głównego holanderskiego, we wszytko barzo obfitego. Tam tegoż dnia lubo o północy, jednak na nocleg stanąłem. Rotterdam
Dnia 12 Sptembris. Rano chodziłem po mieście przypatrując się decori miasta, które i piękne, wielkie barzo, i we wszytko abundans. Tam widziałem – considerabile - iż wszytkie kamienice są murowane pochyło, jakoby się wszytkie waliło miasto.
W rynku jest statua lana ze spiży, Erasmus nazwanego, wielkiego doktora in fide calvinistien, który różnych i niemal wszytkich kosztowawszy zakonów, potym reformował wiarę, uciekszy, i wiele ksiąg contra fidem napisał. Tego, jako magni doctoris in illorum fide, pro memoria statuam postawili, iż
głównego holanderskiego, we wszytko barzo obfitego. Tam tegoż dnia lubo o północy, jednak na nocleg stanąłem. Rotterdam
Dnia 12 Sptembris. Rano chodziłem po mieście przypatrując się decori miasta, które i piękne, wielkie barzo, i we wszytko abundans. Tam widziałem – considerabile - iż wszytkie kamienice są murowane pochyło, jakoby się wszytkie waliło miasto.
W rynku jest statua lana ze spiży, Erasmus nazwanego, wielkiego doktora in fide calvinistien, który różnych i niemal wszytkich kosztowawszy zakonów, potym reformował wiarę, uciekszy, i wiele ksiąg contra fidem napisał. Tego, jako magni doctoris in illorum fide, pro memoria statuam postawili, iż
Skrót tekstu: BillTDiar
Strona: 308
Tytuł:
Diariusz peregrynacji po Europie
Autor:
Teodor Billewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy podróży, pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1677 a 1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1678
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Marek Kunicki-Goldfinger
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Biblioteka Narodowa
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
na pamięć prawie/ aż po sam Zegar na koniu zajedzie; gdyż schody wewnątrz/ nakoło tej wieże/ aż po sam wierzch idą/ nakształt węża jednego/ koło drzewa okręconego: a te cale z marmuru różnego/ począwszy od dołu/ aż do wierzchu murowane. Ta pomieniona Wieża (jest na sztule) tak pochyło budowana/ zdając się jakby upaść miała/ że równej tej przybrać trudno. Bo lubo ta/ co jest w Bononii/ zda się być tej podobna Wieży/ jednak z żadnej miary tej niewyrowna: ponieważ tamta z szczyrego ciosanego kamienia/ ta zaś z szczyego pięknego marmuru/ tamta jeszcze niedokończona cale/ a ta cale gotowa
ná pámięć práwie/ ász po sam Zegar ná koniu záiedźie; gdyż schody wewnątrz/ nákoło tey wieże/ áż po sam wierzch idą/ nákształt węża iednego/ koło drzewá okręconego: á te cále z mármuru rożnego/ począwszy od dołu/ ász do wierzchu murowáne. Tá pomieniona Wieża (iest ná sztule) ták pochyło budowána/ zdáiąc się iákby vpáść miáłá/ że rowney tey przybráć trudno. Bo lubo tá/ co iest w Bononiey/ zda się bydź tey podobna Wieży/ iednak z żadney miáry tey niewyrowna: poniewasz támtá z szczyrego ćiosánego kámieniá/ tá zás z szczyego pięknego mármuru/ támta ieszcze niedokończona cále/ á tá cále gotowa
Skrót tekstu: DelicWłos
Strona: 227
Tytuł:
Delicje ziemie włoskiej
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1665
Data wydania (nie wcześniej niż):
1665
Data wydania (nie później niż):
1665
periculum spadnienia. Na takiej Galleryj pawiment, deszcze, i śniegi padają; dla tego pawiment ma być usłany blachą lub miedzianą lub żelazną i ołowiem, lub cyną zlewane i spajane, lub w grzebień zawijane, żeby woda do dolnej nie ciekła kontygnacyj. Ta sama posadzka ma być akomodowana, z tą cyrkumspekcją, aby szły pochyło dla spławu wód do rynnów, albo smoków, na to sporządzonych, i odsadzonych od muru, aby po nim nie ciekła woda murowi szkodząca i architekturze. Na czterech rogach tej Galleryj, lub na wszystkich jej wysadach, mogą stać busta, albo do pasa osoby, trophaea, armatury, wazy, etc.
Schody czyli
periculum spadnienia. Na takiey Galleryi pawiment, deszcze, y sniegi padaią; dla tego páwiment ma bydź usłány blachą lub miedzianą lub żelazną y ołowiem, lub cyną zlewane y spaiane, lub w grzebień zawiiane, żeby woda do dolney nie ciekła kontygnacyi. Ta sama posadzka ma bydź akomodowana, z tą cyrkumspekcyą, aby szły pochyło dla spławu wod do rynnow, albo smokow, na to sporządzonych, y odsadzonych od muru, aby po nim nie ciekła woda murowi szkodząca y architekturze. Na czterech rogach tey Galleryi, lub na wszystkich iey wysadach, mogą stać busta, albo do pasa osoby, trophaea, armatury, wazy, etc.
