unosi nazimca młodego, Kwiczącego i stado zwoływającego, Z takiem się w on czas zgraja pogańska zbiegała I „Bij! bij!” na Orlanda mężnego wołała.
LXXVIII.
Razem tysiąc strzał, mieczów, grotów zbroja miała, Tyle drugie także tarcz na sobie trzymała. Ci nań z prawej, ci z lewej strony nacierają, Ci go z przodku, a tamci z tyłu go sięgają; Ale on niestrwożony i broni tak wiele I obrócone na się wraz nieprzyjaciele Tak waży, jako owiec by najwiętsze stada Wilk, szukając głodnemu brzuchowi obiada.
LXXIX.
Trzymał w potężnej ręce straszliwy miecz goły, Którem na głowę wszytkie bił nieprzyjacioły, Że kto
unosi nazimca młodego, Kwiczącego i stado zwoływającego, Z takiem się w on czas zgraja pogańska zbiegała I „Bij! bij!” na Orlanda mężnego wołała.
LXXVIII.
Razem tysiąc strzał, mieczów, grotów zbroja miała, Tyle drugie także tarcz na sobie trzymała. Ci nań z prawej, ci z lewej strony nacierają, Ci go z przodku, a tamci z tyłu go sięgają; Ale on niestrwożony i broni tak wiele I obrócone na się wraz nieprzyjaciele Tak waży, jako owiec by najwiętsze stada Wilk, szukając głodnemu brzuchowi obiada.
LXXIX.
Trzymał w potężnej ręce straszliwy miecz goły, Którem na głowę wszytkie bił nieprzyjacioły, Że kto
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 268
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
: I z tąd jako nawałność która wiec z-obłoku Burzliwego wypada na morze spokojne, Długo szumieć nie może: Tak i ci o zbrojne Odraziwszy Chorągwie, ani w-takim gminie Poprawić się umiejąc, co żywo z-nich kinie Gdzie im oczy; I jedni do Miasta wpadają, Drudzy w-lasy i jamy. A tu nacierają Przykro nasi goniąc ich aż do nocy mało. Miasta jednak dobywać Starszym się nie zdało, Ani dalej w-pogonią unosić za niemi, Karząc się fortelami Nieprzyjacielskiemi; Żeby z-desperacjej nie uczynił cnoty Serce wziąwszy. Owo most posłać trzeba Złoty (Rzekł ktoś) uciekajecym. Z kądże ku Barowi Nazad się porwracając,
: I z tąd iáko náwałność ktora wiec z-obłoku Burźliwego wypada na morze spokoyne, Długo szumieć nie może: Tak i ći o zbroyne Odraźiwszy Chorągwie, áni w-takim gminie Poprawić sie umieiąc, co żywo z-nich kinie Gdźie im oczy; I iedni do Miasta wpadaią, Drudzy w-lasy i iamy. A tu naćieraią Przykro nasi goniąc ich áż do nocy mało. Miasta iednák dobywać Starszym sie nie zdało, Ani daley w-pogonią unosić zá niemi, Karząc sie fortelami Nieprzyiaćielskiemi; Zeby z-desperacyey nie uczynił cnoty Serce wziąwszy. Owo most posłać trzebá Złoty (Rzekł ktoś) ućiekaiecym. Z kądże ku Barowi Nazad sie porwracaiąc,
Skrót tekstu: TwarSWoj
Strona: 48
Tytuł:
Wojna domowa z Kozaki i z Tatary
Autor:
Samuel Twardowski
Drukarnia:
Collegium Calissiensis Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Kalisz
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
eveniat, et malum evanescat 4. Insomnium zaś jest wtenczas, kiedy to we Śnie człek czyni, co go na jawie ufatygowało, i było zabawą jego. 5. Species SNÓW Phantasma, które nie co innego jest, tylko Człowiekowi napuł spiącemu i czuwającemu. jakieś się pokazujące straszydła, obrazy, i niby nań nacierają, lecą, co z zbytniej pochodzi imaginacyj, grubych humorów, i krwistej człeka kompleksyj.
SNU Obraz Antiquitas wyrażając, malowała Osobę w czarnym stroju gwiazdami upstrzoną na głowie dając jej wieniec z główek makowych Symbolis SNU smacznego, wspartą na poduszcze Wierzyli Poganie, że Somnus jest Frater mortis, zwali go Morpheum, skąd Seneka mówi
eveniat, et malum evanescat 4. Insomnium zaś iest wtenczas, kiedy to we SNIE człek czyni, co go na iawie ufatygowało, y było zabawą iego. 5. Species SNOW Phantasma, ktore nie co innego iest, tylko Człowiekowi napuł spiącemu y czuwaiącemu. iakieś się pokazuiące straszydła, obrazy, y niby nań nacieraią, lecą, co z zbytniey pochodzi imaginacyi, grubych humorow, y krwistey człeka komplexyi.
