gorliwych Kazań ich widzieć daje.
Nie dziwujmy się tedy/ kiedy jeszcze podziśdzień tacy Pijacy na świecie bywają/ którzy w Opilstwie nawiętsze swe ukochanie mają i od niego się Bogu i słowu jego Z. zgoła odwieść dać nie chcą; a chociaby podobno Bóg i Prorocy Z. wołali: Biada wam/ którzy rano wstawając chodzicie za pijaństwem/ a na nim wieczora trwacie! Luboby Pan Krystus i Apostołowie Z. krzyczeli mówiąc: Strzeżcie się/ aby kiedy serca wasze nie były ociążone ożralstwem i opilstwem. It. Pijanicy nie będą dziedzicmi Królestwa niebieskiego: wszakżeby na to zgoła nic nie dali. Esaj. 5. v. II.
gorliwych Kazań ich widźieć dáje.
Nie dźiwuymy śię tedy/ kiedy jescze podźiśdźień tácy Pijacy ná świećie bywáją/ ktorzy w Opilstwie nawiętsze swe ukochánie máją y od niego śię Bogu y słowu jego S. zgołá odwieść dáć nie chcą; á choćiaby podobno Bog y Prorocy S. wołáli: Biádá wam/ ktorzy ráno wstawájąc chodźićie zá pijáństwem/ á ná nim wieczorá trwaćie! Luboby Pan Krystus y Apostołowie S. krzyczeli mowiąc: Strzeżćie śię/ áby kiedy sercá wásze nie były oćiążone ożrálstwem y opilstwem. It. Pijánicy nie będą dźiedźicmi Krolestwá niebieskiego: wszákżeby ná to zgołá nic nie dáli. Esaj. 5. v. II.
Skrót tekstu: GdacKon
Strona: 12.
Tytuł:
Dyszkursu o pijaństwie kontynuacja
Autor:
Adam Gdacjusz
Drukarnia:
Jan Krzysztof Jakub
Miejsce wydania:
Brzeg
Region:
Śląsk
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
zawzięty Wywrze i między górnymi zwierzęty. A ty tej, którą niesie pies kudłaty, Zażyj i zimie ciepłej Małgorzaty, I postąp sobie z nią podług twej woli; Wszak już raz była u ciebie na Woli. AD MUSAS
Panny, od których powód ma wiersz wszelki, Cne helikońskich gór obywatelki, Co po parnaskich dąbrowach chodzicie I kastalijskim zdrojem się chłodzicie, Których ani pies gwiazdą swą użega, Ani ojcowski płomień nie dolega, Których i czystość moc tym ogniom bierze, Dla których cały świat poddan Wenerze, Szczęśliwsze nad nas, których wszytko troje Wojuje: miłość, słońce i psie znoje — Pojrzyjcie na mnie trochę w niskie kraje, A póki
zawzięty Wywrze i między górnymi zwierzęty. A ty tej, którą niesie pies kudłaty, Zażyj i zimie ciepłej Małgorzaty, I postąp sobie z nią podług twej woli; Wszak już raz była u ciebie na Woli. AD MUSAS
Panny, od których powód ma wiersz wszelki, Cne helikońskich gór obywatelki, Co po parnaskich dąbrowach chodzicie I kastalijskim zdrojem się chłodzicie, Których ani pies gwiazdą swą użega, Ani ojcowski płomień nie dolega, Których i czystość moc tym ogniom bierze, Dla których cały świat poddan Wenerze, Szczęśliwsze nad nas, których wszytko troje Wojuje: miłość, słońce i psie znoje — Pojrzyjcie na mnie trochę w niskie kraje, A póki
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 152
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
nici ludzkie rzeczy wiszą. LEKI
Towarzysz nasz u Petery Bierał chłodzące krystery I tak skarżąc na gorączkę, Ukrywał szpetną świerzbiączkę. Gdy przyszło nadstawić dupy, Postrzegł doktor szpetne strupy: „Kiż wam diabeł, panie bracie, Tak uklajstrował gacie? Jako widzę, daj was Hance, Wierę, żeście bliski france! Chodzicie jak w karacynie, Przyjdzie wam myślić o chinie, Mądzie nosicie w zawoju, Już tu nie będzie bez znoju! Widzę, żeście szpetnie ranny, Musi to z wami do wanny, Toć więc jutro od wieczora Wsadzę was w tego gąsiora. Tam zażyjecie szaruchy, Turbitu i z salsą juchy, Krew wam puszczę
nici ludzkie rzeczy wiszą. LEKI
