był w Qwito, słyszany zaś był w Ybara, w Pasto, w Popajan, w Plata o sto mil Franc: i nawet w Kwajaquil i za Piura o 120 mil Franc: Wiatr wiał od wschodu północego, wody z wierzchołku góry spadające, na dolinie nakształt piłki od ziemi odbijając się na powietrze w górę podskakiwały.
Trzęsienie ziemi w Abruzzyj przeniosło wody wielu źrzodeł na inne miejsca. Wysokość wody w Paryżu 12 calów, 9[...] linij.
1743.
427 10 Stycznia.
428 Druga w miesiącu Wrześniu.
8 Listopada trzęsienie ziemi w Bazylej miedzy 8 i 9 z rana w okolicy miasta słyszane mruczenia podziemne. w Limie po trzykroć ponowione.
był w Qwito, słyszany zaś był w Ybara, w Pasto, w Popaian, w Plata o sto mil Franc: y nawet w Quayaquil y za Piura o 120 mil Franc: Wiatr wiał od wschodu pułnocnego, wody z wierzchołku gory spadaiące, na dolinie nakształt piłki od ziemi odbiiaiąc się na powietrze w gorę podskakiwały.
Trzęsienie ziemi w Abruzzyi przeniosło wody wielu źrzodeł na inne mieysca. Wysokość wody w Paryżu 12 calow, 9[...] linij.
1743.
427 10 Stycznia.
428 Druga w miesiącu Wrześniu.
8 Listopada trzęsienie ziemi w Bazyley miedzy 8 y 9 z rana w okolicy miasta słyszane mruczenia podziemne. w Limie po trzykroć ponowione.
Skrót tekstu: BohJProg_II
Strona: 191
Tytuł:
Prognostyk Zły czy Dobry Komety Roku 1769 y 1770
Autor:
Jan Bohomolec
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. i Rzeczypospolitej w Kollegium Societatis Jesu
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki, traktaty
Tematyka:
astronomia, historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1770
Data wydania (nie wcześniej niż):
1770
Data wydania (nie później niż):
1770
m mdlała na ziemi dopiero, ścigać Cię z wiatrem będę, porwawszy się skoro. Nie trzeba mię popędzać będzie ostrą bronią, żadne nogi pośpiechem pewnie mię nie zgonią. Pociągnął lutnią, wdzięczne przebierając strony, trackie zwierza i lasy Orfeusz ćwiczony, które gdy dźwięk przyjemnych głosów usłyszały, zdumiałe, oraz becząc, w takt podskakiwały. Mnie ani lutnia wdzięczna muzyka trackiego poruszy, ani strony skrzypka aońskiego. Każdego swe afekty, swoja rozkosz wiedzie, ten dla oczu, dla uszu drugi więźniem będzie. Nie chcę wzroku i słuchu wytchnieniem ratować, mdłość moję pismo perskie może posiłkować. Me Światło! Włosy Twoje pachną zybetami, głowa zmokła wonnymi zewsząd olejkami
m mdlała na ziemi dopiero, ścigać Cię z wiatrem będę, porwawszy się skoro. Nie trzeba mię popędzać będzie ostrą bronią, żadne nogi pośpiechem pewnie mię nie zgonią. Pociągnął lutnią, wdzięczne przebierając strony, trackie zwierza i lasy Orfeusz ćwiczony, które gdy dźwięk przyjemnych głosów usłyszały, zdumiałe, oraz becząc, w takt podskakiwały. Mnie ani lutnia wdzięczna muzyka trackiego poruszy, ani strony skrzypka aońskiego. Każdego swe afekty, swoja rozkosz wiedzie, ten dla oczu, dla uszu drugi więźniem będzie. Nie chcę wzroku i słuchu wytchnieniem ratować, mdłość moję pismo perskie może posiłkować. Me Światło! Włosy Twoje pachną zybetami, głowa zmokła wonnymi zewsząd olejkami
Skrót tekstu: HugLacPrag
Strona: 98
Tytuł:
Pobożne pragnienia
Autor:
Herman Hugon
Tłumacz:
Aleksander Teodor Lacki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1673
Data wydania (nie wcześniej niż):
1673
