przyozdobiona. Podczas pogodny/ cały Rzym obaczyć możesz. Z Pałacu zeszedszy/ na dół do Ogroda/ przejdziesz na pewne nazwiskiem Grotta, zbyt strasznie głębokie miejsce/ skąd insze wszytkie tak Fontanny jako i krynice/ początek swoich biorą Wód/ na koło jeden pewny Cirkuł mające/ który gdy obejść zechcesz/ na koło zewsząd cię obstąpią Wody/ ze gdzie stąpisz/ rozumiejąc się ukryć/ ty barziej jeszcze/ na gorszą trafisz łaźnią Przeciwko Pałacowi/ jest jeden Ogrodek/ odwszelakich Fruktów/ Jarzyn/ i kwiecia/ gdzie także pełno skrytych znajduje się krynic/ których trudno postrzedź i uznać/ póki się dobrze w przód nie umaczasz. Tam dalej usłyszysz/
przyozdobiona. Podczás pogodny/ cáły Rzym obaczyć możesz. Z Páłacu zeszedszy/ ná doł do Ogrodá/ przeydźiesz ná pewne názwiskiem Grotta, zbyt strásznie głębokie mieysce/ zkąd insze wszytkie ták Fontány iáko y krynice/ początek swoich biorą Wod/ ná koło ieden pewny Cirkuł máiące/ ktory gdy obeyść zechcesz/ ná koło zewsząd ćię obstąpią Wody/ ze gdźie stąpisz/ rozumieiąc się vkryć/ ty bárziey iescze/ ná gorszą tráfisz łáźnią Przećiwko Páłacowi/ iest ieden Ogrodek/ odwszelákich Fruktow/ Iárzyn/ y kwiećia/ gdźie tákże pełno skrytych znáyduie się krynic/ ktorych trudno postrzedź y vznáć/ poki się dobrze w przod nie vmaczasz. Tám dáley vsłyszysz/
Skrót tekstu: DelicWłos
Strona: 184
Tytuł:
Delicje ziemie włoskiej
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1665
Data wydania (nie wcześniej niż):
1665
Data wydania (nie później niż):
1665
chęcią nagotuję, tylko tej, tak okrutnej, niechaj nie kosztuję!». Rzekł Anioł: «Wielkąś mękę, duszo, oglądała, lecz ty czegoś większego będziesz kosztowała». By nie wchodził Tundalus do pieca onego, wszytek drżąc, z płaczem prosił przewodnika swego, lecz wniść musiał – zatym go czarci obstąpili, onych swych instrumentów nad nędznym użyli. Z jadem się urągając, kleszczami targali, tłukąc, raniąc, na sztuki prawie rozszarpali.
W tym domu był płacz, smutek i zębów zgrzytanie, stękania i jęczenia, gorzkie narzekanie, głód wielki, barzo chciwe pokarmu łaknienie, z upału niewymowne napoju pragnienie. Skryte miejsca bólami
chęcią nagotuję, tylko tej, tak okrutnej, niechaj nie kosztuję!». Rzekł Anioł: «Wielkąś mękę, duszo, oglądała, lecz ty czegoś większego będziesz kosztowała». By nie wchodził Tundalus do pieca onego, wszytek drżąc, z płaczem prosił przewodnika swego, lecz wniść musiał – zatym go czarci obstąpili, onych swych instrumentów nad nędznym użyli. Z jadem się urągając, kleszczami targali, tłukąc, raniąc, na sztuki prawie rozszarpali.
