niektórzy pierzchać poczęli. Poszli tedy szczęśliwie Moskale do Kowna bez wydania do nich ognia, a regimentarz przyszedł skoro dzień do Balbierzyszek, gdzie tabory i tę garstkę piechoty w całości zastał, a Michał Buchowiecki, rotmistrz brzeski, w dzień wszedłszy do Pren, zostawione konie, kulbaki i płaszcze moskiew-skie pozabierał i do Balbierzyszek za regimentarzem nadciągnął.
Z Balbierzyszek ruszył się regimentarz na Ludwinów do Kalwarii. Tam także niedługo bawiąc, a w częstych trwogach będąc, po różnych nocnych i dziennych marszach stanęliśmy w Sidrze i tam, sprowadziwszy z ekonomii grodzieńskiej, po które i ja do klucza kwaszowskiego komenderowany byłem, prowianty, niedziel ze trzy zabawiliśmy.
niektórzy pierzchać poczęli. Poszli tedy szczęśliwie Moskale do Kowna bez wydania do nich ognia, a regimentarz przyszedł skoro dzień do Balbierzyszek, gdzie tabory i tę garstkę piechoty w całości zastał, a Michał Buchowiecki, rotmistrz brzeski, w dzień wszedłszy do Pren, zostawione konie, kulbaki i płaszcze moskiew-skie pozabierał i do Balbierzyszek za regimentarzem nadciągnął.
Z Balbierzyszek ruszył się regimentarz na Ludwinów do Kalwarii. Tam także niedługo bawiąc, a w częstych trwogach będąc, po różnych nocnych i dziennych marszach stanęliśmy w Sidrze i tam, sprowadziwszy z ekonomii grodzieńskiej, po które i ja do klucza kwaszowskiego komenderowany byłem, prowianty, niedziel ze trzy zabawiliśmy.
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 99
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
a prosto z Murawczyc chłopów posłał, aby chłopów czerniewskich pasących bydło zabawiali, aby ich mógł połapać. Ci chłopi murawczyccy przestrzegli chłopów czerniewskich, aby czym prędzej do wsi Czerniewa z bydłem uciekali, gdyż ich podstarości minkowicki ma napaść i pozabijać, co chłopi czerniewscy usłyszawszy, z, bydłem do wsi swojej uciekli, a tymczasem nadciągnął Dąbrowski na wieś Czerniewo. Począł z chlewów bydło gwałtem zabierać. Ludzie się bronili, już we wsi bydła swego nie dawali. Począł tedy Dąbrowski i z drugimi dwornymi ludźmi do chłopów czerniewskich strzelać. Postrzelił tedy dwóch poddanych moich, dosyć niebezpiecznie glutami, trzeciego poddanego mariańskiego i czwartego chłopa ipani Horbowskiej, ale tego nieszkodliwie.
a prosto z Murawczyc chłopów posłał, aby chłopów czerniewskich pasących bydło zabawiali, aby ich mógł połapać. Ci chłopi murawczyccy przestrzegli chłopów czerniewskich, aby czym prędzej do wsi Czerniewa z bydłem uciekali, gdyż ich podstarości minkowicki ma napaść i pozabijać, co chłopi czerniewscy usłyszawszy, z, bydłem do wsi swojej uciekli, a tymczasem nadciągnął Dąbrowski na wieś Czerniewo. Począł z chlewów bydło gwałtem zabierać. Ludzie się bronili, już we wsi bydła swego nie dawali. Począł tedy Dąbrowski i z drugimi dwornymi ludźmi do chłopów czerniewskich strzelać. Postrzelił tedy dwóch poddanych moich, dosyć niebezpiecznie glutami, trzeciego poddanego mariańskiego i czwartego chłopa jpani Horbowskiej, ale tego nieszkodliwie.
