, tedy na oboźnego tymże sposobem towar przepadają. Przy których żaden towarzysz nie ma się przed sądem zastawiać pod utraceniem pocztu. XXV. Ktoby się ważył w domach szlacheckich, albo młynach, mimo pozwolenie (i to za wielką jaką przyczyną) od pułkownika albo jego trzymomiejsca, stanąć, lub tam cokolwiek wziąć albo brykać, jeżeli towarzysz gardłem ma być karany, a jeżeli pacholik, tedy ćwiertowaniem. Toż ma się rozumieć o plebaniach i szkołach, Ktoby tam śmiał (prócz księży wojskowych) stanąć, albo cokolwiek brykać. XXVI. Ktoby gwałt jakiejkolwiek białej głowie uczynił, a o to pozwany był, gardłem ma być karany.
, tedy na oboźnego tymże sposobem towar przepadają. Przy których żaden towarzysz nie ma się przed sądem zastawiać pod utraceniem pocztu. XXV. Ktoby się ważył w domach szlacheckich, albo młynach, mimo pozwolenie (i to za wielką jaką przyczyną) od pułkownika albo jego trzymomiejsca, stanąć, lub tam cokolwiek wziąść albo brykać, jeżeli towarzysz gardłem ma być karany, a jeżeli pacholik, tedy ćwiertowaniem. Toż ma się rozumieć o plebaniach i szkołach, Ktoby tam śmiał (prócz księży wojskowych) stanąć, albo cokolwiek brykać. XXVI. Ktoby gwałt jakiejkolwiek białej głowie uczynił, a o to pozwany był, gardłem ma być karany.
Skrót tekstu: DembPrzew
Strona: 77
Tytuł:
Przewagi elearów polskich
Autor:
Wojciech Dembołęcki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1859
pozwolenie (i to za wielką jaką przyczyną) od pułkownika albo jego trzymomiejsca, stanąć, lub tam cokolwiek wziąć albo brykać, jeżeli towarzysz gardłem ma być karany, a jeżeli pacholik, tedy ćwiertowaniem. Toż ma się rozumieć o plebaniach i szkołach, Ktoby tam śmiał (prócz księży wojskowych) stanąć, albo cokolwiek brykać. XXVI. Ktoby gwałt jakiejkolwiek białej głowie uczynił, a o to pozwany był, gardłem ma być karany. XXVII. Ktoby komorę komu albo skrzynię odbił, lubo cokolwiek znacznego gwałtem wziął, albo podwodę, lub pieniądze za nią swawolnie wystraszył, jeśli towarzysz, szubienicą jako złodziej ma być karany, a jeżeli
pozwolenie (i to za wielką jaką przyczyną) od pułkownika albo jego trzymomiejsca, stanąć, lub tam cokolwiek wziąść albo brykać, jeżeli towarzysz gardłem ma być karany, a jeżeli pacholik, tedy ćwiertowaniem. Toż ma się rozumieć o plebaniach i szkołach, Ktoby tam śmiał (prócz księży wojskowych) stanąć, albo cokolwiek brykać. XXVI. Ktoby gwałt jakiejkolwiek białej głowie uczynił, a o to pozwany był, gardłem ma być karany. XXVII. Ktoby komorę komu albo skrzynię odbił, lubo cokolwiek znacznego gwałtem wziął, albo podwodę, lub pieniądze za nię swawolnie wystraszył, jeśli towarzysz, szubienicą jako złodziej ma być karany, a jeżeli
Skrót tekstu: DembPrzew
Strona: 78
Tytuł:
Przewagi elearów polskich
Autor:
Wojciech Dembołęcki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1859
słowa dał Warszycki Nehrebskiemu pierścień z diamentem wartości 30.000 złp. Nehrebski nie tylko zgodził się na układ, ale i pierścień zwrócił. Gdy z Warszyckiego została zdjęta infamia, zobowiązania nie wypełnił.
(Strofa 84). Bezpieczniejszy. Bezpieczny - swobodny, umiejący się w towarzystwie zachować.
(Strofa 86). Komosić się - brykać.
(Strofa 89). Dziedziczne progi — Maciewice, dziedzictwo Anny po matce Krystynie z Szyszkowskich, w których się wesele odbywało. Maciewice są to późniejsze kościuszkowskie Maciejowice. Marsowa zabawa - W maju 1668 szerzy się obawa ponownego napadu tureckiego. Sobieski bacznie śledzi kresy południowowschodnie i wojska ściąga do wielkiego obozu pod Lwowem (Korzon
słowa dał Warszycki Nehrebskiemu pierścień z diamentem wartości 30.000 złp. Nehrebski nie tylko zgodził się na układ, ale i pierścień zwrócił. Gdy z Warszyckiego została zdjęta infamja, zobowiązania nie wypełnił.
