na pięknym ciele Zażyć świebody Każe wiek Młody Miłość służy wiośnie. W zgrzybiałej zimie/ Wenus nieprzyjmie/ Starym kochać sprośnie. Księgi Trzecie. Pieśń IV. DO BachUSA Od dobrej Kompanijej krótka przemowa we Lgocie i I. M. P. JANA GIEBVŁTOWSKIEGO.
PRzy tej Bache twej Sołennej Dziś Uroczystości/ Ochoty nam trzeba plennej Uczestować gości. Wszak wolnego Ojca wolni Raczą się Synowie/ A kolejną ci swawolni Pełnią za twe zdrowie/ Bo a cóż im po Minerwie? Fraszka mądre Muzy. To grunt co frasunek przerwie/ Puhar jaki duży. Niechaj kto chce tam z Fisyki/ Mądry Dyskurs wiedzie. My zaś wolem ssać kufliki Przy długiem
ná pięknym ćiele Záżyć świebody Kaze wiek Młody Miłość słuzy wiośnie. W zgrzybiáłey źimie/ Venus nieprzyimie/ Stárym kocháć sprośnie. Kśięgi Trzećie. PIESN IV. DO BACCHVSA Od dobrey Kompániey krotka przemowá we Lgoćie y I. M. P. IANA GIEBVŁTOWSKIEGO.
PRzy tey Bacche twey Sołenney Dźiś Vroczystośći/ Ochoty nąm trzebá plenney Vczestowáć gośći. Wszák wolnego Oycá wolni Raczą się Synowie/ A koleyną ći swawolni Pełnią zá twe zdrowie/ Bo á coż im po Minerwie? Frászká mądre Muzy. To grunt co frásunek przerwie/ Puhar iáki duży. Niechay kto chce tám z Phisyki/ Mądry dyszkurs wiedźie. My záś wolęm ssáć kufliki Przy długiem
Skrót tekstu: KochProżnLir
Strona: 153
Tytuł:
Liryka polskie
Autor:
Wespazjan Kochowski
Drukarnia:
Wojciech Górecki
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1674
Data wydania (nie wcześniej niż):
1674
Data wydania (nie później niż):
1674
przesianej rzeszotem tam nasypać zmieszanej z gnojem często polewając ono ruszone miejsce, by się korzenie chwyciły ziemi. Aby grusza obfity i słodki wydawała owoc, blisko korzenia świdrem dziurę w niej wywierć, wbij klin bukowy, albo dębowy, albo sosnowy, jako radzi Diophanes; albo lagru winnego odkopawszy korzenie, nalej pod nią, uczynisz plenną i gustowną, jaką nie jedna doświadczyła eksperiencja. Śliwa gnoju nie lubi, bo od niego frukt wydaje czerwiwy, kocha się jednak w miejscu pulchnym, wilgotnym, kamienistym, piaszczystym. Kostki śliwiane siać dobrze w Listopadzie, najgłębiej dwie dłoni, jako też w Styczniu; ale O Ekonomice, mianowicie o Drzewach.
dla prędszego
przesianey rzeszotem tam nasypać zmieszaney z gnoiem często polewaiąc ono ruszone mieysce, by się korzenie chwyciły ziemi. Aby grusza obfity y słodki wydawała owoc, blisko korzenia swidrem dziurę w niey wywierć, wbiy klin bukowy, albo dębowy, albo sosnowy, iako radzi Diophanes; albo lagru winnego odkopawszy korzenie, naley pod nią, uczynisz plenną y gustowną, iaką nie iedna doswiadczyła experyencya. Sliwa gnoiu nie lubi, bo od niego frukt wydaie czerwiwy, kocha się iednak w mieyscu pulchnym, wilgotnym, kamienistym, piaszczystym. Kostki sliwiane siać dobrze w Listopadzie, naygłębiey dwie dłoni, iako też w Styczniu; ale O Ekonomice, mianowicie o Drzewach.
dla prędszego
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 383
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
Groch w tedy wrzucaj w ziemię, gdy miesiącowi nowemu jest już trzy dni lub więcej, albo podczas pełni, albo na schodzie Księżyca, udaje się piękny na rzepnisku. Pszenicę siać dobrze w dni trzy po nowiu, albo przed nowiem, w wilią nowiu, żeby jeden wtedy na Niebie świecił luminarz, będzie czysta, plenna, od śnici wolna. Jęczmień siać gdy wiatr wieje odschodu, na zachód: na dawno gnojonym polu, siej go na schodzie miesiąca, na świeżym gnojeniu po nowiu. Zyta nie radzi siać Szentywani, gdy południowe wieją wiatry, bo choć prędko zejdzie i doścignie, ale będzie wiele próżnych i nie plennych kłosów.
