/ żałobą powierzchnią/ i nieutulim płaczem i łkaniem jak najrzetelniej wyrażają/ któż z nas nie baczy: któż zacnych pokrewnych przyjaciół przyjaciół i sąsiadów miłych/ serdecznym żalem obciążonych nie widzi? Kto życzliwych sług służebnic/ poddanych płaczem i lamentem wielce smętnych/ do społecznego pożałowania/ nie jest poruszony? Ile obaczyć i zrozumieć mogę/ ledwieby się kto taki/ w tym zacnym Kole znaleźć mógł. Ale na to pamiętając/ że wszyscy wyrokom Bożym podlegli jesteśmy/ miarę w żalu zachować musimy/ zawarte zacnego zmarłego oczy już na to nie patrzą/ próżny proch i sprochniałe ciało o to nic niedba. Pan bóg tylko sam widzi/ że tą ludzkością
/ żáłobą powierzchnią/ y nieutulym płácżem y łkániem iák nayrzetelniey wyrażáią/ ktoż z nas nie baczy: ktoż zacnych pokrewnych przyiaćioł przyiaćioł y sąśiádow miłych/ serdecżnym żalem obćiążonych nie widźi? Kto życzliwych sług służebnic/ poddánych plácżem y lamentem wielce smętnych/ do społecżnego pożáłowánia/ nie iest poruszony? Ile obacżyć y zrozumieć mogę/ ledwieby sie kto táki/ w tym zacnym Kole ználeść mogł. Ale ná to pámiętáiąc/ że wszyscy wyrokom Bożym podlegli iestesmy/ miárę w żalu záchowáć muśimy/ záwárte zacnego zmárłego ocży iuż ná to nie pátrzą/ prożny proch y zprochniáłe ćiáło o to nic niedba. Pan bog tylko sam widźi/ że tą ludzkośćią
Text ID: SpiżAkt
Page: E4v
Title:
Spiżarnia aktów rozmaitych przy zalotach, weselach, bankietach, pogrzebach
Author:
Anonim
Place of publication:
Kraków
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
persuasive texts
Genre:
speeches for various occasions
Subject:
lifeway and customs
Humorous:
no
Release date:
1638
Release date (no earlier than):
1638
Release date (no later than):
1638
, albo nawet tymże, jako i w Warszawie, zamilczeniem miał tego chcieć KiM. zbyć i tak tym barziej nie jedno ten zamysł swój, ale i zatwardzenie tego przedsięwzięcia swego odkryć; jakoż i tak się stało. A zatym mnie już o tym przedsięwzięciu wątpliwość żadna nie została, bo i małej kondycji człowiek ledwieby mógł z takimi rzeczami jednę przespać noc i sam KiM. mniejszych daleko rzeczy tak panu hetmanowi z strony królewicza IMci koronacji, jako i Panu lwowskiemu z strony Rakuszanek na przeszłym sejmie wytrwać nie mógł, ale ostremi słowy to oboje znosił. Więc pretekst obrazy swej do mnie owym domem mieszkania na zamku mego KiMci pokrywać
, albo nawet tymże, jako i w Warszawie, zamilczeniem miał tego chcieć KJM. zbyć i tak tym barziej nie jedno ten zamysł swój, ale i zatwardzenie tego przedsięwzięcia swego odkryć; jakoż i tak się stało. A zatym mnie już o tym przedsięwzięciu wątpliwość żadna nie została, bo i małej kondycyej człowiek ledwieby mógł z takimi rzeczami jednę przespać noc i sam KJM. mniejszych daleko rzeczy tak panu hetmanowi z strony królewica JMci koronacyej, jako i Panu lwowskiemu z strony Rakuszanek na przeszłym sejmie wytrwać nie mógł, ale ostremi słowy to oboje znosił. Więc pretekst obrazy swej do mnie owym domem mieszkania na zamku mego KJMci pokrywać
