Nereusz, i Karpackie skały Daleko się z Satyry swemi odezwały. On wpół żądze widzenia i przyjazdu twego, Niebu ducha wylewał błogosławionego, Jako śliczna lilia rannej pełna rosy, Omdlewa pod południe z razu ostrej kosy.
A do ciebie Tyberli, Padusli cię bawi, O! kto rącze dzianety iberskie wyprawi, Abo w karę słoneczną Pegazy zaprzęże, Że przez Alpes wysokie ta cię wieść dosięże. Ale rętszy nad wiatry sprawił cię już o tem Tysiącem gąb Merkury, nie w konturnie złotym Ani tak, jako bogi zwoływał do rady, Ale jako u Lety paruje gmin blady. Co za los twój był tedy, poseł gdy tak smutny Rózgą w skronie
Nereusz, i Karpackie skały Daleko się z Satyry swemi odezwały. On wpół żądze widzenia i przyjazdu twego, Niebu ducha wylewał błogosławionego, Jako śliczna lilia rannej pełna rosy, Omdlewa pod południe z razu ostrej kosy.
A do ciebie Tyberli, Padusli cię bawi, O! kto rącze dzianety iberskie wyprawi, Abo w karę słoneczną Pegazy zaprzęże, Że przez Alpes wysokie ta cię wieść dosięże. Ale rętszy nad wiatry sprawił cię już o tem Tysiącem gąb Merkury, nie w konturnie złotym Ani tak, jako bogi zwoływał do rady, Ale jako u Lety paruje gmin blady. Co za los twój był tedy, poseł gdy tak smutny Rózgą w skronie
Skrót tekstu: TwarSRytTur
Strona: 39
Tytuł:
Zbiór różnych rytmów
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1631 a 1661
Data wydania (nie wcześniej niż):
1631
Data wydania (nie później niż):
1661
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Drukarnia "Czasu"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1861
vnum velle było nie był/ ani tego z bracią swą potwierdzał. izali prawdziwie Synem Koronnym będzie: Aprzetoż że Panu wiary i posłuszeństwa nie dzierzy/ nie jest mi dziwno. Jako życzliwego sługi powinność jest. strzec najpilniej zdrowia Pańskiego; abo Syna Cnotliwego/ starać się o to/ aby ten (który tak miłą światłość słoneczną oglądać/ i wdzięczny żywot żyć dopuścił) długo i szczęśliwie wiek swój prowadził: Tak Szlachcic Polski/ ponieważ Lex est anima ciuitatis, wprzód o posłuszeństwie myślić winien gdyż to najprzedniejszym i najpotężniejszym każdej Rzeczypospolitej filarem jest. Abowiem co po Urzędziech: co po prawiech/ gdy słuchać nie będziem: Dlaczego zacny on i mądry Prawodawca
vnum velle było nie był/ áni tego z bráćią swą potwierdzał. izali prawdziwie Synem Koronnym będzie: Aprzetoż że Pánu wiáry y posłuszeństwá nie dzierzy/ nie iest mi dziwno. Iáko życzliwego sługi powinność iest. strzedz naypilniey zdrowia Páńskiego; ábo Syná Cnotliwego/ stáráć się o to/ áby ten (ktory ták miłą świátłość słoneczną oglądáć/ y wdzięczny żywot żyć dopuśćił) długo y sczęśliwie wiek swoy prowádził: Ták Szláchćic Polski/ ponieważ Lex est anima ciuitatis, wprzod o posłuszeństwie myslić winien gdyż to nayprzednieyszym y naypotężnieyszym káżdey Rzeczypospolitey filarem iest. Abowiem co po Vrzędziech: co po práwiech/ gdy słucháć nie będziem: Dlaczego zacny on y mądry Práwodawcá
Skrót tekstu: KunWOb
Strona: C2
Tytuł:
