, tuzy. O ANNIE
Chwali się stara Anna, że choć już niemłodą, Nigdy nie szafowała darmo swą urodą; Kto się o tę założy prawdę, nie utraci, Bo gdy ją obłapiają, ona zawsze płaci. NA WAŚNIWEGO
Urżnąłeś i nos, i twarz pokatował Temu, co-ć żonę tak jak ty miłował; Niesprawiedliwyś, nie tym zgrzeszył członkiem, Raczej mu było odpiąć dzwonki z trzonkiem. Nic-eś nie wskórał, bowiem na tym ani On stracił, ani uroniła pani; Tak po staremu będą żyć w nierządzie. Nie nos to było urżnąć, ale mądzie. NA SMĘTNĄ
Śmiejesz się, gdy cię heblują na
, tuzy. O ANNIE
Chwali się stara Anna, że choć już niemłodą, Nigdy nie szafowała darmo swą urodą; Kto się o tę założy prawdę, nie utraci, Bo gdy ją obłapiają, ona zawsze płaci. NA WAŚNIWEGO
Urżnąłeś i nos, i twarz pokatował Temu, co-ć żonę tak jak ty miłował; Niesprawiedliwyś, nie tym zgrzeszył członkiem, Raczej mu było odpiąć dzwonki z trzonkiem. Nic-eś nie wskórał, bowiem na tym ani On stracił, ani uroniła pani; Tak po staremu będą żyć w nierządzie. Nie nos to było urżnąć, ale mądzie. NA SMĘTNĄ
Śmiejesz się, gdy cię heblują na
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 319
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
z-siebie: bo on ciebie, z-całego serca miłuje. chyba dla tego nie z-serca cię całego miłuje, bo cię miłuje z-serca, dla ciebie przebitego. Oto serce Chrystusowe do ciebie mówi: In charitate perpetua dilexi te, w-miłości wiecznej rozkochałem się w-tobie. Ale jakoż to nierozerwaną miłością miłowałeś nas Panie? iżali się w-ten czas twoja miłość nie rozerwała, kiedy ludzie od ciebie grzesząc odstąpili? rozerwałać przez odebranie łaski poświęcającej, ale się w-wielu okazjach, miłość jego nie rozerwała. Mógł cię Pan Bóg twój, w-pierwszym momencie po grzechu na wieki potępić, nie potępił!
z-śiebie: bo on ćiebie, z-cáłego sercá miłuie. chybá dla tego nie z-sercá ćię cáłego miłuie, bo ćię miłuie z-sercá, dla ćiebie przebitego. Oto serce Christusowe do ćiebie mowi: In charitate perpetua dilexi te, w-miłośći wieczney rozkochałem się w-tobie. Ale iákoż to nierozerwáną miłośćią miłowałeś nas Pánie? iżali się w-ten czás twoiá miłość nie rozerwáłá, kiedy ludźie od ćiebie grzesząc odstąpili? rozerwáłáć przez odebránie łáski poświącáiącey, ále śię w-wielu okázyiách, miłość iego nie rozerwáłá. Mogł ćie Pan Bog twoy, w-pierwszym momenćie po grzechu ná wieki potępić, nie potępił!