Text ID: SkryptWojCz_II
Page: 282
Title:
Mikołaj Zebrzydowski, Skrypt p. Wojewody krakowskiego, na zjeździe stężyckim niektórym pp. senatorom dany, 1606
Author:
Anonim
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
persuasive texts
Genre:
writings on political and social topics
Subject:
politics
Humorous:
no
Release date:
1606
Release date (no earlier than):
1606
Release date (no later than):
1606
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Editor of the modern edition:
Jan Czubek
Place of publication of the modern edition:
Kraków
Publisher of the modern edition:
Akademia Umiejętności
Release date of the modern edition:
1918
się upatrzeniem domowego brzegu, A wtem skały ukrytej nie widząc na stronie, Rozbija o nią okręt i sam w porcie tonie, Tak ja, beż oczu twoich bywszy wpośród wody, Tuszyłem, powracając, niechybnej pogody Zażyć sobie; lecz widzę, iżeś i na suszy Kazała gwałtem tonąć we łzach mojej duszy: Ledwieś pojrzała, ledwieś i rękę podała, I wierę, żeś się, iżem powrócił, gniewała; I doznałem z żałością nad swoje mniemanie, Że lepszy był nasz rozjazd niżeli witanie. Cokolwiek jest tej twojej odmiany przyczyną, O sobie wiem, żem żadną nie obciążon winą; Nawet i tym
się upatrzeniem domowego brzegu, A wtem skały ukrytej nie widząc na stronie, Rozbija o nię okręt i sam w porcie tonie, Tak ja, beż oczu twoich bywszy wpośród wody, Tuszyłem, powracając, niechybnej pogody Zażyć sobie; lecz widzę, iżeś i na suszy Kazała gwałtem tonąć we łzach mojej duszy: Ledwieś pojrzała, ledwieś i rękę podała, I wierę, żeś się, iżem powrócił, gniewała; I doznałem z żałością nad swoje mniemanie, Że lepszy był nasz rozjazd niżeli witanie. Cokolwiek jest tej twojej odmiany przyczyną, O sobie wiem, żem żadną nie obciążon winą; Nawet i tym
Text ID: MorszAUtwKuk
Page: 27
Title:
Utwory zebrane
Author:
Jan Andrzej Morsztyn
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Humorous:
no
Release date:
1654
Release date (no earlier than):
1654
Release date (no later than):
1654
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Utwory zebrane
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1971
, A wtem skały ukrytej nie widząc na stronie, Rozbija o nią okręt i sam w porcie tonie, Tak ja, beż oczu twoich bywszy wpośród wody, Tuszyłem, powracając, niechybnej pogody Zażyć sobie; lecz widzę, iżeś i na suszy Kazała gwałtem tonąć we łzach mojej duszy: Ledwieś pojrzała, ledwieś i rękę podała, I wierę, żeś się, iżem powrócił, gniewała; I doznałem z żałością nad swoje mniemanie, Że lepszy był nasz rozjazd niżeli witanie. Cokolwiek jest tej twojej odmiany przyczyną, O sobie wiem, żem żadną nie obciążon winą; Nawet i tym niewinność rad wyświadczę swoję
