cierpiące skazy
Postępki złożył. Co patrz jak przydało Wagi tej szali. O jakeś szczęśliwy, Zacny marszałku, kiedyć się dostało Być na tej stronie, gdy cię obłędliwy
Krok na gościniec inszy nie wprowadził, Gdziebyś był duszę i ciało zagładził. Calliope.
Człowiek igrzysko boże, powiedają, Którym on jako piłą ciska sobie. Raz będzie w gorze, drugi raz na ziemi. Tak i fortuna koło swoje toczy, Że w jednej mierze jak żywo nie stoi, Ale co będzie wysoko, wnet nisko. Tak fata wiją przeplatany wieniec Z trosk i z radości, acz daleko więcej Złych niźli dobrych ziół w tej to koronie.
cierpiące skazy
Postępki złożył. Co patrz jak przydało Wagi tej szali. O jakeś szczęśliwy, Zacny marszałku, kiedyć się dostało Być na tej stronie, gdy cię obłędliwy
Krok na gościniec inszy nie wprowadził, Gdziebyś był duszę i ciało zagładził. Calliope.
Człowiek igrzysko boże, powiedają, Ktorym on jako piłą ciska sobie. Raz będzie w gorze, drugi raz na ziemi. Tak i fortuna koło swoje toczy, Że w jednej mierze jak żywo nie stoi, Ale co będzie wysoko, wnet nizko. Tak fata wiją przeplatany wieniec Z trosk i z radości, acz daleko więcej Złych niźli dobrych zioł w tej to koronie.
Text ID: MorszZWierszeWir_I
Page: 465
Title:
Wiersze
Author:
Zbigniew Morsztyn
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
songs
Humorous:
no
Release date:
1675
Release date (no earlier than):
1675
Release date (no later than):
1675
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Wirydarz poetycki
Editor of the modern edition:
Aleksander Brückner
Place of publication of the modern edition:
Lwów
Publisher of the modern edition:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Release date of the modern edition:
1910
; na te nie trzeba pazurów ostrych/ ani kłów smokowi piekielnemu dobywać/ ogonem ich ściągnie/ zawsze jego są/ zawsze na jego kinienie idą jemu się konformują/ nic natym choć po wierzchu tak dalece świecą. Święty Tadeus w swojej kanonice opisując takich/ patrząc na niestateczność ich/ patrząc jako świat nimi igra by piłą: zowie ich Fluctus feri maris, despumantes suas confusiones. Falą Morską/ która nigdy w jednej mierze nie stoi/ ale nią zawsze wiatry igrają/ rzucając ją to tam to sam/ zawżdy się kręci/ odmienia/ a jeżeli co wyrzuci z siebie/ tedy pewną pianę/ która na nic jest dobra/ jedno że
; ná te nie trzebá pázurow ostrych/ áni kłow smokowi piekielnemu dobywáć/ ogonem ich śćiągnie/ záwsze iego są/ záwsze ná iego kinienie idą iemu sie konformuią/ nic nátym choć po wierzchu ták dálece świécą. Swięty Thádeus w swoiey kánonice opisuiąc tákich/ pátrząc ná niestátéczność ich/ pátrząc iáko świát nimi igra by piłą: zowie ich Fluctus feri maris, despumantes suas confusiones. Fálą Morską/ która nigdy w iedney mierze nie stoi/ ále nią záwsze wiátry igráią/ rzucáiąc ią to tám to sam/ záwżdy sie kręći/ odmienia/ á ieżeli co wyrzući z śiebie/ tedy pewną piánę/ ktora ná nic iest dobra/ iedno że
Text ID: NajmProg
Page: C3
Title:
Prognostyk duchowny na kometę
Author:
Jakub Najmanowicz
Printing house:
Maciej Jędrzejowczyk
Place of publication:
Kraków
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
persuasive texts
Genre:
sermons
Subject:
astrology, religion
Humorous:
no
Release date:
1619
Release date (no earlier than):
1619
Release date (no later than):
1619
halabardą ścięty Roku Pańskiego 62 24. Febr:
Ósmy Z. MATEUSZ Apostoł i Ewangel sta, w tejże Murzyńskiej Ziemi pracując około Dusz nawrócenia, tamże ścięty siekierą R. P. 42. 21 Septembra.
