Miasto na pagórku pięknym, jakby de industria usypanym.
Stąd o milę pokarm i nocleg w austerii Rottenbach księży Kanonicorum Regularium, których klasztor in proximo. W tej austerii, na górze, zbudowana sala podługowata wielka, w której w dzień św. Marcina zastaliśmy chłopów tańcujących po bawarsku, pro more suo. Muzyka ich bębenek i piszczałka, skakało ich oraz par pod pięćdziesiąt circiter, srodze uciesznie i srodze z impetem wielkim. Tak iż się zdało
nam, przyjeżdżającym opodal, że to tam papiernia albo jaki inszy instrument wodny być miał. W tym kościele mszy św. wysłuchawszy.
Dnia 12 Novembris. Za mil 3 stanęliśmy w au
Miasto na pagórku pięknym, jakby de industria usypanym.
Stąd o milę pokarm i nocleg w austeriej Rottenbach księży Canonicorum Regularium, których klasztor in proximo. W tej austeriej, na górze, zbudowana sala podługowata wielka, w której w dzień św. Marcina zastaliśmy chłopów tańcujących po bawarsku, pro more suo. Muzyka ich bębenek i piszczałka, skakało ich oraz par pod piędziesiąt circiter, srodze uciesznie i srodze z impetem wielkim. Tak iż się zdało
nam, przyjeżdżającym opodal, że to tam papiernia albo jaki inszy instrument wodny być miał. W tym kościele mszy św. wysłuchawszy.
Dnia 12 Novembris. Za mil 3 stanęliśmy w au
Skrót tekstu: BillTDiar
Strona: 133
Tytuł:
Diariusz peregrynacji po Europie
Autor:
Teodor Billewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy podróży, pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1677 a 1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1678
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Marek Kunicki-Goldfinger
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Biblioteka Narodowa
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
, Ze wstydem odydziemy. Kaśki mieć nie będziemy.
Przecię go żądać, Może ją ten dać. Też to jego córa.
Pierwej Kaśce do ucha Włożyć cichego ducha: Jeśli każe z rodzicy Mówić o tajemnicy.
O to nie żądać, Nie każą jej dać, Powiadała wczora.
Nie trzeba Kaśki szukać, Tylko w bębenek pukać: Przybieży sama zrana, Jako owieczka do siana.
Ojca nie żądać, Nie każe jej dać, Bo to jego córa.
Witaj, Kasiu, kochanie, Proszę cię na śniadanie, Będziesz i na wieczerzy, Nie powiadaj macierzy,
Boby cię zbiła, Żeś w tańcu była, Bez jej dozwolenia.
, Ze wstydem odydziemy. Kaśki mieć nie będziemy.
Przecię go żądać, Może ją ten dać. Też to jego córa.
Pierwej Kaśce do ucha Włożyć cichego ducha: Jeśli każe z rodzicy Mówić o tajemnicy.
O to nie żądać, Nie każą jej dać, Powiadała wczora.
Nie trzeba Kaśki szukać, Tylko w bębenek pukać: Przybieży sama zrana, Jako owieczka do siana.
Ojca nie żądać, Nie każe jej dać, Bo to jego córa.
Witaj, Kasiu, kochanie, Proszę cię na śniadanie, Będziesz i na wieczerzy, Nie powiadaj macierzy,
Boby cię zbiła, Żeś w tańcu była, Bez jej dozwolenia.