, A wtem skały ukrytej nie widząc na stronie, Rozbija o nię okręt i sam w porcie tonie, Tak ja, beż oczu twoich bywszy wpośród wody, Tuszyłem, powracając, niechybnej pogody Zażyć sobie; lecz widzę, iżeś i na suszy Kazała gwałtem tonąć we łzach mojej duszy: Ledwieś pojrzała, ledwieś i rękę podała, I wierę, żeś się, iżem powrócił, gniewała; I doznałem z żałością nad swoje mniemanie, Że lepszy był nasz rozjazd niżeli witanie. Cokolwiek jest tej twojej odmiany przyczyną, O sobie wiem, żem żadną nie obciążon winą; Nawet i tym niewinność rad wyświadczę swoję
Text ID: MorszAUtwKuk
Page: 27
Title:
Utwory zebrane
Author:
Jan Andrzej Morsztyn
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Humorous:
no
Release date:
1654
Release date (no earlier than):
1654
Release date (no later than):
1654
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Utwory zebrane
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1971
ś równa Lukrecyjej wszędzie, Doczytasz, kiedy nikt widzieć nie będzie. Na cóż te zmysły? Już o twej płci wiemy,
Że tego pragnie, co dla was nosimy; I ty to, czego czytać bronisz oku, Rada byś miała w garści, ba, i w kroku. DO PIOTRA O SWOICH KSIĘGACH
Ledwieś na karty rzucił okiem pierwsze, A już się marszczysz, już szacujesz wiersze, Że nazbyt tłuste i niezawstydane I że w nich słowa nic nie obwijane. Odpuść mi, Piętrzę, ja to nie do szkoły Posyłam dzieciom, bo gdyby tam goły A biały zadek zoczyły, łacno by Do nowych niecnot nabyły wątroby,
ś równa Lukrecyjej wszędzie, Doczytasz, kiedy nikt widzieć nie będzie. Na cóż te zmysły? Już o twej płci wiémy,
Że tego pragnie, co dla was nosimy; I ty to, czego czytać bronisz oku, Rada byś miała w garści, ba, i w kroku. DO PIOTRA O SWOICH KSIĘGACH
Ledwieś na karty rzucił okiem piersze, A już się marszczysz, już szacujesz wiersze, Że nazbyt tłuste i niezawstydane I że w nich słowa nic nie obwijane. Odpuść mi, Piętrzę, ja to nie do szkoły Posyłam dzieciom, bo gdyby tam goły A biały zadek zoczyły, łacno by Do nowych niecnot nabyły wątroby,
Text ID: MorszAUtwKuk
Page: 310
Title:
Utwory zebrane
Author:
Jan Andrzej Morsztyn
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Humorous:
no
Release date:
1654
Release date (no earlier than):
1654
Release date (no later than):
1654
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Utwory zebrane
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1971
bierają na ławce. 220. NA PIENIĄDZE Z HORACJUSA DO KOGOŚ Z HORACJUSA
Głupiś, aleś bogaty; chłop, ale masz dzięgi; Nie nowina to bywać purpurze z siermięgi. I szlachectwo, i żonę, wszytkoć grosze dadzą, Jeszcze cię na starościm urzędzie posadzą.
Możesz się na królestwo dokupić i kreski; Ledwieć od nich żydowskie wyjęto obrzezki. I tak hajduk, co wiązał niedawno łogosze, Może dostać korony, tylko że ma grosze. 221 (P). NIEDZIELA ŚWIĘTA
Niedziele, cały tydzień robiąc, z odpoczynkiem Czeka chłop; tam karczemnym ucieszony szynkiem, Całą noc onym tańcem zabawia się długiem, Aże go stróż na
bierają na ławce. 220. NA PIENIĄDZE Z HORACJUSA DO KOGOŚ Z HORACJUSA
Głupiś, aleś bogaty; chłop, ale masz dzięgi; Nie nowina to bywać purpurze z siermięgi. I szlachectwo, i żonę, wszytkoć grosze dadzą, Jeszcze cię na starościm urzędzie posadzą.
