się nauczyli Marcion i Manes. Jako to jest Magia naturalna, że Tobiasza w Piśmie Z. ślepota żołcią ryby ugojona: w bęben z skory wilczej zabębniwszy, drugi bęben z skokry baraniej rwie się i pada; bo wilk z baranem mają nienawiść naturalną: że Turczyn w Wenecyj ołowiem roztopionym ręce sobie umywał nic ich nie obraziwszy; że na ukąszenie jaszczurki Tarantuli nie masz innego remedium, tylko słuchać muzyki, po niej tańcować aż do potu. Alexander ab Alexandro Lib: 2. Genialium Dierum. Tej naturalnej Magii, jest Autorem Adam, według Delriona, mając tę wlaną sobie od BOGA przy swojej kreacyj scjencją; którą wswoich Sukcesorach całemu światu
się nauczyli Marcion y Manes. Iako to iest Magia naturalna, że Tobiasza w Pismie S. slepota żołcią ryby ugoiona: w bęben z skory wilczey zabębniwszy, drugi bęben z skokry baraniey rwie się y páda; bo wilk z baranem maią nienawiść naturalną: że Turczyn w Wenecyi ołowiem roztopionym ręce sobie umywał nic ich nie obraziwszy; że na ukąszenie iaszczurki Tarantuli nie masz innego remedium, tylko słuchać muzyki, po niey tańcować aż do potu. Alexander ab Alexandro Lib: 2. Genialium Dierum. Tey naturalney Magii, iest Autorem Adam, według Delriona, maiąc tę wlaną sobie od BOGA przy swoiey kreacyi scyencyą; ktorą wswoich sukcessorach całemu swiatu
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 220
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
pokuty nabędzie. Tysiąc okrutnych śmierci wolę mieć rodzajów/ A niżli w grzech w paść/ abo do złych obyczajów Powrócić. Odpuść Boże grzechy występnemu/ Pokaż łaskę twą Panie winowajcy twemu: Ciebie o odpuszczenie grzechów nisko proszę/ I o twe miłosierdzie Tobie prośbę w noszę. Król Dawid tak/ jak i ja Boga śmiertelnemi Obraziwszy grzechami/ acz nie tak ciężkiemi/ I nie tak wiele razy uznawając swoje Nieprawości/ wylewał łez z oczu swych zdroje; A jęczał/ wzdychał/ i łkał/ i zdał się że dzikiem Głosem wył/ abo ryczał/ jak zwierze swym rykiem. Czym dał mi znać/ że trzeba za grzechy żałować W smutku/
pokuty nabędźie. Tyśiąc okrutnych śmierći wolę mieć rodzaiow/ A niżli w grzech w páść/ abo do złych obycżaiow Powroćić. Odpuść Boże grzechy występnemu/ Pokaż łaskę twą Panie winowáycy twemu: Ciebie o odpuszcżenie grzechow nisko proszę/ Y o twe miłośierdźie Tobie prośbę w noszę. Krol Dáwid tak/ iák y iá Bogá smiertelnemi Obraźiwszy grzechámi/ acż nie ták ćięszkiemi/ Y nie ták wiele rázy uznáwáiąc swoie Niepráwośći/ wylewáł łez z ocżu swych zdroie; A ięcżał/ wzdycháł/ y łkáł/ y zdáł się że dźikiem Głosem wył/ ábo rycżał/ iák zwierze swym rykiem. Czym dał mi znáć/ że trzebá zá grzechy żałowáć W smutku/
Skrót tekstu: BesKuligHer
Strona: 66
Tytuł:
Heraklit chrześcijański
Autor:
Piotr Besseusz
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Kollegium Scholarum Piarum
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1694
Data wydania (nie wcześniej niż):
1694
Data wydania (nie później niż):
1694
sposobu nieborak własnego niewiedząc/ Zejścia się z nim. Co mu miał oszczepu nadstawić/ I w miejscu gdzie doczekać. On nie chcąc się bawić/ Ale żartko poskoczy/ i pchnie rohatyną W bóg ogromny/ który miał tłustą terpentyną Jak zbroją ustalony. Skąd tylko dotknęło/ I jakoś się z żelaza żelazo szczołgnęło/ Obraziwszy mało co. A lekkim tym razem Zatuszona bestia/ zwinie go zarazem/ I zębem wpuł rozetnie. Wenus tedy była Gdzieś na stronie/ skoro ją w uszy uderzyła Żałosna ta nowina/ co dusze tam bieży/ Ale go już zastanie/ on zle żywy leży/ We krwi się purpurowej po trawie tarając/ I
