głębokiej toni.
XXXII.
Wiosła ciągnie do piersi, a tył do tej strony, Kędy ma wolą wysieść, trzyma obrócony, Jako kiedy w skorupy ubrany powłokiem Rak do brzegu niesporem postępuje krokiem. Beł ten czas i godzina, kiedy mokrej rosy Pełne złota jutrzenka rozściągała włosy Przeciw wpół odkrytemu dopiero słońcowi, Co było zazdrosnemu gniewno Tytonowi.
XXXIII.
Gdy już beł tak daleko brzegu w onem czesie, Jako kamień ciśniony z mocnej ręki niesie, Zda mu się, że płacz słyszy i zasię nie wierzył, Że słyszał: tak go słaby głos w uszy uderzył. I wszytek się obróci, sobą pochylony, I ujźrzy, trzymając wzrok ku ziemi
głębokiej toni.
XXXII.
Wiosła ciągnie do piersi, a tył do tej strony, Kędy ma wolą wysieść, trzyma obrócony, Jako kiedy w skorupy ubrany powłokiem Rak do brzegu niesporem postępuje krokiem. Beł ten czas i godzina, kiedy mokrej rosy Pełne złota jutrzenka rozściągała włosy Przeciw wpół odkrytemu dopiero słońcowi, Co było zazdrosnemu gniewno Tytonowi.
XXXIII.
Gdy już beł tak daleko brzegu w onem czesie, Jako kamień ciśniony z mocnej ręki niesie, Zda mu się, że płacz słyszy i zasię nie wierzył, Że słyszał: tak go słaby głos w uszy uderzył. I wszytek się obróci, sobą pochylony, I ujźrzy, trzymając wzrok ku ziemi
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 234
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
z was więcej potrzebuje karania: czy ty sam/ czy twój czeladnik? Panowie więc czeladź karzą/ a sobie pobłazają: chociaż w takichże występkach/ albo jeszcze w więtszych wytknieni bywają.
Gdy jednego pozdrowił/ a on mu nic nie odpowiedział dla swej buty: Sokrates nie brał się za to. Lecz przyjaciółom jego gniewno barzo na onego było. Którym rzekł Sokrates: Jeśliby kto mimo nas szedł gorzej się majęcy na ciele niżli my: wszakbyśmy się o to nań nie gniewali? Przeczże się na tego gniewać mamy/ który gorzej się ma na umyśle niżli my.
Powiedziano mu na jednego/ że o nim źle mówił.
z was więcey potrzebuie karánia: cży ty sam/ cży twoy cżeládnik? Pánowie więc cżeladź karzą/ á sobie pobłazáią: choćiaż w tákichże występkách/ álbo ieszcże w więtszych wytknieni bywáią.
Gdy iednego pozdrowił/ á on mu nic nie odpowiedźiał dla swey buty: Sokrátes nie brał się zá to. Lecż przyiaćiołom iego gniewno bárzo ná onego było. Ktorym rzekł Sokrátes: Ieśliby kto mimo nas szedł gorzey się máięcy ná ćiele niżli my: wszákbysmy się o to nań nie gniewáli? Przecżże się ná tego gniewáć mamy/ ktory gorzey się ma ná vmyśle niżli my.
Powiedźiano mu ná iednego/ że o nim źle mowił.
Skrót tekstu: BudnyBPow
Strona: 3
Tytuł:
Krotkich a wezłowatych powieści [...] księgi IIII
Autor:
Bieniasz Budny
Drukarnia:
Piotr Blastus Kmita
Miejsce wydania:
Lubcz
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Tematyka:
filozofia, historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
swego/ w nocy Lisowczykowie na Carę chodzili/ i trzech Tatarów/ czabanów/ koni/ wołów potrosze zdobyli/ i ci nas barzo ratowali.
20. Septem. W ten dzień spokojno od nieprzyjaciół mieliśmy/ jednak przecię Zaporoscy Katowali/ a na pastwiskach Tureckich koni/ bawołów niemało za grabili/ i było to Turkom gniewno ale vana est sine viribus ira.
21. Septem. Pan Zieleński Posłaniec od Jego M. Pana Hetmana Polnego/ od Turków się wrócił/ i Baptysta znowu z nim przyjechał/ i kilka listów w kitajkę czerwoną uwinionych P. Hetmanowi oddał. Pan Zieleński dał sprawę że Cesarz Turecki w Obożye jest : tejże nocy
swego/ w nocy Lisowczykowie ná Carę chodźili/ y trzech Tátárow/ czábánow/ koni/ wołow potrosze zdobyli/ y ći nas bárzo rátowáli.