SNU Obraz Antiquitas wyrażaiąc, malowała Osobę w czarnym stroiu gwiazdami upstrzoną na głowie daiąc iey wieniec z głowek makowych Symbolis SNU smácznego, wspartą na poduszcze Wierzyli Poganie, że Somnus iest Frater mortis, zwali go Morpheum, zkąd Seneca mowi
Skrót tekstu: ChmielAteny_I
Strona: 185
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 1
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
są męczennikami Gladiatores. albo szermierzedla próżnej chwały się na teatrach pasujący, mieczami wzajemnie bodzący, których za Trajana Cesarza wykłuło się na publicznych widokach 10 tysięcy, według Lipsiusza in Saturnalibus libr: 1. cap. 1. Ani żołnierze do Laureoli należą męczeńskiej, choć za wiarę ginący, bo się biją wzajemnie, bronią, nacierają, mszczą się, zabijają. Ani owych wpisują w Martyrologium, chyba piekielne, którzy na ofiarę Bogów giną, jako to w Meksyku mieście nowego świata po 20 tysięcy serc co rok z małych chłopiąt, i dziewcząt wy- o SS. Relikwiach.
dzierano, i ofiarowano bałwanom, jako świadczy Iaannes de Sumarruga Arcy-Biskup tameczny Minorita
są męcżennikami Gladiatores. albo szermierzedla prożney chwały sie na teatrach pasuiący, miecżami wzaiemnie bodzący, ktorych za Traiana Cesarza wykłuło sie na publicżnych widokach 10 tysiecy, według Lipsiusza in Saturnalibus libr: 1. cap. 1. Ani żołnierze do Laureoli należą męcżeńskiey, choć za wiarę ginący, bo się biią wzaiemnie, bronią, nacieraią, msczą sie, zabiiaią. Ani owych wpisuią w Martyrologium, chyba piekielne, ktorzy na ofiarę Bogow giną, iako to w Mexyku mieście nowego swiata po 20 tysięcy serc co rok z małych chłopiąt, y dziewcząt wy- o SS. Relikwiach.
dzierano, y ofiarowano bałwanom, iako swiadczy Iaannes de Sumarruga Arcy-Biskup tamecżny Minorita
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 89
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
Potym jeżeli rzecz płaską którą mają złocić/ to ją na węglu położą tak długo że się zagrzeje ile trzeba. Znakiem zaś tego ile trzeba (w czym sekret) gdy szmatkę płócienną przytknąwszy/ ta się przypalać poczyna/ toż biorą płaty złota/ i krwawnikiem kamieniem gładkim/ twardym/ nasadzonym przy rękojeści/ dobrze i mocno nacierają. Jeżeli zaś robota jaka okrągła/ dęta osoba albo naczenie jakie/ żarzewia i węgła wewnątrz nakładą. A tak ciepło (jako się rzekło) powinno być do pierwszego pozłocenia i płatów kładzienia. Potym kładą i drugi raz podczas i trzeci/ krwawnikiem płaty przymuskując/ ale już dosyć/ byle tylko ciepła była robota/ lub
Potym ieżeli rzecz płáską ktorą máią złoćić/ to ią na węglu położą ták długo że się zágrzeie ile trzebá. Znakiem zaś tego ile trzeba (w czym sekret) gdy szmátkę płoćienną przytknąwszy/ ta się przypaláć poczyna/ toż biorą płáty złotá/ i krwáwnikiem kámieniem głádkim/ twárdym/ násádzonym przy rękoieśći/ dobrze i mocno naćieráią. Ieżeli záś robotá iaká okrągła/ dętá osobá álbo naczenie iákie/ żárzewiá i węgła wewnątrz nákładą. A ták ćiepło (iáko się rzekło) powinno być do pierwszego pozłocenia i płátow kłádźieniá. Potym kłádą i drugi ráz podczás i trzeći/ krwáwnikiem płáty przymuskuiąc/ ále iuż dosyć/ byle tylko ćiepła była robotá/ lub
Skrót tekstu: SekrWyj
Strona: 167
Tytuł:
Sekret wyjawiony
Autor:
Anonim
Drukarnia:
Drukarnia Colegii Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1689
Data wydania (nie wcześniej niż):
1689
Data wydania (nie później niż):
1689
, i ostrych.