Skrót tekstu: WychWieś
Strona: 7
Tytuł:
Kiermasz wieśniacki
Autor:
Jan z Wychylówki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
dialogi, fraszki i epigramaty, pieśni
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Teodor Wierzbowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
K. Kowalewski
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1902
Że nie dał odpoczynku, nie dał i wytchnienia Od ciężkich i potwarzy swoich, i trapienia. Co przodkowie przodkom mym byli zostawili, Jegośmy zapalczywym uporem pozbyli. Nie mógł przejeść swojego chleba, nie miał komu Zbierać, a przecię go brał w lichym naszym domu. W czym go barziej niż chciwość pycha podniecała, A bębenka pochlebców kupa podbijała. Chlebem a winem jego sąsiad uwiedziony I krewny potakiwał, a ten, zajątrzony, Dopinając powagę tym swoję szrubował, Że czego i jako chciał, na nas dokazował. O, nieszczęśliwa bryło opłakanej ziemi, Coś początki niesnasków wczęła między niemi! Wielkiś twą małą iskrą ogień zapaliła, Żeś
Że nie dał odpoczynku, nie dał i wytchnienia Od ciężkich i potwarzy swoich, i trapienia. Co przodkowie przodkom mym byli zostawili, Jegośmy zapalczywym uporem pozbyli. Nie mógł przejeść swojego chleba, nie miał komu Zbierać, a przecię go brał w lichym naszym domu. W czym go barziej niż chciwość pycha podniecała, A bębenka pochlebców kupa podbijała. Chlebem a winem jego sąsiad uwiedziony I krewny potakiwał, a ten, zajątrzony, Dopinając powagę tym swoję szrubował, Że czego i jako chciał, na nas dokazował. O, nieszczęśliwa bryło opłakanej ziemi, Coś początki niesnasków wczęła między niemi! Wielkiś twą małą iskrą ogień zapaliła, Żeś
Skrót tekstu: ArciszLamBar_I
Strona: 384
Tytuł:
Lament
Autor:
Krzysztof Arciszewski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1622
Data wydania (nie wcześniej niż):
1622
Data wydania (nie później niż):
1622
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Poeci polskiego baroku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1965
i w obozie, a we Francji na kilkanaście mil (po wyspach nie wspominając, bo daleko tem więcej) płacz i lament dla czat Elearskich, dla dostania języka o Mansfeldzie gdzieby był, aż do niebios przenikały. Wtem doszedłszy, iż Mansfeld udał się był ku Francji, bojąc się aby heretykom francuskim nie podbił bębenka, poczęto z wojskiem Elearskiem traktować, jakoby ich było do króla francuskiego pomknąć, w ten sposób, żeby byli szli jako od cesarza posłani, i tam na żołdzie króla francuskiego, aż do zawołania cesarskiego, kiedykolwiekby potrzebował, a nie dłużej trwali. Już na tem stanęło było, iż mieli iść, i dla
i w obozie, a we Francyi na kilkanaście mil (po wyspach nie wspominając, bo daleko tem więcej) płacz i lament dla czat Elearskich, dla dostania języka o Mansfeldzie gdzieby był, aż do niebios przenikały. Wtem doszedłszy, iż Mansfeld udał się był ku Francyi, bojąc się aby heretykom francuzkim nie podbił bębenka, poczęto z wojskiem Elearskiem traktować, jakoby ich było do króla francuzkiego pomknąć, w ten sposób, żeby byli szli jako od cesarza posłani, i tam na żołdzie króla francuzkiego, aż do zawołania cesarskiego, kiedykolwiekby potrzebował, a nie dłużej trwali. Już na tem stanęło było, iż mieli iść, i dla
Skrót tekstu: DembPrzew
Strona: 99
Tytuł:
Przewagi elearów polskich
Autor:
Wojciech Dembołęcki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1859
, są i podpalałe, Są i ziółka ciemniejsze, a wżdy je zbierają Piękne panny i w wieńcach przodek im dawają. Oracz za pługiem chodzi, za oraczem wrona, Ja za tobą, Bombiko moja ulubiona. Gdybym miał skarb królewski abo złote bani, Stalibyśmy oboje ze złota odlani. Ty byś bębenek abo piszczałkę trzymała, Abo różą, abo mi jabłko podawała. Ja bym stał, jako stawam, gdy taniec wywodzę, Piórko za czapką, gładka skórzenka na nodze. Bombiko ma namilsza, twoja nóżka biała, Słówka jedwabne, łaska, nie wiem, jako trwała? Miłko Wejże tego kosarza, jako chytrze z