Groch w tedy wrzucay w ziemię, gdy miesiącowi nowemu iest iuż trzy dni lub więcey, albo podczas pełni, albo na schodzie Xiężyca, udaie się piękny na rzepnisku. Pszenicę siać dobrze w dni trzy po nowiu, albo przed nowiem, w wilią nowiu, żeby ieden wtedy na Niebie swiecił luminarz, będzie czysta, plenna, od snici wolna. Ięczmień siać gdy wiatr wieie odschodu, na zachod: na dawno gnoionym polu, siey go na schodzie miesiąca, na swieżym gnoieniu po nowiu. Zyta nie radzi siać Szentywani, gdy południowe wieią wiatry, bo choć prędko zeydzie y doscignie, ale będzie wiele prożnych y nie plennych kłosow.
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 442
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
czysta, plenna, od śnici wolna. Jęczmień siać gdy wiatr wieje odschodu, na zachód: na dawno gnojonym polu, siej go na schodzie miesiąca, na świeżym gnojeniu po nowiu. Zyta nie radzi siać Szentywani, gdy południowe wieją wiatry, bo choć prędko zejdzie i doścignie, ale będzie wiele próżnych i nie plennych kłosów. Strzec się siania w deszcz, ani w zimno, ale w dzień pogodny i ciepły. Pszenica siana na mniej sprawnym polu, a jeszcze na nowiu Księżyca, odradza się w żyto. Bardzo rano, siana w słomę będzie bujna, w ziarno uboga; è contra później trochę siana, na wzrost będzie skąpa
czysta, plenna, od snici wolna. Ięczmień siać gdy wiatr wieie odschodu, na zachod: na dawno gnoionym polu, siey go na schodzie miesiąca, na swieżym gnoieniu po nowiu. Zyta nie radzi siać Szentywani, gdy południowe wieią wiatry, bo choć prędko zeydzie y doscignie, ale będzie wiele prożnych y nie plennych kłosow. Strzedz się siania w deszcz, ani w zimno, ale w dzień pogodny y ciepły. Pszenica siana na mniey sprawnym polu, á ieszcze na nowiu Xsiężyca, odradza się w żyto. Bardzo rano, siana w słomę będzie buyna, w ziarno uboga; è contra pozniey trochę siana, na wzrost będzie skąpa
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 442
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
szkodzi. Rzepa, rzodkiew, pod wiatr siane południowy, będą robaczliwe. Te rzeczy co w ziemi mają rość, jakoto marchew, buraki, pasternak etc. siać potrzeba na schodzie, co zaś ma rość w zgórę naprzykład zioła, konopie, mak, siej na nowiu Księżyca. Na rzepnisku bardzo się plenny udaje jęczmień. Ziarna dużego będzie jęczmień, jeśli poleży na roli, nie zaraz zawłóczony. Owies zbytnie rano siany, będzie mały na wzrost i chwastu pełny. Groch pole lubi mierne, jednak nie jałowe: na polu bardzo tlustym i gnojnym, od chepty zielska, będzie zaduszony. Len sieją, aby był lepszy na
szkodzi. Rzepa, rzodkiew, pod wiatr siane południowy, będą robaczliwe. Te rzeczy co w ziemi maią rość, iakoto marchew, buraki, pasternak etc. siać potrzeba na schodzie, co zaś ma ròść w zgorę naprzykład zioła, konopie, mak, siey na nowiu Xsiężyca. Na rzepnisku bardzo się plenny udaie ięczmień. Ziarna dużego będzie ięczmień, iezli poleży na roli, nie zaraz zawłóczony. Owies zbytnie rano siany, będzie mały na wzrost y chwastu pełny. Groch pole lubi mierne, iednak nie iałowe: na polu bardzo tlustym y gnoynym, od chepty zielska, będzie zaduszony. Len sieią, aby był lepszy na
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 442
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
kosarza, jako chytrze z nami Obchodzi się: tak długo taił się z pieśniami. Wieręś ją dobrze wyciął; moja brodo miła, Nie darmoś to konopie tak bujno puściła. Posłuchaj też ty moich, lecz ja nic swojego Nie zaśpiewam, rym tylko dawny Litersego. Cerero wielożyzna, zdarz, aby to było Plenne zboże, aby się do gumna zwoziło! Grabcie i wiążcie mocno, aby nie rzeczono: „Słomiany to robotnik, płacą tu stracono”. Gdy wiatr z pułnocy abo z zachodu powiewa, Rozstawcie snopy, bo tak kłos ziernistszy bywa. Kto młóci, niech się strzeże w przypołudnie spania: W południe zbite zboże lepsze
