raz jeden, a pogłaszcze drugi. Ty-ć mnie już dawmo palisz na potasze: Palić a pałać — to są działy nasze, A jeszcze znoje przyszyły się letnie, Skąd, jeśli z ogniów tych co nie odetnie Łaskawa twoja baczność, w oka mgnieniu Stopię się jak wosk przy hojnym płomieniu; Ale jeśli mię przyjaźń twa ochłodzi — Niech kanikuła jako chce dowodzi. Mam-li też zginąć gwałtem w ogniu, proszę, Niechaj swą zgubę z oczu twych ponoszę I niech się lato słońcem swym nie chlubi, Że nad twą wolą sługi twoje gubi. Tyś jest me lato i dla ciebie cierpnie Serce, czując twe pełne ognia sierpnie; Oczy
raz jeden, a pogłaszcze drugi. Ty-ć mnie już dawmo palisz na potasze: Palić a pałać — to są działy nasze, A jeszcze znoje przyszyły się letnie, Skąd, jeśli z ogniów tych co nie odetnie Łaskawa twoja baczność, w oka mgnieniu Stopię się jak wosk przy hojnym płomieniu; Ale jeśli mię przyjaźń twa ochłodzi — Niech kanikuła jako chce dowodzi. Mam-li też zginąć gwałtem w ogniu, proszę, Niechaj swą zgubę z oczu twych ponoszę I niech się lato słońcem swym nie chlubi, Że nad twą wolą sługi twoje gubi. Tyś jest me lato i dla ciebie cierpnie Serce, czując twe pełne ognia sierpnie; Oczy
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 256
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
jabłoń w twych frasunkach da ufolgowanie”. Rzekł Pan, aż pierwsze siły nazad się wracają, słowa Pańskie rzeźwości i mocy dodają. Spojrzę i w mym Kochanku trzymam wzrok wlepiony – ach, mnie wisiał na krzyżu Chrystus umęczony! Rzekę: „Cóż to, me Światło, za postać tak smutna? Czy mię cieniem ochłodzi jabłoń tak okrutna? Mnie-ż to w krwawym spoczynek cieniu zgotowany, gdy do krzyża okrutnie Jezus przykowany? O jabłoni, nieszczęsna, która cię szczepiła ręka, znać że tyrańska, a nie ludzka była! Jednak, lub przykra, jabłoń gałęzie ucieśne rodzi, cień chorym daje i wytchnienia wcześne. Cień i łóżka pozwoli,
jabłoń w twych frasunkach da ufolgowanie”. Rzekł Pan, aż pierwsze siły nazad się wracają, słowa Pańskie rzeźwości i mocy dodają. Spojrzę i w mym Kochanku trzymam wzrok wlepiony – ach, mnie wisiał na krzyżu Chrystus umęczony! Rzekę: „Cóż to, me Światło, za postać tak smutna? Czy mię cieniem ochłodzi jabłoń tak okrutna? Mnie-ż to w krwawym spoczynek cieniu zgotowany, gdy do krzyża okrutnie Jezus przykowany? O jabłoni, nieszczęsna, która cię szczepiła ręka, znać że tyrańska, a nie ludzka była! Jednak, lub przykra, jabłoń gałęzie ucieśne rodzi, cień chorym daje i wytchnienia wcześne. Cień i łóżka pozwoli,
Skrót tekstu: HugLacPrag
Strona: 119
Tytuł:
Pobożne pragnienia
Autor:
Herman Hugon
Tłumacz:
Aleksander Teodor Lacki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1673
Data wydania (nie wcześniej niż):
1673
Data wydania (nie później niż):
1673
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Krzysztof Mrowcewicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1997
wychodzi przez rury, a naostatek gdy drzewo nie ma nic w sobie coby mogło z siebie wypuścić, nie wypływa nic z retorty.
Gdy się otworzy retorta w ten czas, gdy jest jeszcze rozpalona jak ogień, daje się w niej widzieć żar ognisty, który w momencie obraca się w popiół; lecz jeżeli ochłodzi się cokolwiek retorta pierwej, nim jest otwarta, znajdą się w niej zamiast drzewa, które w niej było, węgle, z których tak dobrze może się zrobić ogień, jak z innych ordynaryjnych węglów. Cóż się działo w tej operacyj? O to, najpierwej prawie wszystka wilgoć znajdująca się w drzewie wyszła z parą.
wychodzi przez rury, á naostatek gdy drzewo nie ma nic w sobie coby mogło z siebie wypuscić, nie wypływa nic z retorty.