Dziewiąty Z. SZYMON Chananeusz, przez Mezopotamią, Persią, Egipt Libię, i bliższym Afrykanom Chrystusa opowiadał, piłą przerznięty w Persji, Roku Pańskiego 63, 28. Października.
Dziesiąty Z. JUDASZ TADLUSZ w Arabii, Idumei, Egipcie, i Persji krzewiąc Wiarę, Farbierskim kijem zabity Roku 59.
Jedenasty Z. JAKUB Większy Hiszpanów na ów czas Pogan, Apostoł o- O Wierze Katolickiej
koło Roku 46, skąd do Jerozolimy powróciwszy,
halabardą ścięty Roku Pańskiego 62 24. Febr:
Osmy S. MATEUSZ Apostoł y Ewangel sta, w teyże Murzyńskiey Ziemi prácuiąc około Dusz nawrocenia, tamże ścięty siekierą R. P. 42. 21 Septembra.
Dziewiąty S. SZYMON Chananeusz, przez Mezopotamią, Persią, Egypt Libię, y bliższym Afrykanom Chrystusa opowiadał, piłą przerznięty w Persii, Roku Pańskiego 63, 28. Pazdziernika.
Dziesiąty S. IUDASZ TADLUSZ w Arabii, Idumei, Egypcie, y Persii krzewiąc Wiarę, Farbierskim kiiem zabity Roku 59.
Iedenasty S. IAKUB Większy Hiszpanow na ow czas Pogán, Apostoł o- O Wierze Katolickiey
koło Roku 46, zkąd do Ierozolimy powrociwszy,
Text ID: ChmielAteny_I
Page: 1009
Title:
Nowe Ateny, t. 1
Author:
Benedykt Chmielowski
Printing house:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Place of publication:
Lwów
Region:
Ruthenian Lands
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
scientific-didactic texts
Genre:
encyclopedias and compendiums
Humorous:
no
Release date:
1755
Release date (no earlier than):
1755
Release date (no later than):
1755
powinien pan rady, A doktor pańskie zań ma jeść obiady. Jak kaznodzieja, tak i doktor zgoła Inaczej żyją, niż ich każe szkoła. TURNIEJA NIEDŹWIEDZIA Z BYKIEM
Mężny z srogim niedźwiedziem byk pojedynkował. Ów rogiem, ten sam sobą wiele dokazował, Ten go kona powałem, ów się zaś gdy krzepi, Jako piłą w zgórę go rogiem rzuci lepij. Potem się wzajem zewrą wszytką mocą, rykiem, Chcąc mężniejszym ten nad tym usieść pasownikiem. Lecz gdy obaj w jednakiej sile się uznają, Choć ku sobie tchną śmiercią, turnie poprzestają. Równa moc góry nie zna; choć przez troje poty, Równa cnota od równej nie polęże
powinien pan rady, A doktor pańskie zań ma jeść obiady. Jak kaznodzieja, tak i doktor zgoła Inaczej żyją, niż ich każe szkoła. TURNIEJA NIEDŹWIEDZIA Z BYKIEM
Mężny z srogim niedźwiedziem byk pojedynkował. Ów rogiem, ten sam sobą wiele dokazował, Ten go kona powałem, ów się zaś gdy krzepi, Jako piłą w zgórę go rogiem rzuci lepij. Potem się wzajem zewrą wszytką mocą, rykiem, Chcąc mężniejszym ten nad tym usieść pasownikiem. Lecz gdy obaj w jednakiej sile się uznają, Choć ku sobie tchną śmiercią, turnie poprzestają. Równa moc góry nie zna; choć przez troje poty, Równa cnota od równej nie polęże
Text ID: GawHelBar_II
Page: 122
Title:
Gaj zielony... [Helikon]
Author:
Jan Gawiński
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
epigrams
Humorous:
no
Release date:
1650
Release date (no earlier than):
1650
Release date (no later than):
1650
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Poeci polskiego baroku
Editor of the modern edition:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1965