20. Septem. W ten dźień spokoyno od nieprzyiaćioł mielismy/ iednák przećię Zaporoscy Catowáli/ á ná pástwiskách Tureckich koni/ báwołow niemáło zá grábili/ y bylo to Turkom gniewno ale vana est sine viribus ira.
21. Septem. Pan Zielenski Posłániec od Ie^o^ M. Páná Hetmáná Polnego/ od Turkow sie wroćił/ y Báptystá znowu z nim przyiechał/ y kilká listow w kitaykę czerwoną vwinionych P. Hetmánowi oddał. Pan Zielenski dał spráwę że Cesarz Turecki w Obożie iest : teyże nocy
Skrót tekstu: ZbigAdw
Strona: Cv
Tytuł:
Adwersaria, albo terminata sprawy wojennej
Autor:
Prokop Zbigniewski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1621
Data wydania (nie wcześniej niż):
1621
Data wydania (nie później niż):
1621
nadeń zegarek, potyka, Bo ten sto razy będzie wprzód u rzemieślnika; Ludzi prosto z warstatu śmierć o ziemię ciska, Choć nie znali doktora, broń Boże ogniska. 22 (N). WIELKOPIĄTKOWE KAZANIE
Gdy na wielkopiątkowe starodawnym torem Kazanie do kościoła przychodzę wieczorem, Aż ksiądz pleban pijany śpi, miasto ambony. Gniewno mi, tylkoć to dziś milczą, rzekę, dzwony, Lecz ksiądz powinien, bo się na to święcił, gadać I śmierć Syna Bożego ludziom opowiadać. Podobno na pamiątkę, że Chrystus śpi w grobie, Afógł trzeźwo, nie podpiwszy, pozwolić spać sobie. Aż żak, na kazalnicę wlazszy śród kościoła: „
nadeń zegarek, potyka, Bo ten sto razy będzie wprzód u rzemieślnika; Ludzi prosto z warstatu śmierć o ziemię ciska, Choć nie znali doktora, broń Boże ogniska. 22 (N). WIELKOPIĄTKOWE KAZANIE
Gdy na wielkopiątkowe starodawnym torem Kazanie do kościoła przychodzę wieczorem, Aż ksiądz pleban pijany śpi, miasto ambony. Gniewno mi, tylkoć to dziś milczą, rzekę, dzwony, Lecz ksiądz powinien, bo się na to święcił, gadać I śmierć Syna Bożego ludziom opowiadać. Podobno na pamiątkę, że Chrystus śpi w grobie, Afógł trzeźwo, nie podpiwszy, pozwolić spać sobie. Aż żak, na kazalnicę wlazszy śród kościoła: „
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 533
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
, bo śmiertelnie zgrzeszę. Dosyć już jest na płótnie tych obrazów, panie! Kiedyby też wymyśleć takie malowanie, Któremu by żadna rzecz, starożytność sama Ani żadna wadziła, póki świata, plama; O kamieniu by wróżyć, bo i zgnije drewno.” „Na przykład, cóż takiego?” — już królowi gniewno, Już mu skroni gorętszy farbuje rumieniec. „Odważ się, wydrzy Turkom swym kosztem Kamieniec. Zrówna z światem twój obraz, nic mu nie zawadzi.” „Jam mu kazał błaznować — rzecze król — on radzi. Któż tak głupi, nie woli za talar to sprawić, Na co trzeba niejeden mili jon
, bo śmiertelnie zgrzeszę. Dosyć już jest na płótnie tych obrazów, panie! Kiedyby też wymyśleć takie malowanie, Któremu by żadna rzecz, starożytność sama Ani żadna wadziła, póki świata, plama; O kamieniu by wróżyć, bo i zgnije drewno.” „Na przykład, cóż takiego?” — już królowi gniewno, Już mu skroni gorętszy farbuje rumieniec. „Odważ się, wydrzy Turkom swym kosztem Kamieniec. Zrówna z światem twój obraz, nic mu nie zawadzi.” „Jam mu kazał błaznować — rzecze król — on radzi. Któż tak głupi, nie woli za talar to sprawić, Na co trzeba niejeden mili jon
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 538
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
. Stypa Cras non dabit.