Obraz szlachcica polskiego
Autor:
Wacław Kunicki
Drukarnia:
Drukarnia dziedziców Jakuba Sibeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1615
Data wydania (nie wcześniej niż):
1615
Data wydania (nie później niż):
1615
w serce/ a wytoczcie sumnienie/ i przyidźcie w czułość/ a obaczywszy się pokutujcie. Człowieczej abowiem krewkości przyzwoitą paść/ ale padwszy nie powstać/ jest samej Szatańskiej zatwardziałości. Chociaż w jedenastą godzinę/ godnie w winnicy Pana swego posłużcie/ abyście z temi którzy od pierwszej godziny pracować poczęli/ i cały dzień gorącość słoneczną znosili/ zapłatę wzięli. Pohamujcie serdeczne wzdychania wżdam przy końcu żywota Matki waszej: Otrzycie płaczące oczy Rodzicielki swojej/ aby kiedy krwawe jej łzy na was nie padły. A lament Matki waszej/ was nie zatracił. Nie tytułem ale samą rzeczą chciejcie być Kapłanami/ nie słówkiem ale uczynkiem Mistrzami być starajcie się. Komuż
w serce/ á wytocżćie sumnienie/ y przyidźćie w cżułość/ á obacżywszy się pokutuyćie. Cżłowiecżey ábowiem krewkośći przyzwoitą páść/ ále padwszy nie powstáć/ iest sámey Szátáńskiey zátwárdźiáłośći. Choćiaż w iedenastą godźinę/ godnie w winnicy Páná swego posłużcie/ ábyśćie z temi ktorzy od pierwszey godziny prácowáć pocżęli/ y cáły dzień gorącość słonecżną znośili/ zapłátę wzięli. Pohámuyćie serdecżne wzdychánia wżdám przy końcu żywotá Mátki wászey: Otrzyćie płácżące ocży Rodźićielki swoiey/ áby kiedy krwáwe iey łzy ná was nie pádły. A láment Mátki wászey/ was nie zátráćił. Nie titułem ále sámą rzecżą chćieycie być Kápłanámi/ nie słowkiem ále vcżynkiem Mistrzámi być stárayćie się. Komuż
Skrót tekstu: SmotLam
Strona: 16
Tytuł:
Threnos, to iest lament [...] wschodniej Cerkwi
Autor:
Melecjusz Smotrycki
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1610
Data wydania (nie wcześniej niż):
1610
Data wydania (nie później niż):
1610
przez lat kilkadziesiąt, owszem kilka wieków w niezmiernej od słońca odległości biegając, stygną, i iż tak rzekę, marzną. Ta odmiana tak znaczna ciepła i zimna znaczne wzburzenie w massie komet uczynić powinna, a zatym też znaczną część cząstek jego wzruszyć, podzielić, lekszemi, a zatym i zdolnemi do podniesienia się na atmosferę słoneczną uczynić.
Czemu ogon komet nie w jednej linii z słońcem leży, ale na stronę, którą kometa biegąca opuszcza, nakłania się?
Zapal pochodnią na cichym powietrzu, ujrzysz i płomień i dym prosto w górę wstępujący: idź z tą pochodnią albo prowadź ją ręką około siebie, postrzeżesz i płomień i dym nakłoniony w stronę
przez lat kilkadziesiąt, owszem kilka wieków w niezmierney od słońca odległości biegaiąc, stygną, y iż tak rzekę, marzną. Ta odmiana tak znaczna ciepła y zimna znaczne wzburzenie w massie komet uczynić powinna, a zatym też znaczną część cząstek iego wzruszyć, podzielić, lekszemi, a zatym y zdolnemi do podniesienia się na atmosferę słoneczną uczynić.
Czemu ogon komet nie w iedney linii z słońcem leży, ale na stronę, którą kometa biegąca opuszcza, nakłania się?