sposobu nieborak własnego niewiedząc/ Ześcia się z nim. Co mu miał oszczepu nádstáwić/ Y w mieyscu gdzie doczekać. On nie chcąc się bawić/ Ale żártko poskoczy/ y pchnie rohátyną W bog ogromny/ ktory miał tłustą terpentyną Iák zbroią vstalony. Zkąd tylko dotknęło/ Y iákoś się z żelázá żelázo szczołgnęło/ Obráziwszy máło co. A lekkim tym rázem Zátuszona bestya/ zwinie go zarázem/ Y zębem wpuł rozetnie. Wenus tedy byłá Gdzieś ná stronie/ skoro ią w vszy vderzyłá Záłosna tá nowiná/ co dusze tám bieży/ Ale go iuż zástánie/ on zle żywy leży/ We krwi się purpurowey po trawie taráiąc/ Y
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 86
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
nowy Bitnym Portugalczykom. Tam wóz piorunowy/ I siły/ i armaty wszytkie posprowadzał/ A sam z Ingeniery tarany zasadzał Pod Miasta niedobyte/ sam burzył minami/ I między uwiłając szczero się ogniami Brodził we krwi po boki. Gdy Kupido zmierzy Strzałą swoją do niego/ które prócz uderzy W dużą go karacynę/ nic nie obraziwszy/ Wprawdzie coś się sturbuje. Ale domyśliwszy Tego zaraz co było Podź na stronę sobie Marna (rzecze) obłudo. nie teraz w tej dobie Param się ja miłością/ kiedy w tym obrocie/ I trojakim opływam czoła swego pocie/ Ale tylkoś próżnuje/ jako w on czas w Lemnie. Więc śmiechu raz którego
nowy Bitnym Portugálczykom. Tám woz piorunowy/ Y siły/ y ármaty wszytkie posprowadzał/ A sam z Ingeniery tárány zásadzał Pod Miástá niedobyte/ sam burzył minámi/ Y między vwiłáiąc szczero się ogniámi Brodził we krwi po boki. Gdy Kupido zmierzy Strzáłą swoią do niego/ ktore procz vderzy W dużą go kárácynę/ nic nie obráziwszy/ Wprawdzie cos się sturbuie. Ale domyśliwszy Tego záraz co było Podź ná stronę sobie Márna (rzecze) obłudo. nie teraz w tey dobie Param się ia miłością/ kiedy w tym obrocie/ Y troiákim opływam czołá swego pocie/ Ale tylkoś prożnuie/ iáko w on czás w Lemnie. Więc smiechu raz ktorego
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 93
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
znajomości/ i skarbów cnot Chrześcijańskich/ których po sobie znaki dobre pokazują. Nie schodzi na panienkach w swej czystości panieńskiej tak statecznych/ że na jej obronę zdrowie swoje niebezpieczeństwom podały. Mężate zaś tak sobie ważą czystość/ i wstrzymięźliwość małżeńską/ że gdy na spowiedzi trafi się ich spytać/ jeśliżeby się w czym czuły/ obraziwszy się/ mówią: azam wam niepowiedziała żem mężata: W Kuszku osobliwie wiele Indianów i Indianek/ wszytkie swoje majetności wydawają na podejmowanie pielgrzymów i przychodniów/ którzy idą tam tędy dla spowiedzi do naszych/ i uczą ich jakoby spowiedź dobrze odprawili: a gdy się wracają/ opatrują strawą zaś na drogę. Znał
znáiomośći/ y skárbow cnot Chrześćiáńskich/ ktorych po sobie znáki dobre pokázuią. Nie schodźi ná pánienkách w swey czystośći pánieńskiey ták státecznych/ że ná iey obronę zdrowie swoie niebespieczeństwom podáły. Mężáte záś ták sobie ważą czystość/ y wstrzymięźliwość małżeńską/ że gdy ná spowiedźi tráfi się ich spytáć/ iesliżeby się w czym czuły/ obráźiwszy się/ mowią: ázam wam niepowiedźiáłá żem mężáta: W Kuszku osobliwie wiele Indyanow y Indyánek/ wszytkie swoie máietnośći wydawáią ná podeymowánie pielgrzymow y przychodniow/ ktorzy idą tám tędy dla spowiedźi do nászych/ y uczą ich iákoby spowiedź dobrze odpráwili: á gdy się wracáią/ opátruią stráwą záś ná drogę. Znał
Skrót tekstu: TorRoz
Strona: 25.