Skrót tekstu: MłodzKaz
Strona: 39
Tytuł:
Kazania i homilie
Autor:
Tomasz Młodzianowski
Drukarnia:
Collegium Poznańskiego Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
W przyjacielskich wielekroć pracach wyświadczony. Jeszcze prosi i samej usieść gospodyni Która domu korona. O! jako przyczyni Wiele i ta ozdoby pałacowi temu! Jeśli co wojewodzie przyznać sieradzkiemuOjcu, jest dziś. On to jest Dynhof, nad którego W łasce świętej pamięci u pana przeszłego, Nie był nikt znakomitszy, nie był kto miłował, Kto go i sprawiedliwiej po śmierci żałował, Duszę z rąk swych szlachetną posyłając niebu, I aż we drzwi kołacąc głuchego Erebu Płaczem próżnym, który swój afekt tak wkorzenił W dom królewski głęboko, że się nie odmienił Namniej w synu, co rzadko po ręce więc zmarłej, Bo tylkoż te posępne nieba się wydarły
W przyjacielskich wielekroć pracach wyświadczony. Jeszcze prosi i samej usieść gospodyni Która domu korona. O! jako przyczyni Wiele i ta ozdoby pałacowi temu! Jeżli co wojewodzie przyznać sieradzkiemuOjcu, jest dziś. On to jest Dynhoff, nad którego W łasce świętej pamięci u pana przeszłego, Nie był nikt znakomitszy, nie był kto miłował, Kto go i sprawiedliwiej po śmierci żałował, Duszę z rąk swych szlachetną posyłając niebu, I aż we drzwi kołacąc głuchego Erebu Płaczem próżnym, który swój afekt tak wkorzenił W dom królewski głęboko, że się nie odmienił Namniej w synu, co rzadko po ręce więc zmarłej, Bo tylkoż te posępne nieba się wydarły
Skrót tekstu: TwarSRytTur
Strona: 138
Tytuł:
Zbiór różnych rytmów
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1631 a 1661
Data wydania (nie wcześniej niż):
1631
Data wydania (nie później niż):
1661
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Drukarnia "Czasu"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1861
, kiedy go było najpilniej, pojechał I przed swoją się radą skarżyć nie zaniechał, Na niego o ten odjazd srodze rozgniewany, Najdując nań przymówki i różne przygany I grożąc mu, jeśli się nie wróci, że wszędzie Będą wiedzieć, że prędko żal mu tego będzie.
LXXXVIII.
Brandymart też, którego Orland tak miłował, Jako siebie samego, za niem się gotował, Chcąc, aby się w zad wrócił za jego namową, Dotkliwą wielu ludzi urażony mową; I ledwie chciał poczekać, ażby nastąpiły Ciemne mroki na ziemię, coby go nakryły; Fiordylizie swojej nic o tem nie powiedział, Bo żeby mu tę drogę rozwieść chciała
, kiedy go było najpilniej, pojechał I przed swoją się radą skarżyć nie zaniechał, Na niego o ten odjazd srodze rozgniewany, Najdując nań przymówki i różne przygany I grożąc mu, jeśli się nie wróci, że wszędzie Będą wiedzieć, że prętko żal mu tego będzie.
LXXXVIII.
Brandymart też, którego Orland tak miłował, Jako siebie samego, za niem się gotował, Chcąc, aby się w zad wrócił za jego namową, Dotkliwą wielu ludzi urażony mową; I ledwie chciał poczekać, ażby nastąpiły Ciemne mroki na ziemię, coby go nakryły; Fiordylizie swojej nic o tem nie powiedział, Bo żeby mu tę drogę rozwieść chciała
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 169
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
niej Birena swego upewniła, Tak mu jawnie uprzejmość swoję oświadczyła, Jako żadna; trudnoby komu barziej miała Oświadczyć, by mu dobrze serce ukazała. I jeśli są tak wierne i tak dusze zgodne, Zobopólnej miłości i wzajemnej godne, Godna jest Olimpia, żeby ją szanował, Żeby ją barziej Biren, niż siebie, miłował
III.
I żeby jej też wiarę zachował statecznie I dla inszej jej nigdy nie opuszczał wiecznie, Choćby dobrze tak gładka i tak piękna była, Jako ta, co Europę z Azją spuściła, I żeby raczej mowę i słuch i wzrok stracił, Pierwej sławę i żywot nakoniec utracił, I jeśli co na świecie jest
niej Birena swego upewniła, Tak mu jawnie uprzejmość swoję oświadczyła, Jako żadna; trudnoby komu barziej miała Oświadczyć, by mu dobrze serce ukazała. I jeśli są tak wierne i tak dusze zgodne, Zobopólnej miłości i wzajemnej godne, Godna jest Olimpia, żeby ją szanował, Żeby ją barziej Biren, niż siebie, miłował
III.
