miedziany. W ostatku bym i jatki z pogańskiego ciała, i wszytkich katów męki za jeden śmiech miała. W takim ogniu żarliwym wtenczas miłość była, gdy się w złotym łóżeczku z Kochankiem pieściła, ale gdy mię pociechy moje odbieżały, wnet się nad lód scytyjski zimne myśli stały – tak róże, które wiosna długo pielęgnuje, niewinnie przykry Auster oraz rujnuje; tak i płonki oliwne, które Pallas rości, Eolowe nadęte wywracają złości. Ach, próżnom Cię w spokojnym usłaniu szukała, któregom na krzyżowym łożu znaleźć miała! Pokój był mi łożnicą, krzyż był Twym namiotem, tam Cię było znajdować, bym wiedziała o tem. Me
miedziany. W ostatku bym i jatki z pogańskiego ciała, i wszytkich katów męki za jeden śmiech miała. W takim ogniu żarliwym wtenczas miłość była, gdy się w złotym łóżeczku z Kochankiem pieściła, ale gdy mię pociechy moje odbieżały, wnet się nad lód scytyjski zimne myśli stały – tak róże, które wiosna długo pielęgnuje, niewinnie przykry Auster oraz ruinuje; tak i płonki oliwne, które Pallas rości, Eolowe nadęte wywracają złości. Ach, próżnom Cię w spokojnym usłaniu szukała, któregom na krzyżowym łożu znaleźć miała! Pokój był mi łożnicą, krzyż był Twym namiotem, tam Cię było znajdować, bym wiedziała o tem. Me
Skrót tekstu: HugLacPrag
Strona: 107
Tytuł:
Pobożne pragnienia
Autor:
Herman Hugon
Tłumacz:
Aleksander Teodor Lacki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1673
Data wydania (nie wcześniej niż):
1673
Data wydania (nie później niż):
1673
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Krzysztof Mrowcewicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1997
żałujmy tego, czego Ojczyzna potrzebuje na konserwacją naszę, i wolności naszej; nie możemy ją dość drogo okupić; I czy moźna być sobie tak nieprzyjaznym, żeby niechcieć quoqunquè pretio ujść niewoli, i być takim odrodkiem, żeby nie iść za naturalnym instynktem dobrych synów Ojczyzny, która nas karmi, i na łonie swym pielęgnuje; kto jest taki co by się chciał opierać temu, do czego miłość przyrodzona, ku matce Ojczyźnie, powinność poddanych in recognitionem Dominii ku Pani, i własny interes prowadzi.
Co wszystko do uwagi podawszy, przystempuję do instytucyj skarbu, trzy obiekta sobie zakładając, które exigunt, animadwersyą w każdym, który zechce concurrere od
źałuymy tego, czego Oyczyzna potrzebuie na konserwacyą naszę, y wolnośći naszey; nie moźemy ią dość drogo okupić; I czy moźna bydź sobie tak nieprzyiaznym, źeby niechćieć quoqunquè pretio uyść niewoli, y bydź takim odrodkiem, źeby nie iść za naturalnym instynktem dobrych synow Oyczyzny, ktora nas karmi, y na łonie swym pielęgnuie; kto iest taki co by się chćiał opieráć temu, do czego miłość przyrodzona, ku matce Oyczyznie, powinność poddánych in recognitionem Dominii ku Pani, y własny interes prowadźi.
Co wszystko do uwagi podáwszy, przystęmpuię do instytucyi skarbu, trzy obiekta sobie zakładaiąc, ktore exigunt, animadwersyą w kaźdym, ktory zechce concurrere od
Skrót tekstu: LeszczStGłos
Strona: 124
Tytuł:
Głos wolny wolność ubezpieczający
Autor:
Stanisław Leszczyński
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1733
Data wydania (nie wcześniej niż):
1733
Data wydania (nie później niż):
1733
służy, robi i pracuje, niech się na letki chleb nie spuszcza, niech żebrze u możniejszych”. Ale przebóg, kędyż jest serce, kędy ludzkość i miłosierdzie chrześcijańskie? W ubogich przytomności i osobach przedtem samego Chrystusa wyznawali, szanowali i przyjmowali, i wspomagali dawnych wieków ludzie. Żebraków u stołów swoich wysoko sadzali, pielęgnowali, obficie karmili i wszelakimi wysługami kontentowali, co im Pan Bóg w tychże samych osobach za modlitwami bogato dostatkiem, cudownie i szczodrobliwie wypłacał. Teraz koniecznie potrzeba, aby ten z głodu bez posiłku, tamten w krwi i ropie bez ratunku, ów w gnoju, w pędrakach i gadzie bez opatrzenia,
służy, robi i pracuje, niech się na letki chleb nie spuszcza, niech żebrze u możniejszych”. Ale przebóg, kędyż jest serce, kędy ludzkość i miłosierdzie chrześcijańskie? W ubogich przytomności i osobach przedtem samego Chrystusa wyznawali, szanowali i przyjmowali, i wspomagali dawnych wieków ludzie. Żebraków u stołów swoich wysoko sadzali, pielęgnowali, obficie karmili i wszelakimi wysługami kontentowali, co im Pan Bóg w tychże samych osobach za modlitwami bogato dostatkiem, cudownie i szczodrobliwie wypłacał. Teraz koniecznie potrzeba, aby ten z głodu bez posiłku, tamten w krwi i ropie bez ratunku, ów w gnoju, w pędrakach i gadzie bez opatrzenia,
Skrót tekstu: MałpaCzłow
Strona: 250
Tytuł:
Małpa Człowiek
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry, traktaty
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1715
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1715
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Archiwum Literackie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Paulina Buchwaldówna
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wroclaw
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
, sed pectore tantum Et cervice valet, caetera redde coquo .
