dobry czasem i barsźcz. Nie zaleca jej chodzenia, kroku, bo na miejscu by nie posiedziała, włóczyła by się bez potrzebnie, od Kościoła do Kościoła, od Jeruzalem do Betlejem; a to szpetna na służbie Boskiej. Nie mówi i o tym Dawid, aby miała powonienie, albo cuch; bo by się chciała perfumować, a przy tym P. Bogu służyć. Ani tego wyciąga Dawid, aby umiała mówić, albo śpiewać, bo się bał, aby nie była świegotliwa, albo miasto Rozmyślajmy dziś, aby też nie śpiewała, ja tam nie wiem o czym, dość na cię oblubienico mieć ucho, Audi a ucho nakłonione inclina aurem
dobry czásem i barsźcz. Nie záleca iey chodzęnia, kroku, bo ná mieyscu by nie pośiedźiáłá, włoczyłá by się bez potrzebnie, od Kośćiołá do Kośćiołá, od Ieruzalem do Betlehem; á to szpetna ná służbie Boskiey. Nie mowi i o tym Dawid, áby miáłá powonienie, álbo cuch; bo by się chćiáłá perfumowáć, á przy tym P. Bogu służyć. Ani tego wyćiąga Dawid, áby vmiáłá mowić, álbo śpiewáć, bo się bał, áby nie byłá świegotliwa, álbo miásto Rozmyślaymy dźiś, áby też nie spiewáłá, ia tám nie więm o czym, dość ná ćię oblubienico mieć vcho, Audi á vcho nákłonione inclina aurem
Skrót tekstu: MłodzKaz
Strona: 45
Tytuł:
Kazania i homilie
Autor:
Tomasz Młodzianowski
Drukarnia:
Collegium Poznańskiego Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
plugawca tak bym skarała! Palce hniusowi temu śmierdziały, I domyślałam się czym mu woniały. Wstyd nie dopuszcza wspominać rzeczy, Które ma ten knecht na lepszej pieczy, Niż dusze nasze i niż uczciwe Swe - ministrzysko tak barzo chciwe! Ale-ć ma przykład: Luter fundował Wiarę w tych miejscach, gdzie perfumował On swoje ręce. Hej, do kozice, Do pługu chłopie, nie do winnice Pańskiej! Cóż mówisz? Są źli kapłani I u papistów, ale karani Bywają za to - więc plugawcowi I tobie tak dać jak śmierdziuchowi. Ale rozumem ja się kieruję, W tamtych kawałkach zgoła nie czuję, Jedno chleb prosty,
plugawca tak bym skarała! Palce hniusowi temu śmierdziały, I domyślałam się czym mu woniały. Wstyd nie dopuszcza wspominać rzeczy, Które ma ten knecht na lepszej pieczy, Niż dusze nasze i niż uczciwe Swe - ministrzysko tak barzo chciwe! Ale-ć ma przykład: Luter fundował Wiarę w tych miejscach, gdzie perfumował On swoje ręce. Hej, do kozice, Do pługu chłopie, nie do winnice Pańskiej! Cóż mówisz? Są źli kapłani I u papistów, ale karani Bywają za to - więc plugawcowi I tobie tak dać jak śmierdziuchowi. Ale rozumem ja się kieruję, W tamtych kawałkach zgoła nie czuję, Jedno chleb prosty,
Skrót tekstu: TajRadKontr
Strona: 278
Tytuł:
Tajemna rada
Autor:
Anonim
Drukarnia:
Drukarnia Jezuicka
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pisma religijne, satyry
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1624
Data wydania (nie wcześniej niż):
1624
Data wydania (nie później niż):
1624
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Kontrreformacyjna satyra obyczajowa w Polsce XVII wieku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Zbigniew Nowak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Gdańskie Towarzystwo Naukowe
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1968
rosną drzewa? Niech, kto nie umie drugiej, jednę piosnkę śpiewa. Kogo do czego zwyczaj, zmysł, nauka skłania, Tym niech bawi; nabożnych rzeczy się pisania Niech nie podejmuje poeta, który wda W światowe, bo inaczej tamtym będzie krzywda. Kwituję: niech mi pulsów ten doktor nie maca, Co proszki perfumuje, pigułki pozłaca. 26. INSZA RZECZ UCZONYM BYĆ, INSZA ROZSĄDNYM
