, Gdy mu wilcy koniowi wytargali udy, Przywiódszy go do domu, postawił przy słupie. Sam idzie łój kozłowy skwarzyć na skorupie. Tymczasem chudzi, wyschli, nędzni, głodni charci, Skoro lizną świeżej krwie, jako niedźwiedź barci,
Przypytawszy się do nich ogarzy i wyźli, Nim się ów z maścią wróci, kobyły dogryźli. Pan też, żeby ich z tydzień nie gonił do jatek, Skoro się psi najedli, uwędził ostatek. 100. WŁOCH PO POLSKU TAŃCUJE
Na Tworzyjańskiej u Śmida ulicy, Gdzie uczęszczając naszy politycy, Noc, wino, panny mając kałauzem, On dom poczciwy uczynią zamtuzem, Ożeni się Włoch, gdy go ułakomi Posag
, Gdy mu wilcy koniowi wytargali udy, Przywiódszy go do domu, postawił przy słupie. Sam idzie łój kozłowy skwarzyć na skorupie. Tymczasem chudzi, wyschli, nędzni, głodni charci, Skoro lizną świeżej krwie, jako niedźwiedź barci,
Przypytawszy się do nich ogarzy i wyźli, Nim się ów z maścią wróci, kobyły dogryźli. Pan też, żeby ich z tydzień nie gonił do jatek, Skoro się psi najedli, uwędził ostatek. 100. WŁOCH PO POLSKU TAŃCUJE
Na Tworzyjańskiej u Śmida ulicy, Gdzie uczęszczając naszy politycy, Noc, wino, panny mając kałauzem, On dom poczciwy uczynią zamtuzem, Ożeni się Włoch, gdy go ułakomi Posag
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 246
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
, żem musiał zakopać go w ziemię. Jeszcze noszę połowę, w tym (z zanadrza) pęku Oszytego (dobywszy, ukaże mu w ręku); Byle tu człowiek chleba nie żebrząc mógł dożyć, Przyjdzie się dać fortunie w moc, a i te włożyć Do drugich. Na jej wszytko, co mnie też dogryzie, Niechaj moje ubóstwo zostaje decyzie: W ostatku wszytko złodziej, lubo mnie łakoma Ręka na polu, lubo okaliczy doma, I bodajbym nie wolał, żeby z mojej pracy Kto się cieszył cnotliwszy niżeli pijacy. Dlategom się do ciebie wieść rozkazał wprzódy: Wielka to żalu, wielka ulga złej przygody, Kiedy ją
, żem musiał zakopać go w ziemię. Jeszcze noszę połowę, w tym (z zanadrza) pęku Oszytego (dobywszy, ukaże mu w ręku); Byle tu człowiek chleba nie żebrząc mógł dożyć, Przyjdzie się dać fortunie w moc, a i te włożyć Do drugich. Na jej wszytko, co mnie też dogryzie, Niechaj moje ubóstwo zostaje decyzie: W ostatku wszytko złodziej, lubo mnie łakoma Ręka na polu, lubo okaliczy doma, I bodajbym nie wolał, żeby z mojej pracy Kto się cieszył cnotliwszy niżeli pijacy. Dlategom się do ciebie wieść rozkazał wprzódy: Wielka to żalu, wielka ulga złej przygody, Kiedy ją
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 342
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
sąsiad wszystko złe; łacniej zły wiatr minie. Zły człowiek rad by wszystkich zgubił, gdy sam ginie. Pańko Wiem, że dawno narzekasz na przykre sąsiady. Zazdrość to czyni, na to nie masz inszej rady: Niechaj się zazdrość puka! Bodaj mi zajrzano! Wolę to, niżliby mię pożałować miano. Wonton Dogryzie i zły sąsiad. Mnie to barziej psuje, Że doma nie mięszkiwam. Kto gospodaruje, A na czeladź się spuszcza, sam się dworem bawi, Równa to, gdy straszydła kto na wróble stawi. Straszydła stoją, wróble proso wypijają, Drewniani naszy słudzy tak nas oganiają. I ja teraz tę szkodę mojej niebytności Przyczytam
sąsiad wszystko złe; łacniej zły wiatr minie. Zły człowiek rad by wszystkich zgubił, gdy sam ginie. Pańko Wiem, że dawno narzekasz na przykre sąsiady. Zazdrość to czyni, na to nie masz inszej rady: Niechaj się zazdrość puka! Bodaj mi zajrzano! Wolę to, niżliby mię pożałować miano. Wonton Dogryzie i zły sąsiad. Mnie to barziej psuje, Że doma nie mięszkiwam. Kto gospodaruje, A na czeladź się spuszcza, sam się dworem bawi, Równa to, gdy straszydła kto na wróble stawi. Straszydła stoją, wróble proso wypijają, Drewniani naszy słudzy tak nas oganiają. I ja teraz tę szkodę mojej niebytności Przyczytam
Skrót tekstu: SzymSiel
Strona: 120
Tytuł:
Sielanki
Autor:
Szymon Szymonowic
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Sielanki i pozostałe wiersze polskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1964
Wszytkie choroby, wszytek zgarnie się gad w jedno. Choćby chciał najostrożniej, choćby oko w dłoni, Najmędrszy się niedźwiadka rybitw nie uchroni. Już bowiem nie trefunkiem, nie żadnym przypadkiem, Lecz sama starość przez się sobie jest niedźwiadkiem. Co dzień śmierci jak goły czekając na zyzie, Póty gryzą choroby, aż jej ta dogryzie. 315. NA BRYTWANNECZCE CZY NA RYNECZCE?
