśmy w paracie, w którym ci oficerowie, którzy spod Sielca przybyli, chcieli mi nad chorągwią moją komendę odebrać, o com się z nimi skłócił. Nie przyszło jednak do akcji, a nazajutrz to umodyfikowano. Regimentarz, któremu miałem szczęście podobać się, obrócił moją chorągiew w
, zł 90, zegarek i tabakierę, także szpadę srebrną. Nim go zaś w niewolę wzięto, kilkadziesiąt razy o kroków kilka do niego strzelano, ustawicznie chybiając, tylko jeden rękaw bez naruszenia ciała przestrzeliwszy. Wziąwszy zatem pomienionego kapitana, a nie mogąc się zgromadzonej oprzeć Moskwie, wrócił się Tyszkiewicz do obozu.
W Brześciu alarm był wielki, całą noc staliśmy w paracie, w którym ci oficerowie, którzy spod Sielca przybyli, chcieli mi nad chorągwią moją komendę odebrać, o com się z nimi skłócił. Nie przyszło jednak do akcji, a nazajutrz to umodyfikowano. Regimentarz, któremu miałem szczęście podobać się, obrócił moją chorągiew w
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 94
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
akcji, a nazajutrz to umodyfikowano. Regimentarz, któremu miałem szczęście podobać się, obrócił moją chorągiew w komput regimentu pieszego buławy wielkiej lit., pod komendę pułkownika Domosławskiego i innych wyższych oficerów.
Tamże pułkownik Krasiński wziętego kapitana Dawo oddał mi w polityczny areszt, którego z należytym respektem i wygodą
traktowałem. Po tym alarmie armaty żelazne Pociejowskie, z Terespola przez Moskwę na zamek brzeski zaprowadzone, z tegoż zamku z la wetów zdjąwszy i w Muchawcu pod zamkiem zatopiwszy, ruszyliśmy się za Bug do Sławatycz. Stamtąd do Różanki i Włodawy, a potem przed następującą Moskwą umykając się, poszliśmy na Wołyń do Lubomia. Tam trochę zabawiwszy
akcji, a nazajutrz to umodyfikowano. Regimentarz, któremu miałem szczęście podobać się, obrócił moją chorągiew w komput regimentu pieszego buławy wielkiej lit., pod komendę pułkownika Domosławskiego i innych wyższych oficerów.
Tamże pułkownik Krasiński wziętego kapitana Dawo oddał mi w polityczny areszt, którego z należytym respektem i wygodą
traktowałem. Po tym alarmie armaty żelazne Pociejowskie, z Terespola przez Moskwę na zamek brzeski zaprowadzone, z tegoż zamku z la wetów zdjąwszy i w Muchawcu pod zamkiem zatopiwszy, ruszyliśmy się za Bug do Sławatycz. Stamtąd do Różanki i Włodawy, a potem przed następującą Moskwą umykając się, poszliśmy na Wołyń do Lubomia. Tam trochę zabawiwszy
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 95
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
Pren, chcąc niespodziewanie
uderzyć na Moskwę. Zaszli nasi Moskalom w tył od Kowna. Regimentarz stanął w wiosce niedalekiej gościńca z Pren do Kowna idącego, gdzie z racji zimna ogień przed stancją regimentarską był naniecony. Tymczasem Moskwa, tak ten ogień, jako konnych, którzy Kozaków na podsłuchach będących pobrać chcieli, postrzegłszy, uczyniła alarm i do Kowna uchodzić umyśliła. Jakoż dragonia moskiewska, porzuciwszy w Prenach konie z kulbakami i płaszcze, razem z piechotą ruszyła się do Kowna. Idąc gościńcem trafiła na uszykowane szwadrony nasze i nie tak atakując, jak broniąc się, pierwsza ognia, tak z armatek polnych, jako też i z ręcznej strzelby dawać poczęła
Pren, chcąc niespodziewanie
uderzyć na Moskwę. Zaszli nasi Moskalom w tył od Kowna. Regimentarz stanął w wiosce niedalekiej gościńca z Pren do Kowna idącego, gdzie z racji zimna ogień przed stancją regimentarską był naniecony. Tymczasem Moskwa, tak ten ogień, jako konnych, którzy Kozaków na podsłuchach będących pobrać chcieli, postrzegłszy, uczyniła alarm i do Kowna uchodzić umyśliła. Jakoż dragonia moskiewska, porzuciwszy w Prenach konie z kulbakami i płaszcze, razem z piechotą ruszyła się do Kowna. Idąc gościńcem trafiła na uszykowane szwadrony nasze i nie tak atakując, jak broniąc się, pierwsza ognia, tak z armatek polnych, jako też i z ręcznej strzelby dawać poczęła
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 99
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
się. Prawe skrzydło i lewe Kawaleryj, które stało jedno od drugiego o trzy mile, nie ruszyło się aż dobrze w noc. Król I. Mć przed samym wieczorem tegoż dnia detaszował 200. ludzi z Infanteryj z Augustburgu, którzy przeszli na tamtę stronę na brzeg è contra właśnie Obozu naszego, i tam uczynili Alarmo Nieprzyjacielowi, żeby go było pociągnąć w tamtę stronę, co udało się; gdyż napadszy na wartę Nieprzyjacielską rozgromili ją, która raz tylko dała ognia na nich, a potym uciekła. Nasi zaś bez żadnej straty wrócili się nazad już ku nocy.