I żeby jej też wiarę zachował statecznie I dla inszej jej nigdy nie opuszczał wiecznie, Choćby dobrze tak gładka i tak piękna była, Jako ta, co Europę z Azyą spuściła, I żeby raczej mowę i słuch i wzrok stracił, Pierwej sławę i żywot nakoniec utracił, I jeśli co na świecie jest
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 197
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
wiecznie, Choćby dobrze tak gładka i tak piękna była, Jako ta, co Europę z Azją spuściła, I żeby raczej mowę i słuch i wzrok stracił, Pierwej sławę i żywot nakoniec utracił, I jeśli co na świecie jest jeszcze więtszego, Aniżli przyjaciela tak doświadczonego.
IV.
Jeśli ją Biren szczerze i wiernie miłował I tak, jako go ona, jeśli jej zachował Stateczność, jako mu ją ona zachowała, Jeśli mu serca insza nie opanowała, Albo jeśli za wierność i szczerość w miłości Tak wielkiej dał się wytknąć w jakiej niewdzięczności, Powiem wam i uczynię, że się zadziwicie I że wargi ściśniecie i brwi nakrzywicie.
V.
wiecznie, Choćby dobrze tak gładka i tak piękna była, Jako ta, co Europę z Azyą spuściła, I żeby raczej mowę i słuch i wzrok stracił, Pierwej sławę i żywot nakoniec utracił, I jeśli co na świecie jest jeszcze więtszego, Aniżli przyjaciela tak doświadczonego.
IV.
Jeśli ją Biren szczerze i wiernie miłował I tak, jako go ona, jeśli jej zachował Stateczność, jako mu ją ona zachowała, Jeśli mu serca insza nie opanowała, Albo jeśli za wierność i szczerość w miłości Tak wielkiej dał się wytknąć w jakiej niewdzięczności, Powiem wam i uczynię, że się zadziwicie I że wargi ściśniecie i brwi nakrzywicie.
V.
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 197
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
Mandzianą, a między Katajem. Stamtąd szedł nad Imawem, w prawo zostawując Serykanę, i coraz spuszczał się, kierując Wzdłuż od Hiperborejskiej nieludzkiej Scycji Do Hirkany, i zajął części Sarmacjej. Kiedy beł tam, gdzie dzieli od Azji morze Europę, widział Rusów, Prusy i Pomorze.
LXXII.
Choć Rugier Bradamantę tak barzo miłował I choć się do niej kwapił, ale jak skosztował Smaku, który miał zawsze zwiedzieć świat, popuścił Wodze w tem swojej żądzy i dalej się puścił; Chocia nie prosto jechał i choć z drogi zstąpił, I do Polski, do Węgier i do Niemiec wstąpił I tak długo krajami północnemi jechał, Aż potem do ostatnich
Mandzianą, a między Katajem. Stamtąd szedł nad Imawem, w prawo zostawując Serykanę, i coraz spuszczał się, kierując Wzdłuż od Hiperborejskiej nieludzkiej Scytyej Do Hirkany, i zajął części Sarmacyej. Kiedy beł tam, gdzie dzieli od Azyi morze Europę, widział Rusow, Prusy i Pomorze.
LXXII.
Choć Rugier Bradamantę tak barzo miłował I choć się do niej kwapił, ale jak skosztował Smaku, który miał zawsze zwiedzieć świat, popuścił Wodze w tem swojej żądzej i dalej się puścił; Chocia nie prosto jechał i choć z drogi zstąpił, I do Polski, do Węgier i do Niemiec wstąpił I tak długo krajami północnemi jechał, Aż potem do ostatnich
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 214
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
, cieszę i będę cieszyła, Żem serce swoje całe skłoniła do tego, Nad którego na świecie niemasz godniejszego.
VIII.
Nad wszytkie insze pany, nie tylko gładkością Zerbin beł nazacniejszy, ale i dzielnością; Ilem też mogła po niem poznać, pokazował, Że niemniej, jako go ja, szczerze mię miłował. Beł i ten, przez którego wzajemnej miłości Odkrywaliśmy sobie tajemne skrytości; Bo chocia rozdzieleni od siebie miejscami, Zawżdyśmy byli z sobą złączeni sercami.
IX.
Skoro się one sławne gonitwy skończyły, Na zad do szkockich krajów odjechał mój miły. Jeśliś kiedy, rycerzu, skosztował miłości, Wiedzieć możesz,
, cieszę i będę cieszyła, Żem serce swoje całe skłoniła do tego, Nad którego na świecie niemasz godniejszego.