Możesz się na królestwo dokupić i kreski; Ledwieć od nich żydowskie wyjęto obrzezki. I tak hajduk, co wiązał niedawno łogosze, Może dostać korony, tylko że ma grosze. 221 (P). NIEDZIELA ŚWIĘTA
Niedziele, cały tydzień robiąc, z odpoczynkiem Czeka chłop; tam karczemnym ucieszony szynkiem, Całą noc onym tańcem zabawia się długiem, Aże go stróż na
Text ID: PotFrasz4Kuk_I
Page: 292
Title:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Author:
Wacław Potocki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
epigrams
Humorous:
no
Release date:
1669
Release date (no earlier than):
1669
Release date (no later than):
1669
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Dzieła
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1987
rość przez wielkie zasługi, aby zostać kawalerem; my się niemi rodziemy, gdyż kawaler i eques są synonima; i słusźnie, bo bez pochlebstwa mówię, że wszystkie cnoty i talenta są nam z przyrodzenia naturalne. Więcej rzekę, że gdyby przy tym taka aplikacja była do polerowania ich, jaka się gdzie indziej znajduje, ledwieby się mógł który naród komparować z naszim, we wszistkich naukach, tak jako się nie może komparować w prerogatywach; gdyż to jest pewna, że w całej Europie, ba i w całym świecie, nie się nie równa kondycyj szlachcica Polskiego, do której absoluta nawet potestas jest przyłączona, kiedy mu się wolno pro libitu
rość przez wielkie zasługi, aby zostać kawalerem; my się ńiemi rodźiemy, gdyź kawaler y eques są synonima; y słusźnie, bo bez pochlebstwa mowię, źe wszystkie cnoty y talenta są nam z przyrodzenia naturalne. Więcey rzekę, źe gdyby przy tym taka applikacya była do polerowania ich, iaka się gdźie indźiey znayduie, ledwieby się mogł ktory narod komparować z nasźym, we wsźystkich naukach, tak iako się nie moźe komparować w prerogatywach; gdyź to iest pewna, źe w całey Europie, ba y w całym swiećie, nie się nie rowna kondycyi szlachćica Polskiego, do ktorey absoluta nawet potestas iest przyłączona, kiedy mu się wolno pro libitu
Text ID: LeszczStGłos
Page: 55
Title:
Głos wolny wolność ubezpieczający
Author:
Stanisław Leszczyński
Place of publication:
Wilno
Region:
Grand Duchy of Lithuania
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
persuasive texts
Genre:
writings on political and social topics
Subject:
politics
Humorous:
no
Release date:
1733
Release date (no earlier than):
1733
Release date (no later than):
1733
Linii drogą do Nieba wstępował, uchodząc po sto mil na dzień, za dwa tysiące lat, nie przyszedłby ad concavum firmamenti bo przez 2000 lat tylkoby uszedł 75 Milionów mil, a zaś między ziemią a Firmamentem, jest 80 Milionów mil. Młyński kamień gdyby z Empirejskiego leciał Nieba na ziemię, za lat 400 ledwieby do ziemi doleciał, według Salmerena, i Drekseliusza
ZIEMIA Głębokością swoją à superficie aż do centrum bierze mil Włoskich według Klawiusza 3500. a według Szentywaniego mil Niemieckich 860. Głębokość zaś Morza, którym Ziemia cireumfusa jest na mil 2. ad summum trzy Włoskich, a według Szentywaniego, ledwie pół mile Niemieckich, alias 2000
Linii drogą do Nieba wstępowáł, uchodząc po sto mil na dzien, za dwa tysiące lat, nie przyszedłby ad concavum firmamenti bo przez 2000 lat tylkoby uszedł 75 Millionow mil, a zas między ziemią a Firmamentem, iest 80 Millionow mil. Młynski kamień gdyby z Empireyskiego leciał Nieba na ziemię, za lat 400 ledwieby do ziemi doleciał, według Salmerena, y Drexeliusza
ZIEMIA Głębokością swoią à superficie aż do centrum bierze mil Włoskich według Klawiusza 3500. a według Szentywaniego mil Niemieckich 860. Głębokość zas Morza, ktorym Ziemia cireumfusa iest na mil 2. ad summum trzy Włoskich, a według Szentywaniego, ledwie puł mile Niemieckich, alias 2000
Text ID: ChmielAteny_I
Page: 168
Title:
Nowe Ateny, t. 1
Author:
Benedykt Chmielowski
Printing house:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Place of publication:
Lwów
Region:
Ruthenian Lands
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
scientific-didactic texts
Genre:
encyclopedias and compendiums
Humorous:
no
Release date:
1755
Release date (no earlier than):
1755
Release date (no later than):
1755
" Hej! Strojnoż tam panny chodzą, Szumno w dom z domu wychodzą; Od złota, pereł, kamieni Zaledwie wzroku nie mieni. Oko piękne, brew czarniuchna, A płci białej, rumieniuchna; Matka za nią, dziewczę sprawne Książki niesie, w złoto wprawne. Chłopek.