Data wydania (nie później niż):
1673
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Krzysztof Mrowcewicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1997
siędzie/ i pole płotu jedzie/ a drugi palcaty dwa wziąwszy/ a podle Konia stanąwszy/ jednym palcatem Konia po zadzie/ a drugim pod kolana przednie/ żeby zaciął/ jedno to w ten czas w czynieni/ kiedy ów zatrzyma/ do owego pieszego pójdzie co z palcaty będzie/ tedy Koń musi podnosić się i poskakować. A co wszystko gdy już będzie umiał Koń/ tedy łamania/ abo prędko biegania w miejscu ciasnym/ nauczy się. A z którego gdy już będzie dobrze wyprawny Koń/ tedy tego masz zawżdy warować/ abyś na nim nigdy wciąsz nieposkakował do krótkich koł. To jest/ abyś wciąsz skoczywszy zaraz/ krótkie
śiędźie/ y pole płotu iedźie/ á drugi pálcaty dwá wźiąwszy/ á podle Koniá stánąwszy/ iednym pálcátem Koniá po zádźie/ á drugim pod koláná przednie/ żeby záćiął/ iedno to w ten czás w czynieni/ kiedy ow zátrzyma/ do owego pieszego poydźie co z pálcaty będźie/ tedy Koń muśi podnośić sie y poskákowáć. A co wszystko gdy iuż będźie vmiał Koń/ tedy łamania/ ábo prędko biegánia w mieyscu ćiásnym/ náuczy sie. A z ktorego gdy iuż będźie dobrze wypráwny Koń/ tedy tego masz záwżdy wárowáć/ ábyś ná nim nigdy wćiąsz nieposkákował do krotkich koł. To iest/ abyś wćiąsz skoczywszy záraz/ krotkie
Skrót tekstu: PienHip
Strona: 14
Tytuł:
Hippika abo sposób poznania chowania i stanowienia koni
Autor:
Krzysztof Pieniążek
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
gospodarstwo
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1607
Data wydania (nie wcześniej niż):
1607
Data wydania (nie później niż):
1607
większe Burze z trzęsieniem coraz przemijały, A przemijając ogniami łyskały Gwałtowne deszcze z siebie wylewając I barziej morze wichrami mieszając, Tak żeśmy wszyscy od szturmu wielkiego Nie mogli naleźć miejsca spokojnego. Wielom się stało zewnętrzne niezdrowie, Wielom i bóle dokuczały w głowie, Dlatego iż się okręt barzo kiwał, A jako kaczka z falą podskakiwał; Która na wodzie gdy swe piórka myje, Dopiero pływa, dopiero się kryje Na odspód w wodę i znowu wyskoczy Na wierzch i ludziom pokaże się w oczy. Równie my także raz się ponurzymy, Raz zaś na górę wysoko skoczymy Chwiejąc się barzo w nieszczęsnym odmęcie, Z czego się rzeczy musiały w okręcie Wszystkie poruszać
większe Burze z trzęsieniem coraz przemijały, A przemijając ogniami łyskały Gwałtowne deszcze z siebie wylewając I barziej morze wichrami mieszając, Tak żeśmy wszyscy od szturmu wielkiego Nie mogli naleźć miejsca spokojnego. Wielom się stało zewnętrzne niezdrowie, Wielom i bóle dokuczały w głowie, Dlatego iż się okręt barzo kiwał, A jako kaczka z falą podskakiwał; Która na wodzie gdy swe piórka myje, Dopiero pływa, dopiero się kryje Na odspód w wodę i znowu wyskoczy Na wierzch i ludziom pokaże się w oczy. Równie my także raz się ponurzymy, Raz zaś na górę wysoko skoczymy Chwiejąc się barzo w nieszczęsnym odmęcie, Z czego się rzeczy musiały w okręcie Wszystkie poruszać
Skrót tekstu: BorzNaw
Strona: 136
Tytuł:
Morska nawigacyja do Lubeka
Autor:
Marcin Borzymowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1662
Data wydania (nie wcześniej niż):
1662
Data wydania (nie później niż):