, są i podpalałe, Są i ziółka ciemniejsze, a wżdy je zbierają Piękne panny i w wieńcach przodek im dawają. Oracz za pługiem chodzi, za oraczem wrona, Ja za tobą, Bombiko moja ulubiona. Gdybym miał skarb królewski abo złote bani, Stalibyśmy oboje ze złota odlani. Ty byś bębenek abo piszczałkę trzymała, Abo różą, abo mi jabłko podawała. Ja bym stał, jako stawam, gdy taniec wywodzę, Piórko za czapką, gładka skórzenka na nodze. Bombiko ma namilsza, twoja nóżka biała, Słówka jedwabne, łaska, nie wiem, jako trwała? Miłko Wejże tego kosarza, jako chytrze z
Skrót tekstu: SzymSiel
Strona: 32
Tytuł:
Sielanki
Autor:
Szymon Szymonowic
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Sielanki i pozostałe wiersze polskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1964
głodem, i szczeniąt odeszli zmorzonych, Cicho jednak chylą się; aby postrzeżonych Złajnik jaki nie wydał. I ci wolnym krokiem Przy wzajemnych rozmowach po błoniu szerokiem, Ku Miastu się od portu zbliżają potrosze. Gdy pierwszy Diomedes. Jakim teraz proszę Rzecz zaczniemy sposobem? Bowiem dawno o tem Myślę, po coś te surmy, bębenki, i złotem Tkane stroje, więc dzidy bluszczem omajone: W różnych miastach pokupił? Temiż niezwalczone Achillesa mężnego członki uzbrojemy? Na to z śmiechem Ulisses, wszakże obaczemy, Ze się niemi Achilles sam wyda: jeżeli Tu jest pewnie, pilnując igły i kądzieli. Ty tylko więc pamiętaj, jak czas przyjdzie tego:
głodem, y szczeniąt odeszli zmorzonych, Cicho iednák chylą się; áby postrzeżonych Złáynik iáki nie wydał. Y ći wolnym krokiem Przy wzáiemnych rozmowách po błoniu szerokiem, Ku Miástu się od portu zbliżáią potrosze. Gdy pierwszy Diomedes. Iákim teraz prosze Rzecz záczniemy sposobem? Bowiem dawno o tem Myślę, po coś te surmy, bębenki, y złotem Tkáne stroie, więc dźidy bluszczem omáione: W rożnych miástách pokupił? Temiż niezwalczone Achillesa mężnego członki uzbroiemy? Ná to z smiechem Vlisses, wszákże obaczemy, Ze się niemi Achilles sam wyda: ieżeli Tu iest pewnie, pilnuiąc igły y kądźieli. Ty tylko więc pámiętay, iák czás przyidźie tego:
Skrót tekstu: ClaudUstHist
Strona: 139
Tytuł:
Troista historia
Autor:
Claudius Claudianus
Tłumacz:
Jędrzej Wincenty Ustrzycki
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1700
Data wydania (nie wcześniej niż):
1700
Data wydania (nie później niż):
1700
po tych człek wyprawia trele; Niedźwiednik diabeł: kto mu za nos się da wodzić, Musi po jego woli na łańcuchu chodzić. Temu w trąby i w surmy gra marsowe pole; Temu do stołu skrzypce, puzony, wijole (Jako czyja fortuna zdole: jeśli cienka, Musi skakać do gęśli, musi do bębenka); Temu szumią korony, buławy i krzesła; Temu, żeby w dom jego wszytko złoto zniesła; Ten, żeby rozkoszował, żeby bujał ciałem; Ziemianin, na kawałku roli siedząc malem, I ubogi rzemieślnik, z prace rąk swych żeby Miał chleb, suknią, mieszkanie i grosz od potrzeby — Owo zgoła,
po tych człek wyprawia trele; Niedźwiednik diabeł: kto mu za nos się da wodzić, Musi po jego woli na łańcuchu chodzić. Temu w trąby i w surmy gra marsowe pole; Temu do stołu skrzypce, puzony, wijole (Jako czyja fortuna zdole: jeśli cienka, Musi skakać do gęśli, musi do bębenka); Temu szumią korony, buławy i krzesła; Temu, żeby w dom jego wszytko złoto zniesła; Ten, żeby rozkoszował, żeby bujał ciałem; Ziemianin, na kawałku roli siedząc malem, I ubogi rzemieślnik, z prace rąk swych żeby Miał chleb, suknią, mieszkanie i grosz od potrzeby — Owo zgoła,
Skrót tekstu: PotPoczKuk_III
Strona: 409
Tytuł:
Poczet herbów szlachty
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
herbarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
i ku wzruszeniu transakcjej, około tego poczynionych, nullo iure wszróbowali, kiedy młódź szlachecką miasto ćwiczenia do wyrządzania złości ludziom spokojnym, do załawiania na zwady, do czynienia tumultów i do inszych barzo przykrych a niebezpiecznych miastom postępków wiedli i na wszytkę swąwolą, chcąc miasta i obywatele ich albo zniewolić, albo z szlachtą powadzić, bębenka podbijali. Toć taką rzeczą, ilekroć mieszczanie, choć caeteroquin stan szlachecki obserwujący i szanujący, ostrzegać będą prawa, pokoju, uczciwego i bezpieczeństwa swego, tylekroć wykroczą przeciw wolności szlacheckiej, tylekroć stan szlachecki zelżą. Lepiej tedy wszytkim prawom, prerogatywom i przywilejom waledykować i albo domów ojczystych odbieżeć albo karki pod jarzmo niewolej jezuickiej pospołu