W tym domu był płacz, smutek i zębów zgrzytanie, stękania i jęczenia, gorzkie narzekanie, głód wielki, barzo chciwe pokarmu łaknienie, z upału niewymowne napoju pragnienie. Skryte miejsca bólami
Skrót tekstu: BolesEcho
Strona: 92
Tytuł:
Przeraźliwe echo trąby ostatecznej
Autor:
Klemens Bolesławiusz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jacek Sokolski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
Wisztyc do klasztoru cystersów doktor uciekł. Tam za nim goniono, a doktor do Brześcia prosto umknął, do kolegium jezuickiego, i już na bezpiecznym miejscu stanął. Ja też z Czarnawczyc zaraz odjechałem do Rasnej. Oznajmił mi doktor przez list wielkiej obligacji pełen, że uszedł do Brześcia, jak go przez kilka dni, obstąpiwszy klasztor i kościół, ludzi sto księcia krajczego pilnowało i jak po jezuicku przebrawszy się, z drugim jezuitą pojechał do Lublina.
Tymczasem nastąpiło Boże Narodzenie i Nowy Rok, na który z Piotrkowa przyjechał brat mój, pułkownik teraźniejszy, jakom wyżej namienił. Tenże brat mój po Nowym Roku 1746 do Piotr-
kowa pojechał,
Wisztyc do klasztoru cystersów doktor uciekł. Tam za nim goniono, a doktor do Brześcia prosto umknął, do kolegium jezuickiego, i już na bezpiecznym miejscu stanął. Ja też z Czarnawczyc zaraz odjechałem do Rasnej. Oznajmił mi doktor przez list wielkiej obligacji pełen, że uszedł do Brześcia, jak go przez kilka dni, obstąpiwszy klasztor i kościół, ludzi sto księcia krajczego pilnowało i jak po jezuicku przebrawszy się, z drugim jezuitą pojechał do Lublina.
Tymczasem nastąpiło Boże Narodzenie i Nowy Rok, na który z Piotrkowa przyjechał brat mój, pułkownik teraźniejszy, jakom wyżej namienił. Tenże brat mój po Nowym Roku 1746 do Piotr-
kowa pojechał,
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 252
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
niemniej znaczna była samego pułkownika Stanisława Rusinowskiego, który wziąwszy z sobą 6 chorągwi, poszedł pod Labę gdzie było 500 Węgrów i 1000 piechoty niemieckiej. Niespodziewanie tedy wpadłszy, wszystkę piechotę i miasto wysiekł, a z Węgrów też ledwie noga uszła dawać znać do swego obozu. Jednakże gdy się nazad z zdobytemi chorągwiami wracał, obstąpiło go do koła 8000 Węgrów, którzy na nieostrożnych, rozwlokło przez nieposłuszeństwo wracających się napadłszy, czatę rozgromili, tak, iż jeno się czarna chorągiew przez śrzodek nieprzyjaciela przebiła, przeto iż gotowsza była, a z drugich rozproszonych kilkanaście żywo pojmano, a kilkadziesiąt zabito i dwie chorągwi wzięto. Takie skutki .lekko sobie rzeczy ważenia
niemniej znaczna była samego pułkownika Stanisława Rusinowskiego, który wziąwszy z sobą 6 chorągwi, poszedł pod Labę gdzie było 500 Węgrów i 1000 piechoty niemieckiej. Niespodziewanie tedy wpadłszy, wszystkę piechotę i miasto wysiekł, a z Węgrów też ledwie noga uszła dawać znać do swego obozu. Jednakże gdy się nazad z zdobytemi chorągwiami wracał, obstąpiło go do koła 8000 Węgrów, którzy na nieostrożnych, rozwlokło przez nieposłuszeństwo wracających się napadłszy, czatę rozgromili, tak, iż jeno się czarna chorągiew przez śrzodek nieprzyjaciela przebiła, przeto iż gotowsza była, a z drugich rozproszonych kilkanaście żywo pojmano, a kilkadziesiąt zabito i dwie chorągwi wzięto. Takie skutki .lekko sobie rzeczy ważenia
Skrót tekstu: DembPrzew
