Korona w skarbie, a jej głowy w trumnie; Wzgarda to wielka, a nie honor u mnie, Dotąd polskiemu nie widziana niebu: Koronacja pierwsza bez pogrzebu, A druga o dwu; nie dojdziem tak sprawy: Z jednym na ławę rny, a śmierć dwu z ławy. Któż ci ich, sroga tyranko, nadąży, Gdy jeden na tron, dwu do trumny tąży. Żeby się śmierci niezbednej wybożył, Berło z koroną Kazimierz położył; Żeby królewską pompą ją zaślepił,
Michał się w polskim majestacie krzepił. Ehej! obiema ta pani poradzi, Obudwu razem do grobu prowadzi. Poczciwa sława nie idzie do trumny I nigdy śmierci nie boi
Korona w skarbie, a jej głowy w trumnie; Wzgarda to wielka, a nie honor u mnie, Dotąd polskiemu nie widziana niebu: Koronacyja pierwsza bez pogrzebu, A druga o dwu; nie dojdziem tak sprawy: Z jednym na ławę rny, a śmierć dwu z ławy. Któż ci ich, sroga tyranko, nadąży, Gdy jeden na tron, dwu do trumny tąży. Żeby się śmierci niezbednej wybożył, Berło z koroną Kazimierz położył; Żeby królewską pompą ją zaślepił,
Michał się w polskim majestacie krzepił. Ehej! obiema ta pani poradzi, Obudwu razem do grobu prowadzi. Poczciwa sława nie idzie do trumny I nigdy śmierci nie boi
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 277
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Mądra pani, powiadasz, wiersze czyta rada; Prawda, lecz bez pożytku tego, co je składa. Niechże dziada jałmużną odbędzie i babę, Ja ją wyżej przeniosę nad królową Sabę. Jeśli, jak twierdzisz, chwaląc me liche dowcipy, Sta czerwonych i wina odżałuje pipy: To nasz koń poetycki, na którym nadąży Twardowskiemu w kraj świata, mój zacny chorąży! Możesz za mnie przyręczyć, skoro mi to pośle, Że na nowej jej Topór wywecuję ośle. Lecz ile dojść w tej mierze zmysłem mogę chybkiem, Bodaj się i mnie z onym nie przydało skrzypkiem, Który skoro skąpemu długo w noc gra panu, Siła mu obiecuje;
Mądra pani, powiadasz, wiersze czyta rada; Prawda, lecz bez pożytku tego, co je składa. Niechże dziada jałmużną odbędzie i babę, Ja ją wyżej przeniosę nad królową Sabę. Jeśli, jak twierdzisz, chwaląc me liche dowcipy, Sta czerwonych i wina odżałuje pipy: To nasz koń poetycki, na którym nadąży Twardowskiemu w kraj świata, mój zacny chorąży! Możesz za mnie przyręczyć, skoro mi to pośle, Że na nowej jej Topór wywecuję ośle. Lecz ile dojść w tej mierze zmysłem mogę chybkiem, Bodaj się i mnie z onym nie przydało skrzypkiem, Który skoro skąpemu długo w noc gra panu, Siła mu obiecuje;
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 322
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
zawoju. Oj niejednegoż Selima, Achmeta, Ślesz z awizami aż do Mahometa. Roznośże sławę, jak rotmistrza twego, Zacny Rosnowski, tak imienia swego, I ty, co słyniesz oboją Palladą, Tak w boju męstwem, jak w pokoju swadą, Godny piastunie matki, cny chorąży, Ciebie wysławiać pióro nie nadąży. Twa myśl wysoka tam granice stawia Sławie, gdzie się Mars z Belloną zabawia. Ty nie chcąc wydać rotmistrza swojego, Nietylkoś domu odjechał twojego,
Ale skwapliwie za nim idąc w tropy, Nawet odbiegłeś i swej Penelopy. Idźże w boży czas, kędy cię ochota, Idź szczęsną nogą, gdzie cię wiedzie
zawoju. Oj niejednegoż Selima, Achmeta, Ślesz z awizami aż do Machometa. Roznośże sławę, jak rotmistrza twego, Zacny Rosnowski, tak imienia swego, I ty, co słyniesz oboją Palladą, Tak w boju męstwem, jak w pokoju swadą, Godny piastunie matki, cny chorąży, Ciebie wysławiać pioro nie nadąży. Twa myśl wysoka tam granice stawia Sławie, gdzie się Mars z Belloną zabawia. Ty nie chcąc wydać rotmistrza swojego, Nietylkoś domu odjechał twojego,
Ale skwapliwie za nim idąc w tropy, Nawet odbiegłeś i swej Penelopy. Idźże w boży czas, kędy cię ochota, Idź szczęsną nogą, gdzie cię wiedzie
Skrót tekstu: TrembWierszeWir_II
Strona: 282
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Jakub Teodor Trembecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1643 a 1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1643
Data wydania (nie później niż):
1719
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1911
biły. Z tądże wszytkie, ile ich, jednostajne siły Obrócą na Firleja, dopinając głowy Przez aaboje szkaradne; i aż same rowy Trupem wyrownywając. Cóż? Chłopstwo szalone Żadnym, ani baczeniem, ani uwiedzione Względem jakim żywota, jako nawał ślepy Osoczonych Niedźwiedzi, na wszytkie oszczepy Darło się i żelaza: tak że nie nadąży Strzelać ich i zabijać. Ale i Chorąży, Lanckoroński, Osłroróg, przy swoich obronach Ciężko także pracują, i po wszytkich stronach Wrzawa sroga: Zaczym znieść nie mogąc takiego Razem gwałtu, do Zamku rekurs Zbaraskiego Niektórzy perswadują. O czym gdy się dowie Wiśniowiecki żarliwy: I owszem (opowie) On tu woli umierać!