Że cały żywot prawie nad księgami strawił, Wielką się stąd nauką między ludźmi wsławił Senator jeden; jakoż człowiek był wymowny. Gdy mu przyszło dać w sprawie sentencyją głównej, Aż mój Herkulesowe do Awernu stopnie Rachuje i powieda dzieje przedpotopnie: Jako Jowisza
rostą drzewa? Niech, kto nie umie drugiej, jednę piosnkę śpiewa. Kogo do czego zwyczaj, zmysł, nauka skłania, Tym niech bawi; nabożnych rzeczy się pisania Niech nie podejmuje poeta, który wda W światowe, bo inaczej tamtym będzie krzywda. Kwituję: niech mi pulsów ten doktor nie maca, Co proszki perfumuje, pigułki pozłaca. 26. INSZA RZECZ UCZONYM BYĆ, INSZA ROZSĄDNYM
Że cały żywot prawie nad księgami strawił, Wielką się stąd nauką między ludźmi wsławił Senator jeden; jakoż człowiek był wymowny. Gdy mu przyszło dać w sprawie sentencyją głównej, Aż mój Herkulesowe do Awernu stopnie Rachuje i powieda dzieje przedpotopnie: Jako Jowisza
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 20
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
się między niemi/ Chustkę rzuca na tę/ co mu się najbarziej podoba. Snadno się domyślić z jaką radością tę Chustkę odebrawszy/ do nóg mu upada/ i całując/ do zanadrza kładzie ten miły zadatek szczęścia swego. Przychodzą zaraz wszytkie Damy Dworskie/ winszując jej tak wysokiej fortuny/ potym ją myją/ płoczą/ perfumują/ stroją jako najwyborniej/ z Muzyką różnych instrumentów i głosów/ prowadzą do Pokoju/ w którym Cesarz sypia. Kiedy się zbliża/ Eunuch najkochańszy co drzwi pilnuje/ daje mu znać/ i gdy każe/ w prowadza ją do Pokoju. Owa biegiem do nóg jego przypada/ i podług dawnego zwyczaju/ nogami się na
się między niemi/ Chustkę rzuca ná tę/ co mu się naybárźiey podoba. Snádno się domyślić z iáką rádośćią tę Chustkę odebrawszy/ do nog mu vpada/ y cáłuiąc/ do zánádrzá kłádźie ten miły zádátek szczęśćia swego. Przychodzą záraz wszytkie Damy Dworskie/ winszuiąc iey ták wysokiey fortuny/ potym ią myią/ płoczą/ perfumuią/ stroią iáko naywyborniey/ z Muzyką rożnych instrumentow y głosow/ prowádzą do Pokoiu/ w ktorym Cesarz sypia. Kiedy się zbliża/ Evnuch naykocháńszy co drzwi pilnuie/ dáie mu znáć/ y gdy każe/ w prowadza ią do Pokoiu. Owá biegiem do nog iego przypáda/ y podług dáwnego zwyczáiu/ nogámi się ná
Skrót tekstu: RicKłokMon
Strona: 48
Tytuł:
Monarchia turecka
Autor:
Paul Ricot
Tłumacz:
Hieronim Kłokocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1678
Data wydania (nie później niż):
1678
I tak w nim, nieboraku, aż wysusza kości, Nagorsza, ze jej owak kijem nie dochłości. Folska Satyra Mieszczanska. 11 Raz mu dostatkiem da jeść, drugdy suchotami, Aza to nie bolesna, przyznacie to sami. Więc się w rzeczy dla niego bielidłem smaruje, To się w szaty ustroi, to się perfumuje. To się k niemu uśmiecha, to rozmawia cudnie, A ówdzie, jak może być, na sercu obłudnie. To go twarzy pogodnę w rzeczy poleruje, To go, chodzić, obłapia, to ręce całuje. To się w wieczór dla niego ubierze w giezłeczko, A mówi: — „Mój klejnocie, moja