Strona: 36
Tytuł:
Przewagi elearów polskich
Autor:
Wojciech Dembołęcki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1859
rozkazawszy być pogotowiu żołdakom/ którzy tudzież u łańcucha stali z muszkietami i alabardami/ skoczył do łańcucha/ a przynim niemało ich pospólstwa z toporami/ młotami/ puginałami/ kijmi/ kamieńmi (acz i po kamienicach i po budach/ miedzy którymi procesja iść miała) pełno ich z cegłami i kamieńmi było/ ci tak obstąpiwszy łańcuch na procesją czekali. Tu każdy baczny rozsądzi która się strona na tumult gotowała.wyszedł tedy dzwonik według rozkazania z dziećmi małymi/ wedle zwyczaju w procesjej uprzedzającymi: tam oni niedopuszczając dzieciõ dochodzić/ na dzwonika się porwali: jeden z Radnych dwa kroć go uderzył/ za którego powodem przyskoczył dzwonik abo klekner od ich
roskazawszy być pogotowiu żołdakom/ ktorzy tudźiesz v łáncuchá stali z muszkietámi y álábardámi/ skoczył do łáncuchá/ á przynim niemáło ich pospolstwá z toporámi/ młotámi/ puginałámi/ kiymi/ kámieńmi (áćz y po kámienicách y po budach/ miedzy ktorymi procesya iść miáła) pełno ich z cegłámi y kámieńmi było/ ći ták obstąpiwszy łáncuch ná procesyą czekáli. Tu káżdy báćzny rozsądźi ktora się stroná ná tumult gotowáłá.wyszedł tedy dzwonik według roskazánia z dźiećmi małymi/ wedle zwyczáiu w procesyey vprzedzáiącymi: tám oni niedopusczáiąc dźiećiõ dochodźić/ ná dzwoniká sie porwáli: ieden z Rádnych dwá kroć go vderzył/ zá ktorego powodem przyskoczył dzwonik ábo klekner od ich
Skrót tekstu: NowTor
Strona: A4
Tytuł:
Nowiny z Torunia
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
wiadomości prasowe i druki ulotne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
samemu! I mówią: "Cóż wżdy uczynić, by się dogodziło Tym, którym przesiadanie nasze przykre było?" Zaczym zsiadłszy, osłowi nogi powiązali, A włożywszy go na drąg, obadwa dźwigali. Co zaś ludzie ujźrzawszy, haniebnie się śmieją, Patrząc, że ledwie oba pod osłem nie mdleją. Więc ich wkoło obstąpią, zowią szalonemi. Aż ojciec rzecze: "Cóż mam począć z ludźmi temi? Co się wżdy dzieje, że z nas bez przestanku szydzą? Cóż, czy nas najdziwniejszych w sprawach naszych widzą? Już też dalej nie wytrwam, a powiem po prostu, Zgoła, synu, przyjdzie nam osła zrzucić z mostu,
samemu! I mówią: "Cóż wżdy uczynić, by się dogodziło Tym, którym przesiadanie nasze przykre było?" Zaczym zsiadłszy, osłowi nogi powiązali, A włożywszy go na drąg, obadwa dźwigali. Co zaś ludzie ujźrzawszy, haniebnie się śmieją, Patrząc, że ledwie oba pod osłem nie mdleją. Więc ich wkoło obstąpią, zowią szalonemi. Aż ojciec rzecze: "Cóż mam począć z ludźmi temi? Co się wżdy dzieje, że z nas bez przestanku szydzą? Cóż, czy nas najdziwniejszych w sprawach naszych widzą? Już też dalej nie wytrwam, a powiem po prostu, Zgoła, synu, przyjdzie nam osła zrzucić z mostu,
Skrót tekstu: VerdBłażSet
Strona: 4
Tytuł:
Setnik przypowieści uciesznych
Autor:
Giovanni Mario Verdizzotti
Tłumacz:
Marcin Błażewski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Wilhelm Bruchnalski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1897
którzy odpowiedzieli: By namniej: ale na ulicy będziemy nocowali. 3. Ale on przymuszał ich barzo/ iż się skłonili do niego/ i weszli w dom jego: zaczym sprawił im ucztę/ i napiekł chleba przaśnego/ i jedli. 4.