Co dzikie kaczki na końcu żniw, osobliwie cyranki, te są wyśmienite. INDYKÓW, które są kury Indyjskie, i stamtąd się wzięły trudne wychowanie bardzo jest, z młodu ptak delikatny; urokom bardzo podległy (jeźli temu wierzyć) na rosie, cieple, pielęgnować go należy, żygawką siekaną z syrem zmieszawszy karmić; jak podrosną słodem, jęczmienną kaszą także z syrem. Wiele tedy kosztuje wychowanie indyków, które też wiele bardzo jedżą, a przytym staroświecka to potrawa na stołach, i żydowska. Mogą być za nich pieniądze, ale każdy pomiarkowawszy na nich ekspensę, nie zechce Indyjskich
, sed pectore tantum Et cervice valet, caetera redde coquo .
Co dzikie kaczki na końcu żniw, osobliwie cyranki, te są wysmienite. INDYKOW, ktore są kury Indyiskie, y ztamtąd się wzięły trudne wychowanie bardzo iest, z młodu ptak delikatny; urokom bardzo podległy (ieźli temu wierzyć) na rosie, cieple, pielęgnować go należy, żygawką siekaną z syrem zmieszawszy karmić; iak podrosną słodem, ięczmienną kaszą także z syrem. Wiele tedy kosztuie wychowanie indykow, ktore też wiele bardzo iedżą, á przytym staroświecka to potrawa na stołach, y żydowska. Mogą być za nich pieniądze, ale każdy pomiarkowawszy na nich expensę, nie zechce Indyiskich
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 402.
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
cz[...] cię postępować. W DZIEŃ PIĄTKOWY Gorzkość męki Chrystusowej i jej ciężkość uważając opiekuje.
Tożem dróg twoich Jezu puszczę oczy moje/A na twa mękę patrząc: tez wyleję zdrowie. Niech się we łzy rozpuszczę/ niech hojne strumienieZ oczu moich wyleję/ za me przewinienie. Ciebie znowu mój Jezu na śmierciem wydawał/Pielęgnuję w mym sercu rozkoszypieszczone. W tej zbawiennej zanurzam bolejąc kąpieli/A za szpetną mą duszę ta kąpiel wybieli. W SOBOTĘ Końca nie mająca rozstrząsając wieczność narzeka na siebie Adam że onej nie pamiętał.
GDy cię tylko wieczności wspomnienie zdumiewa sięSetnice/ i tysiące milionów spłyną. Zwierzę/ ptastwo/ i ryby/ gadziny pełzącePo powietrzu
cz[...] cie postępowáć. W DZIEN PIĄTKOWY Gorzkosć męki Chrystusowey y iey ćięzkość vważáiąc opiekuie.
Tożem drog twoich IEZV puszczę oczy moie/A ná twa mękę pátrząc: tez wyleię zdrowie. Niech się we łzy rozpuszczę/ niech hoyne strumienieZ oczu moich wyleię/ za me przewinienie. Ciebie znowu moy Iezu ná śmierćiem wydawał/Pielęgnuię w mym sercu roskoszypieszczone. W tey zbáwienney zánurzam boleiąc kąpieli/A za szpetną mą duszę tá kąpiel wybieli. W SOBOTĘ Końcá nie máiąca rozstrząsáiąc wieczność nárzeka ná siebie Adam że oney nie pámiętał.