O lada brednią Grecy swego Apollina Pytali, aż mu się ich sprzykrzy pytanina. Że też, jeśli urynał dla ciała wygody Godzi się do kościoła brać z sobą z gospody, Pozwolił im Apollo w swojej odpowiedzi. Trzeciego dnia pytają: czy z gliny, czy z miedzi
Wszytkie choroby, wszytek zgarnie się gad w jedno. Choćby chciał najostrożniej, choćby oko w dłoni, Najmędrszy się niedźwiadka rybitw nie uchroni. Już bowiem nie trefunkiem, nie żadnym przypadkiem, Lecz sama starość przez się sobie jest niedźwiadkiem. Co dzień śmierci jak goły czekając na zyzie, Póty gryzą choroby, aż jej ta dogryzie. 315. NA BRYTWANNECZCE CZY NA RYNECZCE?
O leda brednią Grecy swego Apollina Pytali, aż mu się ich sprzykrzy pytanina. Że też, jeśli urynał dla ciała wygody Godzi się do kościoła brać z sobą z gospody, Pozwolił im Apollo w swojej odpowiedzi. Trzeciego dnia pytają: czy z gliny, czy z miedzi
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 183
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
gdzie wody, przetaczał, Bogu śmiech; bo nie mogąc na swym własnym ciele Czarnego włosa białym uczynić, tak wiele Przedsiębierzesz, nie wiedząc, że to już jest w druku, O co ty głowę biedną trudzisz do rozpuku. Nie być wam na tych godziech, gdzie mierzycie oba. Ciebie, starcze, już bliska dogryzie choroba, A młodzik, spadszy przykro z swej nadzieje szczytu, I półrocza na świecie nie będzie miał bytu. A już rana otwiera Aurora wrota, Gore blaskiem słonecznych koni zorza złota; Zgasły gwiazdy, spadła noc, miesiąc na kształt chusty Spłótnie, gdy się cug w górę sunie twardousty. Chodkiewicz, z którego niech
gdzie wody, przetaczał, Bogu śmiech; bo nie mogąc na swym własnym ciele Czarnego włosa białym uczynić, tak wiele Przedsiębierzesz, nie wiedząc, że to już jest w druku, O co ty głowę biedną trudzisz do rozpuku. Nie być wam na tych godziech, gdzie mierzycie oba. Ciebie, starcze, już bliska dogryzie choroba, A młodzik, spadszy przykro z swej nadzieje szczytu, I półrocza na świecie nie będzie miał bytu. A już rana otwiera Aurora wrota, Gore blaskiem słonecznych koni zorza złota; Zgasły gwiazdy, spadła noc, miesiąc na kształt chusty Spłótnie, gdy się cug w górę sunie twardousty. Chodkiewicz, z którego niech
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 161
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
nie masz z kim dać, gdy tak wiele koni Wojsko nasze bez owsa, bez siana uroni. Szturmów więcej wytrzymać trudno pogotowiu, I prochów, i na kule nie mając ołowiu. Zasługi zatrzymane; o królu gdzieś cicho; Owo zgoła ze wszech stron jęło się nas licho. Zima stoi nad głową i ta nas dogryzie, Jeżeli nas jak gołych zastanie na zyzie. Więc mamy-li wykradać stąd się pojedynkiem, Bisurmanom wydając królewicza szynkiem? Czemuż nie kupą raczej, nie w dobrym porządku Idziemy? O tym słucham waszego rozsądku”. To rzekszy, westchnie ciężko i na wszytkie strony Pojrzy, kęs przygniewniejszym, łacno postrzeżony, Na
nie masz z kim dać, gdy tak wiele koni Wojsko nasze bez owsa, bez siana uroni. Szturmów więcej wytrzymać trudno pogotowiu, I prochów, i na kule nie mając ołowiu. Zasługi zatrzymane; o królu gdzieś cicho; Owo zgoła ze wszech stron jęło się nas licho. Zima stoi nad głową i ta nas dogryzie, Jeżeli nas jak gołych zastanie na zyzie. Więc mamy-li wykradać stąd się pojedynkiem, Bisurmanom wydając królewica szynkiem? Czemuż nie kupą raczej, nie w dobrym porządku Idziemy? O tym słucham waszego rozsądku”. To rzekszy, westchnie ciężko i na wszytkie strony Pojźry, kęs przygniewniejszym, łacno postrzeżony, Na
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 234
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
ale więcej Strach; schnie, wzdycha, gniewa się, umrzeć chce co prędzej.