biły. Z tądże wszytkie, ile ich, iednostayne siły Obrocą na Firleiá, dopinaiąc głowy Przez aaboie szkárádne; i aż same rowy Trupem wyrownywáiąc. Coż? Chłopstwo szalone Zadnym, ani baczeniem, ani uwiedźione Wzgledem iakim żywota, iáko nawał ślepy Osoczonych Niedźwiedźi, na wszytkie oszczepy Darło sie i żeláza: tak że nie nadąży Strzelać ich i zabiiać. Ale i Chorąży, Lanckoroński, Osłrorog, przy swoich obronach Cieszko także pracuią, i po wszytkich stronach Wrzáwá sroga: Zaczym znieść nie mogąc takiego Razem gwałtu, do Zamku rekurs Zbaraskiego Niektorzy perswaduią. O czym gdy sie dowie Wiśniowiecki żarliwy: I owszem (opowie) On tu woli umierać!
Skrót tekstu: TwarSWoj
Strona: 59
Tytuł:
Wojna domowa z Kozaki i z Tatary
Autor:
Samuel Twardowski
Drukarnia:
Collegium Calissiensis Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Kalisz
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
. Dwu albo trzech lat trzeba, prędzej rzadko który, Wstawszy na nogi, głowę podniesie do góry, Gdy już rozum ku niebu duszę z ciała dźwiga, Gdzie grzech w ciele, pobożność w duszy się wyściga. Ciało na dół do ziemie, dusza w górę tąży; Szczęśliwy człek, w kim duszy ciało nie nadąży. Kto grzechom wodze puści, a cnocie munsztuka Przybiera, niech wie, że się w zawodzie oszuka. 222. JABŁKA
Nie w samym tylko raju jabłka ludzi morzą; I dziś, jeśli nie śmierci, to szkody przysporzą. Szlachcic jeden miał z piecem izdebkę przy bromie, W której jabłka na zimę chciał zachować w
. Dwu albo trzech lat trzeba, prędzej rzadko który, Wstawszy na nogi, głowę podniesie do góry, Gdy już rozum ku niebu duszę z ciała dźwiga, Gdzie grzech w ciele, pobożność w duszy się wyściga. Ciało na dół do ziemie, dusza w górę tąży; Szczęśliwy człek, w kim duszy ciało nie nadąży. Kto grzechom wodze puści, a cnocie munsztuka Przybiera, niech wie, że się w zawodzie oszuka. 222. JABŁKA
Nie w samym tylko raju jabłka ludzi morzą; I dziś, jeśli nie śmierci, to szkody przysporzą. Szlachcic jeden miał z piecem izdebkę przy bromie, W której jabłka na zimę chciał zachować w
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 644
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
MAsz się dobrze/ a skneras flegmatyku stary/ Trzeba być odebrało/ szczęście dane dary. O Nierozgarnionym.
OCiec jego żył z Pańska/ i Ojczyźnie słuzył/ On z tego nic obojga/ jeszcze się podłużył. O Chorązym.
LUb w Formie/ lub za stołem/ przodkuje Chorązy/ Przodkować gdy na Wojnę nigdy nienadąży. Niemiejcie za złe/ tak go fortuna mieć chciała/ Złotu go/ nie Chorągwi/ urzędnikiem dała. Stojno.