CHcąc zadusznym obiadem pomoc do wieczności Zmarłym/ na niem kościelnych inuitował Gości. Przydzie różna Drużyna Pleban/ i Wikary/ I z Bakałarzem/ Dzwonnik/ i Wytrykus stary/ Siędą za stół/ aż Klecha/ (patrzaj Polityki) Raz w gębę włoży/ a zaś dziesięć do mantyki. Gniewno mi/ ażem potym się rekolligował/ Dziś obmyśla/ żeby się jutro niefrasował. Już ci trudno mieć za złe/ opatrzny Filipie/ Bierz dzisiaj/ jutro u mnie nie bendziesz na stypie. Fraszek Do Ekshirurga pienieznego.
PIerwej Balwierską zyłeś/ Głowy/ brody goliłeś/ Włosów przystrzygał/ myłeś/ Kamień
. Stypá Cras non dabit.
CHcąc zadusznym obiádem pomoc do wiecznośći Zmárłym/ ná niem kośćielnych inuitował Gośći. Przydźie rożna Drużyná Plebąn/ y Wikáry/ Y z Bákáłarzem/ Dzwonnik/ y Wytrykus stáry/ Siędą zá stoł/ ász Klechá/ (pátrzay Polityki) Raz w gębę włoży/ á záś dźieśięć do mántyki. Gniewno mi/ áżem potym sie rekolligował/ Dźiś obmyśla/ żeby się iutro niefrásował. Iusz ći trudno mieć zá złe/ opátrzny Philipie/ Bierz dźiśiay/ iutro v mnie nie bęndźiesz ná stypie. Frászek Do Exhirurgá pięnieznego.
PIerwey Balwierską zyłeś/ Głowy/ brody goliłeś/ Włosow przystrzygał/ myłeś/ Kámień
Skrót tekstu: KochProżnEp
Strona: 64
Tytuł:
Epigramata polskie
Autor:
Wespazjan Kochowski
Drukarnia:
Wojciech Górecki
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1674
Data wydania (nie wcześniej niż):
1674
Data wydania (nie później niż):
1674
to oddawał co Oni. Listy KrólA IMŚCi do Wiednia i do Francyjej ordynowane poszarpali i czytali quae secretiora . Dobrego Pana Cenzurując podchwytując jako jakiego zdrajcę Nie było tam nic ani Contra Rempublicam ani przeciwko Wojsku Ale że to przecie króla potykac nie miało na to jest żałosny.
Te i tym podobne rzeczy proponuje ja milczę słucham i gniewno mi i śmieję się myśląc co Bóg na mnie dopuścił tak dziwne rzeczy że chcą wemnie wmowić koniecznie to czego onym potrzeba A ja się w tym nie czuję. Wlazło mi i owo na myśl co warta już była sprowadzona i potym po pułnocku przysłana pomyśliłem że to właśnie w ten czas poczta przyszła o której to
to oddawał co Oni. Listy KROLA IMSCi do Wiednia y do Francyiey ordynowane poszarpali y czytali quae secretiora . Dobrego Pana Censuruiąc podchwytuiąc iako iakiego zdraycę Nie było tam nic ani Contra Rempublicam ani przeciwko Woysku Ale że to przecie krola potykac nie miało na to iest załosny.
Te y tym podobne rzeczy proponuie ia milczę słucham y gniewno mi y smieię się mysląc co Bog na mnie dopuscił tak dziwne rzeczy że chcą wemnie wmowić koniecznie to czego onym potrzeba A ia się w tym nie czuię. Wlazło mi y owo na mysl co warta iuz była zprowadzona y potym po pułnocku przysłana pomysliłęm że to własnie w ten czas poczta przyszła o ktorey to
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 144
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
cię niepuściemy dziś bos my ciebie bliszsi ale jutro pojedziesz a dzisiejszy tez dzień daruj nam Niemogło tedy być tylko tak Bo i konie i wszystko pochowano. A tu Poseł za Posłem bieży ze dzień zszedł samym wieczorem przyszedł List od samej Paniej Myszkowski z Domu gdziemi wypisuje samę rzecz szczerze i oznajmuję ze mężowi na mię gniewno gdyż taką, miał Intencyją ze by cię wstępną srzodę Panem Młodym nazywano a teraz żałosny że jego afektem gardzisz. On List pierwej oni przejęli odebrali a obaczywszy Białogłowski Charakter tym bardziej żeby się dowiedzieć jakiej skrytości odpieczętowali go aprzeczytawszy rzecze Florian Chociwski A już go tez teraz nie utrzymamy ba poprostu i trzymać się niegodzi
cię niepuscięmy dzis bos my ciebie bliszsi ale iutro poiedziesz a dzisieyszy tez dzięn daruy nąm Niemogło tedy bydz tylko tak Bo y konie y wszystko pochowano. A tu Poseł za Posłęm biezy ze dzięn zszedł samym wieczoręm przyszedł List od samey Paniey Myszkowski z Domu gdziemi wypisuie samę rzecz szczerze y oznaymuię ze męzowi na mię gniewno gdyz taką, miał Intencyią ze by cię wstępną srzodę Panem Młodym nazywano a teraz załosny że iego affektem gardzisz. On List pierwey oni przeięli odebrali a obaczywszy Białogłowski Charakter tym bardziey zeby się dowiedziec iakiey skrytosci odpieczętowali go aprzeczytawszy rzecze Floryan Chociwski A iuz go tez teraz nie utrzymamy ba poprostu y trzymać się niegodzi
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 220v
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
kto z ynszego Województwa wnidzie Inter simpatriotas . Drugie tez kiedy się do Resentimentu podała okazja Refutowac non neglexi .