XLVIII.
W najciemniejszą gęstwinę, gdzie wyniosłe skały Widomą śmierć w przepaściach swych ukazowały, Gdzie ścieżki namniej nie znać, a najprzykrszej góry Ledwie mężna orlica dosiądź może pióry, Leci, jako na pewną zgubę, odważony: Tak przemierzłe straszydła dogryzły mu ony. I złamałby beł pewnie szyję, lecz w tem razie Ujźrzy rycerza w jasnem nad podziw żelazie.
XLIX.
W jasnem, jako diament, żelazie beł zbrojny Bohatyr, pod którem koń i dzielny i strojny. Jarzmo złamane za herb swój ma przy szyszaku, A szabla na jedwabnem wisiała temlaku. Paiż
ale więcej Strach; schnie, wzdycha, gniewa się, umrzeć chce co pręcej.
XLVIII.
W najciemniejszą gęstwinę, gdzie wyniosłe skały Widomą śmierć w przepaściach swych ukazowały, Gdzie ścieszki namniej nie znać, a najprzykrszej góry Ledwie mężna orlica dosiądz może pióry, Leci, jako na pewną zgubę, odważony: Tak przemierzłe straszydła dogryzły mu ony. I złamałby beł pewnie szyję, lecz w tem razie Ujźrzy rycerza w jasnem nad podziw żelazie.
XLIX.
W jasnem, jako dyament, żelazie beł zbrojny Bohatyr, pod którem koń i dzielny i strojny. Jarzmo złamane za herb swój ma przy szyszaku, A szabla na jedwabnem wisiała temlaku. Paiż
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 265
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
bułaty Ostrzy sierpień na okryte Łąki i niwy obfite; Strzeż się w młodości i w zdrowiu, Wszak i młody księżyc w nowiu Sierzpem grozi.
Nie wierz sobie, choćby twoja siła Większa niżli Samsonowa była! Nie może być siła trwała,
Która na włosku wisiała, Oślą szczęką tysiącznemu Zdrowie wziął, jednak i jemu Śmierć dogryzła.
Jak na morzu statki nie statkują, Tak na świecie ludzie lawirują, Raz sprzężone wiatrom cugi Pomagają im żeglugi, Aż nadziei pełne żagle Otchłań, wieczność grzebie nagle W niepamięci. LAMENT PROWINCYJ POLSKICH NAD UMARŁĄ MATKĄ OJCZYZNĄ POLSKĄ
Jeszczeż, Polaku, żyć chcesz utrapiony? Jeszczeż nie toniesz, we łzach pogrążony,
bułaty Ostrzy sierpień na okryte Łąki i niwy obfite; Strzeż się w młodości i w zdrowiu, Wszak i młody księżyc w nowiu Sierzpem grozi.
Nie wierz sobie, choćby twoja siła Większa niżli Samsonowa była! Nie może być siła trwała,
Która na włosku wisiała, Oślą szczęką tysiącznemu Zdrowie wziął, jednak i jemu Śmierć dogryzła.
Jak na morzu statki nie statkują, Tak na świecie ludzie lawirują, Raz sprzężone wiatrom cugi Pomagają im żeglugi, Aż nadziei pełne żagle Otchłań, wieczność grzebie nagle W niepamięci. LAMENT PROWINCYJ POLSKICH NAD UMARŁĄ MATKĄ OJCZYZNĄ POLSKĄ
Jeszczeż, Polaku, żyć chcesz utrapiony? Jeszczeż nie toniesz, we łzach pogrążony,
Skrót tekstu: RudnPieśńBar_II
Strona: 471
Tytuł:
Pieśń postna nabożna o Koronie Polskiej
Autor:
Dominik Rudnicki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
nie wcześniej niż 1733
Data wydania (nie wcześniej niż):
1733
Data wydania (nie później niż):
1750
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Poeci polskiego baroku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1965