VIII.
Nad wszytkie insze pany, nie tylko gładkością Zerbin beł nazacniejszy, ale i dzielnością; Ilem też mogła po niem poznać, pokazował, Że niemniej, jako go ja, szczerze mię miłował. Beł i ten, przez którego wzajemnej miłości Odkrywaliśmy sobie tajemne skrytości; Bo chocia rozdzieleni od siebie miejscami, Zawżdyśmy byli z sobą złączeni sercami.
IX.
Skoro się one sławne gonitwy skończyły, Na zad do szkockich krajów odjechał mój miły. Jeśliś kiedy, rycerzu, skosztował miłości, Wiedzieć możesz,
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 275
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
do straszliwego lwa przyrównywając, A przez pannę, która go uzda, wyrażając Nadobną Doralikę, cną córę możnego Stordylana jedyną, króla granackiego;
CXV.
Tę, co beł król tatarski, Mandrykard, wziął gwałtem, Jużem wyższej powiedział, komu, jakim kształtem; Dla której niesłychaną dzielność pokazował I którą dobrze więcej Rodomont miłował, Niżli swoje królestwo, niżli własne oczy, Nic nie wiedząc, że była w on czas w cudzej mocy; Boby beł zaraz, zaraz, by beł wiedział o tem, To uczynił, co tego dnia uczynił potem.
CXVI.
Więcej, niż tysiąc drabin razem przystawiali, Na których się na każdem szczeblu
do straszliwego lwa przyrównywając, A przez pannę, która go uzda, wyrażając Nadobną Doralikę, cną córę możnego Stordylana jedyną, króla granackiego;
CXV.
Tę, co beł król tatarski, Mandrykard, wziął gwałtem, Jużem wyszszej powiedział, komu, jakiem kształtem; Dla której niesłychaną dzielność pokazował I którą dobrze więcej Rodomont miłował, Niżli swoje królestwo, niżli własne oczy, Nic nie wiedząc, że była w on czas w cudzej mocy; Boby beł zaraz, zaraz, by beł wiedział o tem, To uczynił, co tego dnia uczynił potem.
CXVI.
Więcej, niż tysiąc drabin razem przystawiali, Na których się na każdem szczeblu
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 324
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
nabożeństwo swe odprawowali, Aby sobie odpusty święte pozyskali, Jeden pielgrzym znajomy wtem z greckiej krainy Gryfonowi żałosne powiedział nowiny, Od jego pierwszej żądzy, od jego pierwszego Zbyt dalekie i różne zamysłu dawnego; Które mu takiem ogniem serce zapaliły, Że z niego nabożeństwo wszytko wypędziły.
CI.
Jako jego nieszczęście chciało, rycerz młody Miłował jednę panią, którą i z urody Niepodobnie i z twarzy nadobnej chwalono - Orygillą ją własnem imieniem zowiono - Ale zaś tak obłudną i takiej chytrości, Takiej złości i takiej nieustawiczności, Że by beł całe kraje zwiedził z swemi miasty, Wierzę, żeby beł gorszej nie nalazł niewiasty.
CII.
W Konstantynopolu mu była zachorzała
nabożeństwo swe odprawowali, Aby sobie odpusty święte pozyskali, Jeden pielgrzym znajomy wtem z greckiej krainy Gryfonowi żałosne powiedział nowiny, Od jego pierwszej żądzej, od jego pierwszego Zbyt dalekie i różne zamysłu dawnego; Które mu takiem ogniem serce zapaliły, Że z niego nabożeństwo wszytko wypędziły.
CI.
Jako jego nieszczęście chciało, rycerz młody Miłował jednę panią, którą i z urody Niepodobnie i z twarzy nadobnej chwalono - Orygillą ją własnem imieniem zowiono - Ale zaś tak obłudną i takiej chytrości, Takiej złości i takiej nieustawiczności, Że by beł całe kraje zwiedził z swemi miasty, Wierzę, żeby beł gorszej nie nalazł niewiasty.
CII.
W Konstantynopolu mu była zachorzała
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 355
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905