chowa na raki, Bo ich nie masz, a słyszę, co mi ich młynarka Kąsek była przyniosła, wykipiały z garnka. Snadź kucharz był gdzieś odszedł, gdy w brytfanie wrzały, Powyłaziwszy z panwie, do łasa bieżały. Owo zgoła już się tam nie masz na co chować, Próżno sobie nadzieją apetytu psować. Jarzynkami też nie śmiem częstować waszmości, Tak wielkich, a w tym domu bardzo wdzięcznych gości. Drugim podobno doktor zakazał jeść świnie, Rychlej też tak szum z głowy albo z kości zginie. Więc do wetów nie masz co włoskiego dołożyć, To jaki przypiekany małdrzyczek położyć. A gdy się obiad skończy, w taniec, muzykowie
chowa na raki, Bo ich nie masz, a słyszę, co mi ich młynarka Kąsek była przyniosła, wykipiały z garnka. Snadź kucharz był gdzieś odszedł, gdy w brytfanie wrzały, Powyłaziwszy z panwie, do łasa bieżały. Owo zgoła już się tam nie masz na co chować, Próżno sobie nadzieją apetytu psować. Jarzynkami też nie śmiem częstować waszmości, Tak wielkich, a w tym domu bardzo wdzięcznych gości. Drugim podobno doktor zakazał jeść świnie, Rychlej też tak szum z głowy albo z kości zginie. Więc do wetów nie masz co włoskiego dołożyć, To jaki przypiekany małdrzyczek położyć. A gdy się obiad skończy, w taniec, muzykowie
Text ID: MorszHSumBar_I
Page: 256
Title:
Sumariusz
Author:
Hieronim Morsztyn
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Humorous:
no
Release date:
1650
Release date (no earlier than):
1650
Release date (no later than):
1650
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Poeci polskiego baroku
Editor of the modern edition:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1965
Żeby jadła rozmowach. Ale prócz co znosi Miękkie jej przyrodzenie/ i ciała subtelność/ Gdyż takie tu potrawy/ które nieśmiertelność Dusze rodzą/ prócz onę samę posilając/ Jakoż na te ozdoby zwierzchu poglądając Ze stoły/ i naczynia/ wszytko do złota; W jedzeniu zaś daleko insza ich prostota/ Bowiem tylkoż jarzynki/ a frukty/ i soki Miernie przycukrowane. Nie zbytek głęboki Nie chudą Mizerią przez to pokazując/ O jako kto szczęśliwy tym się kontentując/ Aniby on Bażantów szukał malowanych Daleko po Afryce/ ani rozpuszczanych Pereł w oczcie upragnął. Po którym obiedzie Zeszłym na tych rozmowach. Jeszcze ją powiedzie. Pod słońce już schylone
Zeby iádłá rozmowách. Ale procz co znosi Miękkie iey przyrodzenie/ y ciáłá subtelność/ Gdyż tákie tu potráwy/ ktore nieśmiertelność Dusze rodzą/ procz onę sámę posiláiąc/ Iákoż na te ozdoby zwierzchu poglądáiąc Ze stoły/ y naczynia/ wszytko do złotá; W iedzeniu záś dáleko insza ich prostotá/ Bowiem tylkoż iárzynki/ á frukty/ y soki Miernie przycukrowáne. Nie zbytek głęboki Nie chudą Mizeryą przez to pokázuiąc/ O iáko kto szczęśliwy tym się kontentuiąc/ Aniby on Bażántow szukał málowanych Daleko po Afryce/ áni rospuszczánych Pereł w oczcie vprágnął. Po ktorym obiedzie Zeszłym ná tych rozmowách. Ieszcze ią powiedzie. Pod słonce iuż schylone
Text ID: TwarSPas
Page: 118
Title:
Nadobna Paskwalina
Author:
Samuel Twardowski
Place of publication:
Kraków
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
epic
Genre:
epic poems
Humorous:
no
Release date:
1701
Release date (no earlier than):
1701
Release date (no later than):
1701