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 411
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
jedni z domów wychodząc na kolana padali, a drudzy krzyżem, wołając to niemieckim, to łacińskim językiem: ,,Ave Salvator". Po tym we wtorek z noclegu ruszyło się wojsko, aby fortecę bardziej nie ogłodziło i poszło z jedne mile, czyli dalej, gdzie spodziewaliśmy się Cesarza. Jakoż we środę nadciągnął do nas, bo był o dwanaście mil od Widnia w jednej fortecy, ale nie wiem jak zwanej, który Cesarz, jak się zbliżył, dano znać; wojsko już go w szyku czekało, a Król niedaleko wyjachał z wojska z hetmanem wielkim Stanisławom Jabłonowskim obviam Cesarzowi, hetman zaś polny Mikołaj Sieniawski został się przy wojsku
jedni z domów wychodząc na kolana padali, a drudzy krzyżem, wołając to niemieckim, to łacińskim językiem: ,,Ave Salvator". Po tym we wtorek z noclegu ruszyło się wojsko, aby fortecę bardziej nie ogłodziło i poszło z jedne mile, czyli dalej, gdzie spodziewaliśmy się Cesarza. Jakoż we środę nadciągnął do nas, bo był o dwanaście mil od Widnia w jednej fortecy, ale nie wiem jak zwanej, który Cesarz, jak się zbliżył, dano znać; wojsko już go w szyku czekało, a Król niedaleko wyjachał z wojska z hetmanem wielkim Stanisławom Jabłonowskim obviam Cesarzowi, hetman zaś polny Mikołaj Sieniawski został się przy wojsku
Skrót tekstu: DyakDiar
Strona: 71
Tytuł:
Diariusz wiedeńskiej okazji
Autor:
Mikołaj Dyakowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki, relacje
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1717 a 1720
Data wydania (nie wcześniej niż):
1717
Data wydania (nie później niż):
1720
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Józef A. Kosiński, Józef Długosz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Ministerstwo Obrony Narodowej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1983
napawaniu tego dnia tylko cztery tysiące kroków miał ujść/ tam aby się do niego zgromadno ściągnęli/ dla uznania słuszności ich postulat: a za tym do przywodźców/ którzy byli już z konnymi uprzedzili posłał/ niedraźnić i nie waśnić Niemców/ a jeśliby oni co poczynali/ na sobie ich/ ażby bliżej z koszem nadciągnął strzymawać rozkazał. Lecz Niemcy skoro tylko naszych konnych (których było pięć tysięcy) obaczyli/ acz więcej nad ośm set swoich/ dla tego że drudzy jeszcze się byli z zarzecza nie wrócili/ gotowych nie mieli/ na naszych mówię nic z tej miary/ iż nie dawno ich posłowie od Cezara odprawę wziąwszy/ i na
nápawániu tego dniá tylko cztery tyśiące krokow miał vyśdź/ tám áby sie do niego zgromádno śćiągnęli/ dla vznánia słusznośći ich postulat: á zá tym do przywodźcow/ ktorzy byli iuż z konnymi vprzedźili posłał/ niedraźnić y nie waśnić Niemcow/ á ieśliby oni co poczynáli/ ná sobie ich/ áżby bliżey z koszem nadćiągnął strzymáwáć roskazał. Lecz Niemcy skoro tylko nászych konnych (ktorych było pięć tyśięcy) obaczyli/ ácz więcey nád ośm set swoich/ dla tego że drudzy ieszcze sie byli z zarzecza nie wroćili/ gotowych nie mieli/ ná nászych mowię nic z tey miáry/ iż nie dawno ich posłowie od Cezárá odpráwę wźiąwszy/ y ná
Skrót tekstu: CezWargFranc
Strona: 78.