1662
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Morskie
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
i na niego za ten grzech przyczynę wszystkich szturmów składa. Bosmanom go z gniewem w łańcuch wsadzić każe. Śmiercią mu grozi. Bosmani Arnolfa do więzienia wzięli. Morze po staremu szturmami nas nosi. Obłok pochmurny z strasznemi wiatrami do szturmów przybywa. Nawałność wielka okrętu, który jak piłka, gdy ją do góry uderzą, podskakiwał. Drugi obłok przypadł, w którym się diabli rzechotali, a ten obłok kilkakroć okręt na bok przechylał. Wszyscy ludzie sfrasowani końca patrzają. Brzeskiego modlitwa, który nie Bogu, ale wiatrom złość przypisuje. Dalsza jego do wiatrów mowa. Bóg nieskwapliwie grzech karze. Boga o ratunek prosi, żeby się nad nami jako Ociec
i na niego za ten grzech przyczynę wszystkich szturmów składa. Bosmanom go z gniewem w łańcuch wsadzić każe. Śmiercią mu grozi. Bosmani Arnolfa do więzienia wzięli. Morze po staremu szturmami nas nosi. Obłok pochmurny z strasznemi wiatrami do szturmów przybywa. Nawałność wielka okrętu, który jak piłka, gdy ją do góry uderzą, podskakiwał. Drugi obłok przypadł, w którym się diabli rzechotali, a ten obłok kilkakroć okręt na bok przechylał. Wszyscy ludzie sfrasowani końca patrzają. Brzeskiego modlitwa, który nie Bogu, ale wiatrom złość przypisuje. Dalsza jego do wiatrów mowa. Bóg nieskwapliwie grzech karze. Boga o ratunek prosi, żeby się nad nami jako Ociec
Skrót tekstu: BorzNaw
Strona: 205
Tytuł:
Morska nawigacyja do Lubeka
Autor:
Marcin Borzymowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1662
Data wydania (nie wcześniej niż):
1662
Data wydania (nie później niż):
1662
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Morskie
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
druga ugodzi Aby jej wszytko swoje zapisowa, Nie raczej bliskim powinnym darował. Więc jeśli wdowa po starym zostanie, Niżeli się jej ku myśli dostanie, Musi i głodu ciężkiego przymierać, Będzie-li chciała tak długo obierać. A czasem sobie takiego obierze, Który jej często grzbiet kijem opierze I musi mu tak, jak chce, poskakować. A przetoż sobie nie masz co smakować Tego starego, lepszy bywa młody, Większej z nim może zażywać ochłody. Młody sposobny do wszytkiego bywa, Młodego żona lawie zatrzymywa. Młodego prędzej nauczy pracować, Młody się z żoną nie umie frasować. Młode smaczniejsze potrawy bywają I nowiną ich ludzie nazywają. Ja tedy radzę
druga ugodzi Aby jej wszytko swoje zapisowa, Nie raczej bliskim powinnym darował. Więc jeśli wdowa po starym zostanie, Niżeli się jej ku myśli dostanie, Musi i głodu ciężkiego przymierać, Będzie-li chciała tak długo obierać. A czasem sobie takiego obierze, Który jej często grzbiet kijem opierze I musi mu tak, jak chce, poskakować. A przetoż sobie nie masz co smakować Tego starego, lepszy bywa młody, Większej z nim może zażywać ochłody. Młody sposobny do wszytkiego bywa, Młodego żona lawie zatrzymywa. Młodego prędzej nauczy pracować, Młody się z żoną nie umie frasować. Młode smaczniejsze potrawy bywają I nowiną ich ludzie nazywają. Ja tedy radzę
Skrót tekstu: SejmPanBad
Strona: 95
Tytuł:
Sejm panieński
Autor:
Jan Oleski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1684