Towarzysz nasz u Petery Bierał chłodzące krystery I tak skarżąc na gorączkę, Ukrywał szpetną świerzbiączkę. Gdy przyszło nadstawić dupy, Postrzegł doktor szpetne strupy: „Kiż wam diabeł, panie bracie, Tak uklajstrował gacie? Jako widzę, daj was Hance, Wierę, żeście bliski france! Chodzicie jak w karacynie, Przyjdzie wam myślić o chinie, Mądzie nosicie w zawoju, Już tu nie będzie bez znoju! Widzę, żeście szpetnie ranny, Musi to z wami do wanny, Toć więc jutro od wieczora Wsadzę was w tego gąsiora. Tam zażyjecie szaruchy, Turbitu i z salsą juchy, Krew wam puszczę
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 312
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
gdy już w pożądanej Ojczyźnie osiędę, tam i głosem, i myślą śpiewać – da Bóg – będę. KSIĘGA TRZECIA WZDYCHANIA DUSZE KOCHAJĄCE I
Poprzysięgam was, córki jerozolimskie, jeżeli znajdziecie Kochanka mego, abyście mu oznajmiły, że od Jego miłości mdleję. Canticum canticorum 5
Na niebieskiej Solimy wychowanki chlebie, które nogą śniegową chodzicie po niebie, was ja rytmy moimi, was, niebieskie dusze, gdzie teraz mój Kochanek zawsze pytać muszę. Mówcie mu, że tak mdleję miłością Onego, jako kwiat asyryjski od słońca srogiego, albowiem gdy dopiero strzały swe wyronił, zaraz się między nimi i sam kędyś schronił i przebiwszy me serce wskroś trójrożnym grotem,
gdy już w pożądanej Ojczyźnie osiędę, tam i głosem, i myślą śpiewać – da Bóg – będę. KSIĘGA TRZECIA WZDYCHANIA DUSZE KOCHAJĄCE I
Poprzysięgam was, córki jerozolimskie, jeżeli znajdziecie Kochanka mego, abyście mu oznajmiły, że od Jego miłości mdleję. Canticum canticorum 5
Na niebieskiej Solimy wychowanki chlebie, które nogą śniegową chodzicie po niebie, was ja rytmy moimi, was, niebieskie dusze, gdzie teraz mój Kochanek zawsze pytać muszę. Mówcie mu, że tak mdleję miłością Onego, jako kwiat asyryjski od słońca srogiego, albowiem gdy dopiero strzały swe wyronił, zaraz się między nimi i sam kędyś schronił i przebiwszy me serce wskroś trójrożnym grotem,
Skrót tekstu: HugLacPrag
Strona: 126
Tytuł:
Pobożne pragnienia
Autor:
Herman Hugon
Tłumacz:
Aleksander Teodor Lacki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1673
Data wydania (nie wcześniej niż):
1673
Data wydania (nie później niż):
1673
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Krzysztof Mrowcewicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1997
7 Ezech. 16, u. 11 Osee 4, u. 1 Job 24, u. 1 Ibid Ibid
odzierać też was z skóry szatanowie będą i płatać piekielni katowie, okrucieństwa wam płacąc dostatecznie mordami wiecznie. Biada wam, co skarb dobra powszechnego kradniecie, a płacz ludu ubogiego jecie, pijecie – stąd pięknie chodzicie, siebie stroicie; zapłatę słuszną, ciężko zasłużoną, jak drogą, bo krwią i zdrowiem kupioną, zatrzymujecie, sobie przywłaszczacie, za swoje macie. Ach, biada temu, co w nieprzejednany gniew Boski padnie i będzie skazany na śmierć bez końca do piekła srogiego, ognia wiecznego. Już Bóg swojego nie będzie kasował dekretu
7 Ezech. 16, v. 11 Oseae 4, v. 1 Job 24, v. 1 Ibid Ibid
odzierać też was z skóry szatanowie będą i płatać piekielni katowie, okrucieństwa wam płacąc dostatecznie mordami wiecznie. Biada wam, co skarb dobra powszechnego kradniecie, a płacz ludu ubogiego jecie, pijecie – stąd pięknie chodzicie, siebie stroicie; zapłatę słuszną, ciężko zasłużoną, jak drogą, bo krwią i zdrowiem kupioną, zatrzymujecie, sobie przywłaszczacie, za swoje macie. Ach, biada temu, co w nieprzejednany gniew Boski padnie i będzie skazany na śmierć bez końca do piekła srogiego, ognia wiecznego. Już Bóg swojego nie będzie kasował dekretu
Skrót tekstu: BolesEcho
Strona: 83
Tytuł:
Przeraźliwe echo trąby ostatecznej
Autor:
Klemens Bolesławiusz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jacek Sokolski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
