Węgrzech dalszych męstw dłużej dokazować (jako w 4 rozdziale opisano jest) nie dopuściło, iż zaraz prędko pod Wiedeń przyszedłszy, dla wnętrznych niezgód i fakcyj, pułkownika swego N. Iwanickiego, człowieka dzielnością rycerską, męstwem przyrodzonem, i szczęściem od Boga sławnego lekkomyślnie z pułkownictwa zrzucili. Która złośliwa płochość, nie tylko była cesarza obraziła, i wszystkie wojska jego zgorszyła, ale nawet i sam Pan Bóg znacznie pokazać raczył, iż ten jego despekt za swoją krzywdę poczytał. A słusznie zaprawdę, gdyż wszelka zwierzchność iż od Boga jest, kto ją czci, Boga czci, a kto ją lży, Boga przygania. Zaczem tak to wojsko Pan Bóg
Węgrzech dalszych męstw dłużej dokazować (jako w 4 rozdziale opisano jest) nie dopuściło, iż zaraz prędko pod Wiedeń przyszedłszy, dla wnętrznych niezgód i fakcyj, pułkownika swego N. Iwanickiego, człowieka dzielnością rycerską, męstwem przyrodzonem, i szczęściem od Boga sławnego lekkomyślnie z pułkownictwa zrzucili. Która złośliwa płochość, nie tylko była cesarza obraziła, i wszystkie wojska jego zgorszyła, ale nawet i sam Pan Bóg znacznie pokazać raczył, iż ten jego despekt za swoją krzywdę poczytał. A słusznie zaprawdę, gdyż wszelka zwierzchność iż od Boga jest, kto ją czci, Boga czci, a kto ją lży, Boga przygania. Zaczem tak to wojsko Pan Bóg
Skrót tekstu: DembPrzew
Strona: 32
Tytuł:
Przewagi elearów polskich
Autor:
Wojciech Dembołęcki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1859
Bo Bóg końcem kłopotów, początkiem radości, Dobrym doczesne bierze, a daje wieczności. A też każdy śmiertelne zalec musi łoże, Co komu Bóg obiecał, minąć go nie może. LXXXVII. Mijaj złego z daleka! LISZKA Z CIERNIEM.
Liszka na cierniowy płot wysoki skoczyła: Nie przeniósszy go, w nogę zbyt się obraziła. A zatym iż haniebnie bolała ją noga, Na ciernie z wielkim trzaskiem płakała nieboga,
Iże ją obraziło, choć mu nic nie była Winna, tylko że sobie przez płot przeskoczyła. Rzekło jej na to ciernie, że darmo płakała, I jeśli się ratunku stamtąd spodziewała, Kędy rany nabyła, próżne jej nadzieje,
Bo Bóg końcem kłopotów, początkiem radości, Dobrym doczesne bierze, a daje wieczności. A też każdy śmiertelne zaledz musi łoże, Co komu Bóg obiecał, minąć go nie może. LXXXVII. Mijaj złego z daleka! LISZKA Z CIERNIEM.
Liszka na cierniowy płot wysoki skoczyła: Nie przeniósszy go, w nogę zbyt się obraziła. A zatym iż haniebnie bolała ją noga, Na ciernie z wielkim trzaskiem płakała nieboga,
Iże ją obraziło, choć mu nic nie była Winna, tylko że sobie przez płot przeskoczyła. Rzekło jej na to ciernie, że darmo płakała, I jeśli się ratunku stamtąd spodziewała, Kędy rany nabyła, próżne jej nadzieje,
Skrót tekstu: VerdBłażSet
Strona: 79
Tytuł:
Setnik przypowieści uciesznych
Autor:
Giovanni Mario Verdizzotti
Tłumacz:
Marcin Błażewski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Wilhelm Bruchnalski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1897
na dobrym sumnieniu zasadzał. Ach sprawiedliwy Boże! Od miecza mam ginąć, ponieważem nim nie dość odważnie za Ojczyznę walczył. Niebo świadkiem moim, żem niewinny. J pięć ran, które mi w potyczce zadano, niech świadczą, jeżelim powinności mojej zadosyć nie uczynił. Książę Z--, którego cnota twoja obraziła, jest bez wątpienia przyczyną mojej gwałtownej śmierci. Odpuść mu, że ci męża wydziera. Mniejsza to daleko rzecz, a niżeliby ciebie z cnoty był ogołocił. Żyj szczęśliwie Zono moja, a modl się, żebym ja, zoczywszy śmierć swoję, był tak odważnego serca, jakiego teraz jestem. Rany moje są niebezpieczne