Małoby ta co robiła, Ledwieby chłopka nie biła; Ni do rolej, ni do bydła; Codzień umywa się z mydła, Jeść uwarzyć — nie pomyślaj, W rynek chodzić nie — wymyślaj! Służebnica.
A cóżem ja za kucharka? — Smolić się w kuchni od garka, Wody przynieść, statki pomyć, Uprzątnąć i stoły omyć
" Hej! Strojnoż tam panny chodzą, Szumno w dom z domu wychodzą; Od złota, pereł, kamieni Zaledwie wzroku nie mieni. Oko piękne, brew czarniuchna, A płci białej, rumieniuchna; Matka za nią, dziewczę sprawne Książki niesie, w złoto wprawne. Chłopek.
Małoby ta co robiła, Ledwieby chłopka nie biła; Ni do rolej, ni do bydła; Codzień umywa się z mydła, Jeść uwarzyć — nie pomyślaj, W rynek chodzić nie — wymyślaj! Służebnica.
A cóżem ja za kucharka? — Smolić się w kuchni od garka, Wody przynieść, statki pomyć, Uprzątnąć i stoły omyć
Text ID: JarzGośc
Page: 16
Title:
Gościniec abo krótkie opisanie Warszawy
Author:
Adam Jarzębski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
factual literature
Genre:
geographical descriptions, descriptions of journeys
Subject:
architecture, geography
Humorous:
no
Release date:
1643
Release date (no earlier than):
1643
Release date (no later than):
1643
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Ignacy Chrzanowski, Władysław Korotyński
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości
Release date of the modern edition:
1909
Pro Votum 11. Jużci wątpię Mości- Panowie, aby większa być mogła niewola, jako gdy jedno bez racyj niepozwalam wszytkim nam gęby zatyka, i rozumne głowy i zdania captivat in obsequium sobie: Cale się obawiać post has praemissas Cyceronowej seqveli, aby ta extrema libertrtis licentia, extremae servitutis niebyła principium. I ledwieby nie lepsza była rozumnych, mądrych, rozkazów słuchać, niż wolnego bez racyj głosu. Boć według Diona: Mu to pejus est, cum omnia licent omnibus, quam cum nihil.
Kontra Votum 6. Mości Panie N. widzę że jako nullum sine authoramento malum est, tak i niewola umyślona na wolne głosy
Pro Votum 11. Jużći wątpię Mośći- Pánowie, áby większa być mogłá niewola, jáko gdy jedno bez rácyi niepozwálam wszytkim nam gęby zátyka, y rozumne głowy y zdánia captivat in obsequium sobie: Cále śię obáwiáć post has praemissas Cyceronowey seqveli, áby tá extrema libertrtis licentia, extremae servitutis niebyłá principium. Y ledwieby nie lepsza byłá rozumnych, mądrych, rozkázow słucháć, niż wolnego bez rácyi głosu. Boć według Dyona: Mu to pejus est, cum omnia licent omnibus, quam cum nihil.
Contra Votum 6. Mośći Pánie N. widzę że jáko nullum sine authoramento malum est, ták y niewola umyślona ná wolne głosy
Text ID: BystrzPol
Page: N4
Title:
Polak sensat
Author:
Wojciech Bystrzonowski
Printing house:
Drukarnia Akademicka Societatis Iesu
Place of publication:
Wilno
Region:
Grand Duchy of Lithuania
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
scientific-didactic texts
Humorous:
no
Release date:
1733
Release date (no earlier than):
1733
Release date (no later than):
1733