ć ich nie zawstydzą najgorsze uczynki.” Dałem sobie rozradzić; czemu byśmy radzi, W skok słuchamy, próżno się na racje sadzi. 148 (P). PODCZASZYM POETA
Prawieś trafił z urzędem, królu panie! Że cię Nikt nie przestrzegł, dziwno mi. Podczastwo poecie? Wilkowi owca? Strachu nabierze się wełna, I ciebie, wątpię, żeby każda doszła pełna. Winem pisorymowie i ich wiersze stoją: Nie dziw, kiedy ich wodą w Helikonie poją. Piją wszyscy a piszą. Dopieroż podczaszy — Zapomni kałamarza prędzej niźli flaszy. Ale bodaj się rzeczy nie trafiały gorsze; Alboż przy dobrych wierszach kieliszki nie sporsze
ć ich nie zawstydzą najgorsze uczynki.” Dałem sobie rozradzić; czemu byśmy radzi, W skok słuchamy, próżno się na racyje sadzi. 148 (P). PODCZASZYM POETA
Prawieś trafił z urzędem, królu panie! Że cię Nikt nie przestrzegł, dziwno mi. Podczastwo poecie? Wilkowi owca? Strachu nabierze się wełna, I ciebie, wątpię, żeby każda doszła pełna. Winem pisorymowie i ich wiersze stoją: Nie dziw, kiedy ich wodą w Helikonie poją. Piją wszyscy a piszą. Dopieroż podczaszy — Zapomni kałamarza prędzej niźli flaszy. Ale bodaj się rzeczy nie trafiały gorsze; Alboż przy dobrych wierszach kieliszki nie sporsze
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 72
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
zaś mówię, że nic, bo i włos nie stoi. Podobno, co osiwieć miał, to on obłysiał, Żeby na tej nowinie miarkę prosa wysiał. 539. TENŻE
Kto łysy, moja rada, nie bawić się żupą: Jakby też kto wyłaził z szybu na wierzch dupą. Widząc go jedna pani, nabrała się strachu; Dopieroż, gdy kaganek jaśniejszy przy blachu. 540. TENŻE
Bał się łysy kołtuna; moja rada, france Raczej się bój, bo jasne twojej głowy glance Zaraz by cię wydały przez plugawe wrzody. A kołtun gdzie? chybaby wywił się u brody. 541. TENŻE
Jeden szlachcic zawiski,
zaś mówię, że nic, bo i włos nie stoi. Podobno, co osiwieć miał, to on obłysiał, Żeby na tej nowinie miarkę prosa wysiał. 539. TENŻE
Kto łysy, moja rada, nie bawić się żupą: Jakby też kto wyłaził z szybu na wierzch dupą. Widząc go jedna pani, nabrała się strachu; Dopieroż, gdy kaganek jaśniejszy przy blachu. 540. TENŻE
Bał się łysy kołtuna; moja rada, france Raczej się bój, bo jasne twojej głowy glance Zaraz by cię wydały przez plugawe wrzody. A kołtun gdzie? chybaby wywił się u brody. 541. TENŻE
Jeden szlachcic zawiski,
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 421
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
lubo koło głowy Wycierpieć nędznik musiał ból prawie czyścowy. W Poznaniu w świętojańskie sądy się to działo, Kiedy dam wielkopolskich bywa więc niemało, Które gdy go z ludzkości swojej nawiedzały, Żałujący nieszczęścia, jak się ma? pytały. On odpowie: Ach, ciężki ból i mam i miałem! Lecz większego nierównie strachu się nabrałem, Gdy ci nie cyrulicy, raczej konowali, Konsylium nademną swoje formowali.
Przez ból ciężki inszych slów ich nie uważałem, Lecz gdy się rznąć zgodzili, z strachu skamieniałem, Mniemając, że jak żrzebca mego, co go sprawił Konował świeżo, kiedy jąder go pozbawił. Pluną panie na owe słowa
lubo koło głowy Wycierpieć nędznik musiał bol prawie czyścowy. W Poznaniu w świętojańskie sądy się to działo, Kiedy dam wielkopolskich bywa więc niemało, Ktore gdy go z ludzkości swojej nawiedzały, Żałujący nieszczęścia, jak się ma? pytały. On odpowie: Ach, ciężki bol i mam i miałem! Lecz większego nierownie strachu się nabrałem, Gdy ci nie cyrulicy, raczej konowali, Consilium nademną swoje formowali.
