jakoby sztychają/ żeby nie dziw był/ gdyby się ziemia otworzyła/ a takie Pijanice bluźnierskie żywcem pożarła. Num. 16. v. 30. seqq.
In Promptuario Exemplorum czytamy ten przykład. Gdy niekiedy któryś pobożny Mąż do Kościoła na nabożeństwo szedł: trafiło się mu mimo winnego szynku dom iść/ gdzie niektórzy swowolni Mołojcy pili/ grali/ a przy tym haniebnie bluźnili/ i społu się wadzili; nie daleko onego domu ujzrzawszy jednego człowieka barzo rannego i krwią zbroczonego pytał go/ ktoby mu takie haniebne srogie rany zadał? Odpowiedział: Uczynili to ci/ którzy w szynkowym domu siedzą/ piją i grają. On Mąż bogobojny bez odłowki
jákoby sztycháją/ żeby nie dźiw był/ gdyby śię źiemiá otworzyłá/ á tákie Pijánice bluźnierskie żywcem pożárłá. Num. 16. v. 30. seqq.
In Promptuario Exemplorum czytamy ten przykład. Gdy niekiedy ktoryś pobożny Mąż do Kośćiołá ná nabożeństwo szedł: tráfiło śię mu mimo winnego szynku dom iść/ gdźie niektorzy swowolni Mołoycy pili/ gráli/ á przy tym hániebnie bluźnili/ y społu śię wádźili; nie dáleko onego domu uyzrzawszy jednego człowieká bárzo ránnego y krwią zbroczonego pytał go/ ktoby mu tákie hániebne srogie rány zádał? Odpowiedźiał: Uczynili to ći/ ktorzy w szynkowym domu śiedzą/ piją y gráją. On Mąż bogoboyny bez odłowki
Skrót tekstu: GdacKon
Strona: 15.
Tytuł:
Dyszkursu o pijaństwie kontynuacja
Autor:
Adam Gdacjusz
Drukarnia:
Jan Krzysztof Jakub
Miejsce wydania:
Brzeg
Region:
Śląsk
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
Ukontentował przez Turki pobite. Miła mu bitwa, miłe z Turki pole, Których bez tego nudził już w Stambole. On chociaż mówiąc często się zajęknie, Ale zaś bronią tak haniebnie pęknie, Że i tu spadnie z pogan głowa komu, I czworo zdechnie tym impetem w domu. A wy Gradywa okrutnego słudzy, Szumni mołojcy, towarzystwo drudzy, Których iż dotąd jeszcze nie znam z twarzy, Nim mi ten fawor swój fortuna zdarzy, Złotymi w sercu rysuję litery, Jeszcze niebyłe w oczach kawalery, Wiem, żeście równi i męstwem i dzieły Z tymi, których tu rymy me głosiły, Więcże czym mogę tym się przysługuję, Gdy
Ukontentował przez Turki pobite. Miła mu bitwa, miłe z Turki pole, Ktorych bez tego nudził już w Stambole. On chociaż mowiąc często się zajęknie, Ale zaś bronią tak haniebnie pęknie, Że i tu spadnie z pogan głowa komu, I czworo zdechnie tym impetem w domu. A wy Gradywa okrutnego słudzy, Szumni mołojcy, towarzystwo drudzy, Ktorych iż dotąd jeszcze nie znam z twarzy, Nim mi ten fawor swoj fortuna zdarzy, Złotymi w sercu rysuję litery, Jeszcze niebyłe w oczach kawalery, Wiem, żeście rowni i męstwem i dzieły Z tymi, ktorych tu rymy me głosiły, Więcże czym mogę tym się przysługuję, Gdy
Skrót tekstu: TrembWierszeWir_II
Strona: 287
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Jakub Teodor Trembecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1643 a 1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1643
Data wydania (nie później niż):
1719
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1911
ciemię i przyszła mi, jak może być, najcelniejsza i najsprawiedliwsza racja. Więc nie bawiąc mówię: „Mów WMć Pan tak: ponieważ prawo każe na pierwszym dniu marszałka obrać, a my już przeciw oczywistemu prawu kilka niedziel na tej trawiemy elekcji, zatym solenissime o zgwałcenie prawa tego protestując się wychodzę.” Repetował mój mołojec kilka razy me słowa, ale nigdy nie mógł trafić do końca i powiedział, że to jest przydłuższa oracja, trzeba by ją skrócić. Takem musiał mego dyscypuła blisko do pana Rojkiewicza prowadzić i tam tę tak straszną cycerońską mowę musiałem mu napisać etc. Dalszą opuszczam relacyją, wszak pomniemy, że ten sejm na
ciemię i przyszła mi, jak może być, najcelniejsza i najsprawiedliwsza racyja. Więc nie bawiąc mówię: „Mów WMć Pan tak: ponieważ prawo każe na pierwszym dniu marszałka obrać, a my już przeciw oczywistemu prawu kilka niedziel na tej trawiemy elekcyi, zatym solenissime o zgwałcenie prawa tego protestując się wychodzę.” Repetował mój mołojec kilka razy me słowa, ale nigdy nie mógł trafić do końca i powiedział, że to jest przydłuższa oracyja, trzeba by ją skrócić. Takem musiał mego dyscypuła blisko do pana Rojkiewicza prowadzić i tam tę tak straszną cycerońską mowę musiałem mu napisać etc. Dalszą opuszczam relacyją, wszak pomniemy, że ten sejm na
