się/ z ich takiego stroju: Nie godzien w Empirejskim mieszkania pokoju. Są inne/ co takowe z Wienców stroją śmiechy/ Mówiąc: niepotrzebne to nad Pannami wiechy. Aleć barzo potrzebne tym/ co wstyd kochają: Wszak kędy z rucą wiechę/ tam trunku nie mają? Nie tylko w Kwef/ lecz w niewód trzeba ją uwinąć/ Której Moda dopuszcza bezpieczeństwem słynąć. Co przedtym rumiany wstyd/ Panienkom należał; Ach niestety! dziś caleModziastych odbieżał. Bezpieczniejsza jest teraz Panna/ niż Mężatka: Córka wolniej powie żart/ aniżeli Matka: A któraby bezwstydnej wolności nie miała; Zarazby ją do głupiej Moda przyrównała. O wściekłości szalona
się/ z ich tákiego stroiu: Nie godźien w Empireyskim mieszkánia pokoiu. Są inne/ co tákowe z Wiencow stroią śmiechy/ Mowiąc: niepotrzebne to nád Pánnámi wiechy. Aleć bárzo potrzebne tym/ co wstyd kocháią: Wszák kędy z rucą wiechę/ tam trunku nie máią? Nie tylko w Kwef/ lecz w niewod trzebá ią vwinąć/ Ktorey Modá dopuszczá bespieczenstwem słynąć. Co przedtym rumiany wstyd/ Pánienkom nalezał; Ach niestety! dźiś caleModźiastych odbieżał. Bespiecznieysza iest teraz Pánná/ niż Mężátká: Corká wolniey powie żárt/ aniżeli Mátká: A ktoraby bezwstydney wolnośći nie miáłá; Zárazby ią do głupiey Modá przyrownáłá. O wśćiekłośći szaloná
Text ID: ŁączZwier
Page: B3
Title:
Nowe zwierciadło
Author:
Jakub Łącznowolski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
persuasive texts
Humorous:
no
Release date:
1678
Release date (no earlier than):
1678
Release date (no later than):
1678
uciechy: Gdyż miechy/ alternatę wdymaniu/ trżymają; Te/ jak się razem wznoszą/ tak razem spuszczają. Chybaby to/ misterne wachlarze być miały/ Któreby/ w sercach ludzkich/ ogień rozdymały? Abo/ spotniałym w sieciach Damom/ dla ochłody/ Wachlują: chcąc pozwiewać/ z głów ich/ te niewody. Czy też/ tak na porwaniu/ on biały chleb mają/ O który/ Kawalerom słusznie przymawiają: Gdyż to nie jest ku sławie/ kiedy więc wieść prawi: Ze się ten/ aboli ów/ białych chlebem bawi. By mi o sekret nie szło/ pokazałbym zdradę Tych piekarek/ i skrytą
vćiechy: Gdyż miechy/ álternatę wdymániu/ trżymáią; Te/ iák się rázem wznoszą/ ták rázem spuszczáią. Chybáby to/ misterne wachlárze bydź miáły/ Ktoreby/ w sercách ludzkich/ ogień rozdymáły? Abo/ spotniáłym w śiećiách Dámom/ dla ochłody/ Wáchluią: chcąc pozwiewáć/ z głow ich/ te niewody. Czy też/ ták ná porwaniu/ on biały chleb máią/ O ktory/ Káwalerom słusznie przymawiáią: Gdyż to nie iest ku sławie/ kiedy więc wieść práwi: Ze się ten/ áboli ow/ białych chlebem báwi. By mi o sekret nie szło/ pokazałbym zdradę Tych piekárek/ y skrytą
Text ID: ŁączZwier
Page: D3
Title:
Nowe zwierciadło
Author:
Jakub Łącznowolski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
persuasive texts
Humorous:
no
Release date:
1678
Release date (no earlier than):
1678
Release date (no later than):
1678
przestrona, jako moja czapka.” „Nie znacie się na rzeczach — odpowie mu — panie, Insza książęta, insza szlachta i ziemianie; Szkoda o tym najmniejszej i wam czynić wzmianki, Zawsze większa u księżny niźli u ziemianki. Wszytko wielkie za wielkim iść powinno rodem, Na przykopę z więciorkiem, na Wisłę z niewodem; Wronka według achtela, a gdzie przewiercono Czopowi, darmo wtykasz w tę dziurę wrzeciono. Nie rodzą klacze kotów ani koni kotki; Serca książętom, księżnom przestrzeńsze są spodki.” 418. DYSKURS O KURWACH