Schody czyli
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 358
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
gdzieby nie sięgały Strzały jego okrutne/ lubo aż odedna Pchnięte Erebowego. Ma też tu być jedna Wierze z tych połamanych/ która swymi jady Wspuszywszy mię do jednej nieżadnej Driady/ O ten hak przyprawiła/ żem goniąc ją z góry/ A szwankując szkodliwie dobrze sobie skory/ I karku nadwereżył. Odkąd dziś pochyło Widzisz chodzę. Toż potym i z drugimi było/ Ze gdy dostać nie mogli/ kogo zachowali/ Abo szyje łamali/ abo się rzucali Ze skał sami umyślnie. A jeśli też w cieśni Którą tam przydybali/ jako ludzie leśni Ceremonij nie strzegą. To lada łoziną/ Abo nawet w ręku im podzierzgła się trzciną
gdzieby nie sięgáły Strzáły iego okrutne/ lubo áż odedná Pchnięte Erebowego. Ma też tu bydź iedná Wierze z tych połamánych/ ktora swymi iády Wspuszywszy mię do iedney nieżadney Dryády/ O ten hak przypráwiłá/ żem goniąc ią z gory/ A szwánkuiąc szkodliwie dobrze sobie skory/ Y kárku nádwereżył. Odkąd dziś pochyło Widzisz chodzę. Toż potym y z drugimi było/ Ze gdy dostáć nie mogli/ kogo záchowáli/ Abo szyie łamali/ ábo się rzucáli Ze skał sámi vmyślnie. A ieżli też w cieśni Ktorą tám przydybáli/ iáko ludzie leśni Ceremoniy nie strzegą. To ládá łoziną/ Abo náwet w ręku im podzierzgłá się trzciną
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 106
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
.
11. Gdy drzewka mają być przesadzone, dobrze ich trochę oskrobać z grubości skory, a to od dołu: żeby prędzej aliment brały.
12. Dobrze jest około przesadzonych drzewek ogrodzić i gnojem z zmieszaną ziemią obsypać, lecz nie wysoko, i nie zbyt twardo; żeby deszcze około drzewa sączyć się mogły wierszch pochyło ku niemu zostawiwszy, a to na Wiosnę: na Zimę zaś pochyło od drzewa lepiej utłoczywszy: ażeby zimna wilgoć od niego ściekała na ziemię.
13. Każde drzewo ma być w kopane głębokością, według proporcyj wielkości jego, żeby się od wiatrów trzymało dobrze.
14. Drzewo odnowisz żeby owoc rodziło, odkopawszy korzenie i
.
11. Gdy drzewká máią bydź przesádzone, dobrze ich trochę oskrobáć z grubośći skory, á to od dołu: żeby prędzey aliment bráły.
12. Dobrze iest około przesadzonych drzewek ogrodźić y gnoiem z zmieszáną źiemią obsypáć, lecz nie wysoko, y nie zbyt twárdo; żeby deszcze około drzewá sączyć się mogły wierszch pochyło ku niemu zostáwiwszy, á to ná Wiosnę: ná Zimę záś pochyło od drzewá lepiey utłoczywszy: áżeby źimna wilgoć od niego śćiekáłá ná źięmię.
13. Kożde drzewo ma bydź w kopane głębokośćią, według proporcyi wielkośći iego, żeby się od wiátrow trzymáło dobrze.
14. Drzewo odnowisz żeby owoc rodźiło, odkopawszy korzenie y
Skrót tekstu: DuńKal
Strona: F2
Tytuł:
Kalendarz polski i ruski na rok pański 1741
Autor:
Stanisław Duńczewski
Drukarnia:
Paweł Józef Golczewski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
kalendarze
Tematyka:
astrologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1741
Data wydania (nie wcześniej niż):
1741
Data wydania (nie później niż):
1741
z grubości skory, a to od dołu: żeby prędzej aliment brały.
12. Dobrze jest około przesadzonych drzewek ogrodzić i gnojem z zmieszaną ziemią obsypać, lecz nie wysoko, i nie zbyt twardo; żeby deszcze około drzewa sączyć się mogły wierszch pochyło ku niemu zostawiwszy, a to na Wiosnę: na Zimę zaś pochyło od drzewa lepiej utłoczywszy: ażeby zimna wilgoć od niego ściekała na ziemię.
13. Każde drzewo ma być w kopane głębokością, według proporcyj wielkości jego, żeby się od wiatrów trzymało dobrze.
14. Drzewo odnowisz żeby owoc rodziło, odkopawszy korzenie i rozpruwszy wzdłuż, a wodą je skropiwszy tłustą znowu zakopiesz.
O szczepieniu
z grubośći skory, á to od dołu: żeby prędzey aliment bráły.
