tych mgły grubych nie masz. Koło miasteczka są różnych książąt i panów pałace; po wsiach, w których na cały świat delicje sławne, ogrody i fontanny. Ja stałem w pałacu księcia Don Liviaalias Odeschalkiego wnuka Innocentii XI, za pozwoleniem jego miałem wszelkie wygody co do pałacu należy: wino oraz i drwa mig nie kosztowały; mieszkałem dziewięć dni; w tym pałacu nihil siugularius, miejsce jednak piękne, ogród dobry z fontannami pospolitemi; winnica wyśmienita, z której natłoczonego wina widziałem kuf 80, w grotach stojącego tegorocznego, i wszystkich probowałem, przyznając, że arcy dobre różnego gatunku. Pałac i ogród pod samem miastem
tych mgły grubych nie masz. Koło miasteczka są różnych książąt i panów pałace; po wsiach, w których na cały świat delicye sławne, ogrody i fontanny. Ja stałem w pałacu księcia Don Liviaalias Odeschalkiego wnuka Innocentii XI, za pozwoleniem jego miałem wszelkie wygody co do pałacu należy: wino oraz i drwa mig nie kosztowały; mieszkałem dziewięć dni; w tym pałacu nihil siugularius, miejsce jednak piękne, ogród dobry z fontannami pospolitemi; winnica wyśmienita, z któréj natłoczonego wina widziałem kuf 80, w grotach stojącego tegorocznego, i wszystkich probowałem, przyznając, że arcy dobre różnego gatunku. Pałac i ogród pod samem miastem
Skrót tekstu: ZawiszaPam
Strona: 93
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Krzysztof Zawisza
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1715 a 1717
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1717
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Julian Bartoszewicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Jan Zawisza
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1862
:
Wiedząc, że każdy z was do skargi chciwy Na jej surowość, tak jej i w tym chroni, Że w tę pobliższą uszu spiżę dzwoni, Aby jej lament nie doszedł rzewliwy.
Już tedy mówić szkoda i fatygi, Bo któż to sobie sprawi co u głucha I kto z nim wskóra, chybaby na migi;
Jakoż, jeśli nas potka ta otucha, Że figle ręki, chyższej niźli cygi, Pojmie, i oczu — dzwońcie jej do ucha. NA TOŻ
Znam twą, Kupido, zazdrościwą zrzędę: Że-ć się ta panna, zdradliwsza nad wędę, Nie dała prośbą (boś też ślepy) ruszyć,
:
Wiedząc, że każdy z was do skargi chciwy Na jej surowość, tak jej i w tym chroni, Że w tę pobliższą uszu spiżę dzwoni, Aby jej lament nie doszedł rzewliwy.
Już tedy mówić szkoda i fatygi, Bo któż to sobie sprawi co u głucha I kto z nim wskóra, chybaby na migi;
Jakoż, jeśli nas potka ta otucha, Że figle ręki, chyższej niźli cygi, Pojmie, i oczu — dzwońcie jej do ucha. NA TOŻ
Znam twą, Kupido, zazdrościwą zrzędę: Że-ć się ta panna, zdradliwsza nad wędę, Nie dała prośbą (boś też ślepy) ruszyć,
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 114
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
obu stron głośne echo strugi. Tamże wiecznej pamięci, wiecznej sławy matka, Bogini Mnemosyna, była im za świadka: Ta chwaliła koncepty, miarkowała głosy. Tam też kęs helikońskiej nazbierawszy rosy, Dostawszy pióra, które lotny Pegaz zronił, W gęstym krzaku rozwitej leszczynym się schronił. Piszę przez trzecie słowo, a prawie na migi, Co te nucą, o lepszą idąc na wyścigi. Prawdę rzekszy, dzieło to nie człowieczej ręki Wiekuistej pamiątki godne pisać dźwięki;
Atoli bez papieru, jako tako przecie Na liścium to lipowym notował co trzecie: Wszak nim świat do papiernie znalazł rzemieślnika, Lipowego na listy zażywano łyka. APOLLO
Tu, tu, me
obu stron głośne echo strugi. Tamże wiecznej pamięci, wiecznej sławy matka, Bogini Mnemosyna, była im za świadka: Ta chwaliła koncepty, miarkowała głosy. Tam też kęs helikońskiej nazbierawszy rosy, Dostawszy pióra, które lotny Pegaz zronił, W gęstym krzaku rozwitej leszczynym się schronił. Piszę przez trzecie słowo, a prawie na migi, Co te nucą, o lepszą idąc na wyścigi. Prawdę rzekszy, dzieło to nie człowieczej ręki Wiekuistej pamiątki godne pisać dźwięki;
Atoli bez papieru, jako tako przecie Na liścium to lipowym notował co trzecie: Wszak nim świat do papiernie znalazł rzemieślnika, Lipowego na listy zażywano łyka. APOLLO