i ku wzruszeniu transakcyej, około tego poczynionych, nullo iure wszróbowali, kiedy młódź szlachecką miasto ćwiczenia do wyrządzania złości ludziom spokojnym, do załawiania na zwady, do czynienia tumultów i do inszych barzo przykrych a niebezpiecznych miastom postępków wiedli i na wszytkę swąwolą, chcąc miasta i obywatele ich albo zniewolić, albo z ślachtą powadzić, bębenka podbijali. Toć taką rzeczą, ilekroć mieszczanie, choć caeteroquin stan szlachecki obserwujący i szanujący, ostrzegać będą prawa, pokoju, uczciwego i bezpieczeństwa swego, tylekroć wykroczą przeciw wolności szlacheckiej, tylekroć stan szlachecki zelżą. Lepiej tedy wszytkim prawom, prerogatywom i przywilejom waledykować i albo domów ojczystych odbieżeć albo karki pod jarzmo niewolej jezuickiej pospołu
Skrót tekstu: UważKonstCz_III
Strona: 302
Tytuł:
Krótkie uważenie konstytucyej nowotniej o Jezuitach
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1607
Data wydania (nie wcześniej niż):
1607
Data wydania (nie później niż):
1607
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1618
ich karanie zaciąga, Ręka ich Boska z góry nie dosiąga. Bydła ich zawsze obfitują w płody, A sporżucenia nie miewają szkody, Krowy się co rok latują o mnożą, I w przychowku ich nigdy nie ubożą. Na kształt trzód licznych igrają ich dzieci, I po domowej czołgają się śmieci, A wziąwszy lutnią z bębenkiem do ręki, Wesoło skaczą na muzyczne dźwięki. Dni swoje w dobrym bycie odprawują, A w punkcie jedmym do piekła zstępują, A mówią Bogu: Już się nie rżądz nami, Już być nie chcemy pod twymi prawami. Cóż jest wszechmocny w swojej paranteli? Ażebyśmy mu unizać się mieli? I zakon jego co
ich karánie záćiąga, Ręka ich Boska z gory nie dośiąga. Bydłá ich záwsze obfituią w płody, A zporżucenia nie miewáią szkody, Krowy sie co rok látuią o mnożą, I w przychowku ich nigdy nie ubożą. Ná kształt trźod licznych igráią ich dźieći, I po domowey czołgáią się śmieći, A wźiąwszy lutńią z bębęnkiem do ręki, Wesoło skaczą ná muzyczne dźwięki. Dńi swoie w dobrym byćie odprawuią, A w punkćie iedmym do piekła zstępuią, A mowią Bogu: Iuż się nie rżądz námi, Iuż bydź nie chcemy pod twymi prawámi. Coż iest wszechmocny w swoiey paranteli? Ażebyśmy mu unizáć się mieli? I zakon iego co
Skrót tekstu: ChrośJob
Strona: 76
Tytuł:
Job cierpiący
Autor:
Wojciech Stanisław Chrościński
Drukarnia:
Drukarnia Ojców Scholarum Piarum
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1705
Data wydania (nie wcześniej niż):
1705
Data wydania (nie później niż):
1705
/ Ociec bez dzieci/ Ziemianin bez Kmieci. Pojednana przyjaźń/ jak z Marcowy lód. Pan się na sługę za żywota jeży/ Po śmierci równo z nim w kośnicy leży. Mors sceptra ligonibus aequat. Po Jarmarku zły targ. Nundinis solutis non est negotiatio mercimoniorum. Przysiadł mu fałdów. Damascenus. 40
Podbił mu bębenka. Przeciwko Prawdzie rozum nie. Veritas inuicta. Przyjaciel nie ma być jako kwiatek/ który póki świeży/ poty miły. Przypędził go do zimnej wody. Przy jednym szczęściu/ dwie szkodzie Bóg daje. Pieniądze lica nie mają. Pierwej sobie/ potym tobie. Proximus egomet mihi. Pierwej sobie/ potym drugiemu/ może
/ Oćiec bez dźieći/ Ziemiánin bez Kmieći. Poiednána przyiaźń/ iák z Márcowy lod. Pan się ná sługę zá żywotá ieży/ Po śmierći rowno z nim w kośnicy leży. Mors sceptra ligonibus aequat. Po Iármárku zły targ. Nundinis solutis non est negotiatio mercimoniorum. Przyśiadł mu fałdow. Damascenus. 40
Podbił mu bębenká. Przećiwko Prawdźie rozum nie. Veritas inuicta. Przyiaćiel nie ma być iáko kwiatek/ ktory poki świeży/ poty miły. Przypędźił go do źimney wody. Przy iednym szcżęśćiu/ dwie szkodźie Bog dáie. Pieniądze licá nie máią. Pierwey sobie/ potym tobie. Proximus egomet mihi. Pierwey sobie/ potym drugiemu/ może
Skrót tekstu: RysProv
Strona: H
Tytuł:
Proverbium polonicorum
Autor:
Salomon Rysiński
Drukarnia:
Piotr Blastus Kmita
Miejsce wydania:
Lubcz
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przysłowia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618