drugiego oficera na ten rozruch biegącego także pchnął i zabił sztychem, i trzeciego lokaja, ale i sam od warty wzięty do Królewca zaprowadzony i okowany. Był ten casus pod Ragnetą w najętym pruskim od ip. Biegańskiego folwarku. Szkoda bardzo tego kawalera Bandomira, bom go znał dobrze, dość był grzeczny, hoży i brawo: a p. Kniażewicza przypadek niech będzie na pokazanie tym, co z nim wespół hermistrzowali w litewskich rewolucjach. Byłto człowiek jeden z główniejszych inter priores zamieszania. Komisarz w Litwie całej dla kontrybucji i prowiantów Moskwie generalny, któremu z dymu accidebat w całem księstwie po tymfowi.
Król Stanisław in assistentia pięciu regimentów konnych szwedzkich,
drugiego oficera na ten rozruch biegącego także pchnął i zabił sztychem, i trzeciego lokaja, ale i sam od warty wzięty do Królewca zaprowadzony i okowany. Był ten casus pod Ragnetą w najętym pruskim od jp. Biegańskiego folwarku. Szkoda bardzo tego kawalera Bandomira, bom go znał dobrze, dość był grzeczny, hoży i brawo: a p. Kniażewicza przypadek niech będzie na pokazanie tym, co z nim wespół hermistrzowali w litewskich rewolucjach. Byłto człowiek jeden z główniejszych inter priores zamieszania. Kommisarz w Litwie całéj dla kontrybucyi i prowiantów Moskwie generalny, któremu z dymu accidebat w całém księstwie po tymfowi.
Król Stanisław in assistentia pięciu regimentów konnych szwedzkich,
Skrót tekstu: ZawiszaPam
Strona: 264
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Krzysztof Zawisza
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1715 a 1717
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1717
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Julian Bartoszewicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Jan Zawisza
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1862
ziemi, Tę przed sobą, a ta się w zad kryje za niemi. Grabia do Olandiej wysiadł dnia trzeciego; Ale ta, co się skarży na króla fryskiego, Nie wysiadła, bo Orland tuszy, niż wysiędzie, Że usłyszy, że szyje zły tyran pozbędzie.
LX.
Jedzie wszystek we zbroi wielki rycerz z Brawy, Koń pod niem barziej ciężki, niż lekki, cisawy, Koń cisawy, który się urodził w Daniej, Ale z małego źrzebca urósł we Flandrii. Bo iż się na tę drogę na fuście wyprawił, U Bretonów swojego, wsiadając, zostawił, Swojego Bryladora, konia tak dzielnego, Że sobie nie miał okrom Bajarda
ziemi, Tę przed sobą, a ta się w zad kryje za niemi. Grabia do Olandyej wysiadł dnia trzeciego; Ale ta, co się skarży na króla fryskiego, Nie wysiadła, bo Orland tuszy, niż wysiędzie, Że usłyszy, że szyje zły tyran pozbędzie.
LX.
Jedzie wszystek we zbroi wielki rycerz z Brawy, Koń pod niem barziej ciężki, niż lekki, cisawy, Koń cisawy, który się urodził w Daniej, Ale z małego źrzebca urósł we Flandryej. Bo iż się na tę drogę na fuście wyprawił, U Bretonów swojego, wsiadając, zostawił, Swojego Bryladora, konia tak dzielnego, Że sobie nie miał okrom Bajarda
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 186
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
na lesie młodzieńca trafiła, Który leżał, w pół piersi raniony, na ziemi Między towarzyszami dwiema zabitemi.
LXVI.
Ale was Angeliką nie chcę więcej bawić, Bo siła rzeczy pierwej trzeba mi odprawić, Jako o Sakrypancie, także o Feracie Darmo teraz odemnie rymów wyglądacie. Bo mię do siebie woła zacny grabia z Brawy I każe mi, abym w przód śpiewał jego sprawy, Prace, trudy, kłopoty niewypowiedziane, W żądzy nieokreszonej bez końca cierpiane.
LXVII.
W pierwszem mieście na drodze onej zawołany Rycerz - bo zawsze chciał być i jeździć nieznany - Nie patrzając, lub zły beł lub dobry, na nowy Hełm się zdobył,
na lesie młodzieńca trafiła, Który leżał, w pół piersi raniony, na ziemi Między towarzyszami dwiema zabitemi.
LXVI.
Ale was Angeliką nie chcę więcej bawić, Bo siła rzeczy pierwej trzeba mi odprawić, Jako o Sakrypancie, także o Feracie Darmo teraz odemnie rymów wyglądacie. Bo mię do siebie woła zacny grabia z Brawy I każe mi, abym w przód śpiewał jego sprawy, Prace, trudy, kłopoty niewypowiedziane, W żądzej nieokreszonej bez końca cierpiane.