Data wydania (nie wcześniej niż):
1684
Data wydania (nie później niż):
1684
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950
mężem właśnie zenie będzie, Na takiego się oglądają wszędzie. Nie baba, by go za nos miała wodzić, Abo też w pole, jak bydlę, prowadzić. Bo on sam głowa ma być, nie nogami, Jako Bóg podął, zeznacie to sami. Chłop ma być chłopem, żenie rozkazować Jemu należy, zenie poskakować. Tak musi skakać, jako jej grać będzie, Gdyż ona nim, a on nią, ozdobę jest wszędzie. Daleko tedy lepiej, panny, zgoła By nas rządzono, bo już tego koła Trudno hamować; kiedy która rządy Odejmie chłopu, wielkie tam są błędy. Przeto racje takowe podawszy, Zamilczę, insze na
mężem właśnie zenie będzie, Na takiego się oglądają wszędzie. Nie baba, by go za nos miała wodzić, Abo też w pole, jak bydlę, prowadzić. Bo on sam głowa ma być, nie nogami, Jako Bóg podął, zeznacie to sami. Chłop ma być chłopem, żenie rozkazować Jemu należy, zenie poskakować. Tak musi skakać, jako jej grać będzie, Gdyż ona nim, a on nią, ozdobę jest wszędzie. Daleko tedy lepiej, panny, zgoła By nas rządzono, bo już tego koła Trudno hamować; kiedy która rządy Odejmie chłopu, wielkie tam są błędy. Przeto racye takowe podawszy, Zamilczę, insze na
Skrót tekstu: SejmPanBad
Strona: 101
Tytuł:
Sejm panieński
Autor:
Jan Oleski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1684
Data wydania (nie wcześniej niż):
1684
Data wydania (nie później niż):
1684
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950
dźwięk nie może: przez tę błonkę jak przez skorę nabębnie strona przeciągniona żyłeczką, i ta przywięzuje koszteczkę w uchu nakształt młoteczka. Do tej błonki ze wnątrz głowy przyrosły trzy kostki, jedna pomieniona młoteczkowi podobna, druga strzemieniu, trzecia kowadłu: że gdy głos przychodzący do błonki, onę ruszy, wszytkie te kosteczki podskakują, a kosteczka jedna się z drugą zrosła. i trudno wiedzieć na co są te kosteczki. to zaś dziwna iż nigdy nie rosną, ale zaraz od urodzenia w dzieciach są tak wielkie jako i w starych. Z tego naczynia w uchu które ta błonka zamyka do Labyryntu w którym wiele dziurek tam i sam obróconych a
dźwięk nie może: przez tę błonkę iák przez skorę nábębnie stroná przećiągniona żyłeczką, y tá przywięzuie koszteczkę w uchu nákształt młoteczká. Do tey błonki ze wnątrz głowy przyrosły trzy kostki, iedná pomieniona młoteczkowi podobna, druga strzemieniu, trzećia kowádłu: że gdy głos przychodzący do błonki, onę ruszy, wszytkie te kosteczki podskákuią, á kosteczká iedná się z drugą zrosłá. y trudno wiedźieć ná co są te kosteczki. to záś dźiwna iż nigdy nie rostą, ále záraz od urodzenia w dźiećiách są ták wielkie iáko y w stárych. Z tego naczynia w uchu ktore tá błonká zámyka do Lábyrintu w ktorym wiele dźiurek tám y sám obroconych á
Skrót tekstu: TylkRoz
Strona: 206
Tytuł:
Uczone rozmowy
Autor:
Wojciech Tylkowski
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1692
Data wydania (nie wcześniej niż):
1692
Data wydania (nie później niż):
1692