12. Dobrze iest około przesadzonych drzewek ogrodźić y gnoiem z zmieszáną źiemią obsypáć, lecz nie wysoko, y nie zbyt twárdo; żeby deszcze około drzewá sączyć się mogły wierszch pochyło ku niemu zostáwiwszy, á to ná Wiosnę: ná Zimę záś pochyło od drzewá lepiey utłoczywszy: áżeby źimna wilgoć od niego śćiekáłá ná źięmię.
13. Kożde drzewo ma bydź w kopane głębokośćią, według proporcyi wielkośći iego, żeby się od wiátrow trzymáło dobrze.
14. Drzewo odnowisz żeby owoc rodźiło, odkopawszy korzenie y rozpruwszy wzdłuż, á wodą ie skropiwszy tłustą znowu zákopiesz.
O szczepieniu
Skrót tekstu: DuńKal
Strona: F2
Tytuł:
Kalendarz polski i ruski na rok pański 1741
Autor:
Stanisław Duńczewski
Drukarnia:
Paweł Józef Golczewski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
kalendarze
Tematyka:
astrologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1741
Data wydania (nie wcześniej niż):
1741
Data wydania (nie później niż):
1741
. Słusznoć ich. Księgi IIII. o wojnie Francuskiej. Chce most na Renie budować. Buduje.
Słupy dwa pułtory stopy wzmięsz/ u spodu trochę zaostrzone/ a długie wedle głębokości rzeki/ od siebie na dwie stopie wiązał/ które kafarem w wodę wpuszczał/ i babami wbijał/ niejako owo prosto pale biją/ ale pochyło i wyniosło/ że jakoby szły po wodzie. Przeciwko tym drugie dwa/ nie inakszym sposobem wiązane/ niżej ku wodzie na czterdzieści stop od siebie/ przeciwko sile i popędliwości Renowej obróciwszy stawiał. A na te potym lochy/ miąższe jako dwie stopie zawciągał/ które z słupami wedle potrzeby/ po obojej stronie dwojmi bantami z
. Słusznoć ich. Kśięgi IIII. o woynie Fráncuskiey. Chce most ná Renie budowáć. Buduie.
Słupy dwá pułtory stopy wzmięsz/ v spodu trochę záostrzone/ á długie wedle głębokośći rzeki/ od śiebie ná dwie stopie wiązał/ ktore káfarem w wodę wpusczał/ y bábámi wbiiał/ nieiáko owo prosto pale biią/ ále pochyło y wyniosło/ że iákoby szły po wodźie. Przećiwko tym drugie dwa/ nie inákszym sposobem wiązáne/ niżey ku wodźie ná czterdźieśći stop od śiebie/ przećiwko śile y popędliwośći Renowey obroćiwszy stáwiał. A ná te potym lochy/ miąższe iáko dwie stopie záwćiągał/ ktore z słupámi wedle potrzeby/ po oboiey stronie dwoymi bantami z
Skrót tekstu: CezWargFranc
Strona: 81.
Tytuł:
O wojnie francuskiej ksiąg siedmioro
Autor:
Gajusz Juliusz Cezar
Tłumacz:
Andrzej Wargocki
Drukarnia:
Drukarnia wdowy Jakuba Sibeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
stojących przyjechał prymas z swego pałacu z znaczną asystencją, kariolką bogatą, od złota, aksamitu pąsowego i galonów na wszystkie strony blask rzucającą, czterokonną, z stangretem i forysiem na koniach siedzących, także galonami, a konie czubami złotymi błyszczących. W takiej figurze (nie mogąc konno, bo na krzyże zawsze stękał i dlatego pochyło chodził) objeżdżał województwa. Najprzód przyjechał do województw poznańskiego i kaliskiego z aryngą następującą: „Witam waszeciów mościwych panów i braci na tym elektoralnym polu. Oraz pytam, jaka jest wola i zgoda prześwietnych województw wielkopolskich, kogo mam nominować za króla i pana?” Odpowiedzieli na to Twardowski, wojewoda kaliski (bo książę Jabłonowski
stojących przyjechał prymas z swego pałacu z znaczną asystencją, kariolką bogatą, od złota, aksamitu pąsowego i galonów na wszystkie strony blask rzucającą, czterokonną, z stangretem i forysiem na koniach siedzących, także galonami, a konie czubami złotymi błyszczących. W takiej figurze (nie mogąc konno, bo na krzyże zawsze stękał i dlatego pochyło chodził) objeżdżał województwa. Najprzód przyjechał do województw poznańskiego i kaliskiego z aryngą następującą: „Witam waszeciów mościwych panów i braci na tym elektoralnym polu. Oraz pytam, jaka jest wola i zgoda prześwietnych województw wielkopolskich, kogo mam nominować za króla i pana?” Odpowiedzieli na to Twardowski, wojewoda kaliski (bo książę Jabłonowski
Skrót tekstu: KitPam
Strona: 145
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jędrzej Kitowicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1743
Data wydania (nie wcześniej niż):
1743
Data wydania (nie później niż):
1743
Tekst uwspółcześniony:
tak