I tak w nim, nieboraku, aż wysusza kości, Nagorsza, ze jej owak kijem nie dochłości. Folska Satyra Mieszczanska. 11 Raz mu dostatkiem da jeść, drugdy suchotami, Aza to nie bolesna, przyznacie to sami. Więc się w rzeczy dla niego bielidłem smaruje, To się w szaty ustroi, to się perfumuje. To się k niemu uśmiecha, to rozmawia cudnie, A ówdzie, jak może być, na sercu obłudnie. To go twarzy pogodnę w rzeczy poleruje, To go, chodzić, obłapia, to ręce całuje. To się w wieczór dla niego ubierze w giezłeczko, A mówi: — „Mój klejnocie, moja
Skrót tekstu: WierszForBad
Strona: 162
Tytuł:
Wiersz o fortelach i obyczajach białogłowskich
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1684
Data wydania (nie wcześniej niż):
1684
Data wydania (nie później niż):
1684
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950
Kastru zatym Lawinowych Gmachów pięknych dojechał/ i nurtów Tybrowych K niemu się macior/ ojców kupy gatną silne/ I te co twych/ Trojańską Westo ogniów pilne. Hurmen Boga witają/ w radosnym sposobie: A gdziekolwiek łódź przeciw w odzie/ stąpi sobie Na sławionych Oltarzach/ rzędem potrzaskują Radzidła w obie stronie/ i wiatr perfumują. Wtąż rzezana ofiara/ noż soczy wrażony. Owa w miasto Rzym/ w głowę rzeczy wprowadzony Wąż się dźwiga/ i szyją nad miastem szermuje/ A sobie przystojnego siadła upatruje. Dzieli się na dwie stronie/ nurt swemi wodami/ Ostrowem to rzeczono: dwiema ten bokami/ Równe odnogi stroi; śrzodkiem mając ziemie.
Kástru zátym Láwinowych Gmáchow pięknych doiecháł/ y nurtow Tybrowych K niemu się mácior/ oycow kupy gátną śilne/ Y te co twych/ Troianską Westo ogniow pilne. Hurmen Boga witaią/ w rádosnym sposobie: A gdźiekolwiek lodz przeciw w odzie/ stąpi sobie Na sławionych Oltarzách/ rzędem potrzáskuią Rádźidła w obie stronie/ y wiátr perfumuią. Wtąż rzezána ofiárá/ noż soczy wráżony. Owá w miásto Rzym/ w głowe rzeczy wprowádzony Wąż się dźwiga/ y szyią nád miástem szermuie/ A sobie przystoynego śiadłá vpátruie. Dźieli się ná dwie stronie/ nurt swemi wodámi/ Ostrowem to rzeczono: dwiemá ten bokámi/ Rowne odnogi stroi; śrzodkiem máiąc źiemie.
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 396
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
mu i Polska śmierdzi/ i wszytko w niej gani. O Francij powiada/ o Damach/ Baletach. Nic nieumie tylko łgać/ a udawać rzeczy/ W źwierciedle ustawicznie ni tam Małpa jaka Muszczę się/ goli brodę i dwa razy o dzień. Toż napotym i w Polskim stroju czynić będzie. Monstruje/ perfumuje/ pudruje i trafi Włosy/ z których żelazo ledwie kiedy znidzie/ Mowa/ Stroi/ po Francusku i Gest i zabawa. Siła przejął zwyczajów/ umie i Kapłuna Drewnianego rozebrać/ a zjeść prawdziwego. I po toż to całe ośm lat w Rzymie/ w Paryżu Potrzeba było mieszkać? i na to się ten koszt
mu y Polska śmierdźi/ y wszytko w niey gani. O Fráncij powiádá/ o Damách/ Baletách. Nic nievmie tylko łgáć/ á vdáwáć rzeczy/ W źwierćiedle vstáwicznie ni tám Małpá jáka Muszczę się/ goli brodę y dwá rázy o dźień. Tosz nápotym y w Polskim stroiu czynić będźie. Monstruie/ perfumuie/ pudruie y trafi Włosy/ z ktorych żelázo ledwie kiedy znidźie/ Mowa/ Stroi/ po Fráncusku y Gest y zábawa. Siłá przeiął zwyczáiow/ vmie y Kapłuná Drewnianego rozebráć/ á zieść prawdźiwego. Y po toż to cáłe osm lat w Rzymie/ w Páryżu Potrzebá było mieszkáć? y ná to się ten koszt
Skrót tekstu: OpalKSat1650
Strona: 3
Tytuł:
Satyry albo przestrogi do naprawy rządu i obyczajów w Polszcze
Autor:
Krzysztof Opaliński
Miejsce wydania:
Amsterdam
Region:
zagranica
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650