GDy ćię tylko wiecznośći wspomnienie zdumiewá śięSetnice/ y tyśiące millionow spłyną. Zwierzę/ ptástwo/ y ryby/ gádźiny pełzącePo powietrzu
Skrót tekstu: BanHist
Strona: 204
Tytuł:
Bankiet albo historia jako Adam bankietował
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650
my jesteśmy jedni per malitiam, drudzy per negligentiam, jedni per oppressionem, drudzy per non adminitionem. Tę Faraon, zostawił tym postempkiem swoim każdemu naukę, że on chcąc zatracić lud Izraelski, kazał dzieci zabijać, ty e converso, chcąc zelare pro Exaltatione Sanctae Catholico Romanae Ecclesiae, masz dzieci kazać konserwować, po ludzku pielęgnować, po Chrzesiańsku edukować. Jak wiele wiar albo raczej sekt na świecie znajdować się może, ciężko wyliczyć. Ja in Atlante Mundy przed 50. lat wydanym naliczyłem Genera Sectarum 1230. które Kościół Święty kondemnuje, wyklina i anatematyzuje. I miły Boże! jeżeli nie potiorem to magnam mundi condemnat partem. A my,
my iesteśmy iedni per malitiam, drudzy per negligentiam, iedni per oppressionem, drudzy per non adminitionem. Tę Faraon, zostawił tym postempkiem swoim każdemu naukę, że on chcąc zatracić lud Izráelski, kazał dzieci zabiiać, ty e converso, chcąc zelare pro Exaltatione Sanctae Catholico Romanae Ecclesiae, masz dzieci kazać konserwować, po ludzku pielęgnować, po Chrześiańsku edukować. Jak wiele wiar álbo raczey sekt na świecie znaydować się może, cięszko wyliczyć. Ja in Atlante Mundi przed 50. lat wydanym naliczyłem Genera Sectarum 1230. ktore Kościoł Swięty kondemnuie, wyklina y anatematyzuie. Y miły Boże! ieżeli nie potiorem to magnam mundi condemnat partem. A my,
Skrót tekstu: GarczAnat
Strona: 75
Tytuł:
Anatomia Rzeczypospolitej Polskiej
Autor:
Stefan Garczyński
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1753
Data wydania (nie wcześniej niż):
1753
Data wydania (nie później niż):
1753
Polskiej Prim trzymającej Akademi Krakowskiej, w której zwierciadłem przykładności był młodzi Koronnej, tam kwiaty nauk różnych zbierającej. Tu dobrze Regiam wypolerowawszy indolem, nie do Domowych wygód, ale do Igrzyska Sposobił się Marsowego. Sposobnego na Urzędy, wyroki skryte promowały, na których tak się sprawował, że zawsze wyższego godnym być go sadzono. Pielęgnowała sobie fortuna Domitora, Ojczyzna Pana. cnoty rzedkie i niepospolite obaczyli w nim i sami Turcy w Konstantynopolu, w których przy wielkim Pośle potajemnie będąc modeluszu przeglądał, z Cnot wielkich uznany, za ledwie i to z niebezpieczeństwem do swojej żawitał Ojczyzny I ci bowiem już byli postrzegli, ze to ten będzie Fulmen Orientis Lunae.
Polskiey Prim trzymáiącey Akademij Krakowskiey, w ktorey zwierćiadłęm przykładnosći był młodzi Koronney, tam kwiaty nauk rożnych zbieraiącey. Tu dobrze Regiam wypolerowawszy indolem, nie do Domowych wygod, ale do Igrzyska Sposobił się Marsowego. Sposobnego na Vrzędy, wyroki skryte promowały, na których tak się sprawował, że zawsze wyższego godnym bydź go sadzono. Pielęgnowała sobie fortuna Domitora, Oyczyzna Pana. cnoty rzedkie y niepospolite obaczyli w nim y sami Turcy w Konstantynopolu, w których przy wielkim Pośle potaiemnie bedąc modeluszu przeglądał, z Cnot wielkich uznany, zá ledwie y to z niebespieczenstwem do swoiey żawitał Oyczyzny I ci bowiem iuż byli postrzegli, ze to tęn będźie Fulmen Orientis Lunae.
Skrót tekstu: KołTron
Strona: 299
Tytuł:
Tron ojczysty
Autor:
Augustyn Kołudzki
Drukarnia:
Drukarnia Akademicka
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1707
Data wydania (nie wcześniej niż):
1707
Data wydania (nie później niż):
1707
biedy Od straszydeł piekielnych, a duszę od straży Wyrwawszy, za kompana weź mnie, bym zarazy Mógł ujść świata. na ten czas gdy będę ochrzczony, W tem stanie tawarzyszem będęć policzony. Psal: 141.
Na tę Barlaam prośbę tak wyrzekł do niego: Jeden bogaty człowiek z młodości dzikiego Wziąwszy z lasów koziełka pielęgował, który Gdy dorósł swych lat więtszych, ciągniony z natury Na pustynią wybiegał; tam dnia niektórego Wybiegszy wpadł na trzodę zwierząt stada swego Gryżących trawy polne, z któremi z pąchany Przez role i przez pola biegał obłąkany, Ale na noc powracał od nich odłączony Do domu, rano zasię biegł nieustrzeżony, I chadzał strzygąc trawę
biedy Od strászydeł piekielnych, á duszę od strazy Wyrwawszy, zá kompaná weź mie, bym zárázy Mogł vyść świátá. ná ten czas gdy będę ochrzczony, W tem stánie tawárzyszem będęć policzony. Psal: 141.
