się, za jej stratą kto zekpieje, I lubo się to coś zda w nadziei się sadzić,
O Wenus, nie daj mi jej, masz-li wolą zdradzić! Tantaja ta najbardziej pewnie męka tyka, Że się strawa tak blisko od gęby umyka, A Syzyfa to, że gdy mniema, iż do kresa Dotoczył kamień, na dól toczy się do biesa. Ale po cóż mam piekła wzruszać? Ja tej gadki Potwierdzę swym przykładem i swymi przypadki. Rok i sześć niedziel wczora, jako mię w okowy (Jak o głowę; tak dekret znosiłem surowy) Śliczne oko wprawiło, któremu ni bronić Mogłem się, ni przed
się, za jej stratą kto zekpieje, I lubo się to coś zda w nadziei się sadzić,
O Wenus, nie daj mi jej, masz-li wolą zdradzić! Tantaia ta najbardziej pewnie męka tyka, Że się strawa tak blisko od gęby umyka, A Syzyfa to, że gdy mniema, iż do kresa Dotoczył kamień, na dól toczy się do biesa. Ale po cóż mam piekła wzruszać? Ja tej gadki Potwierdzę swym przykładem i swymi przypadki. Rok i sześć niedziel wczora, jako mię w okowy (Jak o głowę; tak dekret znosiłem surowy) Śliczne oko wprawiło, któremu ni bronić Mogłem się, ni przed
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 324
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
jak żywo!” Dobywszy ja kawałka, skryję w garści, krety, Kryślę mu gołym palcem po gębie sygnety. „Idźże teraz, kiedym cię naznaczył, hultaju!” Z wielką poszedł ochotą i wedle zwyczaju Upiwszy wina z flasze, aż mu zalsną oczy, Śmiejąc się z moich znaków, znowu jej dotoczy. Utarszy pysk, leżała na antałe chusta, Dobywszy krety, kryśli nią sam sobie usta. „Wszakem, chłopcze, powiedał, że będziesz pił” — rzekę, Skoro mi popisaną ukaże paszczękę. „Patrz Waszmość na krzyż i na swoje na niej znaki.” „Widzę go; ale żem ja
jak żywo!” Dobywszy ja kawałka, skryję w garści, krety, Kryślę mu gołym palcem po gębie sygnety. „Idźże teraz, kiedym cię naznaczył, hultaju!” Z wielką poszedł ochotą i wedle zwyczaju Upiwszy wina z flasze, aż mu zalsną oczy, Śmiejąc się z moich znaków, znowu jej dotoczy. Utarszy pysk, leżała na antałe chusta, Dobywszy krety, kryśli nią sam sobie usta. „Wszakem, chłopcze, powiedał, że będziesz pił” — rzekę, Skoro mi popisaną ukaże paszczekę. „Patrz Waszmość na krzyż i na swoje na niej znaki.” „Widzę go; ale żem ja
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 536
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987