LEcz pierwej niż oni poszli spać oto obywatele miasta/ mężowie Sodomscy/ obstąpili dom/ od młodego aż do starego wszystek lud zewsząd. 5. I wołali na Lota i rzekli mu/ Gdzie są mężowie którzy przyszli do ciebie w nocy? wywiedź je do nas abyśmy je poznali. 6. Tedy wyszedł do nich Lot ze drzwi/ i zamknął drzwi za sobą. 7. I rzekł
ktorzy odpowiedźieli: By namniey: ále ná ulicy będźiemy nocowáli. 3. Ale on przymuszał ich bárzo/ iż śię skłonili do niego/ y weszli w dom jego: záczym spráwił im ucztę/ y nápiekł chlebá przásnego/ y jedli. 4.
LEcż pierwey niż oni poszli spáć oto obywátele miástá/ mężowie Sodomscy/ obstąpili dom/ od młodego áż do stárego wszystek lud zewsząd. 5. Y wołáli ná Lotá y rzekli mu/ Gdźie są mężowie ktorzy przyszli do ćiebie w nocy? wywiedź je do nas ábysmy je poználi. 6. Tedy wyszedł do nich Lot ze drzwi/ y zámknął drzwi zá sobą. 7. Y rzekł
Skrót tekstu: BG_Rdz
Strona: 17
Tytuł:
Biblia Gdańska, Księga Rodzaju
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Daniel Mikołajewski
Drukarnia:
Andreas Hünefeld
Miejsce wydania:
Gdańsk
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
Biblia
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1632
Data wydania (nie wcześniej niż):
1632
Data wydania (nie później niż):
1632
/ nie zsiadając z koni/ co czynić dalej/ deliberacją czyni/ widząc wojska nieprzyjacielskiego na trzykroć sto tysięcy/ krom tych/ co wojsko insze Królewskie/ prawie napoły pogrzebione/ oblegli. Było przed oczyma obecne niebezpieczeństwo do uważenia/ aby i toż wojsko oraz z Królem nie było oblężone/ gdyż już był zewsząd obstąpił nieprzyjaciel; a zaś do wytrzymania oblezenia/ ani miejsca warownego/ ani dostatku żywoności/ ani nadzieje jakiego posiłku/ gdyby Król był w obleżeniu/ i co możniejsi w obozie zwarci wespół. To tedy mając w pilnym uważaniu/ różni różne wota swoje dawali/ atoli na tym stanęło zdanie wszytkich/ aby/ abo Króla od
/ nie zśiadáiąc z koni/ co cżynić dáley/ deliberácyą cżyni/ widząc woyská nieprzyiaćielskiego ná trzykroć sto tyśięcy/ krom tych/ co woysko insze Krolewskie/ práwie nápoły pogrzebione/ oblegli. Było przed ocżymá obecżne niebespiecżeństwo do vważenia/ áby y toż woysko oraz z Krolem nie było oblężone/ gdyż iuż był zewsząd obstąpił nieprzyiaćiel; á záś do wytrzymánia oblezenia/ áni mieyscá wárownego/ áni dostátku żywonośći/ áni nádźieie iákiego pośiłku/ gdyby Krol był w obleżeniu/ y co możnieyśi w oboźie zwárći wespoł. To tedy máiąc w pilnym vważániu/ roźni rożne wotá swoie dawáli/ átoli ná tym stánęło zdánie wszytkich/ áby/ ábo Krolá od
Skrót tekstu: PastRel
Strona: B3v
Tytuł:
Relacja chwalebnej expedycjej
Autor:
J. Pastorius
Tłumacz:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
wiadomości prasowe i druki ulotne
Gatunek:
relacje
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650
od płaczu, dalszej miłości ku nam pomknie placu. Bo gdy trzydzieści lat i kilka minie, nie łzami, ale krwią zabity spłynie. IV. DO ANIOŁÓW
Pennata quo iuventus
Złotemi piórmi odziani duchowie, gdzieście odeszli, prędcy aniołowie? Czym się bawicie? czy słyszeć nie chcecie, jako żałośnie płacze dawno Dziecię? Obstąpcie w koło kolebeczkę małą, a śpiewajcie Mu choćby przez noc całą; Król-ci to wasz jest, do Niego się znajcie, jedni śpiewajcie, drudzy przygrawajcie. Słysząc niebieskie wasze instrumenty, wierzę, porzuci płacz i te lamenty. Aza Go prędko sen obyjmie słodki: pieśni są do snu dziecinnego śrzodki. V.