Wszytkie prędkie i ostre choroby/ górny od Diocla są nazwane/ a Galenus zaś je tylko opisuje/ że którym poruszenie jest prędkie/ i nagłe niebezpieczeństwa następują takie złe są. Braserola mówi/ one są górne ostre/ które i krótkie są/ i srogie przypadki mają. Ztych niektóre z gorączką nacierają/ jako zapalenie błon mózgowych/ błon płucnych/ wrzód w gardle/ wątrobne i żołądkowe zapalenie/ gorączka z słonej flegmy/ śpik/ drugie bez gorączki/ jako apopleksia/ paraliz/ i wielka choroba. Tych chorób przyczyny są abo złe wilgotności/ które w ciele obfitiwały/ przedtym niż białagłowa zastąpi/ abo też zastąpienie w
, y ostrych.
Wszytkie prędkie y ostre choroby/ gorny od Diocla są názwáne/ á Galenus záś ie tylko opisuie/ że ktorym poruszenie iest prędkie/ y nagłe niebespieczenstwá nástępuią tákie złe są. Braserolá mowi/ one są gorne ostre/ ktore y krotkie są/ y srogie przypadki maią. Ztych niektore z gorączką náćieráią/ iáko zapalenie błon mozgowych/ błon płucnych/ wrzod w gárdle/ wątrobne y żołądkowe zápalenie/ gorączká z słoney flegmy/ śpik/ drugie bez gorączki/ iáko ápoplexia/ páraliz/ y wielka chorobá. Tych chorob przyczyny są ábo złe wilgotnośći/ ktore w ćiele obfitiwały/ przedtym niż białagłowá zástąpi/ abo też zástąpienie w
Skrót tekstu: CiachPrzyp
Strona: Gv
Tytuł:
O przypadkach białychgłów brzemiennych
Autor:
Piotr Ciachowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
poradniki, traktaty
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1624
Data wydania (nie wcześniej niż):
1624
Data wydania (nie później niż):
1624
cynę i ołów wcisnąc można; tedy to samo się stać może drewnem. Jeżeli przez to wcisnienie rozumie, że węglami i proszkiem węglowym Kruszce chędozyć można; tedy wzajemnie czynić to można krętą i różnemi innemi rzeczami, którym jednak przez to nie można, funtamentalnie przypisać twardość. A jeżeli rozumie, że węgle wtopieniu na Kruszce nacierają, mniej jeszcze ztego idzie, a żeby twierdzić twardość Węgli. To samo czynią różne sole; a przecię twardość bynajmniej nie jest ich własnością. W powszechności według mego zdania twardość nie jest własnością, któreby węglom przypisać można.
Drzewo paląc się wydaje z siebie wiele dymu, osobliwie kiedy jest mokre; a gdy
cynę y ołow wcisnąc można; tedy to samo się stac może drewnem. Jeżeli przez to wcisnienie rozumie, że węglami y proszkiem węglowym Kruszce chędozyć można; tedy wzaiemnie czynić to można krętą y roznemi innemi rzeczami, ktorym iednak przez to nie można, funtamentalnie przypisać twardość. A ieżeli rozumie, że węgle wtopieniu na Kruszce nacieraią, mniey ieszcze ztego idźie, a żeby twierdźić twardość Węgli. To samo czynią rożne sole; a przecię twardość bynaymniey nie iest ich własnoscią. W powszechnosci według mego zdania twardość nie iest własnoscią, ktoreby węglom przypisać można.
Drzewo paląc się wydaie z siebie wiele dymu, osobliwie kiedy iest mokre; á gdy
Skrót tekstu: DuhMałSpos
Strona: 9
Tytuł:
Sposób robienia węglów czyli sztuka węglarska
Autor:
Henri-Louis Duhamel Du Monceau
Tłumacz:
Jacek Małachowski
Drukarnia:
Michał Gröll
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1769
Data wydania (nie wcześniej niż):
1769
Data wydania (nie później niż):
1769
e, duszo zażywaj szczęścia, w błogosławieństwie i w dobru opływaj! Po niebie depcemy świata mizernego, niech nędza z nami się nie brata! Apollo
Tam kolerycznej nie ujrzysz Hyjady, swarów nie czyni Nienawiść obłudna. Łaskawa, skromna, bez przykrej przysady Miłość związała serca wszytkiem cudna.
Gniewów pioruny, obmowiska, młoty nie nacierają, nie znajdzie bojaźni, żadnych przymówek, żadnej tam sromoty ani rozruchów, ani zoczy kaźni.
Tysiąc tysięcy uciech tam zebrano, niebieskim które dworzanom rozdano.
Szczęśliwy Twój wiek, szczęśliwa godzina, to szczęście że masz biecka Starościna. Philomusus
Triumfuj, Matrono, dano stolicę-ć godną, by-ć jej od wszytkich
e, duszo zażywaj szczęścia, w błogosławieństwie i w dobru opływaj! Po niebie depcemy świata mizernego, niech nędza z nami się nie brata! Apollo
Tam kolerycznej nie ujrzysz Hyjady, swarów nie czyni Nienawiść obłudna. Łaskawa, skromna, bez przykrej przysady Miłość związała serca wszytkiem cudna.