LXVII.
W pierwszem mieście na drodze onej zawołany Rycerz - bo zawsze chciał być i jeździć nieznany - Nie patrzając, lub zły beł lub dobry, na nowy Hełm się zdobył,
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 265
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
pierworodztwa, nie lat dojrzałych zacnością, Rynald, co męstwa swego sławnemi dziełami Świeci, jak złote w pół dnia słońce promieniami. Już dziewięć bił, do zamku gdy wjechał swojego, A z czeladzi chłopczyka miał tylko jednego.
XCI.
Jego przyjazdu własna ta przyczyna była: Wieść rącza nowiny mu przykre oznajmiła, Gdy z Brawy do Paryża powracał wielkiego, Na ślad chcąc Angeliki paść i brata swego, Z Malagizem Wiwian iż w łykach zostali, Które jem Maganzowie chytrze zgotowali; On, aby ich co prędzej z więzienia wybawił, Na Jasną Górę przeto biegł i swem się stawił.
XCII.
Matkę, żonę i dzieci obłapia, całuje, Od
pierworodztwa, nie lat dojrzałych zacnością, Rynald, co męstwa swego sławnemi dziełami Świeci, jak złote w pół dnia słońce promieniami. Już dziewięć bił, do zamku gdy wjechał swojego, A z czeladzi chłopczyka miał tylko jednego.
XCI.
Jego przyjazdu własna ta przyczyna była: Wieść rącza nowiny mu przykre oznajmiła, Gdy z Brawy do Paryża powracał wielkiego, Na ślad chcąc Angeliki paść i brata swego, Z Malagizem Wiwian iż w łykach zostali, Które jem Maganzowie chytrze zgotowali; On, aby ich co prędzej z więzienia wybawił, Na Jasną Górę przeto biegł i swem się stawił.
XCII.
Matkę, żonę i dzieci obłapia, całuje, Od
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 426
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
mil od Kapu Zielonego, od którego biorą swoję Imię, Zamykają w sobie wiele Wysp, a najznaczniejszych 10. ciągnących się od Pułnocy Zachodniej; Z. Antoni, Z. Wincenty, Z. Łucja, Z. Mikołaj, Wyspa słona czyli solna, Bona vista, Majo, Z. Jakub, Fuego, i Brawa. Z. JAKUB jest Miasto Stołeczne tych wszystkich wysp należących do Portugalów. Te Wyspy obfitują w Sól, skory Kozie, wina, mięsa słone, przedtym nie były ani ludne, ani uprawne kiedy Portugalowie je wynaleźli, ale teraz obfitują w ryż, proso, pszenicę Turecką, pomarancze, cytryny, melony, figi,
mil od Kapu Zielonego, od ktorego biorą swoię Imię, Zámykáią w sobie wiele Wysp, á náyznácznieyszych 10. ciągnących się od Pułnocy Záchodniey; S. Antoni, S. Wincenty, S. Łucya, S. Mikołáy, Wyspa słona czyli solna, Bona vista, Majo, S. Jakub, Fuego, y Bráwá. S. JAKUB iest Miásto Stołeczne tych wszystkich wysp náleżących do Portugallow. Te Wyspy obfituią w Sol, skory Kozie, wina, mięsa słone, przedtym nie były áni ludne, áni upráwne kiedy Portugallowie ie wynalezli, ále teráz obfituią w ryż, proso, pszenicę Turecką, pomáránćze, cytryny, melony, figi,
Skrót tekstu: ŁubŚwiat
Strona: 633
Tytuł:
Świat we wszystkich swoich częściach
Autor:
Władysław Aleksander Łubieński
Drukarnia:
Wrocławska Akademia Societatis Jesu
Miejsce wydania:
Wrocław
Region:
Śląsk
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1740
Data wydania (nie wcześniej niż):
1740
Data wydania (nie później niż):
1740
albo z wody, i wiesza się na powietrzu, aż gdy chłód nocny przyjdzie ściśnie i w wodę obróci nie wysoko od ziemie, i tak spada rosa. 22. Czemu szron zimny? Gdy para wstąpi na powietrze a wiatr przyjdzie ostry albo zimno jakie, tedy ją mrozi, i ona spadając kropelkami się klii do brawy i ziemie, i marznie, i zimna bywa, bo zmarzła. ROZDZIAŁ V. O tym co się trafia na ziemi i pod ziemią.