Tytuł:
O wojnie francuskiej ksiąg siedmioro
Autor:
Gajusz Juliusz Cezar
Tłumacz:
Andrzej Wargocki
Drukarnia:
Drukarnia wdowy Jakuba Sibeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
oni jako było rozkazano idąc/ i na gmin Dumnaków natarli/ kędy iż nieprzyjaciel przestraszony pod tumokami szedł/ i pierzchnął/ siłu ubiwszy/ korzyść wielką otrzymali: dla czego dobrą posługę uczyniwszy/ ku obozowi powrócili. Fabiusz tychże konnych następującej nocy wyprawił/ do potrzeby już gotowych/ żeby nieprzyjaciela zabawiali/ ażby sam nadciągnął. Wedle tego przykazu/ aby szło potkanie/ Kwintus Acjusz Warus konny Rotmistrz/ nie lada mąż i baczenia wielkiego/ dodawał im serca/ a dogoniwszy nieprzyjaciela/ w miejscach sposobnych ufce konne rozsadził/ potym bitwę dał. Śmielej tu zastanowił się konny Francuski/ któremu następowała piechota/ a ta wszytkim prawie ufów wszytkich ordynkiem stanąwszy
oni iáko było roskazano idąc/ y ná gmin Dumnakow nátárli/ kędy iż nieprzyiaćiel przestrászony pod tumokámi szedł/ y pierzchnął/ śiłu vbiwszy/ korzyść wielką otrzymáli: dla czego dobrą posługę vczyniwszy/ ku obozowi powroćili. Fabiusz tychże konnych nástępuiącey nocy wypráwił/ do potrzeby iuż gotowych/ żeby nieprzyiaćiela zabawiali/ áżby sam nádćiągnął. Wedle tego przykazu/ áby szło potkánie/ Kwintus Acyusz Wárus konny Rotmistrz/ nie ládá mąż y baczenia wielkiego/ dodawał im sercá/ á dogoniwszy nieprzyiaćielá/ w mieyscách sposobnych vfce konne rozsádźił/ potym bitwę dał. Smieley tu zástánowił sie konny Fráncuski/ ktoremu nástępowáłá piechotá/ á tá wszytkim práwie vfow wszytkich ordynkiem stánąwszy
Skrót tekstu: CezWargFranc
Strona: 228.
Tytuł:
O wojnie francuskiej ksiąg siedmioro
Autor:
Gajusz Juliusz Cezar
Tłumacz:
Andrzej Wargocki
Drukarnia:
Drukarnia wdowy Jakuba Sibeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
, mając go w nienawiści. Dziwna to rzecz była, że się ci obadwa, jak car tak i hetman, porozumieć nie mogli. Car chciał za faworem hetmana uczynić syna królem w Polsce, a hetman przez pomocy cara spodziewał się być królem. Dla tego principaliora capita konfederacji sandomierskiej dociekłszy obudwu ich intencji, niż car nadciągnął z wojskami, zjechali się do Tarnowa na radę, coby czynić w owym czasie. Wzięli w konsyderacją obudwu owych protektorów polskich, Szweda i Moskala, że jeden zbity i obrany z potencji, a drugi wysoko triumfuje, a rzeczpospolita dotychczas w scysji zostawała. Gdyby była w jedności, mogłaby carowi za opiekę podziękować
, mając go w nienawiści. Dziwna to rzecz była, że się ci obadwa, jak car tak i hetman, porozumieć nie mogli. Car chciał za faworem hetmana uczynić syna królem w Polsce, a hetman przez pomocy cara spodziewał się być królem. Dla tego principaliora capita konfederacyi sandomirskiéj dociekłszy obudwu ich intencyi, niż car nadciągnął z wojskami, zjechali się do Tarnowa na radę, coby czynić w owym czasie. Wzięli w konsyderacyą obudwu owych protektorów polskich, Szweda i Moskala, że jeden zbity i obrany z potencyi, a drugi wysoko tryumfuje, a rzeczpospolita dotychczas w scyssyi zostawała. Gdyby była w jedności, mogłaby carowi za opiekę podziękować
Skrót tekstu: OtwEDziejeCzech
Strona: 150
Tytuł:
Dzieje Polski pod panowaniem Augusta II od roku 1696 – 1728
Autor:
Erazm Otwinowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1696 a 1728
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1728
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Józef Czech
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Józef Czech
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1849