Gdy się otworzy retorta w ten czas, gdy iest ieszcze rozpalona iak ogień, daie się w niey widzieć żar ognisty, który w momencie obraca się w popioł; lecz ieżeli ochłodzi się cokolwiek retorta pierwey, nim iest otwarta, znaydą się w niey zamiast drzewa, ktore w niey było, węgle, z ktorych tak dobrze może się zrobić ogień, iak z innych ordynaryinych węglow. Coż się działo w tey operacyi? O to, naypierwey prawie wszystka wilgoć znayduiąca się w drzewie wyszła z parą.
Skrót tekstu: DuhMałSpos
Strona: 7
Tytuł:
Sposób robienia węglów czyli sztuka węglarska
Autor:
Henri-Louis Duhamel Du Monceau
Tłumacz:
Jacek Małachowski
Drukarnia:
Michał Gröll
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1769
Data wydania (nie wcześniej niż):
1769
Data wydania (nie później niż):
1769
wezwrzała. Biegać mu... Czy się mylę? Psi około płota Szczekają i ktoś bije jakoby we wrota. Folguj z tą kaszą, folguj, psi szczekać przestali, On jest, koniecznie on jest, węchem go poznali. Będzie lepszy karany. Witać się go godzi, Ale mu kęs wytrwajmy, aże się ochłodzi. Zbiegał się, dobrze tak nań, kto nie chce po woli Czynić, co nań przystoi, musi po niewoli. Jeszcze ognia nie zgaszaj. Jeszcze, możne czary, Pomóżcie mi, niech mój żal nie będzie bez kary! Pal te żyły, a mów tak: „Kurczycie się, żyły,
wezwrzała. Biegać mu... Czy się mylę? Psi około płota Szczekają i ktoś bije jakoby we wrota. Folguj z tą kaszą, folguj, psi szczekać przestali, On jest, koniecznie on jest, węchem go poznali. Będzie lepszy karany. Witać się go godzi, Ale mu kęs wytrwajmy, aże się ochłodzi. Zbiegał się, dobrze tak nań, kto nie chce po woli Czynić, co nań przystoi, musi po niewoli. Jeszcze ognia nie zgaszaj. Jeszcze, możne czary, Pomóżcie mi, niech mój żal nie będzie bez kary! Pal te żyły, a mów tak: „Kurczycie się, żyły,
Skrót tekstu: SzymSiel
Strona: 131
Tytuł:
Sielanki
Autor:
Szymon Szymonowic
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Sielanki i pozostałe wiersze polskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1964
niteczki i pierze ptaszęce. Piaski morzkie/ i piaski okręgu ziemskiego. Niech to wszytko policzy od świata stworzenia. I acześ niepojęta rozumem wieczności miewam/Gdy inaczej niżliś jest żywotem mym śpiewem.Nietrudno ludziom na to na świecie pracować/Na co przy śmierci będą pewnie utyskować. Która praca w punkt śmierci onych nie ochłodzi/Ale raczej do szczęścia wiecznego przeszkodzi. Ale chcę powstać Boże/ a twej tylko chwale/Myśli/ słowa i sprawy me zapisać cale. Tylko mi ścięgni rękę daj poratowanie/Czego żebrzę u ciebie przez krwię twej wylanie. W DZIEŃ WESOLY ZMARTWYCHWSTANIA CHRYSTUSA JEZUSA. W niebie patrząc a nic w sobie widząc niebieskiego Adam
niteczki y pierze ptászęce. Piaski morzkie/ y piaski okręgu źiemskiego. Niech to wszytko policzy od świátá stworzenia. Y ácześ niepoięta rozumem wiecznośći miewam/Gdy ináczey niżliś iest żywotem mym spiewem.Nietrudno ludziom ná to ná świećie prácowáć/Ná co przy śmierći będą pewnie vtyskować. Ktora pracá w punkt śmierći onych nie ochłodźi/Ale raczey do szczęśćia wiecznego przeszkodźi. Ale chcę powstáć Boże/ á twey tylko chwale/Mysli/ słowá y spráwy me zápisac cále. Tylko mi śćięgni rękę day porátowánie/Czego zebrzę v ćiebie przez krwię twey wylánie. W DZIEN WESOLY ZMARTWYCHWSTANIA CHRYSTVSA IEZVSA. W niebie patrząc á nic w sobie widząc niebieskiego Adam
Skrót tekstu: BanHist
Strona: 206
Tytuł:
Bankiet albo historia jako Adam bankietował
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650
Historia, Achilles. Troista Historia, Achilles. NIETRWAŁOSC PIĘKNOŚCI. Z Włoskiego Joannis Baptiste Maryni. Bella del fommo Soleetc.