Skrót tekstu: KonSSpos
Strona: 154
Tytuł:
O skutecznym rad sposobie
Autor:
Stanisław Konarski
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1760 a 1763
Data wydania (nie wcześniej niż):
1760
Data wydania (nie później niż):
1763
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma wybrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Juliusz Nowak-Dłużewski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1955
Obozy nauk cnych ozdobił, jakie nigdy przedtym nie chodziły jedno po sercach uczonych, i z dzieciństwa w księgach zabawionych, ani mogły chodzić. Doznałeś, Wysoce Urodzony Kawalerze, iż nie masz żadnego okrutniejszego nieprzyjaciela Rzeczypospolitej, jako jest głupstwo, i to grubiaństwo, którego Szkoła nie dojzrzała, Akademia nie otrzęsła? Tacy więc Mołojcy nie widzą, które są Wojny sprawiedliwe, które nie: Tacy nieumieją powinności dobrych Synów Koronnych, i cnotliwych Żołnierzów. Ciężar doma tacy: z domu wyszedszy, to w kmiotki ubogie, własni Odrzychłopscy. W obozach mało się na co przydadzą takowi: z bitwy uciekają, w nogach wiatrowych swoich, jako w koniu
Obozy náuk cnych ozdobił, iákie nigdy przedtym nie chodziły iedno po sercách vczonych, y z dziećiństwá w kśięgách zábáwionych, áni mogły chodzić. Doznałeś, Wysoce Vrodzony Káwálerze, iż nie mász żadnego okrutnieyszego nieprzyiaćielá Rzeczypospolitey, iáko iest głupstwo, y to grubiáństwo, ktorego Szkołá nie doyzrzáłá, Akádemia nie otrzęsłá? Tácy więc Mołoycy nie widzą, ktore są Woyny sprawiedliwe, ktore nie: Tácy nieumieią powinnośći dobrych Synow Koronnych, y cnotliwych Zołnierzow. Ciężar domá tácy: z domu wyszedszy, to w kmiotki vbogie, własni Odrzychłopscy. W obozách máło się ná co przydádzą tákowi: z bitwy vćiekáią, w nogách wiátrowych swoich, iáko w koniu
Skrót tekstu: BirkOboz
Strona: 52
Tytuł:
Kazania obozowe o Bogarodzicy
Autor:
Fabian Birkowski
Drukarnia:
Andrzej Piotrowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
tak i do młodego mówi: Nie bój się sądu (sentencjey) śmierci, tak do bojaźliwego przyjdzie, jako i do śmiałego: czemuż się strachasz? Napisał twój ukochany Poeta: Mors et fugacem persequitur virum, Nec parcit imbellis iuuentae poplitibus Timidoq́; tergo. Goni śmierć i uciekającego/ i podcina golenie nie wojennego mołojca/ i grzbiet jego tłucze bojaźliwy. Mówił nadobnie jeden Ociec święty/ gdy śmierć do wrot jego kołatała/ a drudzy przyjaciele jego namawiali go/ aby jej przez modlitwę nie puszczał do siebie: Jeśli kiedy mam umrzeć/ czemuż nie teraz? a jeśli nigdy/ to dobra/ będę prosić o żywot; co
ták y do młodego mowi: Nie boy się sądu (sentencyey) śmierći, ták do boiázliwego przyiidzie, iáko y do śmiáłego: czemuż się stráchasz? Nápisał twoy vkochány Poetá: Mors et fugacem persequitur virum, Nec parcit imbellis iuuentae poplitibus Timidoq́; tergo. Goni śmierć y vćiekáiącego/ y podćina golenie nie woiennego mołoycá/ y grzbiet iego tłucze boiáźliwy. Mowił nadobnie ieden Oćiec święty/ gdy śmierć do wrot iego kołátáłá/ á drudzy przyiaćiele iego námawiáli go/ áby iey przez modlitwę nie puszczał do śiebie: Iesli kiedy mam vmrzeć/ czemuż nie teraz? á iesli nigdy/ to dobra/ będę prośić o żywot; co
Skrót tekstu: BirkOboz
Strona: 81
Tytuł:
Kazania obozowe o Bogarodzicy
Autor:
Fabian Birkowski
Drukarnia:
Andrzej Piotrowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
Cóż zaś za wielkość tego wojska Tatarskiego z Litwy? Czy Legio Rzymska z nich/ czy Phalanx Macedońska? a to cztery sta anajwięcej pięć set/ hałastry i motłochu ladajakiego na posługę/ R. P. zwykli posyłać którzy więcej o stacjach/ o wydzierstwie i o łupach/ niźli o zwycięstwi myślą. Pięćdziesiąt dobrych mołojców/ tak ogromny pułk Tatarski mógłby zetrzeć. i jako dawniejszych czasom nie czytalismy: tak też tego naszego nie szłyszelismy/ o żadnej posłudze Tatarskiej. Przypomnię jednak z Chronik/ na pierwszym w stępie dwie znaczne Przygnanie Tatar do W. X. Li c li. 4. ca. 4. dw roku 1397.