skarżę cię, że jak bezrozumny tułać się będziesz po polu, będziesz u wszytkich pośmiewiskiem i będziesz wzgardzon. A wy, o senatorowie moi duchowni i świeccy, pomóżcież wy, coście mi przysięgli złe każde odwracać odemnie i zdrowiem swym ono zastępować, a czynicież to? Siedzicie na stołkach, a w aksamitnych chodzicie purpurach, bisiorach, sobolach i rysiach, używacie jako bogaczowie usque ad nauseam, jeździcie jako książęta, majętności kupujecie, pieniądze w worki zbieracie, czerwone złote, jedni dla biskupstw, drudzy dla województw, gdy je na kondycje wystawiają, chowacie, zdradliwie mój chleb jecie, na Boga ani na przysięgę swą nie pomnicie,
skarżę cię, że jak bezrozumny tułać się będziesz po polu, będziesz u wszytkich pośmiewiskiem i będziesz wzgardzon. A wy, o senatorowie moi duchowni i świeccy, pomóżcież wy, coście mi przysięgli złe każde odwracać odemnie i zdrowiem swym ono zastępować, a czynicież to? Siedzicie na stołkach, a w aksamitnych chodzicie purpurach, bisiorach, sobolach i rysiach, używacie jako bogaczowie usque ad nauseam, jeździcie jako książęta, majętności kupujecie, pieniądze w worki zbieracie, czerwone złote, jedni dla biskupstw, drudzy dla województw, gdy je na kondycye wystawiają, chowacie, zdradliwie mój chleb jecie, na Boga ani na przysięgę swą nie pomnicie,
Skrót tekstu: MowaKoprzCz_II
Strona: 98
Tytuł:
Żałosna mowa Rzpltej polskiej pod Koprzywnicą do zgromadzonego rycerstwa roku 1606
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
mowy okolicznościowe, pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1606
Data wydania (nie wcześniej niż):
1606
Data wydania (nie później niż):
1606
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1918
więcej ci, rzecze, z gołych nóg soromu. Głowy tylko przykrywać, choć piersi obnażą, W kościele święte pisma białymgłowom każą; A gdy ewangelią apostoli niosą Na świat, zakazał im Pan chodzić nogą bosą. Ponęta li do grzechu trzewik jest sudanny, Cóż, gdyby gołe nogi ukazały panny. A czemuż wy chodzicie boso, pytam, księże? Najciężej oku począć, dalej myśl dosięże. Nie wiecie, że tak ludzi natura mieć chciała, Że to męska białej płci, co męskiej jest biała. Jako nogi i piersi, i wszytkie w nas członki, Lubo przykryte, lubo będą bez zasłonki, Twarz zaleca, twarz żadzi,
więcej ci, rzecze, z gołych nóg soromu. Głowy tylko przykrywać, choć piersi obnażą, W kościele święte pisma białymgłowom każą; A gdy ewangeliją apostoli niosą Na świat, zakazał im Pan chodzić nogą bosą. Ponęta li do grzechu trzewik jest sudanny, Cóż, gdyby gołe nogi ukazały panny. A czemuż wy chodzicie boso, pytam, księże? Najciężej oku począć, dalej myśl dosięże. Nie wiecie, że tak ludzi natura mieć chciała, Że to męska białej płci, co męskiej jest biała. Jako nogi i piersi, i wszytkie w nas członki, Lubo przykryte, lubo będą bez zasłonki, Twarz zaleca, twarz żadzi,
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 646
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
DZIAD Proszę w imię Pańskie, Moi sąsiadeczkowie! Ręce mnie pogańskie Skaleczyły, nie mogę dać sobie ratunku, Że od ciężkiego przyjdzie umrzeć mi frasunku!
KUBA Nęć gomołkę, a powiedz, którędy tu droga Do Betlejem, boć tam nas ciągnie chęć barz sroga.
DZIAD O drogę się pytacie? Wżdyć po niej chodzicie! Czyście ślepi? Oto jest —- czy jej nie widzicie? Droga to, ot!
KUBA Widzęć ja, że to tu jest droga! Ale że ty żartujesz, pewnieć druga noga Uschnie, jak cię zawalę tym kostorem moim!
DZIAD Kat cię prosi z gomołką! Idź precz z darem twoim,
DZIAD Proszę w imię Pańskie, Moi sąsiadeczkowie! Ręce mie pogańskie Skaleczyły, nie mogę dać sobie ratunku, Że od ciężkiego przyjdzie umrzeć mi frasunku!
KUBA Nęć gomołkę, a powiedz, którędy tu droga Do Betlejem, boć tam nas ciągnie chęć barz sroga.
DZIAD O drogę się pytacie? Wżdyć po niej chodzicie! Czyście ślepi? Oto jest —- czy jej nie widzicie? Droga to, ot!
