znajomy pozdrawia cię mile, Sam z wojskiem jest od Ciebie o pułtory mile. Prosi żebyś go jaką opatrzył żywnością, Pamiętnyć zawsze będzie wypłacić wdzięcznością. Byle mu BÓG pozwolił zdrowia, z Saulem zgody, Sowiteć obiecuje uczynić nadgrody. Stanął Poseł z rozkazem Pańskim u Nabala, Zdumiał się że w Dom trafił takiego brutala. Który nietylko przyjął komplement DAWIDÓW ( Posła sfukał ) tył skrobiąc, jak zwyczaj u żydów. Jaki mi Pan, twój Dawid, znam ja takich frantów, Zebrał kupę hultajską, i chce prowiantów. Dam mu chleba na kiju, jak psu szkodliwemu, Co zdrady, bunty robi, przeciw Panu swemu. Nie
znaiomy pozdrawia cię mile, Sam z woyskiem iest od Ciebie o pułtory mile. Prosi żebyś go iáką opátrzył żywnością, Pámiętnyć záwsze będzie wypłacić wdzięcznością. Byle mu BOG pozwolił zdrowia, z Saulem zgody, Sowiteć obiecuie uczynić nádgrody. Stánął Poseł z rozkázem Pańskim u Nabala, Zdumiał się że w Dom tráfił tákiego brutala. Ktory nietylko przyiął komplement DAWIDOW ( Posła zfukał ) tył skrobiąc, iák zwyczay u żydow. Jáki mi Pan, twoy Dawid, znám já tákich frantow, Zebrał kupę hultayską, y chce prowiantow. Dam mu chleba ná kiju, iák psu szkodliwemu, Co zdrády, bunty robi, przeciw Pánu swemu. Nie
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 48
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
Mój Satyr wziąwszy wachlarz w grube ręce, Jak jął wachlować niby kowal miechem, Nieuważając na członki chłopięce, Rozumiał, że to z Pachołkiem Wojciechem, Za pasy chodzi, złamał kość słoniową Rura za rurę osądził wołową. Ja pełna będąc cholery i żalu, Odjezdżam z domu porzuciwszy dzieci, Na pożegnaniu powiem mu: brutalu, Już z tobą żyję rok dziesiąty trzeci, Dłużej nie myślę, intencyj nie kryję, Wiedz w jakiej cenie są galanterie. Dłużej nie mogąc słuchać rzeczy podłych, Zatulam uszy, a zaciskam zęby, Uchodzę od tych piąciu Dam rozwiodłych, Aby mi słowo nie wypadło z gęby, Powiedzieć prawdę, że nie masz racyj
Moy Satyr wziąwszy wáchlarz w grube ręce, Ják iął wáchlować niby kowal miechem, Nieuważaiąc ná członki chłopięce, Rozumiał, że to z Pachołkiem Woyciechem, Zá pasy chodzi, złámał kość słoniową Rura zá rurę osądził wołową. Ja pełna będąc cholery y żalu, Odiezdżam z domu porzuciwszy dzieći, Na pożegnaniu powiem mu: brutalu, Już z tobą żyię rok dziesiąty trzeći, Dłużey nie myślę, intencyi nie kryię, Wiedz w iákiey cenie są gálanterye. Dłużey nie mogąc słuchać rzeczy podłych, Zátulam uszy, á záciskam zęby, Uchodzę od tych piąciu Dam rozwiodłych, Aby mi słowo nie wypádło z gęby, Powiedzieć práwdę, że nie masz rácyi
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 532
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752