Tu, tu, me
Skrót tekstu: PotSielKuk_I
Strona: 107
Tytuł:
Sielanka
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1676
Data wydania (nie wcześniej niż):
1676
Data wydania (nie później niż):
1676
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
nabożeństwa, nie do chwały Boskiej i przyzwoitych panieństwu przymiotów sposobiono dziewczynę, nie trzymano w dozorze, w skrytości i ostrożności miejsca, w zbytnie ust, oka i czynienia bezpieczeństwo, przez konniwencyją i nieszczęśliwą wieku teraźniejszego manijerę wprawowano, aż czas i pochop natury dotarł ostatka. Uważała Magdusia, kiedy pani matka z gościem się na migi znosiła, porozumiewała i schadzała; upatrywała, kiedy pani ochmistrzyni z winem dzbanuszek albo flaszkę z gorzałką stawiała; widywała, kiedy panna z fraucymeru dni i nocy z mężczyznami jak kokosz na jajcach wysiadywała, gziła się i pajęczynę po kątach omiatała. Zaglądała przez szpary, przez parkany, kiedy się stado albo swawolna stanowiła czeladka
nabożeństwa, nie do chwały Boskiej i przyzwoitych panieństwu przymiotów sposobiono dziewczynę, nie trzymano w dozorze, w skrytości i ostrożności miejsca, w zbytnie ust, oka i czynienia bezpieczeństwo, przez konniwencyją i nieszczęśliwą wieku teraźniejszego manijerę wprawowano, aż czas i pochop natury dotarł ostatka. Uważała Magdusia, kiedy pani matka z gościem się na migi znosiła, porozumiewała i schadzała; upatrywała, kiedy pani ochmistrzyni z winem dzbanuszek albo flaszkę z gorzałką stawiała; widywała, kiedy panna z fraucymeru dni i nocy z mężczyznami jak kokosz na jajcach wysiadywała, gziła się i pajęczynę po kątach omiatała. Zaglądała przez szpary, przez parkany, kiedy się stado albo swawolna stanowiła czeladka
Skrót tekstu: MałpaCzłow
Strona: 212
Tytuł:
Małpa Człowiek
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry, traktaty
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1715
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1715
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Archiwum Literackie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Paulina Buchwaldówna
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wroclaw
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
albo w głębokie zaniesiony lochy? podobno by z nim tyłko było dyskursu, co z głuchym, i niemym, który spieluszek żadnego (suppofitô że głucho urodzony) niesłysząc terminu ludzkiego, ani żadnego głosu, nic nieumie słowy wyrazić. Ten gestami tylko swoje wyraża potrzeby, i tylko ex usu et placito suo na migach ledwie może być zrozumiany, i to u ludzi wprzód te gesta widzący; albo adinstar jednego gestu, drugie sam koncypujący, czego by nieumiał tamten wlasach i w lochu wychowany, bo nil simile widział, chyba- SCJENCJA o GŁOSACH
by z leśnych bestii głosu, sobie też podobny formował. Skąd infertur, że ludzka
albo w głębokie zaniesiony lochy? podobno by z nim tyłko było dyskursu, co z głuchym, y niemym, ktory zpieluszek żadnego (suppofitô że głucho urodzony) niesłysząc terminu ludzkiego, ani żadnego głosu, nic nieumie słowy wyrazić. Ten gestami tylko swoie wyraża potrzeby, y tylko ex usu et placito suo na migach ledwie może bydź zrozumiany, y to u ludzi wprzod te gesta widzący; albo adinstar iednego gestu, drugie sam koncypuiący, czego by nieumiał tamten wlasach y w lochu wychowany, bo nil simile widział, chyba- SCYENCYA o GŁOSACH
by z leśnych bestyi głosu, sobie też podobny formował. Zkąd infertur, że ludzka
Skrót tekstu: ChmielAteny_I
Strona: 84
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 1
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
? Te bowiem dwie rzeczy są przeciwne sobie: komety znaczą niepomyślności niektórym narodom, Królestwom etc. którym zaś tego nikt nie wie, tylko sam Bóg, jakby komety były znakiem dla Pana Boga, a nie dla ludzi: cobyś mówił o owym gońcu, któryby ani listem, ani słowy, ani na migi, nie mógłby wyrazić z czym, i do kogo posłany: pewnie albo niemiałbyś go za gońca, albo mając za gońca, posyłającego Miałbyś za nierostropnego, lub szydzącego z ciebie. Ten przykład stosuj do komety gońca jak mniemaż niebieskiego.