na dobrym sumnieniu zasadzał. Ach sprawiedliwy Boże! Od miecza mam ginąć, ponieważem nim nie dość odważnie za Oyczyznę walczył. Niebo świadkiem moim, żem niewinny. J pięć ran, ktore mi w potyczce zadano, niech świadczą, ieżelim powinności moiey zadosyć nie uczynił. Xiąże S--, ktorego cnota twoia obraziła, iest bez wątpienia przyczyną moiey gwałtowney śmierci. Odpuść mu, że ći męża wydziera. Mnieysza to daleko rzecz, a niżeliby ciebie z cnoty był ogołocił. Zyi szczęśliwie Zono moia, a modl śię, żebym ia, zoczywszy smierć swoię, był tak odważnego serca, iakiego teraz iestem. Rany moie są niebezpieczne
Skrót tekstu: GelPrzyp
Strona: 27
Tytuł:
Przypadki szwedzkiej hrabiny G***
Autor:
Christian Fürchtegott Gellert
Tłumacz:
Anonim
Drukarnia:
Jan Chrystian Kleyb
Miejsce wydania:
Lipsk
Region:
zagranica
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
epika
Gatunek:
romanse
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
, Dziecię piąciletnie do pokoju, i przymnożyła mi zdumienia, wydawszy razem sekret, dla któregom drzała. Widziała mię płaczącą, przyszła do mnie, mówiąc: cóż to WMPani Mościa Matynku, że WMPani płaczesz? Idę od Tatynka, ten także płacze, i nie chce ze mną wcale mówić, wszakżem WMPaństwa niczym nie obraziła. Ach Boże! rzekł Hrabia do mnie, toć WMPani powtórnie za mężem? Ja nieszczęśliwy człowiek! Dla tegomli WMPanią znaleźć musiał, żeby memu sercu żaden gatunek męki nie był nie znajomy. Któż tedy jest WM Pani mężem? powiedzże mi tylko. Nie chcę jej dłużej moją przytomnością trapić. Wnet WMPanią opuszczę
, Dziecię piąćiletnie do pokoiu, i przymnożyła mi zdumienia, wydawszy razem sekret, dla ktoregom drzała. Widziała mię płaczącą, przyszła do mnie, mowiąc: coż to WMPani Mośćia Matynku, że WMPani płaczesz? Jdę od Tatynka, ten także płacze, i nie chce ze mną wcale mowić, wszakżem WMPaństwa niczym nie obraziła. Ach Boże! rzekł Hrabia do mnie, toć WMPani powtornie za mężem? Ja nieszczęśliwy człowiek! Dla tegomli WMPanią znaleść muśiał, żeby memu sercu żaden gatunek męki nie był nie znaiomy. Ktoż tedy iest WM Pani mężem? powiedzże mi tylko. Nie chcę iey dłużey moią przytomnośćią trapić. Wnet WMPanią opuszczę
Skrót tekstu: GelPrzyp
Strona: 75
Tytuł:
Przypadki szwedzkiej hrabiny G***
Autor:
Christian Fürchtegott Gellert
Tłumacz:
Anonim
Drukarnia:
Jan Chrystian Kleyb
Miejsce wydania:
Lipsk
Region:
zagranica
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
epika
Gatunek:
romanse
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
/ gdy języki swoje Gmin wyuzda/ a każdy tyle przyda troje: Cóż teraz Paskwalina jedno bajką będzie Ludzką marną: i gdzie dwóch abo trzech zasiądzie Rzecze każdy. Nie była trudną ta jednemu/ Pogotowiu nie będzie trudną i drugiemu. Nadewszytko. Com nad to droższego straciła Zem tym na się łaskawe Bogi obraziła/ Z którychem te ozdoby i niebieskie wdzięki Wzięła (ach) niewdzięcznica/ dobrotliwej ręki/ A tak zle ich zażyła oraz zbywszy szaty Niewinnej przyrodzonej. Co wszytkie utraty I nieszczęścia przechodzi. Gdzieżby drogo kupić Rozum taki: Abo te było wprzód wyłupić/ Którędy okazja pierwsza się zakradła W oczu niepostrzeżonych bezecne zwierciadła: Gdzie
/ gdy ięzyki swoie Gmin wyuzda/ á káżdy tyle przyda troie: Coż teraz Pasqualina iedno bayką będzie Ludzką márną: y gdzie dwoch ábo trzech zásiędzie Rzecze káżdy. Nie byłá trudną tá iednemu/ Pogotowiu nie będzie trudną y drugiemu. Nádewszytko. Com nád to droższego stráciłá Zem tym ná się łáskáwe Bogi obráziłá/ Z ktorychem te ozdoby y niebieskie wdzięki Wzięłá (ách) niewdzięcznicá/ dobrotliwey ręki/ A ták zle ich záżyłá oraz zbywszy száty Niewinney przyrodzoney. Co wszytkie vtráty Y nieszczęścia przechodzi. Gdzieżby drogo kupić Rozum táki: Abo te było wprzod wyłupić/ Ktorędy okázya pierwsza się zakrádłá W oczu niepostrzeżonych bezecne zwierciádłá: Gdzie
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 31
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