Zapal pochodnią na cichym powietrzu, uyrzysz y płomień y dym prosto w gorę wstępuiący: idź z tą pochodnią albo prowadź ią ręką około siebie, postrzeżesz y płomień y dym nakłoniony w stronę
Skrót tekstu: BohJProg_I
Strona: 110
Tytuł:
Prognostyk Zły czy Dobry Komety Roku 1769 y 1770
Autor:
Jan Bohomolec
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. i Rzeczypospolitej w Kollegium Societatis Jesu
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
astronomia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1770
Data wydania (nie wcześniej niż):
1770
Data wydania (nie później niż):
1770
/ przymuszałem bluźnić: a nader wściekle przeciwko nim postępując/ prześladowałem je aż i do obcych miast. 12. W czym gdym też do Damaszku jachał/ mając władzą i zlecenie od Przedniejszych Kapłanów/ 13. W południe w drodze będąc/ widziałem/ o Królu! światłość z nieba jaśniejszą nad jasność słoneczną/ która oświeciła mnie i te/ którzy jachali ze mną. 14. A gdyśmy wszyscy upadli na ziemię/ usłyszałem głos mówiący do siebie/ a mówiący Żydowskim językiem: Saulu/ Saulu/ przecz mię prześladujesz? trudno tobie przeciwko ościeniowi wierzgać. 15. A jam rzekł: Ktoś jest PAnie?
/ przymuszáłem bluźnić: á náder wśćiekle przećiwko nim postępując/ prześládowałem je áż y do obcych miast. 12. W cżym gdym też do Dámászku jáchał/ májąc władzą y zlecenie od Przedniejszych Kápłanow/ 13. W południe w drodze będąc/ widźiałem/ o Krolu! świátłość z niebá jaśniejszą nád jásność słonecżną/ ktora oświećiłá mnie y te/ ktorzy jácháli ze mną. 14. A gdysmy wszyscy upádli ná źiemię/ usłyszałem głos mowiący do śiebie/ á mowiący Zydowskim językiem: Saulu/ Saulu/ przecż mię prześládujesz? trudno tobie przećiwko ośćieniowi wierzgáć. 15. A jam rzekł: Ktoś jest PAnie?
Skrót tekstu: BG_Dz
Strona: 156
Tytuł:
Biblia Gdańska, Dzieje apostolskie
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Daniel Mikołajewski
Drukarnia:
Andreas Hünefeld
Miejsce wydania:
Gdańsk
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
Biblia
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1632
Data wydania (nie wcześniej niż):
1632
Data wydania (nie później niż):
1632
, względem pogody, i inszych rzeczy, podług woli Bożej, przytrafić mogło. w Marcu.
¤ Pierwsza Kwadra 5. dnia Marca/ według Nowego/ abo 24. Lut. według Starego Kalend. między 7. a 8. godź pr.p. celuje przez cały czas na pomieszane powietrze/ Deszcz i jasność słoneczną/ wszakże tak/ że przecie Słońce górę otrzyma/ powstawające pary i dymy przewycięży/ a swoją przyjemną jasnością/ świat i obywatele jego/ częstokoć obraduje. Judasz jest ochotny! O! niewierność/ niedowiarstwo/ fałsz i zdrada jeszcze nie umrze/ póki sam świat nie umrze! Szczęście nic niepomoże/ gdy go chto
, względem pogody, y inszych rzeczy, podług woli Bożey, przytráfić mogło. w Marcu.
