morza ochyniony światło swe rozwinie/ Skąd na jednej wesołej ujżrzą się równinie/ I tu starzec. Otożeś minęła te wszytkie Zabiegi Cyklopowe/ i chachmeci brzydkie/ Podźże zatym szczęśliwie. Ja wrócić się muszę Do dom nazad. Pasą tu niedaleko tuszę Trzody swoje Pasterze/ którzy lepiej wiedzą Pustyń tych tu uchody/ i cić dopowiedzą Gdzie się dalej obrócisz. Ty uczynność moję Wdzięcznie przyjmij. Tak w drogę Paskwalina swoję Pójdzie znowuż jedyna/ nikogo nie mając Wodzem więcej/ a i tu/ i owdzie rzucając Oczy błędne po stronach/ skądli się co ruszy/ Lubo chrośnie jaszczurka/ lubo list ukruszy/ Od wiatru kołysany/ wszytko się jej roi
morza ochyniony swiátło swe rozwinie/ Zkąd ná iedney wesołey vyżrzą się rowninie/ Y tu stárzec. Otożeś minęłá te wszytkie Zabiegi Cyklopowe/ y cháchmeci brzydkie/ Podźże zátym szczęśliwie. Ia wrocić się muszę Do dom názad. Pásą tu niedáleko tuszę Trzody swoie Pásterze/ ktorzy lepiey wiedzą Pustyń tych tu vchody/ y cić dopowiedzą Gdzie się dáley obrocisz. Ty vczynność moię Wdzięcznie przyimiy. Ták w drogę Pásqualina swoię Poydzie znowuż iedyna/ nikogo nie máiąc Wodzem więcey/ á y tu/ y owdzie rzucáiąc Oczy błędne po stronách/ zkądli się co ruszy/ Lubo chrośnie iászczurká/ lubo list vkruszy/ Od wiátru kołysány/ wszytko się iey roi
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 56
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
Rzecz i słowa. Nie pracuj/ ani tak ciężkiego Serca w sobie rozrzażaj (słodko jej odpowie) Nadobna Paskwalino. Bo co w twojej głowie Wiem co czwała/ i co cię po głuchym tym lesie/ Choć dopiero pytając/ za fortuna niesie/ W czym ci zechcę dopomoc/ i drogi do końca Tak trudnej dopowiedzieć. Ale że już słońca Blisko zachód/ i jego woźniki strudzone Wnet w Morzu się ochyną/ gdzie oto schylone Moje widzisz mieszkanie pod lipą ozdobną Podź sam ze mną. A też ci swoję tym podobną Powiem troskę/ którą mię surowa ta Pani Przed laty nabawiła. Wszakże jak narani Pójdziesz jutro: a tu dziś będziesz
Rzecz y słowá. Nie prácuy/ áni ták cięszkiego Sercá w sobie rozrzażay (słodko iey odpowie) Nadobna Pásqualino. Bo co w twoiey głowie Wiem co czwała/ y co cię po głuchym tym lesie/ Choć dopiero pytáiąc/ zá fortuná niesie/ W czym ci zechcę dopomoc/ y drogi do koncá Ták trudney dopowiedzieć. Ale że iuż słoncá Blisko zachod/ y iego woźniki strudzone Wnet w Morzu się ochyną/ gdzie oto schylone Moie widzisz mieszkánie pod lipą ozdobną Podź sám ze mną. A też ci swoię tym podobną Powiem troskę/ ktorą mię surowa tá Páni Przed láty nábáwiłá. Wszakże iák naráni Poydziesz iutro: á tu dziś będziesz
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 66
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
duchy/ I lepszej już daleko pełna stąd otuchy Powróci do Satyra. Gdzie mu podziękuje Za wielką tę uczynność/ której nieznajduje Żadnej równej. A tylkoż/ gdzie obróci wszędzie Póki żywa pomnięć tą/ i wyznawać będzie. Więc jako jej zgubiony żywot dał/ i zdrowie/ Tak prosi go do końca że o tym dopowie/ W któreby tak nieludzkie przepadła tu strony/ Abo jako daleko Kościół stąd Junony/ Gdzie idzie nieszczęśliwa. A o nim być blisko Słyszała od Diany. Tu do nóg jej nisko Padszy Satyr. Nie tylko w doli twojej takiej/ Od ciebie potrzebuję dzięki za to jakiej/ Bo któreżby opoki/ łzy twoje te