wżdy, co w gębę wtyka, A zwłaszcza smaczny kąsek, do razu połyka. Ja inaczej uważam we świdrze naturę, Który, kędy go przytkniesz, wszędzie wierci dziurę. Gęba daje przyczynę, gdy lada co kawi, Nie dziw, że i sama się, i głowę dziurawi. Jeszcze by ją podobno lepiej nazwać piłą, Bo nie wierci, lecz rzeże, zwłaszcza gdy opiła. Radzę, niech się pijanej gęby każdy strzeże, Bo wierci jako świder, jako piła rzeże. 51 (N). MAZOWIECKIE WOTUM ZA ZYGMUNTA
Mazur jeden na sejmie, z dowcipem swej głowy Popisując się, króla przyrównał do krowy, Że jako ta ogonem
wżdy, co w gębę wtyka, A zwłaszcza smaczny kąsek, do razu połyka. Ja inaczej uważam we świdrze naturę, Który, kędy go przytkniesz, wszędzie wierci dziurę. Gęba daje przyczynę, gdy leda co kawi, Nie dziw, że i sama się, i głowę dziurawi. Jeszcze by ją podobno lepiej nazwać piłą, Bo nie wierci, lecz rzeże, zwłaszcza gdy opiła. Radzę, niech się pijanej gęby każdy strzeże, Bo wierci jako świder, jako piła rzeże. 51 (N). MAZOWIECKIE WOTUM ZA ZYGMUNTA
Mazur jeden na sejmie, z dowcipem swej głowy Popisując się, króla przyrównał do krowy, Że jako ta ogonem
Text ID: PotFrasz3Kuk_II
Page: 547
Title:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Author:
Wacław Potocki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
epigrams
Humorous:
no
Release date:
1677
Release date (no earlier than):
1677
Release date (no later than):
1677
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Dzieła
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1987
/ jako niegdy drugich Trzech Punickich/ w ostatnim niemal już już zgonie Dziedzictwa Lechowego. Na koniec opłonie/ I Król znaki rozwinie triumfalne swoje Po Cymmerskie Bosfory/ i czarne podwoje Portu zastąpionego. Nie zgadniecie czemu Bóg tak igra z Mnonarchy/ że raz przypaść temu/ Raz drugiemu pozwoli podnieść się na nogi Rzuciwszy nim jak piłą: Snadź Radamant srogi Ukrył to w swej szkatule: ani ludzkie zmysły Tego pojmą. Na czym te odmiany zawisły. A to się tak przeczyści świat zrujnowany Wszytką zgruntu niecnotą; jako przetapiany Kruszec w ogniu potrzykroć. Skąd wrócone cnoty Imą znowu królować/ i wiek kwitnąć złoty. Czego gdy podobnego więcej jeszcze było
/ iáko niegdy drugich Trzech Punickich/ w ostátnim niemal iuż iuż zgonie Dziedzictwá Lechowego. Ná koniec opłonie/ Y Krol znaki rozwinie tryumfalne swoie Po Cymmerskie Bosfory/ y czarne podwoie Portu zástąpionego. Nie zgádniecie czemu Bog tak igra z Mnonárchy/ że raz przypaść temu/ Raz drugiemu pozwoli podnieść się ná nogi Rzuciwszy nim iák piłą: Snadz Rádámánt srogi Vkrył to w swey szkátule: áni ludzkie zmysły Tego poymą. Ná czym te odmiány záwisły. A to się ták przeczyści świát zruinowány Wszytką zgruntu niecnotą; iáko przetapiány Kruszec w ogniu potrzykroć. Zkąd wrocone cnoty Imą znowu krolowáć/ y wiek kwitnąć złoty. Czego gdy podobnego więcey ieszcze było
Text ID: TwarSPas
Page: 119
Title:
Nadobna Paskwalina
Author:
Samuel Twardowski
Place of publication:
Kraków
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
epic
Genre:
epic poems
Humorous:
no
Release date:
1701
Release date (no earlier than):
1701
Release date (no later than):
1701
: Przejdzie wszytkie nabytej przyjaźni obligi. 75. O PANNIE HERBOWNEJ DO KAWALERA