I w Niedzielę i w Piątek/ na bańkiet i w pole/ Zawsze widzę na tobie/ a jedne Sobole. Jak ich wdział niezdejmuje/ aże ich dokończy/ W nich on zawsze dla
MAsz sie dobrze/ á skneras phlegmátyku stáry/ Trzebá być odebráło/ sczęśćie dáne dáry. O Nierozgárnionym.
OCiec iego żył z Páńská/ y Oyczyźnie słuzył/ On z tego nic oboygá/ ieszcze sie podłużył. O Chorązym.
LVb w Formie/ lub zá stołem/ przodkuie Chorązy/ Przodkowáć gdy ná Woynę nigdy nienádąży. Niemieyćie zá złe/ ták go fortuná mieć chćiałá/ Złotu go/ nie Chorągwi/ vrzędnikiem dáłá. Stoyno.
I w Niedźielę y w Piątek/ ná báńkiet y w pole/ Zawsze widzę ná tobie/ á iedne Sobole. Iák ich wdźiał niezdeymuie/ áze ich dokończy/ W nich on záwsze dlá
Skrót tekstu: KochProżnEp
Strona: 40
Tytuł:
Epigramata polskie
Autor:
Wespazjan Kochowski
Drukarnia:
Wojciech Górecki
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1674
Data wydania (nie wcześniej niż):
1674
Data wydania (nie później niż):
1674
który człekowi/ tedy ten wygodny. Ciągnie Wóz/ Juki nosi/ i w Karecie chodzi/ Siercią sobie podobnych/ pięć przyprzągszy młodzi/ Włoząli na grzbiet siodło? jako nań Pan wsiądzie/ Przesadzać darsko rowy/ i Foszaty będzie. Przez rzeki na nim pływa/ do kołeczka krąży/ Pod nim pierzchliwe zwierzę doganiać nadąży. Na głos Trąby weselszy/ rana go nieztrwożny/ Zmężnym Panem/ nosiciel wraz się mężny sroży. Na nim Pan goni/ na nim gdy źle bierka padnie/ On z niebezpiecznych razów/ wynosi go snadnie. I snadź dla tej wygody/ starzy tak wierzyli/ Ze pułczłeka/ pułkonia/ Centaurowie byli. Anagramma
ktory człekowi/ tedy ten wygodny. Ciągnie Woz/ Iuki nośi/ y w Kárećie chodźi/ Sierćią sobie podobnych/ pięć przyprzągszy młodźi/ Włoząli ná grzbiet śiodło? iáko nąń Pąn wśiędźie/ Przesadzáć dársko rowy/ y Foszáty będźie. Przez rzeki ná nim pływa/ do kołeczká krąży/ Pod nim pierzchliwe zwierzę dogániáć nádąży. Ná głos Trąby weselszy/ ráná go nieztrwożny/ Zmężnym Pánem/ nośićiel wraz się mężny sroży. Ná nim Pan goni/ ná nim gdy źle bierká pádnie/ On z niebeśpiecznych rázow/ wynośi go snádnie. Y snadź dla tey wygody/ stárzy ták wierzyli/ Ze pułczłeká/ pułkoniá/ Centaurowie byli. Anagramma
Skrót tekstu: KochProżnEp
Strona: 72
Tytuł:
Epigramata polskie
Autor:
Wespazjan Kochowski
Drukarnia:
Wojciech Górecki
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1674
Data wydania (nie wcześniej niż):
1674
Data wydania (nie później niż):
1674
żoną, Wziął spadkiem abo kupił wioskę zawiedzioną, A nie ma czym obligów znosić — i bez księdza Psom, wedle przypowieści, w studni się opędza. 165. LEKARZU, ULECZ SAMEGO SIEBIE
Szlachcic na jednej wiosce, i to na żeninej, Z młodu w szkołach przez trzecie chwyciwszy łaciny, Gdy górnej opinijej dochód nie nadąży, Wioskę naprzód wielkimi długami obciąży, A potem azarduje, złożywszy z humoru, Sam się na pustkę kmiecą przeniósszy ze dworu. Więc kiedy na sejmiku o tym przyszło radzić, Jako by województwo z długu wyprowadzić, Różne i on sposoby, ale niepodobne Podaje; za czym ktoś go na miejsce osobne Wziąwszy: „
żoną, Wziął spadkiem abo kupił wioskę zawiedzioną, A nie ma czym obligów znosić — i bez księdza Psom, wedle przypowieści, w studni się opędza. 165. LEKARZU, ULECZ SAMEGO SIEBIE