Gniewów pioruny, obmowiska, młoty nie nacierają, nie znajdzie bojaźni, żadnych przymówek, żadnej tam sromoty ani rozruchów, ani zoczy kaźni.
Tysiąc tysięcy uciech tam zebrano, niebieskim które dworzanom rozdano.
Szczęśliwy Twój wiek, szczęśliwa godzina, to szczęście że masz biecka Starościna. Philomusus
Tryumfuj, Matrono, dano stolicę-ć godną, by-ć jej od wszytkich
Skrót tekstu: WieszczArchGur
Strona: 69
Tytuł:
Archetyp
Autor:
Adrian Wieszczycki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
epitafia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory poetyckie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Anna Gurowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2001
miodu dostatek każą dawać: a gdy już dobrze w krasę podpiją/ a czas widzą ku domowi/ żeby obłowu z przejeźdżych na gościńcach nie omieszkali/ a zapłaty za miód nie dali/ umyślnie zwadę zaczną/ i szabel dobywszy poczną się wrzeczy wysiekać/ jedni się wzad umykają ażku wrotam; a drudzy za niemi nacierają. A gdy już będą za wrotami na ulicy/ dalej się gonią aż gdzie w zawołek/ abo ku bramie wytoczą się/ a potym rozsypą się każdy w swą uciekając. To takim sposobem bez zapłaty Tatarowie radzi się napijają. Nie kłamam/ iżem sam na tę przemyślną tragedią Tatarską w Wilnie patrzał/ a potym
miodu dostátek każą dáwáć: á gdy iuż dobrze w krásę podpiią/ á cżás widzą ku domowi/ żeby obłowu z przeieźdżych ná gośćińcách nie omieszkáli/ á zápłáty zá miod nie dáli/ vmyślnie zwádę zácżną/ y szábel dobywszy pocżną się wrzecży wyśiekáć/ iedni się wzad vmykáią áżku wrotam; á drudzy zá niemi náćieráią. A gdy iuż będą zá wrotámi ná vlicy/ dáley się gonią áż gdźie w zawołek/ ábo ku bramie wytocżą się/ á potym rozsypą się káżdy w swą vćiekáiąc. To tákim sposobem bez zápłáty Tátárowie rádźi się nápiiáią. Nie kłamam/ iżem sam ná tę przemyślną tragedią Tátárską w Wilnie pátrzał/ á potym
Skrót tekstu: CzyżAlf
Strona: 67
Tytuł:
Alfurkan tatarski
Autor:
Piotr Czyżewski
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
egzotyka, historia, obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1617
Data wydania (nie wcześniej niż):
1617
Data wydania (nie później niż):
1617
mówić chciała, Ale mi język faluje i głowę ból obejmuje. Zaraziło nogi, ręce; serce także w srogiej męce. Tylko trochę mogę spojźreć, ale podczas mało dojźreć. Język i rękę mi było odjęło. Tren 50.
Już się do mnie obrócili wszyscy, ratować rzucili. Jedni nade mną wołają, drudzy pulsy nacierają, Mdlałam bez pamięci. ŻYCIA JEDNEJ SIEROTY
Insi ręce ogrzewają - słowa się nie dopytają. W jednem się nie rozbączyli żalu, a już w drugim byli.
I gdym czas tak długi trwała, a o sobie nie pomniała, Więc już do nieba wołają, skąd ratunku zasiągają. Leć, gdy do siebie
mówić chciała, Ale mi język faluje i głowę ból obejmuje. Zaraziło nogi, ręce; serce także w srogiej męce. Tylko trochę mogę spojźreć, ale podczas mało dojźreć. Język i rękę mi było odjęło. Tren 50.
Już się do mnie obrócili wszyscy, ratować rzucili. Jedni nade mną wołają, drudzy pulsy nacierają, Mdlałam bez pamięci. ŻYCIA JEDNEJ SIEROTY
Insi ręce ogrzewają - słowa się nie dopytają. W jednem się nie rozbączyli żalu, a już w drugim byli.
I gdym czas tak długi trwała, a o sobie nie pomniała, Więc już do nieba wołają, skąd ratunku zasiągają. Leć, gdy do siebie
Skrót tekstu: StanTrans
Strona: 126
Tytuł:
Transakcja albo opisanie całego życia jednej sieroty
Autor:
Anna Stanisławska
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1685
Data wydania (nie wcześniej niż):
1685
Data wydania (nie później niż):
1685
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ida Kotowa
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1935