1. Jeżeli są ognie pod ziemią? Niektóre miejsca jasno ognie z siebie wydają. jako góry Wezuwiusz Etna i inne. te są pełne siarki i innych materyj, ogień zaś
álbo z wody, y wiesza się ná powietrzu, áż gdy chłod nocny przyidźie śćiśnie y w wodę obroći nie wysoko od źięmie, y ták zpada rosá. 22. Czemu szron źimny? Gdy párá wstąpi ná powietrze á wiátr przyidzie ostry álbo źimno iákie, tedy ią mroźi, y oná zpadáiąc kropelkami się klii do bráwy y źiemie, y márznie, y źimna bywa, bo zmárzła. ROZDZIAŁ V. O tym co się trafia ná źiemi y pod źiemią.
1. Ieżeli są ognie pod źiemią? Niektore mieyscá iásno ognie z śiebie wydáią. iáko gory Wezuwiusz Etná y inne. te są pełne śiárki y innych máteryi, ogień záś
Skrót tekstu: TylkRoz
Strona: 46
Tytuł:
Uczone rozmowy
Autor:
Wojciech Tylkowski
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1692
Data wydania (nie wcześniej niż):
1692
Data wydania (nie później niż):
1692
ubrano?
Dam histryjonom pokój, co uboczą Chodzą, bo ci w bok, gdy się bić, pcskoczą I tych, co biją na bakier, lekkości Zaniecham; niech się cieszą z swej próżności I ceremonij zamilczę obłudnych, Także kortezyj włoskich owych cudnych, Bo tego w Polsce nigdy nie bywało, Z Włoch się tych brawów tak wiele nabrało. Wasze zaś kiedy w kudłach białegłowy Odmą się siedząc jako jakie sowy Lub w klatce szklanej, lub na zjeździe kędy, Lub i w kościele, pełno pychy wszędy. Ta w tym tak była, tylko się brakują, Wzajemne sobie obligi znajdują, Gdy się upierzchą w tabiny złociste, W perły,
ubrano?
Dam histryjonom pokój, co uboczą Chodzą, bo ci w bok, gdy się bić, pcskoczą I tych, co biją na bakier, lekkości Zaniecham; niech się cieszą z swej próżności I ceremonij zamilczę obłudnych, Także kortezyj włoskich owych cudnych, Bo tego w Polszczę nigdy nie bywało, Z Włoch się tych brawów tak wiele nabrało. Wasze zaś kiedy w kudłach białegłowy Odmą się siedząc jako jakie sowy Lub w klatce śklanej, lub na zjeździe kędy, Lub i w kościele, pełno pychy wszędy. Ta w tym tak była, tylko się brakują, Wzajemne sobie obligi znajdują, Gdy się upierzchą w tabiny złociste, W perły,
Skrót tekstu: SatPodBar_II
Strona: 720
Tytuł:
Satyr podgórski
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Poeci polskiego baroku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1965
dobrze rodzi) i bawełny jest dostatek/ z której sukna rozwożą po brzegu Afrykkim: kozy tam rodzą/ jako i po inszych wyspach bliskich/ troje i więcej koźląt/ co cztery miesiące. Gdy słońce wchodzi w Raka/ idzie tam deszcz prawie ustawicznie. Ku zachodowi od Z. Jakuba leżą wyspy/ Ignis, i Brawa małej ceny/ (acz tamta ma potrosze mieszkania) a ku pułnocy jest wyspa Maid/ kędy jest jedna dolina wszerz i wdłuż na dwie leuki/ mając wszędzie pełno soli/ co jest pospolita i inszym tamtym wyspom: ale osobliwie nad insze ma to jedna z nich/ która pełno ma takich solnych miejsc; którą przeto
dobrze rodźi) y báwełny iest dostátek/ z ktorey sukná rozwożą po brzegu Africkim: kozy tám rodzą/ iáko y po inszych wyspách bliskich/ troie y więcey koźląt/ co cztery mieśiące. Gdy słońce wchodźi w Ráká/ idźie tám descz práwie vstáwicznie. Ku zachodowi od S. Iákubá leżą wyspy/ Ignis, y Bráwá máłey ceny/ (ácz támtá ma potrosze mieszkánia) á ku pułnocy iest wyspá Maid/ kędy iest iedná doliná wszerz y wdłuż ná dwie leuki/ máiąc wszędźie pełno soli/ co iest pospolita y inszym támtym wyspom: ále osobliwie nád insze ma to iedná z nich/ ktora pełno ma tákich solnych mieysc; ktorą przeto
Skrót tekstu: BotŁęczRel_II
Strona: 58
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. II
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Drukarnia:
Mikołaj Lob
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609