MARS żelazny podał je w ręce Cytusowe. Gdy utarczka nieszczęsna służyć mu niechciała/ Stracił lud chlubny Kresus/ i zdobycz została. V zmyślnego Cyrusa jasnoświetne zbroje/ Tam Aldzbanty/ tam Rzędy/ tam od złota stroje Wszytko zgubił: nakoniec drew kupę złożono/ By Kresusa chciwego/ ogniem dokończono. Gdzie na łóżku płomiennym Solona mądrego Zawołał/ i o szczęściu chwalił zdanie jego. Teć nieznośna Niewola przysmaki podaje/ Kto chce dni wdzięcznych użyć niech przy mnie przestaje. Bezemnie darmochlubny próżno Ród wynosisz/ Pradziady/ i z Dziadami/ gdy Karki swe nosisz W niezwyczajnej Niewoli/ jeństwo zgubą chodzi/ Twych ojczystych Tytułów/ wstyd a hańbę rodzi
MARS żelázny podał ie w ręce Cytusowe. Gdy vtarczká niesczęsna slużyć mu niechćiáłá/ Stráćił lud chlubny Kresus/ y zdobycż zostáłá. V zmyślnego Cyrusá iásnoświetne zbroie/ Tám Aldzbánty/ tám Rzędy/ tám od złotá stroie Wszytko zgubił: nákoniec drew kupę złożono/ By Kresusá chćiwego/ ogniem dokonczono. Gdźie ná łożku płomiennym Soloná mądrego Záwołáł/ y o sczęśćiu chwalił zdánie iego. Teć nieznośna Niewola przysmáki podáie/ Kto chce dni wdźięćznych vżyć niech przy mnie przestáie. Bezemnie dármochlubny prozno Rod wynośisż/ Prádźiády/ y z Dźiádámi/ gdy Kárki swe nośisz W niezwyczáyney Niewoli/ ieństwo zgubą chodźi/ Twych oyczystych Tytułow/ wstyd á háńbę rodźi
Skrót tekstu: WitkWol
Strona: A4v
Tytuł:
Złota wolność koronna
Autor:
Stanisław Witkowski
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
. Którego tu spomionę bym to pokazała. Zem się z dobrych zrodziwszy z cnotąm przestawała. Bóg JOWISZ błyskawiczny mnie od wielków zrodził/ Zmozgóródną Minerwą gdy po gorze chodził Awentyńskie/ gdzie kościół zaraz stanowili/ Imieniowi mojemu tam on poświęcili. PALLAS dowcipna siostra ta mię piastowała/ Astrea prawotworna kąpił gotowała. A MARS płomienny chrzęstem niepożytej zbroje/ Wujem będąc łagodził liche płacze moje. I tak mię wychowawszy na Świat sprowadzili/ Sławę lotną puściwszy ludziom ogłosili; Gdziem mieszkała dość długo rządząc lud w pokoju/ Miłość zgoda kwintnęła/ nie było tam boju. Pokoj obok mi siadał z ugłaskaną głową Oliwny wieniec nosąc/ a wonnością nową Skronie
. Ktorego tu spomionę bym to pokazáłá. Zem sie z dobrych zrodźiwszy z cnotąm przestawáłá. Bog IOWISZ błyskáwiczny mnie od wielkow zrodźił/ Zmozgorodną Minerwą gdy po gorze chodźił Awentynskie/ gdźie kośćioł zaraz stánowili/ Imieniowi moiemu tám on poświęćili. PALLAS dowćipna siostrá tá mię piástowáłá/ Astrea práwotworna kąpił gotowáłá. A MARS płomienny chrzęstem niepożytey zbroie/ Wuiem będąc łágodźił liche płácze moie. Y ták mię wychowawszy ná Swiát sprowádźili/ Sławę lotną puśćiwszy ludźiom ogłośili; Gdźiem mieszkáłá dość długo rządząc lud w pokoiu/ Miłość zgodá kwintnęłá/ nie było tám boiu. Pokoy obok mi śiadał z vgłaskáną głową Oliwny wieniec nosąc/ á wonnośćią nową Skronie
Skrót tekstu: WitkWol
Strona: B3
Tytuł:
Złota wolność koronna
Autor:
Stanisław Witkowski
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
najstarszej Norwegiej ten pierwszy króluje, To szwedzki, ten w Gocji zimnej rozkazuje.