duchy/ Y lepszey iuż dáleko pełna ztąd otuchy Powroci do Sátyrá. Gdzie mu podziękuie Za wielką tę vczynność/ ktorey nieznáyduie Zadney rowney. A tylkoż/ gdzie obroci wszędzie Poki żywá pomnięć tą/ y wyznáwáć będzie. Więc iáko iey zgubiony żywot dał/ y zdrowie/ Ták prosi go do koncá że o tym dopowie/ W ktoreby ták nieludzkie przepadłá tu strony/ Abo iáko dáleko Kościoł ztąd Iunony/ Gdzie idzie nieszczęsliwa. A o nim bydź blisko Słyszáłá od Dyány. Tu do nog iey nisko Padszy Sátyr. Nie tylko w doli twoiey tákiey/ Od ciebie potrzebuię dzięki zá to iákiey/ Bo ktoreżby opoki/ łzy twoie te
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 106
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
Klasztorach Po przesutych popiołem tarzając się worach/ Ustawiczne od niego cierpią niepokoje/ Wolni od tej godziny. Niechajci podwoje Triumfalne podniosą. Ja coć jeszcze swojej Zmogę chęci oświadczyć/ a łaski tej twojej Będę godnym: proszę cię choć na krótką chwilę Do swego tu mieszkania; że cię i posilę/ I o drodze dopowiem. Czego posłuchała Rada barzo. Tedy gdzie starożytna skała/ Wydawszy się ku niebu pieczarę tajemną/ Między wielkich Topoli perspektywę ciemną Zewnątrz miała/ Satyr ją poprowadzi z sobą/ I tam akomodując swą się jej chudobą/ Liścia orzechowego potrzązszy po stole/ Frukty wody postawi. Tymże ją częstuje/ Którą dziwnie prostotą się ukontentuje
Klasztorach Po przesutych popiołem tarzáiąc się worách/ Vstáwiczne od niego cierpią niepokoie/ Wolni od tey godziny. Niechayci podwoie Tryumfalne podniosą. Ia coć ieszcze swoiey Zmogę chęci oświádczyć/ á łáski tey twoiey Będę godnym: proszę cię choć ná krotką chwilę Do swego tu mieszkánia; że cię y posilę/ Y o drodze dopowiem. Czego posłucháłá Rádá barzo. Tedy gdzie stárożytna skałá/ Wydawszy się ku niebu pieczárę táiemną/ Między wielkich Topoli perspektywę ciemną Zewnątrz miałá/ Sátyr ią poprowádzi z sobą/ Y tám ákkomoduiąc swą się iey chudobą/ Liścia orzechowego potrzązszy po stole/ Frukty wody postáwi. Tymże ią częstuie/ Ktorą dziwnie prostotą się vkontentuie
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 108
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
Zdrowę Marią/ i Crego/ wszytka się weł[...] rozpływając i pawiment polewając. Biskup miejsca onego/ w wiel żywota świątobliwego/ widział gołębicę z nieba przychodzącą/ i łzy one zbierajace/ i zaś do nieba odlatającą. A gdy to wielekroć widał/ kazawszy jej zawołać/ pytał coby za modlitwa[...] była. Która gdy dopowiedziała/ Biskup rzekł: O jakożbyś szczęśliwą była/ kiedybyś Psałterz umiała. Gdy się go nauczyła i[...] wiała/ biskup nie widział więcej onych łez ani gołębice. I[...] jej Psałterz/ rozkazując iż się nabożeństwo/ łzy/ i gołębica[...] jako pierwej wróciły. Nicolaus Dincklespi: lib: do Septem Da[...] Patrz też Tyt:
Zdrowę Máryą/ y Crego/ wszytká sie weł[...] rospływáiąc y páwiment polewáiąc. Biskup mieyscá onego/ w wiel żywotá świątobliwego/ widźiał gołębicę z niebá przychodzącą/ y łzy one zbieráiace/ y záś do niebá odlatáiącą. A gdy to wielekroć widał/ kazawszy iey záwołáć/ pytał coby zá modlitwá[...] byłá. Ktora gdy dopowiedźiáłá/ Biskup rzekł: O iákożbyś szczęśliwą byłá/ kiedybyś Psáłterz vmiáłá. Gdy sie go náucżyłá y[...] wiáłá/ biskup nie widźiał więcey onych łez áni gołębice. Y[...] iey Psałterz/ roskázuiąc iż sie nabożeństwo/ łzy/ y gołębicá[...] iáko pierwey wroćiły. Nicolaus Dincklespi: lib: do Septem Da[...] Pátrz też Tyt:
Skrót tekstu: ZwierPrzykład
Strona: 290
Tytuł:
Wielkie zwierciadło przykładów
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Szymon Wysocki
Drukarnia:
Jan Szarffenberger
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612
wziąć błogosławieństwo/ ważyłem się tego. Na co starzez z pokory rzekł: MOjać myśl mało teóg chciała/ ale tu mam trudność/ iż oddzielic się od tego który zemną jest/ nie mogę/ a sam wypełnić modlitw nie zdołam. Rzekł mu Biskup: Jeśli znasz go być godnym/ i onego ja poświęcę/ Dopowiedział Opat: Jeśli jest tego godnym niewiem/ to jedno wiem/ ze jest lepszy niżli ja. I poświęcił go. Jednak obadwa aż do śmierci/ doOłtarza ś. dla sprawowania Naświętszej Ofiary/ nigdy nie przystąpili. Dla tego mawiał starzec. Mam nadzieę w Bogu moim/ iż nie wielki sąd będę miał dla
wźiąć błogosłáwieństwo/ ważyłem sie tego. Ná co stárzez z pokory rzekł: MOiáć myśl máło teog chćiałá/ ale tu mam trudność/ iż oddźielic sie od tego ktory zemną iest/ nie mogę/ á sam wypełnić modlitw nie zdołam. Rzekł mu Biskup: Iesli znasz go bydź godnym/ y onego ia poświęcę/ Dopowiedźiał Opát: Ieśli iest tego godnym niewiem/ to iedno wiem/ ze iest lepszy niżli ia. Y poświęcił go. Iednák obádwá áż do śmierci/ doOłtarzá ś. dla spráwowánia Naświętszey Ofiary/ nigdy nie przystąpili. Dla tego mawiał stárzec. Mam nádźieę w Bogu moim/ iż nie wielki sąd będę miał dla
Skrót tekstu: ZwierPrzykład
Strona: 357
Tytuł:
Wielkie zwierciadło przykładów
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Szymon Wysocki
Drukarnia:
Jan Szarffenberger
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612
wszędzie szuka Brandymarta swojego, ale się oszuka, Bo daleko od niego jeździ Fiordyliza, A on się już beł dawno wrócił do Paryża. Jedzie dalej przez góry, przez pola, przez lasy, Aż nad jednę przyjedzie rzekę w one czasy, Gdzie Orlanda poznała, jako potem powiem, Ale wprzód o Zerbinie niechaj wam dopowiem. PIEŚŃ XXIV.
LXXIV.
Trapi go barziej, niżli wszytkie insze męki, Że Duryndana przyszła do pogańskiej ręki, Choć ledwie może siedzieć na koniu, zemdlały Po krwi, którą surowe rany wylewały. Po małej chwili z niego żal i gniew ustąpił, A ból mu tak gwałtowny, tak ciężki przystąpił, Ból tak
wszędzie szuka Brandymarta swojego, ale się oszuka, Bo daleko od niego jeździ Fiordyliza, A on się już beł dawno wrócił do Paryża. Jedzie dalej przez góry, przez pola, przez lasy, Aż nad jednę przyjedzie rzekę w one czasy, Gdzie Orlanda poznała, jako potem powiem, Ale wprzód o Zerbinie niechaj wam dopowiem. PIEŚŃ XXIV.
LXXIV.