Die 26. Znowu Król I. Mć tychże ludzi tego dnia z
się. Práwe skrzydło y lewe Káwáleryi, ktore stáło iedno od drugiego o trzy mile, nie ruszyło się áż dobrze w noc. Krol I. Mć przed sámym wieczorem tegoż dniá detászował 200. ludźi z Infánteryi z Augustburgu, ktorzy przeszli ná támtę stronę ná brzeg è contra włáśnie Obozu nászego, y tám vczynili Alármo Nieprzyiaćielowi, żeby go było poćiągnąć w támtę stronę, co vdáło się; gdyż nápadszy ná wártę Nieprzyiaćielską rozgromili ią, ktora raz tylko dáłá ogniá ná nich, á potym vćiekłá. Náśi záś bez żadney stráty wroćili się názad iuż ku nocy.
Die 26. Znowu Krol I. Mć tychże ludźi tego dnia z
Skrót tekstu: RelWyj
Strona: 2
Tytuł:
Relacja wyjazdu jego królewskiej mości z Warszawy
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
wiadomości prasowe i druki ulotne
Gatunek:
relacje
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1700
Data wydania (nie wcześniej niż):
1700
Data wydania (nie później niż):
1700
gotowi, niźli puścić dali Szwedów w swoi krai, na co się przysięgą związali UczynionąCarowi, że na dalsze łupy Do Moskwy Szwed niepoidzie, chyba przez ich trupy; Tu gdy Szwedzi przyciągną. a przeciwne siły Które jak mur potężny dalszy marsz krociły, Widzą; zbujanych wezdrą cuglem wkroku koni J staną; brzmi alarmo, biorą się do broni. Tak jako rosły obal, przydomowym płocie, Gdy wilka pod noc zwietrzy, wzartkiej się ochocie Rzuci, i myjącego po znajomej niwie Ściga zwierza, przez rowy sadząc popędliwie. Toż lalasz, tużgo słysząc za domowym płotem, Nieskąpym miesza zmokłe wilczysko obrotem; Aż skoro się bliskiego wilk lasu dochrapie
gotowi, nizli puścić dali Szwedow w swoi krái, na co się przysięgą związali UczynionąCarowi, że ná dalsze łupy Do Moskwy Szwed niepoidzie, chyba przez ich trupy; Tu gdy Szwedzi przyciągną. á przeciwne siły Ktore iak mur potężny dalszy marsz krociły, Widzą; zbuianych wezdrą cuglem wkroku koni J staną; brzmi alarmo, biorą się do broni. Tak iako rosły obal, przydomowym płocie, Gdy wilka pod noc zwietrzy, wzartkiey się ochocie Rzuci, y myiącego po znaiomey niwie Sciga zwierza, przez rowy sadząc popędliwie. Toż lalasz, tużgo słysząc za domowym płotem, Nieskąpym miesza zmokłe wilczysko obrotem; Aż skoro się bliskiego wilk lasu dochrapie
Skrót tekstu: GośPos
Strona: 9
Tytuł:
Poselstwo wielkie [...] Stanisława Chomentowskiego [...] od Augusta II [...] do Achmeta IV
Autor:
Franciszek Gościecki
Drukarnia:
Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1732
Data wydania (nie wcześniej niż):
1732
Data wydania (nie później niż):
1732
Dnia czas przyszedł, do miasta w jazdu Poselskiego. WYKLAD Słów trudniejszych.
A. Achmet IV. Sołtan, albo Cesarz Turecki na ten czas. Achmet Bej podkoniuszy na ten czas Cesarski Poseł do Polski. Admirał. Hetmanwodnego wojska, albo floty. Aga. Pan albo dworzanin. Akta. Zowią się księgo kancelaryj. Alarmo. pobudka do bitwy, albo trwoga. Alchimia. dystilowanie, preparacja aptekarska. Alkoran. prawo wiary Tureckiej od Mahometa podane. Ambra. drzewo wdzięcznie pachnące. Amnistia. zapomnienie, darowanie krzywdy, albo urazy. Anatomizować. jedno co rozbierać. Andzar. noż spory, które Turcy za broń noszą, i nimi
Dniá czás przyszedł, do miástá w iazdu Poselskiego. WYKLAD Słow trudnieyszych.