(Strofa 84). Bezpieczniejszy. Bezpieczny - swobodny, umiejący się w towarzystwie zachować.
(Strofa 86). Komosić się - brykać.
(Strofa 89). Dziedziczne progi — Maciewice, dziedzictwo Anny po matce Krystynie z Szyszkowskich, w których się wesele odbywało. Maciewice są to późniejsze kościuszkowskie Maciejowice. Marsowa zabawa - W maju 1668 szerzy się obawa ponownego napadu tureckiego. Sobieski bacznie śledzi kresy południowowschodnie i wojska ściąga do wielkiego obozu pod Lwowem (Korzon
Skrót tekstu: StanTrans
Strona: 214
Tytuł:
Transakcja albo opisanie całego życia jednej sieroty
Autor:
Anna Stanisławska
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1685
Data wydania (nie wcześniej niż):
1685
Data wydania (nie później niż):
1685
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ida Kotowa
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1935
pałały/ kędy z nią pospołu Chleba udzielonego z niebieskiego stołu/ I Nektaru skosztuje. Obiad górne potym Przynoszą Oready na naczyniu złotym/ Które służą. A sama Ksieni ją częstuje W potrawach kredencując. Przy czym ukazuje Po kosztownych podłogach diamentem ryte Kiedyś od Polikleta dzieje znamienite Wielkiej tej Monarszynej. Jako można! jako Jowiszowi samemu brykać więc nijako Przed nią bywa/ będąc mu nie tylko Boginią/ I Małżonką nawyższą/ ale Gospodynią/ Bogów drugich. Jako go choć to władogromy/ I niebieskie i ziemskie powywraca domy/ W gniewie swym zapalczywym/ ona uleguje/ I pod czas swą Intrygą aż umolestuje. Nadewszytko/ gdy się więc do której przymyka
pałáły/ kędy z nią pospołu Chlebá vdzielonego z niebieskiego stołu/ Y Nektáru skosztuie. Obiad gorne potym Przynoszą Oreády ná naczyniu złotym/ Ktore służą. A sámá Xięni ią częstuie W potráwách kredencuiąc. Przy czym vkázuie Po kosztownych podłogách dyámentem ryte Kiedys od Polikletá dzieie známienite Wielkiey tey Monárszyney. Iáko można! iáko Iowiszowi sámemu brykáć więc niiáko Przed nią bywa/ będąc mu nie tylko Boginią/ Y Małżonką nawyższą/ ále Gospodynią/ Bogow drugich. Iáko go choc to włádogromy/ Y niebieskie y ziemskie powywráca domy/ W gniewie swym zapálczywym/ oná vleguie/ Y pod czás swą Intrygą áż vmolestuie. Nadewszytko/ gdy się więc do ktorey przymyka
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 117
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
z siebie postać, Gdy nie chce czy nie może żeninemu sprostać. Widziałem, że ogierom wykalają oczy, Snadź sprawniejszy i do klacz bywają ochoczy; Temuć wżdy wolno patrzyć, ale z łóżka wara: Jest nań kawecan, jeśli nie boi kantara; Nie da mu jeść, nie da pić, jeśli pocznie brykać, Na ostatek wolno go w prywecie zamykać. Na wspak się wszytkie rzeczy obrócą poślednie: Mąż błazen w nocy tylko, żona mężem we dnie. 526. POSPOLITE RUSZENIE TERAŹNIEJSZE
Nużeż, kawalerowie! Do waszego szyku Przyszła rzecz. Teraz szablą, co było w języku, Pokażcie! Ganiliście żołnierzów przy stole, Ganili
z siebie postać, Gdy nie chce czy nie może żeninemu sprostać. Widziałem, że ogierom wykalają oczy, Snadź sprawniejszy i do klacz bywają ochoczy; Temuć wżdy wolno patrzyć, ale z łóżka wara: Jest nań kawecan, jeśli nie boi kantara; Nie da mu jeść, nie da pić, jeśli pocznie brykać, Na ostatek wolno go w prywecie zamykać. Na wspak się wszytkie rzeczy obrócą poślednie: Mąż błazen w nocy tylko, żona mężem we dnie. 526. POSPOLITE RUSZENIE TERAŹNIEJSZE
