konfuzji idzie i mocą ma napaść; więc reflektowawszy się że potędze nie wytrzymał- bym, bom był wszystką asystencję relegował, nie zostawszy tylko przy dziesiątku ludzi; odjechałem z Możejkowa nocą wszystkie swoje rzeczy zabrawszy. Panią Kaczanowską z sobą wzięliśmy i do Rohotnej zaprowadziliśmy. Na Niemnie pod Bielicą mało dzieci nie potonęły. Przez wszystkie dni Bożego Narodzenia byli u mnie ipanowie sąsiedzi.
6 Januarii Anno 1702, w dzień Trzech Królów Kaczanowski wprzódy przysławszy przyjaciół do mnie z przeprosinami i traktatem, tandem na ubezpieczonych nas summo mane na niegotowych i jeszcze na śpiących violenter najechał. Tak Pan Bóg poszczęścił, żeśmy w kilka tylko ludzi wypędzili jego
konfuzyi idzie i mocą ma napaść; więc reflektowawszy się że potędze nie wytrzymał- bym, bom był wszystką assystencyę relegował, nie zostawszy tylko przy dziesiątku ludzi; odjechałem z Możejkowa nocą wszystkie swoje rzeczy zabrawszy. Panią Kaczanowską z sobą wzięliśmy i do Rohotnéj zaprowadziliśmy. Na Niemnie pod Bielicą mało dzieci nie potonęły. Przez wszystkie dni Bożego Narodzenia byli u mnie jpanowie sąsiedzi.
6 Januarii Anno 1702, w dzień Trzech Królów Kaczanowski wprzódy przysławszy przyjaciół do mnie z przeprosinami i traktatem, tandem na ubezpieczonych nas summo mane na niegotowych i jeszcze na śpiących violenter najechał. Tak Pan Bóg poszczęścił, żeśmy w kilka tylko ludzi wypędzili jego
Skrót tekstu: ZawiszaPam
Strona: 105
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Krzysztof Zawisza
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1715 a 1717
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1717
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Julian Bartoszewicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Jan Zawisza
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1862
Bo Alcyna nie tylko swego nie dostała Miłośnika, na co lud tak wielki zebrała, Aleć z tak wielkiej liczby okrętów, któremi Wszytko morze okryła z wojskami możnemi, Ledwie co sama z ognia w jednej małej łodzi, Którem wszytka armata zgorzała, uchodzi.
LV.
Ucieka, inszy na czem uciekać nie mieli, Potonęli, lub zbici byli, lub zgorzeli; Ale nie tak zbitego wojska żałowała, Jako, że miłośnika swego postradała. Dlatego zawżdy stęka i we dnie i w nocy, Dlatego jej ustawnie łzami płyną oczy, I że umrzeć, chocia chce, nie może przez dzięki, To jej żalu, to smętku, to przyczynia
Bo Alcyna nie tylko swego nie dostała Miłośnika, na co lud tak wielki zebrała, Aleć z tak wielkiej liczby okrętów, któremi Wszytko morze okryła z wojskami możnemi, Ledwie co sama z ognia w jednej małej łodzi, Którem wszytka armata zgorzała, uchodzi.
LV.
Ucieka, inszy na czem uciekać nie mieli, Potonęli, lub zbici byli, lub zgorzeli; Ale nie tak zbitego wojska żałowała, Jako, że miłośnika swego postradała. Dlatego zawżdy stęka i we dnie i w nocy, Dlatego jej ustawnie łzami płyną oczy, I że umrzeć, chocia chce, nie może przez dzięki, To jej żalu, to smętku, to przyczynia
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 210
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
a lubo te kitkę cztery/ abo pięć Kamieni ważyły/ z opatrzności jednak Najwyższego Pana/ mało co ludziom szkodziły/ a zgoła żadnej Kamienice nie zapaliły. Trzeciego dnia Sierpnia szturmował nieprzyjaciel do Kontraskarpy wedle Baszty Lebleńskiej/ i już był onę opanował; ale jednak pokonany od naszych kilka Tysięcy ludu zgubił/ którzy częścią za okopami potonęli/ częścią na gołym placu trupem polegli. Z naszej strony zabity Vice Pułkownik I. M. P. Staremberga/ jeden Kapitan/ jeden Chorąży/ i dwudziestu kilku Draganij. Nazajutrz ze trzech stron udrzył nieprzyjaciel naContrakskarpy/ i bito na niego z Dział przez cała noc ustawnie/ kędy sam I. M. P.