¤ Pierwszá Kwádrá 5. dniá Márcá/ według Nowego/ ábo 24. Lut. według Stárego Kálend. między 7. á 8. godź pr.p. celuie przez cáły czás ná pomieszáne powietrze/ Deszcz y iásność słoneczną/ wszákże ták/ że przećie Słonce gorę otrzyma/ powstawáiące páry y dymy przewyćięży/ á swoią przyiemną iásnością/ świát y obywatele iego/ częstokoć obráduie. Judasz iest ochotny! O! niewierność/ niedowiárstwo/ fáłsz y zdrádá ieszcze nie umrze/ poki sam świát nie umrze! Szcześćie nic niepomoże/ gdy go chto
Skrót tekstu: FurUważ
Strona: F
Tytuł:
Astrophiczne uważanie o ułożeniu powietrza
Autor:
Stefan Furman
Drukarnia:
Dawid Frydrych Rhetiusz
Miejsce wydania:
Gdańsk
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
kalendarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1664
Data wydania (nie wcześniej niż):
1664
Data wydania (nie później niż):
1664
/ i przez trzy nocy błąkał się po pustyni. Trzeciej tedy nocy przyszedł ku sobie/ i nocnych ciemnością i okropności pustyni zlększy się/ niewiedział co czynić/ abo gdzie się obrócić miał. A oto na wierzchu góry wiela świati[...] się pokazała; jako tedy mógł gramolił się na górę. A oto nad wszelką światłość słoneczną/ Króla dziwnego ujrzał naTronie złotym siedzącego/ a po prawicy jego Królwa niewymowna ślicznością świecąca. Widziął też stare i młode na stolicach złotych siedzące/ także i sługi zewsząd w koło/ twarzy ich jako gwiazdy łszące. To gdy ujrzał poganin/ zbytnie się zdumiał. Alic wnetże jeden z sług od Króla posłany/
/ y przez trzy nocy błąkał sie po pustyni. Trzećiey tedy nocy przyszedł ku sobie/ y nocnych ciemnością y okropnośći pustyni zlększy się/ niewiedźiał co czynić/ ábo gdźie sie obroćić miał. A oto ná wierzchu gory wiela świati[...] sie pokazáłá; iáko tedy mogł grámolił sie ná gorę. A oto nád wszelką świátłość słoneczną/ Krolá dźiwnego vyrzał náTronie złotym śiedzącego/ á po práwicy iego Krolwa niewymowna ślicznośćią świecąca. Widźiął też stáre y młode ná stolicách złotych śiedzące/ tákże y sługi zewsząd w koło/ twarzy ich iáko gwiazdy łszące. To gdy vyrzał pogánin/ zbytnie się zdumiał. Alic wnetże ieden z sług od Krolá posłány/
Skrót tekstu: ZwierPrzykład
Strona: 148
Tytuł:
Wielkie zwierciadło przykładów
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Szymon Wysocki
Drukarnia:
Jan Szarffenberger
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612
by na ten czas, Koroną perłami sadzoną, Koroną złotą, Koroną marmurową, Koroną miejską, Koroną triumfalną, i innemi walecznym Monarchom należącymi. B. Roztropnie przyznaćci muszę dziś rozprawujesz, zaczym kontentuję się tymi pospolitemi Monarchom należącymi Koronomi, gdyż w krótkim czasie miasto Korony, dla męstwa mojego nosić będę na głowie mej sferę Słoneczną, i sferę bladawego Księżyca. T. Bym ja mógł być Osobą Mmci. nie odkładając od jutra do jutra dziśże rozbiezawszy się chyżo wskoczyłbym na ośmą sferę jako Wmć. zwykł czynić, i wziąłbym Koronę Ariadny, która nie ladajako pomogła Tezeuszowi, wchodzącemu w labirenta, on jako zdrajca