1. PIękność Słońca jasnego, Nie promień, lecz błyskanie W twary wieku młodego Wydając: wnet ustanie. Jak gdy wdzięczny nastanie Z latem w gorącej chwili, Tym prędzej deszcz przeminie: im ochłodzi mili 2. Przy pochodni jarzącej, Nie tak mgła z cieniem znika. Słońca, iskry gorącej, Gdy się wosk, lub śnieg tyka: Większą siłę zamyka. Niż twój kwiat o młodości; Co im więcej uciechy, tym mniej ma trwałości. 3. Miłość ucieka płocha, Z miłością i czas ginie. Co
Historya, Achilles. Troista Historya, Achilles. NIETRWAŁOSC PIĘKNOSCI. Z Włoskiego Joannis Baptiste Marini. Bella del fommo Soleetc.
1. PIękność Słońca iásnego, Nie promień, lecz błyskánie W twary wieku młodego Wydáiąc: wnet ustánie. Iák gdy wdźięczny nástánie Z látem w gorącey chwili, Tym prędzey deszcz przeminie: im ochłodźi mili 2. Przy pochodni iárzącey, Nie ták mgłá z ćieniem znika. Słońcá, iskry gorącey, Gdy sie wosk, lub śnieg tyka: Wiekszą śiłę zámyka. Niż twoy kwiát o młodośći; Co im więcey uciechy, tym mniey ma trwáłośći. 3. Miłość ućieka płocha, Z miłośćią y czás ginie. Co
Skrót tekstu: ClaudUstHist
Strona: 159
Tytuł:
Troista historia
Autor:
Claudius Claudianus
Tłumacz:
Jędrzej Wincenty Ustrzycki
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1700
Data wydania (nie wcześniej niż):
1700
Data wydania (nie później niż):
1700
z narodzienia swego, Pana pójdą witać i do wiasłeczek Jego. Ochotę też pasterską w tymże obaczycie, Tylko w krótkim słuchaniu, proszę, nie tęsknicie. W półgodziniu i prędziej chcemy się wyprawić, A wesela dusznego wasz wszytkich nabawić. Owóż już stróż panieński czystości wychodzi, A wnet ze smutną mową serce w wasz ochłodzi. Uspokojcie się na swych miejscach tu na chwilę, Posłuchajcie spraw zacnych łaskawie i mile. AktUS PRIMUS Persone interlocutorum: Joscphus, Angelus
JÓZEF ipsemet egredietur
Więc to dobrze, że wszytkie rzeczy z Opatrzności Boskiej są i najbarziej Jego łaskawości Człowiek zażywa, będąc na wyobrażenie Jego reformowany; nad insze stworzenie Ma rozum, pamięć,
z narodzienia swego, Pana pojdą witać i do wiasłeczek Jego. Ochotę też pasterską w tymże obaczycie, Telko w krótkim słuchaniu, proszę, nie tęsknicie. W półgodziniu i prędziej chcemy się wyprawić, A wesela dusznego wasz wszytkich nabawić. Owóż już stróż panieński czystości wychodzi, A wnet ze smutną mową serce w wasz ochłodzi. Uspokojcie się na swych miejscach tu na chwilę, Posłuchajcie spraw zacnych łaskawie i mile. ACTUS PRIMUS Personae interlocutorum: Joscphus, Angelus
JÓZEF ipsemet egredietur
Więc to dobrze, że wszytkie rzeczy z Opatrzności Boskiej są i najbarziej Jego łaskawości Człowiek zażywa, będąc na wyobrażenie Jego reformowany; nad insze stworzenie Ma rozum, pamięć,
Skrót tekstu: DialDzieńOkoń
Strona: 110
Tytuł:
Dialog na dzień Narodzenia
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
jasełka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1641 a 1643
Data wydania (nie wcześniej niż):
1641
Data wydania (nie później niż):
1643
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Staropolskie pastorałki dramatyczne: antologia
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Okoń
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1989
z nadzieją Szwedów/ iż za tą Eleccją miały się zgoła uspokoić wszytkie rozruchy i wojny. Ale się barzo oszukali. O żywocie nasz biedny/ trosk i smutku pełny: Jako wszytka twa radość; tak i tyś niepewny: Twój obrót jest jak niebo/ gdy się wypogodzi/ Aż zimny czas nastąpi/ i ono ochłodzi. Jasniało kęs coś na dzień/ a w wieczor pochmarło: Prędko deszcz spadł: a zatym jak wszytko pomarło. Chrystiernus bowiem nie mieszkając nic/ rozpuścił zaraz wodze okrutnej swej Naturze. Przy radości swej Koronacji/ kazał od stołu pobrać do więzienia Biskupów trzech/ Stengie, Scare, i Weszje: a drugiego dnia/