był, w srogim Wojny huku, Achilles uszedł Febowego łuku Za takie dzieje, jakie Pyrrus wszczyna, Potępiłby był mądry Ociec Syna. Bo jako go wprzód Rodzic nienawidział; Tak jego niecnot, nieradby był widział, Żeby po Zenie owdowiały wzięty, Miał Mąż przyjaźni żałować zaczętej. W czym żem tak bardzo obraziła Bogi, Com za kryminał popełniła srogi? Który nademną Planeta się sroży, Ze mię w zamysłach nieszczęście zuboży. Zyłam bez Matki, maleńką dzieciną, Z Ojcem pod Troję okręty zawiną; Tak choć obadwa Rodzice mi żyli, Obum nie miała, bo mię porzucili. Anim ja na twym moja Matko
był, w srogim Woyny huku, Achilles uszedł Febowego łuku Zá tákie dźieie, iákie Pyrrus wszczyna, Potępiłby był mądry Oćiec Syná. Bo iáko go wprzod Rodźic nienáwidźiał; Ták iego niecnot, nieradby był widźiał, Zeby po Zenie owdowiáły wźięty, Miał Mąż przyiáźni żáłowáć záczętey. W czym żem ták bárdzo obráźiłá Bogi, Com zá kryminał popełniłá srogi? Ktory nádemną Plánetá się sroży, Ze mię w zamysłách nieszczęśćie zuboży. Zyłám bez Mátki, málenką dźiećiną, Z Oycem pod Troię okręty záwiną; Ták choć obádwá Rodźice mi żyli, Obum nie miáłá, bo mię porzućili. Anim ia ná twym moiá Mátko
Skrót tekstu: OvChrośRoz
Strona: 108
Tytuł:
Rozmowy listowne
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Wojciech Stanisław Chrościński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
domu nie nalazszy/ weszła bezpiecznie do Celle szukając dobrodzieja swego/ trefunkiem obaczy koszyk z pięciorgiem chleba i wyjąwszy jeden zjadła i odeszła. Pustelnik wróciwszy się patrzy iż koszyka ruszono i bochenka jednego nie było/ domyślił się po pewnych znakach że to wilczyca zbroiła. Minie kilka dni onej nie widać: abowiem pojmując iż dobrodzieja swego obraziła/ przyść do niego wstyd miała/ Pustelnik żałując iż postradał uciechy swej po modlitwie siódmego się dnia wróciła. ale tak iż snadnie mógł obaczyć iż się wstydziła i żałowała/ bo przystąpić nie siałą/ i spuściwszy oczy w ziemię głęboko/ jawnie się pokazowało/ że odpuszczenia żądała. Co widząc Eremita/ każe tej bliże yprzystąpić
domu nie nalazszy/ weszłá bespiecznie do Celle szukaiąc dobrodzieiá swego/ trefunkiem obaczy koszyk z pięćiorgiem chleba y wyiąwszy ieden ziádłá y odeszłá. Pustelnik wroćiwszy sie patrzy iż koszyka ruszono y bochenká iednego nie było/ domyslił sie po pewnych znakách że to wilczycá zbroiłá. Minie kilká dni oney nie widać: abowiem poymuiąc iż dobrodźieiá swego obraziłá/ przyść do niego wstyd miała/ Pustelnik żałuiąc iż postradał vćiechy swey po modlitwie siodmego sie dnia wroćiła. ale ták iż snadnie mogł obacżyć iż sie wstydźiłá y żáłowáłá/ bo przystąpić nie śiałą/ y spuśćiwszy oczy w źiemię głęboko/ iáwnie sie pokázowáło/ że odpusczenia żądáłá. Co widząc Eremitá/ każe tey bliże yprzystąpić
Skrót tekstu: ZwierPrzykład
Strona: 385
Tytuł:
Wielkie zwierciadło przykładów
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Szymon Wysocki
Drukarnia:
Jan Szarffenberger
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612
i więcej niegodziwie i cieleśnie z sobą przestawali, nierząd i cudzołostwo według prawa zakazane popełniali, przeciwko przykazaniu Boskiemu grzeszyli, zgorszenie całemu gruntowi i obywatelom tutejszym Krowoderskim uczynili, osobliwie pozwana Małgorzata więcej niegodziwości czyniąc z Wojciechem Sporkiem, wolnego stanu na ten czas będącym, bratem rodzonym teraźniejszego męża swego grzech kazierostwa popełniła, bardziej majęstat Boski obraziła, potym z mężem swoim społeczność małżeńską miewała, przeto urząd niniejszy pozwanych karanych być uznaje i lubo pozwani na większą karę zasłużyli, jednak, mając wzgląd na to, że Jan, mąż Małgorzaty, i krewni z dziećmi jej, także iż Barbara, żona lana Magosinskiego, o miłosierdzie urzędu niniejszego pokornie proszą za pozwanemi,
