Ojcowskiem, sprawiedliwym Panów swoich rządem kontentujących si i szczycących. Nie słychać było o przyciśnionym Szlachcicu, o zrujnowanym Senatorze, o niesprawiedliwych Dekretach, i niewinności mimo słuszność, krzywowykrętnym Sądem podeptanej. Lecz do jakichesmy przyszli czasów! z tych wszystkich wyżuta teraz Ojczyzna ozdób! wszytekiej Stan pomieszany! z fundamentu ruszone prawa i eolności! lamentują, osobnie i powszechnie uciśnieni Poddani! trętwieją i zdumiew’ają się wszytkie wszystkich ludzi w Koronie Stany! Podziwieniem i żalu materią nawet obcym staliśmy się Narodom! nietylko dla niedotrzymania Praw poprzysiężonych, ale prawie dla włożonego już wszytkim na karki niewolej jarzma. Czego żem i ja nie pośledni w tejże
Oycowskiem, spráwiedliwym Pánow swoich rządem kontentuiących si y szczycących. Nie słychać było o przyćiśńionym Szláchćicu, o zruinowánym Senatorze, o niespráwiedliwych Decretách, y niewinnośći mimo słuszność, krzywowykrętnym Sądem podeptáney. Lecz do iákichesmy przyszli czásow! z tych wszystkich wyżuta teraz Oyczyzná ozdob! wszytekiey Stan pomieszány! z fundámentu ruszone práwá y eolnośći! lámentuią, osobnie y powszechnie vćiśńieni Poddáni! trętwieią y zdumiew’aią się wszytkie wszystkich ludźi w Koronie Stany! Podźiwieniem y żalu máteryą náwet obcym stálismy się Narodom! nietylko dla niedotrzymánia Praw poprzyśiężonych, ále práwie dla włożonego iuż wszytkim ná kárki niewoley iárzmá. Czego żem y ia nie pośledni w teyże
Skrót tekstu: LubJMan
Strona: 3
Tytuł:
Jawnej niewinności manifest
Autor:
Jerzy Sebastian Lubomirski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1666
Data wydania (nie wcześniej niż):
1666
Data wydania (nie później niż):
1666
, swymi synami”. Szczęśliwy, który będziesz miał przy tobie świętych patronów, zjednawszy ich sobie: oni w tym razie będą cię ratować i zastępować. A wtym, zostawszy ciało śmierci łupem, zostaje strasznym i obmierzłym trupem. Jak sprosnej larwy nędzny człowiek dostał, gdy martwym został! Więc jedni w domu płaczą, lamentują, drudzy się nieco, patrzając, dziwują, trzeci się cieszą z śmierci umarłego wziątku jakiego.
Znajomi, krewni ciało nawiedzają, trochę postawszy, oczy odwracają. Ustały służby i dworskie witania jak od skonania. Potym niedługo: “Pfa, śmierdzi!” – wołają, trupa co prędzej z domu precz zbywają; samemu
, swymi synami”. Szczęśliwy, który będziesz miał przy tobie świętych patronów, zjednawszy ich sobie: oni w tym razie będą cię ratować i zastępować. A wtym, zostawszy ciało śmierci łupem, zostaje strasznym i obmierzłym trupem. Jak sprosnej larwy nędzny człowiek dostał, gdy martwym został! Więc jedni w domu płaczą, lamentują, drudzy się nieco, patrzając, dziwują, trzeci się cieszą z śmierci umarłego wziątku jakiego.
Znajomi, krewni ciało nawiedzają, trochę postawszy, oczy odwracają. Ustały służby i dworskie witania jak od skonania. Potym niedługo: “Pfa, śmierdzi!” – wołają, trupa co prędzy z domu precz zbywają; samemu
Skrót tekstu: BolesEcho
Strona: 14
Tytuł:
Przeraźliwe echo trąby ostatecznej
Autor:
Klemens Bolesławiusz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jacek Sokolski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
co się działo, gdy już trwożę. Żebym z nim wiek pędzić miała - tyś mi, Fortuno, zajźrała! Z płaczem wychodzę z pokoju.
Wtym go też ksiądz dysponuje, na tamten świat wyprawuje, Lub się dusza opierała i wyniść z ciała nie chciała. Ojcowskie łzy zatrzymują i ci, co tam lamentują. Ale bardziej młodość sama mówi, że śmierć niespodziana. Ksiądz postrzegszy, że kona, dysponuje go.