W Wiedniu czyli w Paryżu, owo w kraju obcem, Szlachcic polski, z hajdukiem mieszkając i z chłopcem
przestrona, jako moja czapka.” „Nie znacie się na rzeczach — odpowie mu — panie, Insza książęta, insza szlachta i ziemianie; Szkoda o tym najmniejszej i wam czynić wzmianki, Zawsze większa u księżny niźli u ziemianki. Wszytko wielkie za wielkim iść powinno rodem, Na przykopę z więciorkiem, na Wisłę z niewodem; Wronka według achtela, a gdzie przewiercono Czopowi, darmo wtykasz w tę dziurę wrzeciono. Nie rodzą klacze kotów ani koni kotki; Serca książętom, księżnom przestrzeńsze są spodki.” 418. DYSKURS O KURWACH
W Wiedniu czyli w Paryżu, owo w kraju obcem, Szlachcic polski, z hajdukiem mieszkając i z chłopcem
Text ID: PotFrasz4Kuk_I
Page: 367
Title:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Author:
Wacław Potocki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
epigrams
Humorous:
no
Release date:
1669
Release date (no earlier than):
1669
Release date (no later than):
1669
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Dzieła
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1987
znają Prawdę, co się do mistrzów kłamstwa dostawają. Wyście synowie Boży, co się ono byli Z córkami (widząc piękne) ludzkimi złączyli I spłodzili olbrzymy do nieba samego, Wasze głowy w obłokach, tułów znać każdego. Mądrzyście, zwieść was trudno, wierzcie wżdy Lutrowi, Bo on ciągnie do piekła, niewodem nie łowi. Niechże ta analisis przy was będzie wiecznie, Godniście piekła (sądem cnotliwych) koniecznie! LIST MARCINA LUTRA Z PIEKŁA DO SWOICH
Na wronym węglu, z wiecznego płomienia, Z podpisem Luter własnego imienia,
Dał tu list do swych, a prosto w te słowa: - "Mnie-ć już
znają Prawdę, co się do mistrzów kłamstwa dostawają. Wyście synowie Boży, co się ono byli Z córkami (widząc piękne) ludzkimi złączyli I spłodzili olbrzymy do nieba samego, Wasze głowy w obłokach, tułów znać każdego. Mądrzyście, zwieść was trudno, wierzcie wżdy Lutrowi, Bo on ciągnie do piekła, niewodem nie łowi. Niechże ta analisis przy was będzie wiecznie, Godniście piekła (sądem cnotliwych) koniecznie! LIST MARCINA LUTRA Z PIEKŁA DO SWOICH
Na wronym węglu, z wiecznego płomienia, Z podpisem Luter własnego imienia,
Dał tu list do swych, a prosto w te słowa: - "Mnie-ć już
Text ID: ErZrzenAnKontr
Page: 377
Title:
Anatomia Martynusa Lutra Erazma z Roterdama
Author:
Erazm z Rotterdamu
Translator:
Jan Zrzenczycki
Printing house:
Bazyli Skalski
Place of publication:
Kraków
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
syncretic texts
Genre:
writings on religious topics, satires
Subject:
religion
Humorous:
yes
Release date:
1619
Release date (no earlier than):
1619
Release date (no later than):
1619
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Kontrreformacyjna satyra obyczajowa w Polsce XVII wieku
Editor of the modern edition:
Zbigniew Nowak
Place of publication of the modern edition:
Gdańsk
Publisher of the modern edition:
Gdańskie Towarzystwo Naukowe
Release date of the modern edition:
1968
go zdrajca zabawiać rozkazał, Aż przyszli na to miejsce, które jem ukazał, Od niego w tył posłani i jeźni i pieszy; Sam się także z trzydziestą drugich z bramy śpieszy. Jako więc wielką knieję i zwierz z każdej strony Okrąża pospolicie myśliwiec uczony, Albo jako rybitwi i ryby i wody Okrążają na Gople długiemi niewody:
LXVI.