Coż záś zá wielkość tego woyská Tatarskiego z Litwy? Cży Legio Rzymska z nich/ cży Phalanx Macedonská? á to cżtery stá ánaywięcey pięć set/ chałástry y motłochu ledáiákiego ná posługę/ R. P. zwykli posyłáć ktorzy więcey o stácyach/ o wydźierstwie y o łupách/ niźli o zwyćięstwi myślą. Pięćdźiesiąt dobrych mołoycow/ tak ogromny pułk Tatarski mogłby zetrzeć. y iáko dawnieyszych cżasom nie cżytalismy: tak też tego násze^o^ nie szłyszelismy/ o żadney posłudze Tatarskiey. Przypomnię iednak z Chronik/ ná pierwszym w stępie dwie znácżne Przygnánie Tátar do W. X. Li c li. 4. ca. 4. dw roku 1397.
Skrót tekstu: CzyżAlf
Strona: 3
Tytuł:
Alfurkan tatarski
Autor:
Piotr Czyżewski
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
egzotyka, historia, obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1617
Data wydania (nie wcześniej niż):
1617
Data wydania (nie później niż):
1617
tak prości mają być ludzie, jako konie. Ci się do strzelby ćwiczą, bo kto dobrze mierzy Konwią, ten nie nagorzej i z luku uderzy. Gębą pić, czołem zaś bić, to kozacka sprawa, Rąbać, strzelać, uciekać, gonić, to zabawa. Duszyce horylicą, karaczyną ciało Zbroić, tak się mołojcom co nastarszym zdało. O gorzałce to trzymać, non est vera vita, Gdyby się nie święciła co dzień akwawita. Od medeu wzięła naprzód imię medycyna, W niebie ten rzadko będzie, kto nie pija wina. Starości się nie bójmy, rzadki kozak stary, Jeszcze rzadszy, który by zmarłszy, przyległ mary. Raz
tak prości mają być ludzie, jako konie. Ci sie do strzelby ćwiczą, bo kto dobrze mierzy Konwią, ten nie nagorzej i z luku uderzy. Gębą pić, czołem zaś bić, to kozacka sprawa, Rąbać, strzelać, uciekać, gonić, to zabawa. Duszyce horylicą, karaczyną ciało Zbroić, tak sie mołojcom co nastarszym zdało. O gorzałce to trzymać, non est vera vita, Gdyby sie nie święciła co dzień akwawita. Od medeu wzięła naprzód imię medycyna, W niebie ten rzadko będzie, kto nie pija wina. Starości sie nie bójmy, rzadki kozak stary, Jeszcze rzadszy, który by zmarłszy, przyległ mary. Raz
Skrót tekstu: ZimBLisBad
Strona: 215
Tytuł:
Żywot Kozaków lisowskich
Autor:
Bartłomiej Zimorowic
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950
się nocą/ wiele Turków po bili u mostu ich zdybawszy/ i Baszę Cerkies zabili/ który się na to był przeprawił/ aby miejsce obrony pod Kamieńcem upatrzył/ gdyż i ta wieść przyszła była/ że się sam Car tam ruszyć miał : abo cześć Wojska z armatą posłać/ i w ten czas zdobycz niepospolitą wzięli Mołojcy/ Rysiów/ Sobolt/ ferezij szkarłatnych/ potym Wielbłądów i koni/ żałował tego Basze Cesarz/ ale się i gniewał na te Muchy Ukraińskie/ że się im odjąć nie może/bo ten Basza był Mąż Rycerski/ i mądry/ a w Obozie skoro dzień wielką trwogę miał/ że drudzy aż do Prutu uchodzić musieli
się nocą/ wiele Turkow po bili v mostu ich zdybawszy/ y Bászę Cerkies zábili/ ktory sie ná to był przepráwił/ áby mieysce obrony pod Kámieńcem vpátrzył/ gdyż y tá wieść przyszłá byłá/ że sie sam Cár tám ruszyć miał : ábo cześć Woyská z ármatą posłáć/ y w ten czás zdobycz niepospolitą wźięli Mołoycy/ Ryśiow/ Sobolt/ fereziy szkárłatnych/ potym Wielbłądow y koni/ żáłował tego Básze Cesárz/ ále sie y gniewał ná te Muchy Vkráinskie/ że sie im odiąć nie może/bo ten Bászá był Mąż Rycerski/ y mądry/ á w Oboźie skoro dźień wielką trwogę miał/ że drudzy áż do Prutu vchodźić muśieli