kosarza, jako chytrze z nami Obchodzi się: tak długo taił się z pieśniami. Wieręś ją dobrze wyciął; moja brodo miła, Nie darmoś to konopie tak bujno puściła. Posłuchaj też ty moich, lecz ja nic swojego Nie zaśpiewam, rym tylko dawny Litersego. Cerero wielożyzna, zdarz, aby to było Plenne zboże, aby się do gumna zwoziło! Grabcie i wiążcie mocno, aby nie rzeczono: „Słomiany to robotnik, płacą tu stracono”. Gdy wiatr z pułnocy abo z zachodu powiewa, Rozstawcie snopy, bo tak kłos ziernistszy bywa. Kto młóci, niech się strzeże w przypołudnie spania: W południe zbite zboże lepsze
Skrót tekstu: SzymSiel
Strona: 33
Tytuł:
Sielanki
Autor:
Szymon Szymonowic
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Sielanki i pozostałe wiersze polskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1964
: iż mi też tam były oficyny Żelazne do rządzenia mego zlecony.
Czasem też tam nakruszec trafi miasto rudy/ Ale go brać nie może prze obfitość wody. Abo też tak moc Boska trzyma one kruszce/ Iż temu czas nie przyszedł zamierzony jeszcze.
Jest też tam ruda taka w której Kies rad bywa/ Barzo plenna w żelazo jeno iż złe dawa. Każda rudę zepsuje z żadnąsie nie zgodzi/ Przeto się jej kuźnicy wystrzegają radzi. A jest wiele miejsc takich/ tam kędy szukają Rudy: tedy na sam Kies czasem więc trafiają: Który w sobie podobny kształt ogniowi miewa/ I tak też z siebie ogień jak i krzemień dawa.
: iż mi też tám były officyny Zelázne do rządzenia mego zlecony.
Czásem też tám nákruszec tráfi miásto rudy/ Ale go bráć nie może prze obfitość wody. Abo też ták moc Boska trzyma one kruszce/ Iż temu czás nie przyszedł zámierzony iescze.
Iest też tám rudá táka w ktorey Kies rad bywa/ Bárzo plenna w żelazo ieno iż złe dawa. Każda rudę zepsuie z żadnąsie nie zgodźi/ Przeto sie iey kuźnicy wystrzegáią rádźi. A iest wiele mieysc tákich/ tám kędy szukáią Rudy: tedy ná sam Kies czásem więc tráfiáią: Ktory w sobie podobny kształt ogniowi miewa/ Y ták też z śiebie ogień iak y krzemień dawa.
Skrót tekstu: RoźOff
Strona: G2v
Tytuł:
Officina ferraria
Autor:
Walenty Roździeński
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
hutnictwo
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612
Andromache, która Poczciwą żoną swego jest Hektora: Z braterskich związków słuszna brać przykłady, Kto o porwankę toczyć niechce zwady. Lecz twoja płochość, tak się oczywiście Wydaje, lekkie że przechodzi liście, Które, na przykrsze Aquilona wiewy, Z gałęzi lecą, jako wiotche plewy. Mniej w tobie statku, niż gdy plenne kłosy, Z porankowej się otrząsnąwszy rosy, Palone słońcem, od upalu mdleją,, A jak wiatr nimi rządzi, tak się chwieją. Ten mi, pamiętam, zal, i te przygody, Kasandra siostra twoja piała wprzody, I kosę złotych rozsuwszy warkoczy, Pomnię, takie mi słowa rzekła w oczy: Przebóg
Andromáche, ktora Poczćiwą żoną swego iest Hektorá: Z bráterskich związkow słuszna bráć przykłády, Kto o porwánkę toczyć niechce zwády. Lecz twoiá płochość, ták się oczywiśćie Wydáie, lekkie że przechodźi liśćie, Ktore, ná przykrsze Aquiloná wiewy, Z gáłęźi lecą, iáko wiotche plewy. Mniey w tobie státku, niż gdy plenne kłosy, Z poránkowey się otrząsnąwszy rosy, Palone słońcem, od upálu mdleią,, A iák wiátr nimi rządźi, ták się chwieią. Ten mi, pámiętam, zál, y te przygody, Kásándrá śiostrá twoiá piałá wprzody, Y kosę złotych rozsuwszy wárkoczy, Pomnię, tákie mi słowá rzekła w oczy: Przebog