Trapi go barziej, niżli wszytkie insze męki, Że Duryndana przyszła do pogańskiej ręki, Choć ledwie może siedzieć na koniu, zemdlały Po krwi, którą surowe rany wylewały. Po małej chwili z niego żal i gniew ustąpił, A ból mu tak gwałtowny, tak ciężki przystąpił, Ból tak
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 248
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
przez wszystkie szyki Nieprzyjacielskie tak jako. świdrem Wierciał prawie nic nie skruszywszy kopij i trafił directe na to miejsce co była jako broma między owemi Hulajgórodami którym miejscem szyki wyprowadzono w pole. Jednego tylko Towarzysza stracili przebijając się i Jednego także konia przebrawszy się przeciwko owej Bramie Obrócili się nazad z chorągwią i stanęli frontem w Tył Nieprzyjacielowi Dopowiedziano Wojewodzie że już proporce jego widać w tyle szyków Nieprzyjacielskich. Bał się że by ich tam niepognieciono Moskwę tez to niepomału to konfundowało ostatniemi kazał natrzeć siłami sam przed nami natarczywie skoczywszy siekł strzelał narazał się nie jak Hetman ale jak prosty Żołnierz Zmięszali się tedy Moskwa a potym wnogi. Teraz że tnij rznij Co Tedy
przez wszystkie szyki Nieprzyiacielskie tak iako. swidręm Wierciał prawie nic nie skruszywszy kopij y trafił directe na to mieysce co była iako broma między owemi Hulaygorodami ktorym mieyscem szyki wyprowadzono w pole. Iednego tylko Towarzysza stracili przebiiaiąc się y Iednego także konia przebrawszy się przeciwko owey Bramie Obrocili się nazad z chorągwią y stanęli frontem w Tył Nieprzyiacielowi Dopowiedziano Woiewodzie że iuz proporce iego widac w tyle szykow Nieprzyiacielskich. Bał się że by ich tam niepognieciono Moskwę tez to niepomału to konfundowało ostatniemi kazał natrzeć siłami sąm przed nami natarczywie skoczywszy siekł strzelał narazał się nie iak Hetman ale iak prosty Zołnierz Zmięszali się tedy Moskwa a potym wnogi. Teraz że tniy rzniy Co Tedy
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 107v
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
teraz obadwa sobie winni. i tak ci dopiero zgoda i siadalismy potym z sobą i pijali alec postaremu Mazepa z konfuzyją wyszedł z Polski w drugim Roku z tej przyczyny. Na wołyniu miał Wioskę w samsiestwie z Falbowskiem któremu znęcił się był do domu niewiem po co że tam przebywał często kiedy Falbowski wyjechał. Dopowiedzieli o tym Panu, Domownicy Ci osobliwie co karty nosili i byli Conscii owych konwersacyji jednego czasu żałozył sobie drogę jakąs daleką Falbowski pozegnał się z zoną wyjechał. Stanął tedy na tym Trakcie, którędy Mazepa przejezdzał az bieży z kartą ten co zawsze zwykł bywać ablegatem i sam o tym Panu powiedział wziął kartkę przeczytał jako się tam
teraz obadwa sobie winni. y tak ci dopiero zgoda y siadalismy potym z sobą y piiali alec postaremu Mazepa z konfuzyią wyszedł z Polski w drugim Roku z tey przyczyny. Na wołyniu miał Wioskę w samsiestwie z Falbowskiem ktoremu znęcił się był do domu niewiem po co że tam przebywał często kiedy Falbowski wyiechał. Dopowiedzieli o tym Panu, Domownicy Ci osobliwie co karty nosili y byli Conscii owych konwersacyji iednego czasu załozył sobie drogę iakąs daleką Falbowski pozegnał się z zoną wyiechał. Stanął tedy na tym Trakcie, ktorędy Mazepa przeiezdzał az biezy z kartą ten co zawsze zwykł bywać ablegatem y sąm o tym Panu powiedział wziął kartkę przeczytał iako się tam
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 176v
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
więc się jedna pyta: „Kogoż to, Dobrodzieju, śmierć wzięła zabita?” A ksiądz: „Pana, Jezusa Chrystusa, naszego.” Baba zaś: „Chwałaż Bogu, że nie Godlewskiego, Bo dobry, cnotliwy człek, daj mu Boże zdrowie.” W tym ludzie zejdą i ksiądz kazania dopowie. 218 (P). NON MIHI SIT SERVUS: MEDICUS, CAUSIDICUS, PROPHETA, SACERDOS
Częstokroć tę sąsiad mój przypowieść powtarza: Nie chcę księdza, proroka, jurysty, lekarza, Żeby mi który służył. Ksiądz śmierć wróży w stule, Doktor grozi chorobą, jurysta szkatule; Prorokiem i mój chłopiec, dosyć stąpa
więc się jedna pyta: „Kogoż to, Dobrodzieju, śmierć wzięła zabita?” A ksiądz: „Pana, Jezusa Chrystusa, naszego.” Baba zaś: „Chwałaż Bogu, że nie Godlewskiego, Bo dobry, cnotliwy człek, daj mu Boże zdrowie.” W tym ludzie zejdą i ksiądz kazania dopowie. 218 (P). NON MIHI SIT SERVUS: MEDICUS, CAUSIDICUS, PROPHETA, SACERDOS
Częstokroć tę sąsiad mój przypowieść powtarza: Nie chcę księdza, proroka, jurysty, lekarza, Żeby mi który służył. Ksiądz śmierć wróży w stule, Doktor grozi chorobą, jurysta szkatule; Prorokiem i mój chłopiec, dosyć stąpa
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 324
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987