Nużeż, kawalerowie! Do waszego szyku Przyszła rzecz. Teraz szablą, co było w języku, Pokażcie! Ganiliście żołnierzów przy stole, Ganili
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 321
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Joab na me listy Przybyć, niechajże słucha Oficjalisty, Co odemnie przykaże, byś się jak mógł, bronił, Byleś mi Absalona przy zdrowiu ochronił; O co cię raz i drugi i potrzecie proszę, Ujmuj młodego zrzebca wędzidłem potroszę, Jak mu przypniesz popręgów, i zażyjesz śmiało, Nie będzie umiał brykać tak, jakby się chciało. Spotkał się Joab z Wojskiem Absalona licznym, Zwątlony lud od rana bojem ustawicznym, Padło trupem na Placu Dwadzieścia tysięcy Z Partyj Absalona, choć ich było więcej. Niźli z Joabem, ale BÓG szyki pomylił, Gdy się Syn przeciw Ojcu z potęgi wysilił, Ledwie sam uciekł z wojny na
Joab ná me listy Przybydź, niechayże słucha Officyalisty, Co odemnie przykaże, byś się iák mogł, bronił, Byleś mi Absalona przy zdrowiu ochronił; O co cię raz y drugi y potrzecie proszę, Uymuy młodego zrzebca wędzidłem potroszę, Ják mu przypniesz popręgow, y zażyiesz śmiało, Nie będzie umiał brykać ták, iákby się chciało. Spotkał się Joab z Woyskiem Absalona licznym, Zwątlony lud od rána bojem ustáwicznym, Padło trupem ná Placu Dwadzieścia tysięcy Z Partyi Absalona, choć ich było więcy. Niźli z Joabem, ále BOG szyki pomylił, Gdy się Syn przeciw Oycu z potęgi wysilił, Ledwie sam uciekł z woyny ná
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 121
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
, grzechami zwątlonej, Pokaż mi proszę do pokuty drogę, Gdyż bez twej łaski postąpić nie mogę. Jak by mi w ucho, kto poszepnął blisko, Słowa rzetelnie wymówione słyszę: Wychodź za Jordan, i pospieszaj rzysko, Tam się swawola twoja ukołysze,
Tam do pokuty, gdy zaczniesz przywykać, Będziesz spokojną i przestaniesz brykać. Wychodzę zaraz, nic się nie opieram Na pierwszy rozkaz Pani wielowładnej, Pakta stateczne z Jej Synem zawieram, Ze służyć nie chcę mammonie szkaradnej; Jakoż na wojnę zaczętą przynoszę Jałmużny wziętej, od kogoś trzy grosze. Za te kupuję, chleba do Obozu, Lekko się wybrać myślę bez taborów, Niechcę obciążać
, grzechami zwątloney, Pokaż mi proszę do pokuty drogę, Gdyż bez twey łaski postąpić nie mogę. Jak by mi w ucho, kto poszepnął blisko, Słowa rzetelnie wymowione słyszę: Wychodź za Jordan, y pospieszay rzysko, Tam się swawola twoia ukołysze,
Tam do pokuty, gdy zaczniesz przywykać, Będziesz spokoyną y przestaniesz brykać. Wychodzę zaraz, nic się nie opieram Na pierwszy roskaz Pani wielowładney, Pakta stateczne z Jey Synem zawieram, Ze służyć nie chcę mammonie szkaradney; Jakoż na woynę zaczętą przynoszę Jałmużny wziętey, od kogoś trzy grosze. Za te kupuię, chleba do Obozu, Lekko się wybrać myślę bez taborow, Niechcę obciążać
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 178
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
zmięszany, swą Panią ratował, Jednak upartej imprezy nie łamię, Chociaż mdłą głowę kładzie mu na ramię. Długo odetchnąć żałosna nie mogła, Dopieroż słowa, wymówić z uciskiem Serdecznym; lecz ją Pasja wspomogła, Rzuci się mówiąc: Cóż to? Ja igrzyskiem, Jednym zostałam, ADOLFIE u Ciebie, Zacząłeś brykać na mym własnym Chlebie? Anim po ciebie wysłała Okrętów, Anim lądowej nietraciła fury. Zefir był metrem przezornych wykrętów, Ty złe ćwiczenie wziołeś od natury, Więc was obydwóch, na jednej gałęzi, Nić Ariadny, niech w sidła powięzi.