Przez bol ciężki inszych slow ich nie uważałem, Lecz gdy się rznąć zgodzili, z strachu zkamieniałem, Mniemając, że jak żrzebca mego, co go sprawił Konował świeżo, kiedy jąder go pozbawił. Pluną panie na owe słowa
Skrót tekstu: TrembWierszeWir_II
Strona: 299
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Jakub Teodor Trembecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1643 a 1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1643
Data wydania (nie później niż):
1719
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1911
delegata Pana Marszałkowego, którego posyłał do Warszawy.
JEgo Mość Ksiądz Archidiacon Pilecki przedemną tu kilka dni stanąwszy, już otrzymał deklaracją w tym, z czym był przyjachał, i uczyni W. M. M. Panu wszytkiego relacją. Ale jako widzę, jego tu powtórna bytność, niewdzięcznie przyjęta, bo za pierwszą, nabrali się byli jakiejsi nadziei, która ich za teraźniejszym Jego M. Księdza Archidiacona przyjazdem omyliła, że na długiej dziś audiencjej, nasłuchałem się różnych dyskursów, jakoby o nieżyczliwości Wm. M. M. Pana ku Państwu, o niewdzięczności za uznane łaski, mając ich osobliwie z promocjej Paniej, o nieszczerości, którą Wm.
delegata Páná Márszałkowego, ktorego posyłał do Wárszáwy.
IEgo Mość Kśiądz Archidiacon Pilecki przedemną tu kilká dni stánąwszy, iuż otrzymał declaracyą w tym, z czym był przyiáchał, y vczyni W. M. M. Pánu wszytkiego relácyą. Ale iáko widzę, iego tu powtorna bytność, niewdźięcznie przyięta, bo zá pierwszą, nábráli się byli iákieyśi nádźiei, ktora ich zá teráznieyszym Iego M. Księdzá Archidiacona przyiázdem omyliłá, że ná długiey dźiś audiencyey, násłuchałem się rożnych discursow, iákoby o nieżyczliwośći Wm. M. M. Páná ku Páństwu, o niewdźięcznośći zá vznáne łáski, máiąc ich osobliwie z promocyey Pániey, o nieszczerośći, ktorą Wm.
Skrót tekstu: LubJMan
Strona: 38
Tytuł:
Jawnej niewinności manifest
Autor:
Jerzy Sebastian Lubomirski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1666
Data wydania (nie wcześniej niż):
1666
Data wydania (nie później niż):
1666
sprawa na roczkach, ale wiele towarów poprzepadało.
Nazajutrz, skorośmy się poczęli schodzić na sejmik do augustianów, szlachta oskoczyła Wereszczaków przed kościołem; uciekli do kościoła, a potem do zakrystii. Szlachcic zaś ten, którego chorąży potrącił, dał mu w gębę już uciekającemu. Sejmik zatem gospodarski zaraz po zagajeniu był pożegnany.
Nabrała się szlachta animozji, że mię pro voto suo utrzymali marszałkiem i że chorążego Wereszczakę przepędzili. Potem pożegnałem ich, dziękując za pokazane łaski, i pojechałem do Kodnia do kanclerza Sapiehy, który lubo nie był kontent, że Sosnowski został deputatem, a jeszcze pod moją laską, jednak gdy mu opowiedziałem, jak nad
sprawa na roczkach, ale wiele towarów poprzepadało.
Nazajutrz, skorośmy się poczęli schodzić na sejmik do augustianów, szlachta oskoczyła Wereszczaków przed kościołem; uciekli do kościoła, a potem do zakrystii. Szlachcic zaś ten, którego chorąży potrącił, dał mu w gębę już uciekającemu. Sejmik zatem gospodarski zaraz po zagajeniu był pożegnany.