A. Achmet IV. Sołtan, albo Cesarz Turecki ná ten czas. Achmet Bey podkoniuszy ná ten czas Cesarski Poseł do Polski. Admirał. Hetmanwodnego woyska, albo floty. Aga. Pan albo dworzánin. Akta. Zowią się księgo káncelláryi. Alarmo. pobudka do bitwy, albo trwogá. Alchimia. distilowánie, prepárácyá aptekárska. Alkoran. práwo wiáry Tureckiey od Máchometa podáne. Ambra. drzewo wdźięcznie pachnące. Amnistia. zapomnienie, dárowánie krzywdy, albo urázy. Anatomizowáć. iedno co rozbieráć. Andzar. noż spory, ktore Turcy za broń noszą, y nimi
Skrót tekstu: GośPos
Strona: 348
Tytuł:
Poselstwo wielkie [...] Stanisława Chomentowskiego [...] od Augusta II [...] do Achmeta IV
Autor:
Franciszek Gościecki
Drukarnia:
Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1732
Data wydania (nie wcześniej niż):
1732
Data wydania (nie później niż):
1732
, że w onej gonitwie pod Pererytą było ich 40 m., a sołtani aż za dwie mili byli od tego miejsca. Ale ten język frant, bo powiedział, że u Pereryty jeden tylko cięty, a drugi postrzelony. Z okazji tej na tymże miejscu przenocowaliśmy. W kilka godzin na prawym skrzydle koronnym alarmo się uczyniło na ukazanie się tylko jednego Tatara. Chorągwie kołowe z majdanu wybiegły w pole bez dołożenia się hetmańskiego, o co się gniewał król im., i tam wyjachał. Ochoty było wiele bić, ale nie było kogo. 7 ejusdem
Ruszyliśmy się sprawą i szykiem od j.k.m. ordynowanym.
, że w onej gonitwie pod Pererytą było ich 40 m., a sołtani aż za dwie mili byli od tego miejsca. Ale ten język frant, bo powiedział, że u Pereryty jeden tylko cięty, a drugi postrzelony. Z okazyjej tej na tymże miejscu przenocowaliśmy. W kilka godzin na prawym skrzydle koronnym allarmo się uczyniło na ukazanie się tylko jednego Tatara. Chorągwie kołowe z majdanu wybiegły w pole bez dołożenia się hetmańskiego, o co się gniewał król jm., i tam wyjachał. Ochoty było wiele bić, ale nie było kogo. 7 eiusdem
Ruszyliśmy się sprawą i szykiem od j.k.m. ordynowanym.
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 17
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958
życia gluzy. DUCHOWNE.
Patrzcie zuchwali, Możni i mali, Proch się w proch wraca
Z prochu się krąży, w Proch nazad dąży, Wszelkich dzieł praca.
Wichrzy się dymem, Co się z Olbrzymem Rwało w Paragon,
Gdzie kasztel Troi, Tam pługiem kroi Oracz swój zagon.
Darmo! już darmo, Wrzeszczysz alarmo Grecki Gradywie,
Dardańskie mury, Silne struktury, Spruchniały w dziwie.
Darmo do boju, Refleksje
Wstalowym kroju, Wzbudzać Rycerza.
Gdzie gdy się tęży, Nic niezwycięży, Twardość koncerza.
Już się tam chwieją, Trzęsą i śmieją Bez żartu łąki,
Gdzie niegdy w strachu, z Harmat do gmachu, Latały bąki
żyćia gluzy. DVCHOWNE.
Patrzćie zuchwáli, Możni y máli, Proch się w proch wraca
Z prochu się krąży, w Proch názad dąży, Wszelkich dźieł praca.
Wichrzy się dymem, Co się z Olbrzymem Rwáło w Párágon,
Gdzie kásztel Troi, Tám pługiem kroi Oracz swoy zagon.
Dármo! iuż dármo, Wrzeszczysz álármo Grecki Grádiwie,
Dárdáńskie mury, Silne struktury, Spruchniáły w dźiwie.
Dármo do boiu, REFLEXYE
Wstalowym kroiu, Wzbudzáć Rycerzá.
Gdźie gdy się tęży, Nic niezwyćięży, Twárdość koncerzá.
Iuż się tám chwieią, Trzęsą y śmieią Bez żártu łąki,
Gdźie niegdy w stráchu, z Hármat do gmáchu, Latáły bąki
Skrót tekstu: JunRef
Strona: 7
Tytuł:
Refleksje duchowne na mądry króla Salomona sentyment
Autor:
Mikołaj Karol Juniewicz
Drukarnia:
Drukarnia Jasnej Góry Częstochowskiej
Miejsce wydania:
Częstochowa
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1731
Data wydania (nie wcześniej niż):
1731
Data wydania (nie później niż):
1731