Piękna i grzeczna panna, po herbie wesoła, Jedna ją wada szpeci: że posagiem goła. Niech cię to nie odraża, zacny kawalerze: Dał Bóg zęby, da i chleb, da mięso, da pierze. PILAWA 76. KAŻDY CZŁOWIEK PIŁĄ
Każdy człowiek jest piłą, żywot jego tramem Pod czasem, który wszytko pożera, łakomem. Dwu do ręcznej potrzeba piły ludzi w borze, Kiedy jodły na dwoje abo sosny porze: Jeden na dół, a drugi do góry ją wspina, Gdzie ledwie na wierzch która wychodzi trocina, Wszytkie padną na ziemię i zostaną w
: Przejdzie wszytkie nabytej przyjaźni obligi. 75. O PANNIE HERBOWNEJ DO KAWALERA
Piękna i grzeczna panna, po herbie wesoła, Jedna ją wada szpeci: że posagiem goła. Niech cię to nie odraża, zacny kawalerze: Dał Bóg zęby, da i chleb, da mięso, da pierze. PILAWA 76. KAŻDY CZŁOWIEK PIŁĄ
Każdy człowiek jest piłą, żywot jego tramem Pod czasem, który wszytko pożera, łakomem. Dwu do ręcznej potrzeba piły ludzi w borze, Kiedy jodły na dwoje abo sosny porze: Jeden na dół, a drugi do góry ją wspina, Gdzie ledwie na wierzch która wychodzi trocina, Wszytkie padną na ziemię i zostaną w
Text ID: PotPoczKuk_III
Page: 429
Title:
Poczet herbów szlachty
Author:
Wacław Potocki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
rolls of arms
Humorous:
no
Release date:
1696
Release date (no earlier than):
1696
Release date (no later than):
1696
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Dzieła
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1987
przyjaźni obligi. 75. O PANNIE HERBOWNEJ DO KAWALERA
Piękna i grzeczna panna, po herbie wesoła, Jedna ją wada szpeci: że posagiem goła. Niech cię to nie odraża, zacny kawalerze: Dał Bóg zęby, da i chleb, da mięso, da pierze. PILAWA 76. KAŻDY CZŁOWIEK PIŁĄ
Każdy człowiek jest piłą, żywot jego tramem Pod czasem, który wszytko pożera, łakomem. Dwu do ręcznej potrzeba piły ludzi w borze, Kiedy jodły na dwoje abo sosny porze: Jeden na dół, a drugi do góry ją wspina, Gdzie ledwie na wierzch która wychodzi trocina, Wszytkie padną na ziemię i zostaną w błocie. Każdy człowiek
przyjaźni obligi. 75. O PANNIE HERBOWNEJ DO KAWALERA
Piękna i grzeczna panna, po herbie wesoła, Jedna ją wada szpeci: że posagiem goła. Niech cię to nie odraża, zacny kawalerze: Dał Bóg zęby, da i chleb, da mięso, da pierze. PILAWA 76. KAŻDY CZŁOWIEK PIŁĄ
Każdy człowiek jest piłą, żywot jego tramem Pod czasem, który wszytko pożera, łakomem. Dwu do ręcznej potrzeba piły ludzi w borze, Kiedy jodły na dwoje abo sosny porze: Jeden na dół, a drugi do góry ją wspina, Gdzie ledwie na wierzch która wychodzi trocina, Wszytkie padną na ziemię i zostaną w błocie. Każdy człowiek
Text ID: PotPoczKuk_III
Page: 429
Title:
Poczet herbów szlachty
Author:
Wacław Potocki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
rolls of arms
Humorous:
no
Release date:
1696
Release date (no earlier than):
1696
Release date (no later than):
1696
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Dzieła
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1987