Skrót tekstu: OvChrośRoz
Strona: 63
Tytuł:
Rozmowy listowne
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Wojciech Stanisław Chrościński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
w bujnych gronach Uwijają się z sierpami po stronach. Pilne dzieweczki wszędzie, jako roje Żyzne, na polu z parobkami boje Z ochoty czynią wprzód się uganiając A w oczach swoich nagrodę stawiając, Którą im Ceres po pracy dać miała Tym, których robić ochotnie widziała. Dziewkom rękoma swemi na ich włosy Wieńce gotując — kładzie plenne kłosy, A zaś parobkom dziewki naznaczała, Które w małżeństwo dać im obiecała. A tą nadzieją — tak te, jako owi Karmiąc się — swemu nie dają znojowi Częstej ochłody, ale pilno snopy Wiążą, a gęste zastawiają kopy. Skąd nie tylko cnych gospodarzów grzeje Radość, lecz się nam samym serce śmieje Patrząc na
w bujnych gronach Uwijają się z sierpami po stronach. Pilne dzieweczki wszędzie, jako roje Żyzne, na polu z parobkami boje Z ochoty czynią wprzód się uganiając A w oczach swoich nagrodę stawiając, Którą im Ceres po pracy dać miała Tym, których robić ochotnie widziała. Dziewkom rękoma swemi na ich włosy Wieńce gotując — kładzie plenne kłosy, A zaś parobkom dziewki naznaczała, Które w małżeństwo dać im obiecała. A tą nadzieją — tak te, jako owi Karmiąc się — swemu nie dają znojowi Częstej ochłody, ale pilno snopy Wiążą, a gęste zastawiają kopy. Skąd nie tylko cnych gospodarzów grzeje Radość, lecz się nam samym serce śmieje Patrząc na
Skrót tekstu: BorzNaw
Strona: 72
Tytuł:
Morska nawigacyja do Lubeka
Autor:
Marcin Borzymowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1662
Data wydania (nie wcześniej niż):
1662
Data wydania (nie później niż):
1662
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Morskie
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
I śmierć okrutną podjąć od tyrańskiej ręki. Takim tedy sposobem, wiarę Chrystusową Indyjskiemu bezpieczną ogłaszali mową Światu, Chrystusa Imię nasłodsze wielbili, Jego samego zawsze w uściech swych nosili, A rozkoszy doczesne, i wdzięki znikome, W królestwie zasię wiecznym dobra niewidome Opowiadali głośno; a prawie zbawienną Pomoc ludziom dawali, a na rolą plenną Jakoby swą nauką nasienie rzucali, Z którejby się pomocy do Boga udali, I mogli on otrzymać żywot znamienity, Żywot nieskażytelny w Chrystusie zakryty. Skąd to poszło, że wiele nauki światłością Oświeconych wzgardziło błędów swych ciemnością, A w yszedszy na światło do prawdy przystało, Której się takdalece trzymać spodobało, I w niej
Y śmierc okrutną podiąć od tyráńskiey ręki. Tákim tedy sposobem, wiárę Chrystusową Indiyskiemu bespieczną ogłaszali mową Swiátu, Chrystusá Imię nasłodsze wielbili, Iego sámego záwsze w vśćiech swych nośili, A roskoszy doczesne, y wdźięki znikome, W krolestwie zásię wiecznym dobrá niewidome Opowiádáli głośno; á práwie zbáwienną Pomoc ludźiom dawáli, á ná rolą plenną Iákoby swą náuką náśienie rzucáli, Z ktoreyby się pomocy do Bogá vdáli, Y mogli on otrzymáć żywot známienity, Zywot nieskáżytelny w Chrystuśie zákryty. Zkąd to poszło, że wiele nauki świátłością Oświeconych wzgárdźiło błędow swych ciemnośćią, A w yszedszy ná świátło do prawdy przystało, Ktorey się tákdálece trzymáć spodobáło, Y w niey
Skrót tekstu: DamKuligKról
Strona: 4
Tytuł:
Królewic indyjski
Autor:
Jan Damasceński
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
żywoty świętych
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688