z nádźieią Szwedow/ iż zá tą Electią miáły się zgołá vspokoić wszytkie rozruchy y woyny. Ale się bárzo oszukáli. O żywoćie nász biedny/ trosk y smutku pełny: Iáko wszytká twa rádość; ták y tyś niepewny: Twoy obrot iest iák niebo/ gdy się wypogodźi/ Aż źimny czás nástąpi/ y ono ochłodźi. Iásniáło kęs coś ná dźień/ á w wieczor pochmárło: Prędko descz spadł: á zátym iák wszytko pomárło. Christiernus bowiem nie mieszkáiąc nic/ rozpuśćił záraz wodze okrutney swey Náturze. Przy rádośći swey Koronátiey/ kazał od stołu pobráć do więźienia Biskupow trzech/ Stengiae, Scarae, y Wesziae: á drugiego dniá/
Skrót tekstu: BotŁęczRel_IV
Strona: 63
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. IV
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Drukarnia:
Mikołaj Lob
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
we Lwie z Miesiącem złączenie Jest to konequencyjej dobrej Rozumienie A ta Panna co tez ma w Niebie za urzędy Czy tąm u Astrofilów zgodne zdanie wszędy Ze gdzie się Instancyją swą Interponuje Wszędzie gróżny Planetów srogość Mityguje Gubernium krwawego Marsa gdy na staje Siła to Ludziom Trwogi i strachu przydaje Opposito Radio gdy Pannę przechodzi Przecię Desperujących Cóż kolwiek ochłodzi Saturnus nie może się rozszerzac srogością I Merkuriusz z swoją zwyczajną chytrością kiedy z Panną kwadratem swym korespondują Zaraz sub solanea wielką folgę czują A zaś gdy sama Panna z Jowiszem Łaskawym Rządy Roczne obejmie przy Pokoju Prawym Wszystkiego się Dobrego spodziewać potrzeba Zdrowia fortun pomyslnych i dostatku Chleba Już Mars krwawego Miecza swego Niedobywa Już Saturnowa kosa w
we Lwie z Miesiącem złączenie Iest to konequencyiey dobrey Rozumienie A ta Panna co tez ma w Niebie za urzędy Czy tąm u Astrophilow zgodne zdanie wszędy Ze gdzie się Instancyią swą Interponuie Wszędzie grozny Planetow srogość Mityguie Gubernium krwawego Marsa gdy na staie Siła to Ludziom Trwogi y strachu przydaie Opposito Radio gdy Pannę przechodzi Przecię Desperujących coz kolwiek ochłodzi Saturnus nie moze się rozszerzac srogoscią I Merkuryusz z swoią zwyczayną chytroscią kiedy z Panną kwadratem swym korresponduią Zaraz sub solanea wielką folgę czuią A zas gdy sama Panna z Iowiszem Łaskawym Rządy Roczne obeymie przy Pokoiu Prawym Wszystkiego się Dobrego spodziewac potrzeba Zdrowia fortun pomyslnych y dostatku Chleba Iuz Mars krwawego Miecza swego Niedobywa Iuz Saturnowa kosa w
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 272
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
sumnienie piece, Nie masz lekarstwa, nie masz do śmierci lekarza,
Tchnąc piersi poddymają ogień, który parza. Cóż mówić o malignie, w której dusza z ciałem Wieczystym będzie w piekle gorzała zapałem? Próżno nie je w chorobie ogórków dla zdrowia, Kto grzechem na sumnieniu chorobę odnawia. Choć grób ciało do czasu krótkiego ochłodzi, Ale tę zwłokę piekło srogością nagrodzi. Skoro niebieskie kręgi, i ziemia, i morze Nieugaszonym ogniem w dzień sądu zagórze. 24 (P). MUCHY DO ŚWIECE, LUDZIE DO ŚWIATA
Nie mogąc spać, choć jeszcze nie poczęło świtać, Każę świecę zapalić, chcąc pisać i czytać; Aż muchy, łojową się
sumnienie piece, Nie masz lekarstwa, nie masz do śmierci lekarza,
Tchnąc piersi poddymają ogień, który parza. Cóż mówić o malignie, w której dusza z ciałem Wieczystym będzie w piekle gorzała zapałem? Próżno nie je w chorobie ogórków dla zdrowia, Kto grzechem na sumnieniu chorobę odnawia. Choć grób ciało do czasu krótkiego ochłodzi, Ale tę zwłokę piekło srogością nagrodzi. Skoro niebieskie kręgi, i ziemia, i morze Nieugaszonym ogniem w dzień sądu zagórze. 24 (P). MUCHY DO ŚWIECE, LUDZIE DO ŚWIATA
Nie mogąc spać, choć jeszcze nie poczęło świtać, Każę świecę zapalić, chcąc pisać i czytać; Aż muchy, łojową się
Skrót tekstu: PotFrasz5Kuk_III
Strona: 369
Tytuł:
Ogroda nie wyplewionego część piąta
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1688 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987