Nabrała się szlachta animozji, że mię pro voto suo utrzymali marszałkiem i że chorążego Wereszczakę przepędzili. Potem pożegnałem ich, dziękując za pokazane łaski, i pojechałem do Kodnia do kanclerza Sapiehy, który lubo nie był kontent, że Sosnowski został deputatem, a jeszcze pod moją laską, jednak gdy mu opowiedziałem, jak nad
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 205
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
wygnania stali się trudni. A choć by żydów z Polski przyszło rugować co moraliter impossihile, choć optabile Prawowiernym) to by na tej materyj wszystkie rwali Sejmiki, i Sejmy Iudaizantes Patriotae ujełyby się corruptae Potentiae vicinae: nie jedna by się znalazła Judyt albo Ester ujmująca się za lud żydowski, wziąwszy dobre rękawiczne, i przedtym nabrawszy się, et in posterum gotująca na nie ręce; chyba by taki wziął Zelus wszystkich Duchownych i Świeckich Polaków, żeby Duchowni za Rzymską dyspensą swoje im darowali summy, propter bonum Religionis, a wtym punkcie im sowita to raczyła by Boska nadgrodzić Prowidencja: Świeccy też preferując Świętą Religią nad wszystkie swoje, i całego Świata Skarby,
wygnania stali się trudni. A choć by żydow z Polski przyszło rugować co moraliter impossihile, choć optabile Prawowiernym) to by na tey materii wszystkie rwali Seymiki, y Seymy Iudaizantes Patriotae uiełyby się corruptae Potentiae vicinae: nie iedna by się znalazła Iudith albo Ester uymuiąca się za lud żydowski, wziąwszy dobre rękawiczne, y przedtym nabrawszy się, et in posterum gotuiąca na nie ręce; chyba by taki wzioł Zelus wszystkich Duchownych y Swieckich Polakow, żeby Duchowni za Rzymską dyspensą swoie im darowali summy, propter bonum Religionis, a wtym punkcie im sowita to ráczyła by Boska nadgrodzić Prowidencya: Swieccy też preferuiąc Swiętą Religią nad wszystkie swoie, y całego Swiata Skárby,
Skrót tekstu: ChmielAteny_IV
Strona: 389
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 4
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1756
Data wydania (nie wcześniej niż):
1756
Data wydania (nie później niż):
1756
wystawić.
WEś papieru jakiegokolwiek/ lub obrzynków papierowych nie mało. Namocz i warz. Jeżelić się nie rozpłynie/ do moździerza albo do stępy z nim/ na miazgę stłucz. Potym kule z niego poczyń i schowaj. Używanie jego takie. Włóz go ile potrzeba w wodę zimną albo ciepłą/ prędko w się nabierze i rozpuści się. Możesz mu dopomoc rozrywając/ i miedzy palcami na miazgę gniotąc. Formę potym nasmarowawszy trochą oliwy/ kładź w nią/ nie miąszo/ papier pomieniony gębką przyciskając/ która i wodę wyciąga/ i wszędzie dobrze wtłacza papier. Niech tak uschnie/ potym lada papier/ albo bibułę/ klejem albo lentrychem
wystáwić.
WEś pápieru iákiegokolwiek/ lub obrzynkow pápierowych nie máło. Námocz i wárz. Ieżelić się nie rozpłynie/ do moździerzá álbo do stępy z nim/ na miázgę ztłucz. Potym kule z niego poczyń i schowáy. Vżywánie iego tákie. Włoz go ile potrzebá w wodę źimną álbo ćiepłą/ prędko w się nábierze i rozpusći się. Możesz mu dopomoc rozrywáiąc/ i miedzy pálcami ná miázgę gniotąc. Formę potym násmárowáwszy trochą oliwy/ kłádź w nię/ nie miąszo/ pápier pomieniony gębką przyćiskáiąc/ ktorá i wodę wyćiągá/ y wszędźie dobrze wtłáczá papier. Niech tak uschnie/ potym ládá pápier/ albo bibułę/ kliiem albo lentrychem
Skrót tekstu: SekrWyj
Strona: 159
Tytuł:
Sekret wyjawiony
Autor:
Anonim
Drukarnia:
Drukarnia Colegii Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1689
Data wydania (nie wcześniej niż):
1689
Data wydania (nie później niż):
1689
z niej wyrzucić/ a z cukrem ją wszytkę zjeść. Potrzecie lekarstwo purgujące z Anyżem/ i Cynamonem w winie możesz abo w czym inszym namoczyć przez godzin dwadzieścia i cztery/ a nie insze jedno czymby się brzemienna nie brzydziła/ w to przecedziwszy/ kawalce pigwy/ abo gruszki namocz tak długo/ ażby w się nabrały dobrze/ wyjąwszy ususz je dobrze/ i znowu namocz susząc je/ tyle razy/ ażby cale mokrość w się wzięły/ bo tak potężnie purgować będą. Poczwarte osobliwie/ aby purgujące lekarstwo było dane/ gdy rzecz jest wątpliwa/ abowiem jeśli choroba przez się śmiertelna jest/ bezpieczniejsza jest nie purgować ich/ aby
