będziem? Lubo płaczecie — na łzach nie pojedziem!” Więc podniósł żagle; toż na okręt wsiedli Kawalerowie, a żal długi wiedli. Panny zaś batem do dom powracają, Na swych kochanków coraz wyglądają. Tam ich myśl, serce i oko skazuje, Kędy swój miłość majestat buduje. A my na ich żal sporo popływamy I Hyl miasteczko bokiem omijamy. Tam nam wiatr skoczył nieżyczliwy w oko, Skrzydłami wionął na żagle szeroko, Że — cośmy siedm mil byli zabieżeli — Znowuśmy nazad pode Gdańsk pierzchneli, Stamtąd zaś znowu wężykiem kręcimy, Na upór z wiatrem do koła chodzimy. Więc znowu z pracą pod Hyl przypadamy, Lecz i
będziem? Lubo płaczecie — na łzach nie pojedziem!” Więc podniósł żagle; toż na okręt wsiedli Kawalerowie, a żal długi wiedli. Panny zaś batem do dom powracają, Na swych kochanków coraz wyglądają. Tam ich myśl, serce i oko skazuje, Kędy swój miłość majestat buduje. A my na ich żal sporo popływamy I Hyl miasteczko bokiem omijamy. Tam nam wiatr skoczył nieżyczliwy w oko, Skrzydłami wionął na żagle szeroko, Że — cośmy siedm mil byli zabieżeli — Znowuśmy nazad pode Gdańsk pierzchneli, Stamtąd zaś znowu wężykiem kręcimy, Na upór z wiatrem do koła chodzimy. Więc znowu z pracą pod Hyl przypadamy, Lecz i
Skrót tekstu: BorzNaw
Strona: 43
Tytuł:
Morska nawigacyja do Lubeka
Autor:
Marcin Borzymowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1662
Data wydania (nie wcześniej niż):
1662
Data wydania (nie później niż):
1662
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Morskie
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
Dla której miasto ręką zbudowane/ Poległo Greckim kopytem zdeptane. Niechcę ja/ niechcę/ dowcipu mojego Puszczać na głębią spraw świata marnego/ Dość mojej Lodce zaniechawszy biegu/ Piąć się przy maszcie k zbawiennemu brzegu. I lubo praca moja mała będzie/ Lub w moję łódkę mało co ich wsiądzie. Przecię ja będę popływając sobie Kończył swój zamysł w zaczętym sposobie/ A ty Apollo naciągnąwszy strony Gdy śpiewać będę żywot uwiklony: W gęstym sitowiu grzechu plugawego/ Puść smutne Echo fletu twojego/ A póki lutnia twoja będzie brzmiała/ Uż i Pallady/ aby przyśpiewała: Płaczliwym głosem: głosem żałobliwym/ Pospołu ze mną niech śpiewa troskliwym. Ale się
Dla ktorey miasto ręką zbudowane/ Poległo Greckim kopytem zdeptáne. Niechcę ia/ niechcę/ dowćipu moiego Pusczać na głębią spraw świata márnego/ Dość moiey Lodce zaniechawszy biegu/ Piąć się przy maszćie k zbawiennemu brzegu. Y lubo praca moia máła będźie/ Lub w moię łodkę mało co ich wśiędźie. Przećię ia będę popływáiąc sobie Kończył swoy zamysł w záczętym sposobie/ A ty Apollo naćiągnąwszy strony Gdy śpiewáć będę żywot vwiklony: W gęstym śitowiu grzechu plugáwego/ Puść smutne Echo fletu twoiego/ A poki lutnia twoiá będźie brzmiała/ Vż y Pallády/ aby przyśpiewáłá: Płáczliwym głosem: głosem żałobliwym/ Pospołu ze mną niech śpiewa troskliwym. Ale się
Skrót tekstu: TwarKŁodz
Strona: Bv
Tytuł:
Łódź młodzi z nawałności do brzegu płynąca
Autor:
Kasper Twardowski
Drukarnia:
Drukarnia dziedziców Jakuba Siebeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618
ukwapliwym biegu Wpadła na wierzch stojacej góry wedle brzegu. Nad morzem wierzch wysoki/ w szczyt jeden zemkniony Ku wodom pod drzewami stoi przysklepiony Tam stanęła/ i miejscem bezpieczna patrzała: Czy dziw? czy Bóg? barwie się jego dziwowała. Włosom nie mniej/ ramionom/ zad jako nakrywał/ Jako gnącą się rybą od pasa popływał. Pojął rzecz/ i wparszy się rogu bliskiej skały/ Rzekł: o Panno/ jam nie dziw/ nie zwierz zadziczały. Lecz wodny Bóg: nic nad mię Proteus z Trytonem Nie ma/ i z Atamanty synem Palemonem. Byłem też człekiem zrazu/ latam trawił swoje Na morzu; tożrzemięsło wszytko było moje
vkwápliwym biegu Wpádłá ná wierzch stoiacey gory wedle brzegu. Nád morzem wierzch wysoki/ w szczyt ieden zemkniony Ku wodom pod drzewámi stoi przysklepiony Tám stánełá/ y mieyscem bespieczna pátrzáłá: Czy dźiw? czy Bog? bárwie się iego dźiwowáłá. Włosom nie mniey/ ramionom/ zad iáko nakrywał/ Iáko gnącą się rybą od pásá popływał. Poiął rzecz/ y wpárszy się rogu bliskiey skáły/ Rzekł: o Pánno/ iam nie dźiw/ nie źwierz zádźiczáły. Lecz wodny Bog: nic nád mię Proteus z Trytonem Nie ma/ y z Atámánty synem Pálemonem. Byłem też człekiem zrázu/ látám trawił swoie Ná morzu; tożrzemięsło wszytko było moie
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 345
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636