LI
A lub to granic swoich tak bliskich nie mają Z wyspą jej, Islandią którą nazywają Zginioną, to dla tego, iż cudze okręty Rzadko tam płyną, choć to kraj sławny i wzięty, Słysząc przecię o dziwnych cnotach i gładkości, Płomiennych zachwycili zarazem miłości; Chcą jej za żonę i tak robią dzieła wielkie, Iż się jem świat i wieki zdziwią potem wszelkie.
L
Lecz ona z nich nie chciała mieć męża żadnego: Tuszy naleźć gdziekolwiek dobrze dzielniejszego. „Małą - mówi jem - sił swych probę jeszcze macie, Iż w tem miejscu odległem z bronią
najstarszej Norwegiej ten pierwszy króluje, To szwedzki, ten w Gotyej zimnej rozkazuje.
LI
A lub to granic swoich tak blizkich nie mają Z wyspą jej, Islandyą którą nazywają Zginioną, to dla tego, iż cudze okręty Rzadko tam płyną, choć to kraj sławny i wzięty, Słysząc przecię o dziwnych cnotach i gładkości, Płomiennych zachwycili zarazem miłości; Chcą jej za żonę i tak robią dzieła wielkie, Iż się jem świat i wieki zdziwią potem wszelkie.
L
Lecz ona z nich nie chciała mieć męża żadnego: Tuszy naleźć gdziekolwiek dobrze dzielniejszego. „Małą - mówi jem - sił swych probę jeszcze macie, Iż w tem miejscu odległem z bronią
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 15
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
Tak Astolfa przychęcał do dzieła wielkiego; Potem, kiedy w swe łono ocean przestrony Słońce przyjął, a miesiąc z drugiej pędził strony Swoje loty ogniste, wóz nagotowano, Który dla niebieskich dróg umyślnie chowano, Wóz, na którem Heliasz z oczu ludzkich wzięty, W mieście wiecznych delicyj wdzięcznie jest przyjęty.
LXVIII.
Cztery konie płomiennej barwy do dziwnego Święty ewangelista zaprzągł jarzma swego; Potem usiadł z Astolfem i lec w rece swoje Wziąwszy, opuszcza rajskie szczęśliwe pokoje. Pod obłoki się udał, ku niebu kieruje Żartki bieg, ledwie rączych woźników wstrzymuje. Lecą, jak wpadły w ogień wieczny, który gwałtem Ustępuje się, żadnem nie szkodząc jem kształtem.
Tak Astolfa przychęcał do dzieła wielkiego; Potem, kiedy w swe łono ocean przestrony Słońce przyjął, a miesiąc z drugiej pędził strony Swoje loty ogniste, wóz nagotowano, Który dla niebieskich dróg umyślnie chowano, Wóz, na którem Heliasz z oczu ludzkich wzięty, W mieście wiecznych delicyj wdzięcznie jest przyjęty.
LXVIII.
Cztery konie płomiennej barwy do dziwnego Święty ewangelista zaprzągł jarzma swego; Potem usiadł z Astolfem i lec w rece swoje Wziąwszy, opuszcza rajskie szczęśliwe pokoje. Pod obłoki się udał, ku niebu kieruje Żartki bieg, ledwie rączych woźników wstrzymuje. Lecą, jak wpadły w ogień wieczny, który gwałtem Ustępuje się, żadnem nie szkodząc jem kształtem.
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 78
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
pola, równiny, góry z pagórkami, Otoczone pięknemi nad podziw miastami. Ma luna swe fortece, domy, budowania Więtsze nad pomyślenie ludzkie i mniemania, Gajów, lasów wesołych, puszcz dostatek wielki, Gdzie Nimfy tańce wiodą i zwierz biją wszelki.
LXXII.
Nie mógł się Astolf dobrze napatrzyć możnego Państwa dla biegu koni płomiennych żartkiego, Który święty apostoł w dół miedzy dwie góry Kierował, pojazd prędki, pojazd czyniąc spory. Tam wprzód ujźrzał, gdy w dziwach utkwił bystre oczy, Jako prędkie płanety przedwieczna Myśl toczy, Więc co lub niefortuną lub głupstwem, grzechami Traci się albo czasem złem i zabawami.
LXXIII.
Nie mówię o królestwach,
pola, równiny, góry z pagórkami, Otoczone pięknemi nad podziw miastami. Ma luna swe fortece, domy, budowania Więtsze nad pomyślenie ludzkie i mniemania, Gajów, lasów wesołych, puszcz dostatek wielki, Gdzie Nimfy tańce wiodą i źwierz biją wszelki.