Jednego czasu przyjechali do mnie krewni zony mojej, z Matki Pan Stanisław Szembek Burabia krakowski i Pan Zelecki franciszek przy prowadzili zsobą jakiegos tez swego krewnego niejakiego wielkiego pijaka Byłem im rad, ale mi Wielce gniewno było na owego kardowskiego bo ustawicznie przymawiał mazurów jak się ślepo rodzą. Jako ciemną Gwiazdę mają et Varia oni się tym srodze delektowali i przyswiadczali mutez chcąc mię skonfundować i natogo umyślnie zaciągnęli. Przyniesiono na stół Główkę Cielęcą powiedział na nią że to Mazowiecki Papierz. Obaczył Ciasto kładzione pod Cielęciną Żółto Powiedział ze to Mazowieckie komunikanty
kto z ynszego Woiewodztwa wnidzie Inter simpatriotas . Drugie tez kiedy się do Resentimentu podała okazyia Refutowac non neglexi .
Iednego czasu przyiechali do mnie krewni zony moiey, z Matki Pan Stanisław Szembek Burabia krakowski y Pan Zelecki franciszek przy prowadzili zsobą iakiegos tez swego krewnego nieiakiego wielkiego piiaka Byłęm im rad, ale mi Wielce gniewno było na owego kardowskiego bo ustawicznie przymawiał mazurow iak sie slepo rodzą. Iako cięmną Gwiazdę maią et Varia oni się tym srodze delektowali y przyswiadczali mutez chcąc mię skonfundować y natogo umyslnie zaciągnęli. Przyniesiono na stoł Głowkę Cielęcą powiedział na nię że to Mazowiecki Papierz. Obaczył Ciasto kładzione pod Cielęciną Zołto Powiedział ze to Mazowieckie kommunikanty
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 228v
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
persistit. Powieczerzej poszedł w tanieć Szembek. Zelecki mówi do mnie podzwa mu słuzyć. Odpowiem dobrze Tancujemy tedy Az skoro już wielkiego poczęli tancować. A on stojąc na trakcie począł śpiewać Mazurowie nasi po Jaglanej kaszy. Słonę wąsy mają w piwie je maczają. i tak owę piosnkę kilka razy powtarza. Mnie tez już gniewno się uczyniło. Wezmę owego Zeleckiego na ręce tak jako dzieci noszą bo chłopek był mały rozumieli oni że ja to czynię z kochania i idę z nim A pomijając kordowskiego śpiewającego tę piosnkę Uderzę go w piersi Zeleckiem Padł wznak srogi chłop jako dąb dosiągł. jakos ławy głową uderzył się wtył zemdlał Zelecki tez bo
persistit. Powieczerzey poszedł w tanieć Szęmbek. Zelecki mowi do mnie podzwa mu słuzyć. Odpowięm dobrze Tancuięmy tedy Az skoro iuz wielkiego poczęli tancować. A on stoiąc na trakcie począł spiewać Mazurowie nasi po Iaglaney kaszy. Słonę wąsy maią w piwie ie maczaią. y tak owę piosnkę kilka razy powtarza. Mnie tez iuz gniewno się uczyniło. Wezmę owego Zeleckiego na ręce tak iako dzieci noszą bo chłopek był mały rozumieli oni że ia to czynię z kochania y idę z nim A pomiiaiąc kordowskiego spiewaiącego tę piosnkę Uderzę go w piersi Zeleckiem Padł wznak srogi chłop iako dąb dosiągł. iakos ławy głową uderzył się wtył zęmdlał Zelecki tez bo
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 229
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688