Tytuł:
O rozszerzeniu wiary świętej chrześcijańskiej katolickiej w Ameryce na Nowym Świecie
Autor:
Diego de Torres
Tłumacz:
Anonim
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, geografia, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1603
Data wydania (nie wcześniej niż):
1603
Data wydania (nie później niż):
1603
Łaskawe. Odpowiem ja: to WSC samę tylko Łaskawosc widzisz i chwalisz, ale dopiero bardziej chwalić będziesz kiedy obaczysz Cnoty
Poszlismy nad staw stanąwszy na grobli i mówię Robak trzeba mi ryb dla gości hul w wodę wydra poszła wyniosła najpierwej płocicę drugi raz kazałem wyniosła szczupaka małego trzeci raz wyniosła pułmiskowego szczupaka trochę tylko na karku obraziwszy. Straszowski się za Głowę porwał. Dla Boga co to ja widzę. mówię tedy. kazesz WSC więcej nosić? bo ona Poto będzie nosiła póki mi niebędzie zadosyć I trzeba ryb Cebra na nosi ona, Bo ją siec nic niekosztuje. Straszowski rzecze już wierzę kiej widzę gdy by mi kto powiedał nie
Łaskawe. Odpowięm ia: to WSC samę tylko Łaskawosc widzisz y chwalisz, ale dopiero bardziey chwalić będziesz kiedy obaczysz Cnoty
Poszlismy nad staw stanąwszy na grobli y mowię Robak trzeba mi ryb dla gosci hul w wodę wydra poszła wyniosła naypierwey płocicę drugi raz kazałem wyniosła szczupaka małego trzeci raz wyniosła pułmiskowego szczupaka trochę tylko na karku obraziwszy. Straszowski się za Głowę porwał. Dla Boga co to ia widzę. mowię tedy. kazesz WSC więcey nosić? bo ona Poto będzie nosiła poko mi niebędzie zadosyć I trzeba ryb Cebra na nosi ona, Bo ią siec nic niekosztuie. Straszowski rzecze iuz wierzę kiey widzę gdy by mi kto powiedał nie
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 251v
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
potym żeby umysł swój/ i wolą do zabicia jego zupełnie przyłożyli. Takowy tedy gdziekolwiekby był zamkniony/ ustrzec się nie może/ żeby strzały od czarownika wypuszczone/ za sprawą szatańską niemiały ustrzelać ciała jego. Piąta/ tak nieomylnie strzałę z łuku wypuszczają/ że i grosz z głowy ziąć mogą/ głowy namniej nie obraziwszy/ toż uczynić mogą z ruśnice by najwiętszej, Szósta/ iż przysięgę czynią szatanowi/ oddając mu się z duszą i z ciałem/ żeby takowe rzeczy sprawować mogli. O czym przykłady niektóremożemy przywieść. abowiem Książę niektóre Renu/ Barbatus/ abo brosaty przezwiskiem/ dla tego iż długą brodę nosił/ gdy przed sześciądziesiąt lat zamku
potym żeby vmysł swoy/ y wolą do zábićia iego zupełnie przyłożyli. Tákowy tedy gdźiekolwiekby był zámkniony/ vstrzedz sie nie może/ żeby strzały od czárowniká wypusczone/ zá spráwą szátáńską niemiáły vstrzeláć ciáłá iego. Piąta/ ták nieomylnie strzałę z łuku wypusczáią/ że y grosz z głowy ziąć mogą/ głowy namniey nie obráźiwszy/ toż vczynić mogą z ruśnice by naywiętszey, Szosta/ iż przysięgę cżynią szátánowi/ oddáiąc mu sie z duszą y z ciáłem/ żeby tákowe rzecży spráwowáć mogli. O czym przykłády niektoremożemy przywieśdź. abowiem Xiążę niektore Rhenu/ Bárbátus/ ábo brosáty przezwiskiem/ dla tego iż długą brodę nośił/ gdy przed sześćiądźieśiąt lat zamku
Skrót tekstu: SpInZąbMłot
Strona: 166
Tytuł:
Młot na czarownice
Autor:
Jacob Sprenger, Heinrich Institor
Tłumacz:
Stanisław Ząbkowic
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
magia, obyczajowość, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614