LXXII.
Nie mógł się Astolf dobrze napatrzyć możnego Państwa dla biegu koni płomiennych żartkiego, Który święty apostoł w dół miedzy dwie góry Kierował, pojazd prędki, pojazd czyniąc spory. Tam wprzód ujźrzał, gdy w dziwach utkwił bystre oczy, Jako prędkie płanety przedwieczna Myśl toczy, Więc co lub niefortuną lub głupstwem, grzechami Traci się albo czasem złem i zabawami.
LXXIII.
Nie mówię o królestwach,
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 79
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
słabe trudzi, Jeśli przeciągiem czasu długiem nie zwietrzeje Jego wonność i jeśli moc nie osłabieje, Widomemi snadno to ukazuje znaki, Iż cena jego dobra i skutek jednaki. .
II.
Wiecznej pamięci godnych Estensów krwi sławna, Której i starożytność wieków przeszłych dawna Ludzkości nie zwątliła, świecisz, jako złoty Febus, gdy blask ciskają płomienne obroty W najjaśniejsze południe; nie dziw, bo z takiego Przodka idziesz, co nie ma porównania swego; Nie migoce tak luna miedzy drobniejszemi Płanety, gdy swój srebrny wóz złączyła z niemi.
III.
Zawsze miewał w potrzebach wielkich Rugier śmiały Przy męskiem sercu umysł wielki i wspaniały; Zawsze jednaką ludzkość i powagę chował,
słabe trudzi, Jeśli przeciągiem czasu długiem nie zwietrzeje Jego wonność i jeśli moc nie osłabieje, Widomemi snadno to ukazuje znaki, Iż cena jego dobra i skutek jednaki. .
II.
Wiecznej pamięci godnych Estensów krwi sławna, Której i starożytność wieków przeszłych dawna Ludzkości nie zwątliła, świecisz, jako złoty Febus, gdy blask ciskają płomienne obroty W najjaśniejsze południe; nie dziw, bo z takiego Przodka idziesz, co nie ma porównania swego; Nie migoce tak luna miedzy drobniejszemi Płanety, gdy swój srebrny wóz złączyła z niemi.
III.
Zawsze miewał w potrzebach wielkich Rugier śmiały Przy męskiem sercu umysł wielki i wspaniały; Zawsze jednaką ludzkość i powagę chował,
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 228
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
ostrość spiknęła sięz niemi. Z tamtąd gdy się wrócili posłowie pomocy Etolskiej nie zyskawszy/ próżni onej mocy/ W nieszczęśliwe się boje Kutulczycy wdają/ I krwie na obie stronie wiele wylewają. Oto niesie pochodnie Turnus na okręty: Lękną się ogniów/ morskie przybywszy zamęty. I już smołę/ i woski/ i insze obroki Płomienne/ ogień trawił/ i przez maszt wysoki Miał się ku żaglom/ i z ław dym się walił sprosny/ Gdy pomniąc z Idejskiego boru być te sosny. Święta Bogów rodzica/ cymbałowym brzękiem/ I wiatr surmy nadętej okrzyknęła dźwiękiem: A samaź forą pędząc wprzeżonemi lwami: Darmo Świętokrajskiemi/ Turnusku/ rękami Ogniem strzelasz zwarzy
ostrość spiknęłá sięz niemi. Z támtąd gdy się wroćili posłowie pomocy AEtolskiey nie zyskawszy/ prożni oney mocy/ W nieszczęśliwe się boie Kutulczycy wdáią/ Y krwie ná obie stronie wiele wylewáią. Oto nieśie pochodnie Turnus na okręty: Lękną się ogniow/ morskie przybywszy zámęty. Y iuż smołę/ y woski/ y insze obroki Płomienne/ ogień trawił/ y przez mászt wysoki Miał się ku żaglom/ y z ław dym się wálił sprosny/ Gdy pomniąc z Ideyskiego boru być te sosny. Swięta Bogow rodźicá/ cymbałowym brzękiem/ Y wiátr surmy nádętey okrzyknęłá dzwiękiem: A samáź forą pędząc wprzeżonemi lwámi: Dármo Swiętokráyskiemi/ Turnusku/ rękámi Ogniem strzelasz zwárzy
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 364
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636