Tak wszytkie król fryzyjski drogi zastępuje I żeby nieprzyjaciel nie uciekł, pilnuje. Nie chce inaczej, jedno, że mu żywo przydzie Wręce, i tak rozumie, że mu to wynidzie. Śmiertelnej broni, której na nieprzyjaciele Używał, którą ich tak pozabijał wiele, Nie wziął z sobą, mniemając,
go zdrajca zabawiać rozkazał, Aż przyszli na to miejsce, które jem ukazał, Od niego w tył posłani i jeźni i pieszy; Sam się także z trzydziestą drugich z bramy śpieszy. Jako więc wielką knieję i zwierz z każdej strony Okrąża pospolicie myśliwiec uczony, Albo jako rybitwi i ryby i wody Okrążają na Gople długiemi niewody:
LXVI.
Tak wszytkie król fryzyjski drogi zastępuje I żeby nieprzyjaciel nie uciekł, pilnuje. Nie chce inaczej, jedno, że mu żywo przydzie Wręce, i tak rozumie, że mu to wynidzie. Śmiertelnej broni, której na nieprzyjaciele Używał, którą ich tak pozabijał wiele, Nie wziął z sobą, mniemając,
Text ID: ArKochOrlCz_I
Page: 187
Title:
Orland Szalony, cz. 1
Author:
Ludovico Ariosto
Translator:
Piotr Kochanowski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
epic
Genre:
epic poems
Humorous:
no
Release date:
1620
Release date (no earlier than):
1620
Release date (no later than):
1620
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Jan Czubek
Place of publication of the modern edition:
Kraków
Publisher of the modern edition:
Akademia Umiejętności
Release date of the modern edition:
1905
nakształt piły zębatej ostry, którym statki piłuje morskie, aby się tym obłowiła sposobem, jako o nim Olaus Magnus i Albertus Magnus piszą.
SEPIA Kałamarz cudownej figury Ryba, coś nakszałt Raka nogami i głową, właśnie jakby z torby kto pół nożyc otwartych Krawieckich pokazał. Zowie się KAŁAMARZEM, że Sieci, albo Niewód postrzegłszy, puszcza z siebie jakiś czarny likwor i juchę, a tak w owej zamęconej wodzie jest invisibilis. Jajca niesie sklejone do kupy jak winne grono, Arystoteles i Salvianus.
THYMUS, THYMALUS, THYNNUS , TUNCZYK Ryba jest pięknej figury, smaku bardzo przyjemnego; tego jest odoru którego miód przaśny, w głowie bowiem samej
nakształt piły zębatey ostry, ktorym statki piłuie morskie, aby się tym obłowiła sposobem, iako o nim Olaus Magnus y Albertus Magnus piszą.
SEPIA Kałamarz cudowney figury Ryba, coś nakszałt Raka nogámi y głową, właśnie iakby z torby kto puł nożyc otwartych Krawieckich pokazał. Zowie się KAŁAMARZEM, że Sieci, albo Niewod postrzegłszy, puszcza z siebie iakiś czarny likwor y iuchę, á tak w owey zamęconey wodzie iest invisibilis. Iayca niesie skleione do kupy iak winne grono, Aristoteles y Salvianus.