Leć zegarek pokazuje śmierć, która się brać gotuje, Mówiąc, że czas naznaczony jest każdemu zamierzony: Bo ani ociec synowi, ni własna żona mężowi, Choć najbardziej lamentuje, z tego nie eliberuje.
Więc już
co się działo, gdy już trwożę. Żebym z nim wiek pędzić miała - tyś mi, Fortuno, zajźrała! Z płaczem wychodzę z pokoju.
Wtym go też ksiądz dysponuje, na tamten świat wyprawuje, Lub się dusza opierała i wyniść z ciała nie chciała. Ojcowskie łzy zatrzymują i ci, co tam lamentują. Ale bardziej młodość sama mówi, że śmierć niespodziana. Ksiądz postrzegszy, że kona, dysponuje go.
Leć zegarek pokazuje śmierć, która się brać gotuje, Mówiąc, że czas naznaczony jest każdemu zamierzony: Bo ani ociec synowi, ni własna żona mężowi, Choć najbardziej lamentuje, z tego nie eliberuje.
Więc już
Skrót tekstu: StanTrans
Strona: 125
Tytuł:
Transakcja albo opisanie całego życia jednej sieroty
Autor:
Anna Stanisławska
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1685
Data wydania (nie wcześniej niż):
1685
Data wydania (nie później niż):
1685
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ida Kotowa
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1935
/ a dla ich więtszego przymnożenia mał/ niezliczona liczba diabłów jest oddana/ którzy nieznośne ich męki każdy dzień odnawiają. Te ja częstorkoć słycham barzo żałośnie lamentując/ iż modlitwami i jałmużnami niektórych/ z rąk ich bywają często wybawione. A miedzy inszymi nawięcej na zgromadzenie/ które jest w Kluniaku/ i na ich Opaca lamentują. bo przez nie często obywatele swoje tracą. Przeto cię proszę przez imięBoże/ abyś tam tej święty braciej wiernie to opowiedział/ comci oznajmił. Żeby się tym pilniej modlili/ i jałmużny dawali/ osobliwie tym względem/ żeby z ręku diabelskich wyrwane były/ ktrzy je barzo dręczą. On tedy wróciwszy się/
/ á dla ich więtszego przymnożenia mał/ niezliczona liczbá dyabłow iest oddána/ ktorzy nieznośne ich męki káżdy dźień odnawiáią. Te ia częstorkoć słycham bárzo záłośnie lámentuiąc/ iż modlitwámi y iáłmużnámi niektorych/ z rąk ich bywáia często wybáwione. A miedzy inszymi nawięcey ná zgromádzenie/ ktore iest w Kluniaku/ y ná ich Opácá lámentuią. bo przez nie często obywátele swoie trácą. Przeto ćię proszę przez imięBoże/ ábyś tám tey święty bráciey wiernie to opowiedźiał/ comći oznáymił. Zeby sie tym pilniey modlili/ y iáłmużny dawáli/ osobliwie tym wzgledem/ żeby z ręku dyabelskich wyrwáne byly/ ktrzy ie bárzo dręczą. On tedy wroćiwszy sie/
Skrót tekstu: ZwierPrzykład
Strona: 275
Tytuł:
Wielkie zwierciadło przykładów
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Szymon Wysocki
Drukarnia:
Jan Szarffenberger
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612
Kornissy, Felandy, Rytoj, Tychy, Corek Atlanta z Etty spłodzonych, czego lamentujac, tak serdeznie płaczą? T. Wiem dla czego, Dziś trzeci dzień Lew srogi, wypadszy z pustynie rodzonego ich Nratarozszarpawszy pożarł. B. To pewnie Hianta. T. Jedenci był między Siostrami. B. Niechże nie lamentują więcej powiedz, gdyż za przyczyną moją, żal ten nieznośny nagradzając Jowisz, ukaże im miejsce właśnie międz yrogami Byka niebieskiego. T. Panie mój doczekąm ja tego, że je Łacinnicy nazowią Hiades, które kiedykolwiek Wschodzie albo Zachodzie będą mieć na sobie opończą potrzeba, bo nas uleją tymi swymi łeż płaczliwych kroplami. B.