Skrót tekstu: ZbigAdw
Strona: Cv
Tytuł:
Adwersaria, albo terminata sprawy wojennej
Autor:
Prokop Zbigniewski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1621
Data wydania (nie wcześniej niż):
1621
Data wydania (nie później niż):
1621
będę I nie wprzód z konia od tej wojny zsiędę, Aż co dobrego z wami wespół sprawię, A rolą w plonie zabitych głów stawię I krwią napoję z nieprzyjaciół ziemię, Aby w swej sławie polskie trwało plemię!” Tak wtenczas hetman do sławy każdego Wzywał w nadzieję Mocarza świętego, A już tymczasem przed wojskiem biegali Mołojcy na harc i z sobą igrali Z naszej i ichże wypadając strony Do siebie — mając plac harcom przestrony. Każdy z orężem swym biegł do swojego, A z konia zwalił mąż męża dobrego. Jak się los zdarzył, jako komu padła Kostka o zdrowie, tak go Parka kładła. Niejeden Kozak i Tatarzyn — strzały
będę I nie wprzód z konia od tej wojny zsiędę, Aż co dobrego z wami wespół sprawię, A rolą w plonie zabitych głów stawię I krwią napoję z nieprzyjaciół ziemię, Aby w swej sławie polskie trwało plemię!” Tak wtenczas hetman do sławy każdego Wzywał w nadzieję Mocarza świętego, A już tymczasem przed wojskiem biegali Mołojcy na harc i z sobą igrali Z naszej i ichże wypadając strony Do siebie — mając plac harcom przestrony. Każdy z orężem swym biegł do swojego, A z konia zwalił mąż męża dobrego. Jak się los zdarzył, jako komu padła Kostka o zdrowie, tak go Parka kładła. Niejeden Kozak i Tatarzyn — strzały
Skrót tekstu: BorzNaw
Strona: 114
Tytuł:
Morska nawigacyja do Lubeka
Autor:
Marcin Borzymowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1662
Data wydania (nie wcześniej niż):
1662
Data wydania (nie później niż):
1662
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Morskie
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
. bawiła się.
Pali przysłał Tatara królowi im., którego z drugimi dostał pod Chwastowem in n^o^ 17 tę mając z nimi okazją. Gdy się na Kozaków citra 7 tys. zebrało ordy bić, wprzód przed sobą sto konnych dla wzięcia języka wyprawili, którzy w pewnej dolinie stanęli, w tej tedy Pali z swymi mołojcami mocno ich strzepał, że ledwo kilkanaście koni zdrowych do kosza powrócili. Zaraz tedy po tej ekspedycyjej wyprawił jednego tu, a residuum do Moskwy odesłał, dlatego że więcej natenczas przy sobie zadnieprskich Kozaków miał.
Łożnica ks. im. Czartoryjskiego tak przy takowejż kolacyjej i tychże gościach odprawiła się (et cooperatum est,
. bawiła się.
Pali przysłał Tatara królowi jm., którego z drugimi dostał pod Chwastowem in n^o^ 17 tę mając z nimi okazyją. Gdy się na Kozaków citra 7 tys. zebrało ordy bić, wprzód przed sobą sto konnych dla wzięcia języka wyprawili, którzy w pewnej dolinie stanęli, w tej tedy Pali z swymi mołojcami mocno ich strzepał, że ledwo kilkanaście koni zdrowych do kosza powrócili. Zaraz tedy po tej ekspedycyjej wyprawił jednego tu, a residuum do Moskwy odesłał, dlatego że więcej natenczas przy sobie zadnieprskich Kozaków miał.
Łożnica ks. jm. Czartoryjskiego tak przy takowejż kolacyjej i tychże gościach odprawiła się (et cooperatum est,
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 27
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958