z niey wyrzućić/ a z cukrem ią wszytkę zieść. Potrzećie lekárstwo purguiące z Anyżem/ y Cynámonem w winie możesz ábo w czym inszym námoczyć przez godźin dwádźieśćiá y cztery/ á nie insze iedno czymby się brzemienna nie brzydźiłá/ w to przecedźiwszy/ káwálce pigwy/ ábo gruszki námocz tak długo/ áżby w śię nábráły dobrze/ wyiąwszy vsusz ie dobrze/ y znowu námocz susząc ie/ tyle rázy/ áżby cále mokrość w śię wźięły/ bo ták potężnie purgowáć będą. Poczwarte osobliwie/ áby purguiące lekárstwo było dáne/ gdy rzecz iest wątpliwá/ ábowiem ieśli chorobá przez się śmiertelna iest/ bespiecznieysza iest nie purgowáć ich/ áby
Skrót tekstu: CiachPrzyp
Strona: Hv
Tytuł:
O przypadkach białychgłów brzemiennych
Autor:
Piotr Ciachowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
poradniki, traktaty
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1624
Data wydania (nie wcześniej niż):
1624
Data wydania (nie później niż):
1624
/ i więtszą obfitość wody mają temi czasy/ kiedy dżdże padają wielkie/ a osobliwie kiedy się rozpuszczają śniegi/ na początku wiosny/ gdyż śnieg i lód nic innego nie jest/ jedno woda ze dżdżów zsiadła i zmarzła. albowiem więcej w ten czas ziemia z siebie wód wydaje/ dla tego iż też więcej ich w się nabrała/ z wielkich i ustawicznych dżdżów. Drugi dowód ten jest/ iż kędy częste dżdżę bywają/ w tamtych krainach/ i wiele/ i wielkich Rzek i Jezior i innych się wód najduje. jako w północych krajach wiele jest wód/ iż tam częste dżdże spadają. W krainach zaś które leżą na południe/ barzo mało
/ y więtszą obfitość wody máią temi cżásy/ kiedy dżdże pádáią wielkie/ á osobliwie kiedy się rozpuszcżáią śniegi/ ná pocżątku wiosny/ gdyż śnieg y lod nic innego nie iest/ iedno wodá ze dżdżow zśiádła y zmárzła. álbowiem więcey w ten cżás ziemiá z śiebie wod wydáie/ dla tego iż też więcey ich w się nábráła/ z wielkich y vstáwicżnych dżdżow. Drugi dowod ten iest/ iż kędy cżęste dżdżę bywáią/ w támtych kráinach/ y wiele/ y wielkich Rzek y Ieźior y innych się wod nayduie. iáko w pułnocnych kráiach wiele iest wod/ iż tám cżęste dżdże zpadáią. W kráinach záś ktore leżą ná południe/ bárzo máło
Skrót tekstu: SykstCiepl
Strona: 7.
Tytuł:
O cieplicach we Skle ksiąg troje
Autor:
Erazm Sykstus
Drukarnia:
Krzysztof Wolbramczyk
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1617
Data wydania (nie wcześniej niż):
1617
Data wydania (nie później niż):
1617
i ledwie nie podobno/ gdyż z wielką trudnością znaleźć żywioł który/ tak czysty i nie pomieszany z drugiemi/ jako uczy Arystoteles. Bo te wody których my ustawicznie używamy/ acz są od tegoż początku któryśmy już położyli/ jedno iż przez rozmaite miejsca ziemie płyną/ nie może to być aby nie miały w się nabrać jakich inszych przymiotów. I słusznie to Pan Bóg sporządził: boby żywioły nie mogły takich pożytków żywiącym rzeczom i inszym czynić/iakowe teraz czynią. Dobrze jednak to uważa Galenus/ że chociaż wody wedla przyrodzenia jej/ jakowaby miała bydź/niemasz tak szczerej/ i trudnoby onę naleźć: jednak wedle zmysłów
y ledwie nie podobno/ gdyż z wielką trudnośćią znaleść żywioł ktory/ ták cżysty y nie pomieszany z drugiemi/ iáko vcży Aristoteles. Bo te wody ktorych my vstáwicżnie vżywamy/ ácż są od tegoż pocżatku ktorysmy iuż położyli/ iedno iż przez rozmáyte mieyscá źiemie płyną/ nie może to bydź áby nie miáły w się nábráć iakich inszych przymiotow. Y słusznie to Pan Bog zporządźił: boby żywioły nie mogły takich pożytkow żywiącym rzecżom y inszym cżynić/iákowe teraz cżynią. Dobrze iednák to vważa Gálenus/ że choćiaż wody wedla przyrodzenia iey/ iakowaby miáłá bydź/niemasz ták szcżerey/ y trudnoby onę naleść: iednák wedle zmysłow
Skrót tekstu: SykstCiepl
Strona: 27.
Tytuł:
O cieplicach we Skle ksiąg troje
Autor:
Erazm Sykstus
Drukarnia:
Krzysztof Wolbramczyk
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1617
Data wydania (nie wcześniej niż):
1617
Data wydania (nie później niż):
1617