Kornissy, Phelandy, Rythoy, Tychy, Corek Atlántá z AEthty spłodzonych, czego lámentuiac, ták serdeznie płáczą? T. Wiem dla czego, Dźiś trzeći dźien Lew srogi, wypadszy z pustynie rodzonego ich Nrátározszárpawszy pożárł. B. To pewnie Hiántha. T. Iedenći był między Siostrámi. B. Niechże nie lámentuią więcey powiedz, gdyż zá przyczyną moią, żal ten nieznośny nágradzáiąc Iowisz, vkaże im mieysce właśnie międz yrogámi Byká niebieskiego. T. Pánie moy doczekąm ia tego, że ie Łáćinnicy názowią Hyádes, ktore kiedykolwiek Wschodźie álbo Zachodźie będą mieć ná sobie opończą potrzebá, bo nas vleią tymi swymi łeż płáczliwych kroplámi. B.
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 152
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
urobił Alton/ i kosztownemi wzorami ozdobił. Było miasto: w nim bron siedm pokazać się dały; Te za imię; któreby było/ natrącały. Przed miastem/ ognie/ stosy/ obchody/ i groby/ I z włosem pomierzwionym/ znak niosac żałoby/ Obnażone maciory: Nimfy upłakują Wrzkomo/ i osuszonych źrzodeł lamentują. Drzewa/ ożogi własne/ w list ogołocone/ Łakome kozy gryzą kamienie spalone. Oto w śrzód Taebów córki dwie Echionowe; Ta/ piersi nie niewieście wydaje gotowe Na śmierć; owa ku sercu przebija się srogo; Za luc swój umierając. Zaś rynkiem chędogo Prowadzą je na pogrzeb/ i urocznie palą. W tym
vrobił Alton/ y kosztownemi wzorámi ozdobił. Było miásto: w nim bron śiedm pokázáć sie dáły; Te zá imię; ktoreby było/ nátrącały. Przed miástem/ ognie/ stosy/ obchody/ y groby/ Y z włosem pomierzwionym/ znák niosac żałoby/ Obnáżone máćiory: Nymphy vpłákuią Wrzkomo/ y osuszonych źrzodeł lámentuią. Drzewá/ ożogi własne/ w list ogołocone/ Lákome kozy gryzą kamienie spalone. Oto w śrzod Taebow corki dwie Echionowe; Tá/ pierśi nie niewieśćie wydaie gotowe Ná śmierć; owá ku sercu przebiia sie srogo; Za luc swoy vmieráiąc. Záś rynkiem chędogo Prowádzą ie na pogrzeb/ y vrocznie palą. W tym
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 337
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
jeździli: trzebaż to wiedzieć do świata/ Strach rząd czyni/ Rząd pokoj/ pokoj złote lata. Jeszczeby lat choć śrebrnych i w Polszce doznano/ Gdyby Pana dobrego/ mądrych Rad słuchano.
Zal po Panie. Umarł Pan dobry/ słudzy nietylko żałują/ Lecz drudzy gorzko płaczą nań/ i lamentują. Zabójstwo i potomstwo. Zgładzić człowieka z świata/ jest to grzech śmiertelny/ Toć go wystawić na świat/ odpust jest rzetelny.
Zle zrozumiana powieść. Sługa rzekł Panu/ pójdę ten miód odmierzyć/ A gość miodu pić niechce/ począwszy źle wierzyć.
Zdrowie przepite. Wiem ja i powiem/ którzy zdrowie lekce
ieźdźili: trzebáż to wiedźieć do świátá/ Strách rząd czyni/ Rząd pokoy/ pokoy złote látá. Ieszczeby lat choć śrebrnych y w Polszce doznano/ Gdyby Páná dobrego/ mądrych Rad słucháno.
Zal po Pánie. Vmárł Pan dobry/ słudzy nietylko żáłuią/ Lecz drudzy gorzko płáczą nań/ y lámentuią. Zaboystwo y potomstwo. Zgładźić człowieká z świátá/ iest to grzech śmiertelny/ Toć go wystáwić ná świat/ odpust iest rzetelny.
Zle zrozumiana powieść. Sługá rzekł Pánu/ poydę ten miod odmierzyć/ A gość miodu pić niechce/ począwszy źle wierzyć.
Zdrowie przepite. Wiem ia y powiem/ ktorzy zdrowie lekce
Skrót tekstu: JagDworz
Strona: Eii
Tytuł:
Dworzanki
Autor:
Serafin Jagodyński
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1621
Data wydania (nie wcześniej niż):
1621
Data wydania (nie później niż):
1621