Nadto możemyż wierzyć, aby Bóg obierał za znak niezwyczajny
? Te bowiem dwie rzeczy są przeciwne sobie: komety znaczą niepomyślności niektorym narodom, Krolestwom etc. ktorym zaś tego nikt nie wie, tylko sam Bog, iakby komety były znakiem dla Pana Boga, a nie dla ludzi: cobyś mowił o owym gońcu, ktoryby ani listem, ani słowy, ani na migi, nie mogłby wyrazić z czym, y do kogo posłany: pewnie albo niemiałbyś go za gońca, albo maiąc za gońca, posyłaiącego Miałbyś za nierostropnego, lub szydzącego z ciebie. Ten przykład stosuy do komety gońca iak mniemaż niebieskiego.
Nadto możemyż wierzyć, aby Bog obierał za znak niezwyczayny
Skrót tekstu: BohJProg_I
Strona: 200
Tytuł:
Prognostyk Zły czy Dobry Komety Roku 1769 y 1770
Autor:
Jan Bohomolec
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. i Rzeczypospolitej w Kollegium Societatis Jesu
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
astronomia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1770
Data wydania (nie wcześniej niż):
1770
Data wydania (nie później niż):
1770
Karyją, Że na koniec bezgłowną stanie anarchiją: Jako rzeka na drobne porznięta potoki Traci swe imię, jako kurczęta bez kwoki Marnie giną, abo je, kiedy nikt nie broni, Kanie, sowy i biedni rozniesą gawroni. Co było z pomieszanych języków w Babelu, To w rzeczypospolitej z głów niezgodnych wielu. Jeszcze na migi zgodzić języki się mogą; Każda głowa koniecznie swoją ciągnie drogą, Każda sobie osobnej, jako wąż ów, który Sto głów, jeden ma ogon, w płocie szuka dziury, I choć się tamty przez płot przeprawią, cóż po tem, Kiedy ten z drugą stroną zostanie za płotem. I głowy, bo już każda
Karyją, Że na koniec bezgłowną stanie anarchiją: Jako rzeka na drobne porznięta potoki Traci swe imię, jako kurczęta bez kwoki Marnie giną, abo je, kiedy nikt nie broni, Kanie, sowy i biedni rozniesą gawroni. Co było z pomieszanych języków w Babelu, To w rzeczypospolitej z głów niezgodnych wielu. Jeszcze na migi zgodzić języki się mogą; Każda głowa koniecznie swoją ciągnie drogą, Każda sobie osobnej, jako wąż ów, który Sto głów, jeden ma ogon, w płocie szuka dziury, I choć się tamty przez płot przeprawią, cóż po tem, Kiedy ten z drugą stroną zostanie za płotem. I głowy, bo już każda
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 190
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Posłów Tureckim językiem który oni bardzo dobrze rozumieją. T. Panie mój, przypomnieć racz sobie żem ja nie jest Hrabia Orlando, który wiele języków umiejąc, wybornie po Arabsku mówił Mnie jeżeli Wmść. nie nauczysz po Turecku, będę stał jak niemy. B. Chciazbyś był i niemy, tedy możesz swój dyskurs skończyć migami, lecz cię nauczę, gdyżem jest Mistrzem wszystkich języków i nauk, rzeczesz przyszedszy Salamalechi lenum saltanum. A oni odpowiedzą, Alechmessalam[...] gieldy, w tym wybornie dyskurs twój prowadzić bądziesz, żeby cię nie doszło ześ zawsze z młodu świnie pasał. T. Bym był Mitridatem Królem Pontu, który duarum et viginti