, żywot jego tramem Pod czasem, który wszytko pożera, łakomem. Dwu do ręcznej potrzeba piły ludzi w borze, Kiedy jodły na dwoje abo sosny porze: Jeden na dół, a drugi do góry ją wspina, Gdzie ledwie na wierzch która wychodzi trocina, Wszytkie padną na ziemię i zostaną w błocie. Każdy człowiek piłą jest w takowej robocie: Anioł do nieba, diabeł do ziemie go doi, Aż śmierć duszę od ciała na poły rozdwoi. Ledwie z dobrych uczynków na wierzch wyńdzie który, Wszytkie w błoto na ziemię grzechem lecą wióry. SZASZOR orzeł bez głowy 77. DO DAMY HERBU SZASZOR DO TEJŻE
Prawił pop ruski w cerkwi
, żywot jego tramem Pod czasem, który wszytko pożera, łakomem. Dwu do ręcznej potrzeba piły ludzi w borze, Kiedy jodły na dwoje abo sosny porze: Jeden na dół, a drugi do góry ją wspina, Gdzie ledwie na wierzch która wychodzi trocina, Wszytkie padną na ziemię i zostaną w błocie. Każdy człowiek piłą jest w takowej robocie: Anioł do nieba, diabeł do ziemie go doi, Aż śmierć duszę od ciała na poły rozdwoi. Ledwie z dobrych uczynków na wierzch wyńdzie który, Wszytkie w błoto na ziemię grzechem lecą wióry. SZASZOR orzeł bez głowy 77. DO DAMY HERBU SZASZOR DO TEJŻE
Prawił pop ruski w cerkwi
Text ID: PotPoczKuk_III
Page: 429
Title:
Poczet herbów szlachty
Author:
Wacław Potocki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
rolls of arms
Humorous:
no
Release date:
1696
Release date (no earlier than):
1696
Release date (no later than):
1696
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Dzieła
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1987
wielkie mu stąd Męstwa przyznawano Lecz i Polska swoim się szczyci Mariuszem Sławna tak kawalerskim jego Animuszem Ze Nietylko się trzymać ale rzec to mogę Ledwie sarknął kiedy mu urzynano Nogę Owszem gdy z jadowitej już kule przyczyny Widział koło postrzału nie mało Gangryny. Sam ją Symonetemu ultro prezentował I w którym miejscu rzezac Męsnie rozkazował Szesnaście razy piłą ostrą przeciągniono Brzytwą ciało przerzniąwszy niśli kosc urzniono A przecię. to on sercem dość męsnym przyjmował I Potakim Męczeństwie z inszemi zartował A Rzucił że tez Marsa? obłatawszy zdrowie Nie. Ale idzie dalej. Niech to każdy powie Perseweruje w szarzej przyznać mu wtej mierze Piłka, A Męstwo bite większy Impet bierze Męsnemu sercu Noga nie
wielkie mu ztąd Męstwa przyznawano Lecz y Polska swoim się szczyci Maryuszem Sławna tak kawalerskim iego Animuszem Ze Nietylko się trzymać ale rzec to mogę Ledwie sarknął kiedy mu urzynano Nogę Owszem gdy z iadowitey iuz kule przyczyny Widział koło postrzału nie mało Gangryny. Sąm ią Symonetemu ultro prezentował I w ktorym mieyscu rzezac Męznie roskazował Szesnascie razy piłą ostrą przeciągniono Brzytwą ciało przerzniąwszy nisli kosc urzniono A przecię. to on sercem dość męznym przyimował I Potakim Męczęnstwie z inszemi zartował A Rzucił że tez Marsa? obłatawszy zdrowie Nie. Ale idzie daley. Niech to kozdy powie Perseweruie w szarzey przyznać mu wtey mierze Piłka, A Męstwo bite większy Impet bierze Męznemu sercu Noga nie
Text ID: PasPam
Page: 274
Title:
Pamiętniki
Author:
Jan Chryzostom Pasek
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
factual literature
Genre:
memoirs
Humorous:
no
Release date:
między 1656 a 1688
Release date (no earlier than):
1656
Release date (no later than):
1688