KUBA Widzęć ja, że to tu jest droga! Ale że ty żartujesz, pewnieć druga noga Uschnie, jak cie zawalę tym kostorem moim!
DZIAD Kat cie prosi z gomołką! Idź precz z darem twoim,
Skrót tekstu: DialPańOkoń
Strona: 255
Tytuł:
Dialog o Narodzeniu Pańskim
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
jasełka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1661
Data wydania (nie wcześniej niż):
1661
Data wydania (nie później niż):
1661
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Staropolskie pastorałki dramatyczne: antologia
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Okoń
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1989
/ a krokos też w szafran mieszają. Ba i owi co futra po Stradomiu noszą/ Wszyścić za kozub dadzą/ wiem że cię z panoszą. Nad to nie tylko tobie/ ale twej rodzinie Będą za kozub płacić/ póki świat nie minie/ Szymon Odpowiada. Siła obiecujecie małobyście dali/ Z kłamstwem wszyscy chodzicie/ jak starzy tak mali Te wasze obietnice na piśmie mi dajcie/ Przyłożcie pieczęć miejską rychło niemieszkajcie. A ja ciężki Krzyż wezmę z/ wniosę na Golgotę/ Opuszczę gęsi/ kozub/ domową robotę. Dali mu wieczne prawo i krzyż nań włozyli/ Zaniósł go na wierzch góry jako z nim zmówili/ Szedł
/ á krokos też w száfrán mieszáią. Ba y owi co futrá po Stradomiu noszą/ Wszyscić zá kozub dádzą/ wiem że ćię z pánoszą. Nád to nie tylko tobie/ ále twey rodźinie Będą zá kozub płáćić/ poki świát nie minie/ Szymon Odpowiáda. Siłá obiecuiećie máłobyśćie dáli/ Z kłamstwem wszyscy chodźićie/ iák stárzy ták máli Te wásze obietnice ná piśmie mi dayćie/ Przyłożćie pieczęć mieyską rychło niemieszkayćie. A ia ćięszki Krzyż wezmę z/ wniosę ná Golgotę/ Opusczę gęśi/ kozub/ domową robotę. Dáli mu wieczne práwo y krzyż nań włozyli/ Zániosł go ná wierzch gory iáko z nim zmowili/ Szedł
Skrót tekstu: Kozub
Strona: A3
Tytuł:
Kozubales abo obrona wszystkich Żydów
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1626
Data wydania (nie wcześniej niż):
1626
Data wydania (nie później niż):
1626
, ubi non mortalia committantur peccata, powiedział on pobożny Pater Gregorius: Rzadkie/ powiada/ bywają bankiety (Biesiady/ Uczty Wesela/ Krzciny/ Pogrzegi) gdzieby śmiertlene grzechy nie były popełniane; a zwłaszcza od was Paniczków swowolnych/ którzy sobie nosa podlawszy niebezpieczne kłotnie drugdy miedzy sobą miewacie/ dla ladajakiej przyczynki załby chodzicie/ na pojedynki się wywabiacie/ jedni drugim rany zadawacie/ przez co więc szwanki szkodliwe i śmiertelne odnosicie; ba i czasem zapamiętale się mordujecie: I tak /jakom wyżej powiedział/ drogę sobie do nieba przez to zagradzacie. Gregor. M. in cap. V . Job. Genes. 45. v.
, ubi non mortalia committantur peccata, powiedźiał on pobożny Pater Gregorius: Rzadkie/ powiádá/ bywáią bánkiety (Bieśiády/ Uczty Wesela/ Krzćiny/ Pogrzegy) gdźieby śmiertlene grzechy nie były popełniáne; á zwłasczá od was Pániczkow swowolnych/ ktorzy sobie nosá podlawszy niebespieczne kłotnie drugdy miedzy sobą miewaćie/ dla ládáiákiey przyczynki záłby chodźićie/ ná poiedynki śie wywabiaćie/ iedni drugim rány zádawaćie/ przez co więc szwánki szkodliwe y śmiertelne odnośićie; bá y czásem zápámiętále śię morduiećie: Y ták /iákom wyżey powiedźiał/ drogę sobie do niebá przez to zágradzaćie. Gregor. M. in cap. V . Iob. Genes. 45. v.
Skrót tekstu: GdacPan
Strona: Miii
Tytuł:
O pańskim i szlacheckim [...] stanie dyszkurs
Autor:
Adam Gdacjusz
Drukarnia:
Jan Krzysztof Jakub
Miejsce wydania:
Brzeg
Region:
Śląsk
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
obyczajowość, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1679
Data wydania (nie wcześniej niż):
1679
Data wydania (nie później niż):
1679