THYMUS, THYMALUS, THYNNUS , TUNCZYK Ryba iest piękney figury, smaku bardzo przyiemnego; tego iest odoru ktorego miod przaśny, w głowie bowiem samey
Text ID: ChmielAteny_I
Page: 633
Title:
Nowe Ateny, t. 1
Author:
Benedykt Chmielowski
Printing house:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Place of publication:
Lwów
Region:
Ruthenian Lands
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
scientific-didactic texts
Genre:
encyclopedias and compendiums
Humorous:
no
Release date:
1755
Release date (no earlier than):
1755
Release date (no later than):
1755
sobie w inszym domu pannę Wyszczalską z Kaszub. Za tamtę dziękuję, odsyłam Wmci pierścień z oczkiem, a mój też Wmć leleniowy oddaj. Posyłam przy tym szynkę dzikiego kiernoza, cośmy go tak rok na wądkę ułowili. Zęby darowałem ks. plebanowi z Tylże. Radbym sam Wmci nawiedził, ale mię rybak do niewodu na jezioro zawołał. Kiedy będę w Julcowie, nie przebaczę przepomnieć Jaskarzami; teraz naprędce racz przyjąć a być łaskawy, jak z jasieńca wiór wyciął. Z pugilares onego Susmary. Jest lat kilkanaście, mniej abo więcej, w Rawie pod Potyliczem, czyli też dalej. Był Żyd imieniem Moszko Turczynek, rzeźnik, którego zona
sobie w inszym domu pannę Wyszczalską z Kaszub. Za tamtę dziękuję, odsyłam Wmci pierścień z oczkiem, a mój też Wmć leleniowy oddaj. Posyłam przy tym szynkę dzikiego kiernoza, cośmy go tak rok na wądkę ułowili. Zęby darowałem ks. plebanowi z Tylże. Radbym sam Wmci nawiedził, ale mię rybak do niewodu na jezioro zawołał. Kiedy będę w Julcowie, nie przebaczę przepomnieć Jaskarzami; teraz naprędce racz przyjąć a być łaskawy, jak z jasieńca wiór wyciął. Z pugilares onego Susmary. Jest lat kilkanaście, mniej abo więcej, w Rawie pod Potyliczem, czyli też dalej. Był Żyd imieniem Moszko Turczynek, rzeźnik, którego zona
Text ID: NowSakBad
Page: 337
Title:
Sakwy
Author:
Cadasylan Nowohracki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
syncretic texts
Genre:
satires
Humorous:
yes
Release date:
nie wcześniej niż 1649
Release date (no earlier than):
1649
Release date (no later than):
1650
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Editor of the modern edition:
Karol Badecki
Place of publication of the modern edition:
Kraków
Publisher of the modern edition:
Polska Akademia Umiejętności
Release date of the modern edition:
1950
życiu przyjmuję. Niech ci Bóg zapłatę Wzajemnie odda! Czylim się spodziała Tego po tobie? czylim winszowała Tak swemu szczęściu? Gdyby mi takiego Kto co był wróżył przedtym podobnego, Rychlej bym była pono rozumiała, Żem po wysokiem niebie pływać miała Albo żem miała z morskiemi nimfami Gwiazdy na morzu łowić niewodami, Niźli, że widzę — a tym owe swoje Przysięgi łamiesz i to serce moje, Któreś ugłaskał słowy pieszczonemi, Miałeś przenikać strzałami takiemi! Nieprawdę mówi, ale raczej drażni, Kto bohatyrką przez wszelakiej kaźni Miłość nazywa! Wzdyby się nie chwiała! Wzdyby odmiany w sobie nie miewała, Gdyby moc miała
życiu przyjmuję. Niech ci Bóg zapłatę Wzajemnie odda! Czylim się spodziała Tego po tobie? czylim winszowała Tak swemu szczęściu? Gdyby mi takiego Kto co był wróżył przedtym podobnego, Rychlej bym była pono rozumiała, Żem po wysokiem niebie pływać miała Albo żem miała z morskiemi nimfami Gwiazdy na morzu łowić niewodami, Niźli, że widzę — a tym owe swoje Przysięgi łamiesz i to serce moje, Któreś ugłaskał słowy pieszczonemi, Miałeś przenikać strzałami takiemi! Nieprawdę mówi, ale raczej drażni, Kto bohatyrką przez wszelakiej kaźni Miłość nazywa! Wzdyby się nie chwiała! Wzdyby odmiany w sobie nie miewała, Gdyby moc miała
Text ID: BorzNaw
Page: 186
Title:
Morska nawigacyja do Lubeka
Author:
Marcin Borzymowski
Place of publication:
Lublin
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