Posłow Tureckim ięzykiem ktory oni bárdzo dobrze rozumieią. T. Pánie moy, przypomnieć racz sobie żem iá nie iest Hrábiá Orlándo, ktory wiele ięzykow vmieiąc, wybornie po Arábsku mowił Mnie ieżeli Wmść. nie náuczysz po Turecku, będę stał iák niemy. B. Chćiazbyś był y niemy, tedy możesz swoy diskurs skonczyć migámi, lecz ćię náuczę, gdyzem iest Mistrzem wszystkich ięzykow i náuk, rzeczesz przyszedszy Salamalechi lenum saltanum. A oni odpowiedzą, Alechmessalam[...] gieldy, w tym wybornie diskurs twoy prowádźić bądźiesz, żeby ćię nie doszło ześ záwsze z młodu świnie pasał. T. Bym był Mitridatem Krolem Pontu, ktory duarum et viginti
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 16
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
zabawiania Cesarza miasto błaznów. Czasem którego z nich nogą potrąci/ albo do Sadzawki wepchnie/ albo im też Szermować i bić się przed sobą każe. Ale i krom tego/ tak się ta niema mowa na Dworze Tureckim zagęściła/ że prawie niemasz człowieka/ żeby się jej nie uczył/ i nie umiał na migi wyrazić potrzeby swojej/ osobliwie ci co często pod okiem Pańskim bywają/ przy którym do ucha szeptać sobie mają za rzecz nieobyczajną.
Karłowie których oni Dźiudźiami zowią/ mieszkają także z Pokojowymi/ tak długo/ póki się nie wyuczą/ jakoby się pięknie i przystojnie zachować przed obliczem Pańskim. A gdy się który miedzy nimi trafi
zábáwiania Cesárza miásto błaznow. Czásem ktorego z nich nogą potrąći/ álbo do Sádzawki wepchnie/ álbo im też Szermowáć y bić się przed sobą káże. Ale y krom tego/ ták się tá niema mowá ná Dworze Tureckim zágęśćiłá/ że práwie niemász człowieká/ żeby się iey nie vczył/ y nie vmiáł ná migi wyráźić potrzeby swoiey/ osobliwie ći co często pod okiem Páńskim bywáią/ przy ktorym do vchá szeptáć sobie máią zá rzecz nieobyczayną.
Karłowie ktorych oni Dźiudźiami zowią/ mieszkáią także z Pokoiowymi/ ták długo/ poki się nie wyuczą/ iákoby się pięknie y przystoynie záchowáć przed obliczem Páńskim. A gdy się ktory miedzy nimi tráfi
Skrót tekstu: RicKłokMon
Strona: 44
Tytuł:
Monarchia turecka
Autor:
Paul Ricot
Tłumacz:
Hieronim Kłokocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1678
Data wydania (nie później niż):
1678
, Ona, co gadać będę? nie zrozumie, Ja też nie poznam, czy mądra, co umie.
O rzecz się małą ADOLFIE frasujesz, Jako masz mówić od Fortuny z Księżną; Próżne zawady w swojej głowie snujesz, Alboż Bogini tak jest niedołężną? Przeniknie twojej podroży intrygi, Miłość potrafi zmówić się na migi. Dłuższym mnie nie baw, i siebie dyskursem, Osiadaj barki, chwyć się za Ramiona, Lećmy w swą drogę za natury kursem, W kwadransie nasze poznają Imiona, Poczuje wnętrznie Bogini twe przyjście, Mej Roży wigor, dam na zwiędłe liście. Przez całą podroż w niwczym nie był sprzeczny ADOLF, we
, Ona, co gádać będę? nie zrozumie, Ja też nie poznam, czy mądra, co umie.
O rzecz się małą ADOLFIE frasuiesz, Jáko masz mowić od Fortuny z Xiężną; Prożne záwady w swoiey głowie snuiesz, Alboż Bogini ták iest niedołężną? Przeniknie twoiey podroży intrygi, Miłość potrafi zmowić się ná migi. Dłuższym mnie nie baw, y siebie dyskursem, Osiaday barki, chwyć się zá Rámiona, Lećmy w swą drogę zá nátury kursem, W kwadransie násze poznaią Imiona, Poczuie wnętrznie Bogini twe przyiście, Mey Roży wigor, dam ná zwiędłe liście. Przez cáłą podroż w niwczym nie był sprzeczny ADOLF, we
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 35
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752