Szlachcic na jednej wiosce, i to na żeninej, Z młodu w szkołach przez trzecie chwyciwszy łaciny, Gdy górnej opinijej dochód nie nadąży, Wioskę naprzód wielkimi długami obciąży, A potem azarduje, złożywszy z humoru, Sam się na pustkę kmiecą przeniósszy ze dworu. Więc kiedy na sejmiku o tym przyszło radzić, Jako by województwo z długu wyprowadzić, Różne i on sposoby, ale niepodobne Podaje; za czym ktoś go na miejsce osobne Wziąwszy: „
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 98
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Robota mu zabawą, jakiekolwiek szczęście Jemu da ożenienie, a pannie zamęście. Ręka rękę umywa, noga wspiera nogę, Zgodne stadło do złotej góry równać mogę. Boskie błogosławieństwo — to domy zbogaca: Niech kto świtem wychodzi, niech się mrokiem wraca, Niech morza, niechaj wszytkie ziemskie kąty skrąży — Pożywienia zarobić sobie nie nadąży, Komu niebo przeciwne. Nie jeździ, nie pływa, Komu Bóg błogosławi, a jeszcze mu zbywa. ERATO
Żona gruntem wszytkiemu: lekarzem w chorobie Najpewniejszym, uciechą w zdrowiu, ona tobie Pięknych dziatek narodzi, starości podpory, Onych grzecznych żołnierzów, urodziwe cory, Komplement wszytkich fortun i wszytkich słodyczy, Które człowiek śmiertelny
Robota mu zabawą, jakiekolwiek szczęście Jemu da ożenienie, a pannie zamęście. Ręka rękę umywa, noga wspiera nogę, Zgodne stadło do złotej góry równać mogę. Boskie błogosławieństwo — to domy zbogaca: Niech kto świtem wychodzi, niech się mrokiem wraca, Niech morza, niechaj wszytkie ziemskie kąty skrąży — Pożywienia zarobić sobie nie nadąży, Komu niebo przeciwne. Nie jeździ, nie pływa, Komu Bóg błogosławi, a jeszcze mu zbywa. ERATO
Żona gruntem wszytkiemu: lekarzem w chorobie Najpewniejszym, uciechą w zdrowiu, ona tobie Pięknych dziatek narodzi, starości podpory, Onych grzecznych żołnierzów, urodziwe cory, Komplement wszytkich fortun i wszytkich słodyczy, Które człowiek śmiertelny
Skrót tekstu: PotLibKuk_I
Strona: 100
Tytuł:
Libusza
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
mówi/ a zły to chłop na swoję żonę. Wyprowadziszli się z miasta na wieś z żonka/ to dzieci schłopieją/ jako baranczukowie: więc ty do pługa na pole/ a Pani jeśli dobra gospodyni/ z kadziela do Blażka/ dojźrzy jeśli dobrze sieczkę rzeże: Chcesz ją w mieście chować/ aż Pani nie nadąży listów pisać i czytać/ drzwi nie ustaną dla posłańców. Przy niej zawsze siedzisz/ to rzadka godzina bez swaru. Odjezdzasz gdzie/ myślże o niej/ że tam nie do rzeczy czego narobi. Dopuścisz jej przesuszać się między ludźmi/ aż ją wnet palcem ukazują sobie; bronisz jej tego/ to gotowy poswarek.
mowi/ á zły to chłop na swoię żonę. Wyprowádźiszli się z miástá ná wieś z żonka/ to dźieci zchłopieią/ iáko báránczukowie: więc ty do pługá ná pole/ á Páni ieśli dobra gospodyni/ z kadźiela do Bláżká/ doyżrzy ieśli dobrze śieczkę rzeże: Chcesz ią w mieśćie chowáć/ áż Páni nie nádąży listow pisáć y czytáć/ drzwi nie ustáną dla posłáńcow. Przy niey záwsze siedzisz/ to rzadka godźiná bez swaru. Odiezdzasz gdzie/ myślże o niey/ że tám nie do rzeczy czego nárobi. Dopuśćisz iey przesuszáć się między ludźmi/ áż ią wnet pálcem ukázuią sobie; bronisz iey tego/ to gotowy poswarek.
Skrót tekstu: ZłoteJarzmo
Strona: 18
Tytuł:
Złote jarzmo małżeńskie
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1601 a 1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1601
Data wydania (nie później niż):
1650