od płaczu, dalszej miłości ku nam pomknie placu. Bo gdy trzydzieści lat i kilka minie, nie łzami, ale krwią zabity spłynie. IV. DO ANIOŁÓW
Pennata quo iuventus
Złotemi piórmi odziani duchowie, gdzieście odeszli, prędcy aniołowie? Czym się bawicie? czy słyszeć nie chcecie, jako żałośnie płacze dawno Dziecię? Obstąpcie w koło kolebeczkę małą, a śpiewajcie Mu choćby przez noc całą; Król-ci to wasz jest, do Niego się znajcie, jedni śpiewajcie, drudzy przygrawajcie. Słysząc niebieskie wasze instrumenty, wierzę, porzuci płacz i te lamenty. Aza Go prędko sen obyjmie słodki: pieśni są do snu dziecinnego śrzodki. V.
Skrót tekstu: GrochWirydarz
Strona: 41
Tytuł:
Wirydarz abo kwiatki rymów duchownych o Dziecięciu Panu Jezusie
Autor:
Stanisław Grochowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Justyna Dąbkowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1997
jedno ku drugiemu w tak szczęśliwych momentach wzruszają! Z milczeniem pogląda się po sobie, a dusza przecież nigdy nie jest wymowniejszą, jak w tak błebokim milczeniu. Jednym spojrzeniem, jednym pocałowaniem razem całe szeregi przychylnych i życzliwych myśli bez uwikłania się wyrażają. Karolina i Pan R--- swoję do naszej przyłączyli radości, wszyscyśmy Steleja obstąpili, i wszyscyśmy się jednym stali Przyjacielem. Panu Andrzejowi nasze powitanie przedłużone pewnie się naprzykrzyło, odprowadził mię tedy, i Karolinę na stronę. Cóż czynicie? rzekł do nas niby łając, nie zapominajcie się, żeście białogłowami, i --- Posiądźcie wszyscy, bobym musiał cały dzień waszemu przypatrywać się ściskaniu.
iedno ku drugiemu w tak szczęśliwych momentach wzruszaią! Z milczeniem pogląda śię po sobie, a dusza przecież nigdy nie iest wymownieyszą, iak w tak błebokim milczeniu. Jednym spoyrzeniem, iednym pocałowaniem razem całe szeregi przychylnych i życzliwych myśli bez uwikłania śię wyrażaią. Karolina i Pan R--- swoię do naszey przyłączyli radości, wszyscyśmy Steleia obstąpili, i wszyscyśmy śię iednym stali Przyiaćielem. Panu Andrzeiowi nasze powitanie przedłużone pewnie śię naprzykrzyło, odprowadził mię tedy, i Karolinę na stronę. Coż czynicie? rzekł do nas niby łaiąc, nie zapominayćie śię, żeście białogłowami, i --- Pośiądźćie wszyscy, bobym musiał cały dzień waszemu przypatrywać śię śćiskaniu.
Skrót tekstu: GelPrzyp
Strona: 142
Tytuł:
Przypadki szwedzkiej hrabiny G***
Autor:
Christian Fürchtegott Gellert
Tłumacz:
Anonim
Drukarnia:
Jan Chrystian Kleyb
Miejsce wydania:
Lipsk
Region:
zagranica
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
epika
Gatunek:
romanse
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755