Cóżeś za krzywdę miał zdrajco, w mym Domu? Chyba
zmięszány, swą Pánią rátował, Jednák upártey imprezy nie łamię, Chociaż mdłą głowę kłádzie mu ná rámię. Długo odetchnąć żałosna nie mogła, Dopieroż słowa, wymowić z uciskiem Serdecznym; lecz ią Passya wspomogła, Rzući się mowiąc: Coż to? Ja igrzyskiem, Jednym zostáłam, ADOLFIE u Ciebie, Zácząłeś brykać ná mym własnym Chlebie? Anim po ciebie wysłáła Okrętow, Anim lądowey nietráciła fury. Zefir był metrem przezornych wykrętow, Ty złe ćwiczenie wziołeś od nátury, Więc was obodwoch, ná iedney gáłęzi, Nić Aryadny, niech w sidła powięzi.
Cożeś za krzywdę miał zdráyco, w mym Domu? Chyba
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 70
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
gdy król z carem wsiadał pod Toruniem na statki, przybiegł starosta bobrujski w kilkaset koni w ten sam czas przepraszać króla, a zsiadłszy z konia wszedł na szkutę. Wtem król kazał od brzegu odłożyć, gdzie starosta sam jeden bez asystencji zostawszy, był w niemałym strachu, osobliwie od cara, który na niego począł dużo brykać; lecz August kazawszy do brzegu przybić, odprawił go wdzięcznie, ale jednak wzięto mu buławę wielką litewską, którą dał król Pociejowi podskarbiemu litewskiemu, a mniejszą Denhofowi marszałkowi konfederacji sandomierskiej, który był i miecznikiem koronnym. Pociej wziąwszy Moskwy z sobą kilka tysięcy, poszedł odbierać wojsko litewskie, któremu generał Sapieha, rodzony brat starosty
gdy król z carem wsiadał pod Toruniem na statki, przybiegł starosta bobrujski w kilkaset koni w ten sam czas przepraszać króla, a zsiadłszy z konia wszedł na szkutę. Wtém król kazał od brzegu odłożyć, gdzie starosta sam jeden bez assystencyi zostawszy, był w niemałym strachu, osobliwie od cara, który na niego począł dużo brykać; lecz August kazawszy do brzegu przybić, odprawił go wdzięcznie, ale jednak wzięto mu buławę wielką litewską, którą dał król Pociejowi podskarbiemu litewskiemu, a mniejszą Denhoffowi marszałkowi konfederacyi sandomirskiéj, który był i miecznikiem koronnym. Pociéj wziąwszy Moskwy z sobą kilka tysięcy, poszedł odbierać wojsko litewskie, któremu generał Sapieha, rodzony brat starosty
Skrót tekstu: OtwEDziejeCzech
Strona: 158
Tytuł:
Dzieje Polski pod panowaniem Augusta II od roku 1696 – 1728
Autor:
Erazm Otwinowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1696 a 1728
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1728
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Józef Czech
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Józef Czech
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1849
Kaczmarzu macie Panu memu pieniądze przysłać/ coście mu winni. Dobrzeby płacić/ kto by miał * przemógł.) Podobno twój Pan więcej pieniędzy nie ma/ oprócz komu ja winien i dla tego się tak często upomina. Albo mnima/ żebych mu miał uciec * zbieżeć) z tymi pieniędzmi. Teraz umiecie brykać i fukać. Izaliście też tak brykali/ kiedy wam pożyczano/ Wierę nie/ w ten czas umieliście pięknie prosić. To macie wiedzieć/ że Pan mój niechce dłużej czekać. A niechcecieli z dobrocią/ musicie ze złością/ albo więc będziecie w Traliej. Albo chcecie sobie mieć błazna z Pana mego.
Kácżmarzu maćie Pánu memu pieniądze przysłáć/ cośćie mu winni. Dobrzeby płáćić/ kto by miał * przemogł.) Podobno twoy Pan więcey pieniędzy nie ma/ oprocż commu ja winien y dla tego się ták cżęsto upomina. Albo mnima/ żebych mu miał ućiec * zbieżeć) z tymi pieniędzmi. Teraz umiećie brykáć y fukáć. Izáliśćie też ták brykáli/ kiedy wam pożycżano/ Wierę nie/ w ten cżás umieliśćie pięknie prośić. To maćie wiedźieć/ że Pan moy niechce dłużey cżekáć. A niechcećieli z dobroćią/ muśićie ze złośćią/ álbo więc będźiećie w Tráliey. Albo chcećie sobie mieć błazná z Páná mego.
Skrót tekstu: VolcDial
Strona: 92v
Tytuł:
Viertzig dialogi
Autor:
Nicolaus Volckmar
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
rozmówki do nauki języka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612