a prawie ciemno nie słyszno rżąc na kształt lwiego ryku/ znaczy bojaźń abo zlęknienie jakie: co barzo rzadko słyszeć się trafia we dwóch tych ostatecznych: jeśli koń jest wspaniały/ uszy ściska/ nogami ziemię grzebie/ zadem wybija/ a zęboma kąsze. Insze głosy czyniąc znaków ciałem nie pokazuje/ acz czasem wesoło rżąc rad podskakuje. Szósty głos wydaje/ który hruby przerywając czyni barzo śmiechu człowieczemu podobny/ a to koń czyni chciwością poruszony/ stojąc blisko świerzopy abo konia którego miłuje/ bądź też siano abo owies widząc z pożądania znak wydaje. Przystępując zasię do wieku końskiego/ gdyż każda rzecz żywiąca swój koniec mieć musi. Aristoteles opisuje wiek jego
á práwie ćięmno nie słyszno rżąc ná kształt lwiego ryku/ znáczy boiaźń ábo zlęknienie iákie: co bárzo rzadko słyszeć się tráfia we dwuch tych ostátecznych: iesli koń iest wspániáły/ vszy śćiska/ nogámi źiemię grzebie/ zádem wybiia/ á zębomá kąsze. Insze głosy czyniąc znákow ćiáłem nie pokázuie/ ácz czásem wesoło rżąc rad podskákuie. Szosty głos wydáie/ ktory hruby przerywáiąc czyni bárzo śmiechu człowieczemu podobny/ á to koń czyni chćiwośćią poruszony/ stoiąc blisko świerzopy ábo koniá ktorego miłuie/ bądź też śiáno ábo owies widząc z pożądánia znák wydáie. Przystępuiąc zásię do wieku końskiego/ gdyż káżda rzecz żywiąca swoy koniec mieć muśi. Aristoteles opisuie wiek iego
Skrót tekstu: DorHip_I
Strona: Aijv
Tytuł:
Hippica to iest o koniach księgi_I
Autor:
Krzysztof Dorohostajski
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1603
Data wydania (nie wcześniej niż):
1603
Data wydania (nie później niż):
1603
jest jeszcze od malarzów nieskończona połowa, tylko w pośrodku to jest w dziedzińcu ogród wielki i piękny; z drugiej zaś strony ogród, który się zowie la Tuillerie, bardzo zacny i wielki, kędy też nie zabraniają rozmaitym kondycjom ludzi przechadzek swoich. Tu w tym ogrodzie widzieliśmy lamparta żywego, który barzo wysoko do mięsa podskakiwał, kiedy mu kto chciał rzucić. Także widzieliśmy ptaka sępa i orłów dwóch w tymże ogrodzie. A w tym pałacu mieszkanie ma swoje królowa Angielska, która uciekła z Anglii do Francjej przed rozruchem wielkim w Anglii przeciwko królowi, i z synem swoim starszym Prince de Galles. W tymże pałacu mieszka Mademoiselle de
jest jeszcze od malarzów nieskończona połowa, tylko w pośrodku to jest w dziedzińcu ogród wielki i piękny; z drugiej zaś strony ogród, który się zowie la Tuillerie, bardzo zacny i wielki, kędy też nie zabraniają rozmaitym condyciom ludzi przechadzek swoich. Tu w tym ogrodzie widzieliśmy lamparta żywego, który barzo wysoko do mięsa podskakiwał, kiedy mu kto chciał rzucić. Także widzieliśmy ptaka sępa i orłów dwóch w tymże ogrodzie. A w tym pałacu mieszkanie ma swoje królowa Angielska, która uciekła z Angliej do Franciej przed rozruchem wielkim w Angliej przeciwko królowi, i z synem swoim starszym Prince de Galles. W tymże pałacu mieszka Mademoiselle de
Skrót tekstu: GawarDzien
Strona: 59
Tytuł:
Dziennik podróży po Europie Jana i Marka Sobieskich
Autor:
Sebastian Gawarecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy podróży, pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1646 a 1648
Data wydania (nie wcześniej niż):
1646
Data wydania (nie później niż):
1648
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Wincenty Dawid
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Redakcja "Wędrowca"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1883