y więcey niegodziwie y cieleśnie z sobą przestawali, nierząd y cudzołostwo według prawa zakazane popełniali, przeciwko przykazaniu Boskiemu grzeszyli, zgorszenie całemu gruntowi y obywatelom tuteyszym Krowoderskim uczynili, osobliwie pozwana Małgorzata więcey niegodziwości czyniąc z Woyciechem Sporkiem, wolnego stanu na ten czas będącym, bratem rodzonym teraznieyszego męża swego grzech kazierostwa popełniła, bardziey maiestat Boski obraziła, potym z mężem swoim społeczność małżeńską miewała, przeto urząd ninieyszy pozwanych karanych bydz uznaie y lubo pozwani na większą karę zasłuzyli, iednak, maiąc wzgląd na to, że Ian, mąż Małgorzaty, y krewni z dziecmi iey, także iż Barbara, żona lana Magosinskiego, o miłosierdzie urzędu ninieyszego pokornie proszą za pozwanemi,
Skrót tekstu: KsKrowUl_4
Strona: 654
Tytuł:
Księgi gromadzkie wsi Krowodrza, cz. 4
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Krowodrza
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Gatunek:
księgi sądowe
Tematyka:
sprawy sądowe
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1758 a 1771
Data wydania (nie wcześniej niż):
1758
Data wydania (nie później niż):
1771
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Księgi sądowe wiejskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bolesław Ulanowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1921
bez trudności - Atoli to natenczas mieć chce i tak tuszy, Że Olindra swojego najkochańszej duszy Wdzięczną pośle ofiarę, zabiwszy srogiego Młodziana, co mu wydarł żywot z żoną jego.
LXI.
„Wdowa - mówi - co bierze małżonka nowego, Powinna wprzód, nim wnidzie do łożnice jego, Błagać cień pierwszych mężów, których obraziła Tem samem, iż za mąż iść znowu pozwoliła, W kościele, kędy głuche ich schowano kości; A to snać ma jem pomóc do wyścia z ciemności, Jeśliby w jakiej byli na czas zatrzymani Od Boga za występek i grzech swój skarani.
LXII.
A przy ślubie zaś z drugiem kapłan wyniesione Wino ma święcić
bez trudności - Atoli to natenczas mieć chce i tak tuszy, Że Olindra swojego najkochańszej duszy Wdzięczną pośle ofiarę, zabiwszy srogiego Młodziana, co mu wydarł żywot z żoną jego.
LXI.
„Wdowa - mówi - co bierze małżonka nowego, Powinna wprzód, nim wnidzie do łożnice jego, Błagać cień pierwszych mężów, których obraziła Tem samem, iż za mąż iść znowu pozwoliła, W kościele, kędy głuche ich schowano kości; A to snać ma jem pomódz do wyścia z ciemności, Jeśliby w jakiej byli na czas zatrzymani Od Boga za występek i grzech swój skarani.
LXII.
A przy ślubie zaś z drugiem kapłan wyniesione Wino ma święcić
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 143
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
władnie, niestetyż, ta niem rozkazuje, Ta wnętrzem rozpalonem, jako chce, kieruje. Nie wiem sama o sobie, wszystkie me nadzieje W Rugierze, po niem serce tęskni, wzdycha, mdleje.
XLIII.
Choć córka Beatryki jestem i Amona, A przecię od miłości jestem zwyciężona, Którą jeślibym grzechem jawnem obraziła I gwałt jej najwdzięczniejszem prawom uczyniła, Kto mię z ręku wybawi swą przyczyną mściwych, Kto w karaniach ratuje srogich, zapalczywych? Bo czyjeż, gdy się gniewa, wymówki przyjmuje? Co żywo winy u niej garłem okupuje.
XLI
O, jakom z dawnych czasów o to się starała, Abym chrześcijaninem Rugiera
władnie, niestetyż, ta niem rozkazuje, Ta wnętrzem rozpalonem, jako chce, kieruje. Nie wiem sama o sobie, wszystkie me nadzieje W Rugierze, po niem serce teskni, wzdycha, mdleje.
XLIII.
Choć córka Beatryki jestem i Amona, A przecię od miłości jestem zwyciężona, Którą jeślibym grzechem jawnem obraziła I gwałt jej najwdzięczniejszem prawom uczyniła, Kto mię z ręku wybawi swą przyczyną mściwych, Kto w karaniach ratuje srogich, zapalczywych? Bo czyjeż, gdy się gniewa, wymówki przymuje? Co żywo winy u niej garłem okupuje.
XLI
O, jakom z dawnych czasów o to się starała, Abym chrześcijaninem Rugiera
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 320
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905