factual literature
Humorous:
no
Release date:
1662
Release date (no earlier than):
1662
Release date (no later than):
1662
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Roman Pollak
Place of publication of the modern edition:
Gdańsk
Publisher of the modern edition:
Wydawnictwo Morskie
Release date of the modern edition:
1971
. Więc jakoż na krakowskim sejmie to zasmakowało, że zraziwszy to wszystko, czego stany potrzebowały, tylko pobory wymożono, tak zawsze już i na tych dwóch przeszłych po tym sejmiech do tego samego celu, aby jedno pobór mieć, o nic dalej nie dbając zmierzano i teraz dalej zmierzają i zatym, iż się go sejmowem niewodem zagarnąć nie zdarzeło, a to te mi sejmikowemi przywłoczkami łowić go dalej przemyślają. W czym, iż upatrujem novitatem (bo w taki wielości, jaka teraz była na sejmie województw poborów niepozwalających, do takich sejmików udawać się nie było zwyczaju), ja novitatem barzo szkodliwą i niebezpieczną a to j z tej miary,
. Więc jakoż na krakowskim sejmie to zasmakowało, że zraziwszy to wszystko, czego stany potrzebowały, tylko pobory wymożono, tak zawsze już i na tych dwuch przeszłych po tym sejmiech do tego samego celu, aby jedno pobór mieć, o nic dalej nie dbając zmierzano i teraz dalej zmierzają i zatym, iż się go sejmowem niewodem zagarnąć nie zdarzeło, a to te mi sejmikowemi przywłoczkami łowić go dalej przemyślają. W czym, iż upatrujem novitatem (bo w taki wielości, jaka teraz była na sejmie województw poborów niepozwalających, do takich sejmików udawać się nie było zwyczaju), ja novitatem barzo szkodliwą i niebezpieczną a to j z tej miary,
Text ID: AktaPozn_I_1
Page: 282
Title:
Akta sejmikowe województw poznańskiego i kaliskiego tom I
Author:
Anonim
Place of publication:
nieznane
Region:
Greater Poland
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
official and secretarial texts
Genre:
documents of regional parliaments
Subject:
politics, law
Humorous:
no
Release date:
między 1601 a 1616
Release date (no earlier than):
1601
Release date (no later than):
1616
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Włodzimierz Dworzaczek
Place of publication of the modern edition:
Poznań
Publisher of the modern edition:
Państwowe Wydawnictwo Naukowe
Release date of the modern edition:
1957
niebiesiech/ ten jest bratem moim/ i siostrą/ i matką. Rozdział XIII. O czworakim nasieniu. 17. Czemu w podobieństwach mówił. 24. Podobieństwo o pszenicy i kąkolu. 31. O ziarnie gorczycznym. 33. O Kwasie. 44. O Skarbie zakopanym. 45. O Perle. 47. O Niewodzie. 53. Prorok w ojczyźnie swojej nie jest przyjemny. 1
. A Dnia onego wyszedszy JEzus z domu/ usiadł nad morzem. 2. I zebrał się do niego wielki lud; tak/ iż wstąpiwszy w łódź/ siedział/ a wszystek lud stał na brzegu. 3. I mówił do nich wiele w podobieństwach
niebieśiech/ ten jest brátem mojim/ y śiostrą/ y mátką. ROZDZIAL XIII. O czworákim naśieniu. 17. Cżemu w podobienstwách mowił. 24. Podobienstwo o pszenicy y kąkolu. 31. O źiárnie gorcżycżnym. 33. O Kwaśie. 44. O Skarbie zákopánym. 45. O Perle. 47. O Niewodźie. 53. Prorok w ojcżyznie swojey nie jest przyjemny. 1
. A Dniá onego wyszedszy IEzus z domu/ uśiadł nád morzem. 2. Y zebrał śię do niego wielki lud; ták/ iż wstąpiwszy w łodź/ śiedźiał/ á wszystek lud stał ná brzegu. 3. Y mowił do nich wiele w podobieństwách
Text ID: BG_Mt
Page: 15
Title:
Biblia Gdańska, Ewangelia według św. Mateusza
Author:
św. Mateusz
Translator:
Daniel Mikołajewski
Printing house:
Andreas Hünefeld
Place of publication:
Gdańsk
Region:
Pomerania and Prussia
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
Bible
Subject:
religion
Humorous:
no
Release date:
1632
Release date (no earlier than):
1632
Release date (no later than):
1632