by ná ten czás, Koroną perłámi sádzoną, Koroną złotą, Koroną mármurową, Koroną mieyską, Koroną tryumphálną, y innemi walecznym Monárchom należącymi. B. Rostropnie przyznáćći muszę dźiś rospráwuiesz, záczym kontentuię się tymi pospolitemi Monárchom náleżącymi Koronomi, gdyż w krotkim czáśie miásto Korony, dla męstwá moiego nośić będę ná głowie mey sferę Słoneczną, y sferę bládáwego Xiężycá. T. Bym ia mogł bydź Osobą Mmći. nie odkładáiąc od iutrá do iutrá dźiśże rozbiezawszy się chyzo wskoczyłbym ná osmą sferę iáko Wmć. zwykł czynić, y wziąłbym Koronę Ariádny, ktora nie ledáiáko pomogłá Thezeuszowi, wchodzącemu w lábirentá, on iáko zdraycá
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 11
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
Tyrański wzrok mój, iż Słońce wynurzone za Ganges Rzeki, gdy poczęło pozłacać promieniem swym, gór najwyższych wierzchy, chcąc osuszyć połyskujące siękrople nakształt pereł kosztownych, z kwiateczków wonnością ozdobnionych, drzeć surowością cery mej zatrwozone poczęło, konie jego przestraszone, pod złocistą podpadły Karocę, żadną miarą niechcąc bieżeć torem, przez Ekliptikę słoneczną jako byli zwykli. T. Koń lękliwy i pod wierzch, i do cugu, (jako słyszę) niewczesny. B. Zatrwozony, oraz zagniewany Foebus, poczniesz raz wstargiwać lecami, raz po;puszczać Wodzy złocistych, Woźnikom złocistej Karocy, a one to wzad, to w przód, to ksobie,
Tyráński wzrok moy, iż Słonce wynurzone zá Gánges Rzeki, gdy poczęło pozłacać promieniem swym, gor naywyzszych wierzchy, chcąc osuszyć połyskuiące siękrople nákształt pereł kosztownych, z kwiateczkow wonnośćią ozdobnionych, drzeć surowośćią cery mey zátrwozone poczęło, konie iego przestrászone, pod złoćistą podpádły Károcę, żadną miárą niechcąc bieżeć torem, przez Ekliptikę słoneczną iáko byli zwykli. T. Koń lękliwy y pod wierzch, y do cugu, (iáko słyszę) niewczesny. B. Zátrwozony, oraz zagniewány Phoebus, poczniesz raz wstargiwáć lecámi, raz po;puszczáć Wodzy złoćistych, Woźnikom złocistey Károcy, á one to wzad, to w przod, to ksobie,
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 108
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
w pełni; jakby z księżyca gwiazdy pochodziły z księżycem się spowinowaciły, tak wszytkie gwiazdy stanu szlacheckiego księżyc miłuje, a gwiazdy księżyc. Zgoła ziemski księżyc i u przyjaciela w miłości. a nie dziw: nie ciężko bowiem jemu się uniżyć. Dziwny raz na Niebie widział Jan ś. widok, Panienkę ubraną w złotą, Słoneczną szatę, a księżyc nisko przy nogach Panny. Zebrał podobno pokornie w Panny czystej jakiej pociechy? czy rozeznał kroki Panienki, jakie jej Panieńskie wychowanie, jakie ćwiczenie pobożne? Tak jest: i dla tego tak się poniżył. Potrafił i to księżyc na ziemi, zoczywszy świetnie w Panieńce ziemskiej wychowanie, za sługę się jej
w pełni; iákby z kśiężycá gwiazdy pochodźiły z kśiężycem się spowinowáćiły, tak wszytkie gwiazdy stanu szlácheckiego kśiężyc miłuie, á gwiazdy kśiężyc. Zgołá źiemski kśiężyc y v przyiaćielá w miłośći. á nie dźiw: nie ćiężko bowiem iemu się vniżyć. Dźiwny raz ná Niebie widźiał Ian ś. widok, Pánienkę vbráną w złotą, Słoneczną szátę, á kśiężyc nisko przy nogach Pánny. Zebrał podobno pokornie w Pánny czystey iákiey poćiechy? czy rozeznał kroki Pánienki, iákie iey Pánieńskie wychowánie, iákie ćwiczenie pobożne? Ták iest: y dla tego ták się poniżył. Potráfił y to kśiężyc ná źiemi, zoczywszy świetnie w Pánieńce źiemskiey wychowánie, zá sługę się iey
Skrót tekstu: HinPlęsy
Strona: 17
Tytuł:
Plęsy Jezusa z aniołami
Autor:
Marcin Hińcza
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636