Ná tę Bárláám prośbę ták wyrzekł do niego: Ieden bogáty człowiek z młodośći dzikiego Wźiąwszy z lásow koziełká pielęgował, ktory Gdy dorosł swych lat więtszych, ciągniony z nátury Ná pustynią wybiegał; tam dniá niektorego Wybiegszy wpadł ná trzodę zwierząt stádá swego Gryżących trawy polne, z ktoremi z pąchány Przez role y przez polá biegał obłąkány, Ale ná noc powracał od nich odłączony Do domu, ráno záśię biegł nieustrzeżony, Y chadzał strzygąc trawę
Skrót tekstu: DamKuligKról
Strona: 130
Tytuł:
Królewic indyjski
Autor:
Jan Damasceński
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
żywoty świętych
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
; Bo bydle Pan Bóg stworzył, zaś wykształtowany Bałwan bywa od człeka. zaczym swą zmyślnością Zwierzęta Cię przechodzą, któryś jest bystrością Rozumu obdarzony: tego bowiem zwierze Zna Pana, od którego swój posiłek bierze: Ty przeciwnym sposobem twego niechcesz Stwórcę I dobrego nad sobą zrozumieć Dozorcę, Który Cię stworzył, który swą dobroczynnością Pielęguje, i chowa Boską opatrznością; Lecz tego zowiesz Bogiem, którego tłukł młotem Z ognia kowal wyjąwszy, a tyś przybrał złotem, I od ziemiś go podniósł, który znowu snadnie Trefunkiem, lub umyślnie trącony, upadnie. Jesteś prostszy nad prosty kamień, gdy roboty Twoich rąk nieprzestawasz czcić za Boga, bo
; Bo bydle Pan Bog stworzył, záś wykształtowány Báłwan bywa od człeká. záczym swą zmyślnośćią Zwierzętá Cie przechodzą, ktoryś iest bystrośćią Rozumu obdárzony: tego bowiem zwierze Zna Páná, od ktorego swoy pośiłek bierze: Ty przećiwnym sposobem twego niechcesz Stworcę Y dobrego nád sobą zrozumieć Dozorcę, Ktory Cię stworzył, ktory swą dobroczynnośćią Pielęguie, y chowa Boską opátrznośćią; Lecz tego zowiesz Bogiem, ktorego tłukł młotem Z ogniá kowal wyiąwszy, á tyś przybrał złotem, Y od źiemiś go podniosł, ktory znowu snádnie Trefunkiem, lub vmyślnie trącony, vpádnie. Iesteś prostszy nád prosty kámień, gdy roboty Twoich rąk nieprzestawasz czćić zá Bogá, bo
Skrót tekstu: DamKuligKról
Strona: 238
Tytuł:
Królewic indyjski
Autor:
Jan Damasceński
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
żywoty świętych
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
bior jego dziecinny. BOHATYR i TOTUMFACKI
T. PAnie mój a Dobrodzieju generalny i partykularny podać Wmć nieraz z ust swych Bohatyrskich raczył do wiadomości mojej, iż jakaś wielka i daleka dyferentia, najduje się między Wmcią a innemi Ludźmi, i ześ Wmć nie urodził się jako się rodzą, nie wychował jako się chowają i pielęgnują, nie ćwiczył jako się ćwiczą, ci wszyscy którzy na to szerokie świata wszystkiego wstępują Teatrum, zaczym śmiem prosić, jakoż i proszę uniżenie, racz z łaski swej desiderium moje ukontentować wiadomością dziwnego urodzenia, postępków, i żywota swego przeszłego, a ja obiecuję służebniczym słowem, w rekompensę zdrowie moje, przy zdrowiu Wmć na
bior iego dźiećinny. BOHATYR y TOTVMFACKI
T. PAnie moy á Dobrodźieiu generálny y pártykulárny podáć Wmć nieraz z ust swych Bohátyrskich raczył do wiadomośći moiey, iż iákaś wielka y daleka differentia, náyduie się między Wmćią a innemi Ludzmi, y ześ Wmć nie vrodźił się iáko się rodzą, nie wychował iáko się chowáią y pielęgnuią, nie ćwiczył iáko się ćwiczą, ći wszyscy ktorzy na to szerokie świátá wszystkiego wstępuią Theátrum, záczym śmiem prośić, iákoż y proszę vniżenie, rácz z łáski swey desiderium moie vkontẽtowáć wiádomośćią dźiwnego vrodzenia, postępkow, y żywotá swego przeszłego, á ia obiecuię służebniczym słowem, w recompensę zdrowie moie, przy zdrowiu Wmć ná
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 19
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695