á lubo te kitkę cżtery/ ábo pięć Kámieni ważyły/ z opátrzności iednák Naywyższego Páná/ máło co ludźiom szkodźiły/ á zgołá żadney Kámienice nie zápaliły. Trzećiego dniá Sierpniá szturmował nieprzyiaciel do Contráskárpy wedle Bászty Lebleńskiey/ y iuż był onę opánował; ále iednák pokonány od nászych kilká Tyśięcy ludu zgubił/ ktorzy cżęśćią zá okopámi potonęli/ cżęśćią ná gołym plácu trupem polegli. Z nászey strony zábity Vice Pułkownik I. M. P. Stárembergá/ ieden Kápitan/ ieden Chorąży/ y dwudźiestu kilku Drágániy. Názáiutrz ze trzech stron vdrzył nieprzyiaćiel náContrákskárpy/ y bito ná niego z Dźiał przez cáła noc vstáwnie/ kędy sam I. M. P.
Skrót tekstu: DiarWied
Strona: A3v
Tytuł:
Diariusz całego obleżenia wiedeńskiego od Turków
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1683
Data wydania (nie wcześniej niż):
1683
Data wydania (nie później niż):
1683
, oddalisz, smarując drzewo sokiem z Portulaki, alias kurzej nogi wycisnionym, albo drożdżami winnemi, albo też smołą rzadką, ale miernie smarując, albo lepem, albo wełną w oleju smażoną. Item garnek w dnie przebiwszy, wpuścić tamtędy szczep, wdole podstawić. wody nalać, to mrówki na garnek wyłażąc w wodzie potoną, albo wrócą się. Albo też sznurkiem jedwabnym w oleju umaczanym przewiąż. Item ścieżki ich, któremi wstępują na drzewo pośmaruj żołcią byka. Item nie tkną mrówk miodu, białą wełną obłożywszy. Item od szczepów będą zdaleka, nasmarowawszy korzenie słonecznikiem strączystym, utarszy go z fusem olejowym, albo uwarzywszy. GOSIENNICE psujące ogródninę
, oddalisz, smaruiąc drzewo sokiem z Portulaki, alias kurzey nogi wycisnionym, albo drożdzami winnemi, albo też smołą rzadką, ale miernie smaruiąc, albo lepem, albo wełną w oleiu smażoną. Item garnek w dnie przebiwszy, wpuścić tamtędy szczep, wdole podstawić. wody nalać, to mrowki ná garnek wyłażąc w wodzie potoną, albo wrocą się. Albo też sznurkiem iedwabnym w oleiu umaczanym przewiąż. Item scieszki ich, ktoremi wstępuią na drzewo posmaruy żołcią byka. Item nie tkną mrowk miodu, białą wełną obłożywszy. Item od szczepow będą zdaleka, nasmarowawszy korzenie słonecznikiem strączystym, utarszy go z fusem oleiowym, albo uwarzywszy. GOSIENNICE psuiące ogrodninę
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 457
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
i wiosenne frukta zarazi i w zbożu Syriusz śnieć zrobi. W lutym i marcu ognie częste. Czerwiec i lipiec do tego skłonny. Od połowy września aż do wpół października także.
1735. Wrzesień cały i październik dżdżysty, zimny, mokry, pochmurny, pomieszany. Ostrożnie na wiosnę płyńcie statkami, żeby was wielu nie potonęło. We Lwowie, Zamościu, Lublinie, Warszawie, Gnieźnie i w Wielkiej Polsce zaraza albo powietrze i głód.
Kwadratowy promień Saturna z Jowiszem i Marsa z Księżycem na wiosnę w rewolucji komocyją wojen uczyni, wiele ogniów i przez nie szkody wielkie w dobra i budynki wniesie. Głód w naszych krajach Saturn chce zrobić. Wina
i wiosenne frukta zarazi i w zbożu Syriusz śnieć zrobi. W lutym i marcu ognie częste. Czerwiec i lipiec do tego skłonny. Od połowy września aż do wpół października także.
1735. Wrzesień cały i październik dżdżysty, zimny, mokry, pochmurny, pomieszany. Ostrożnie na wiosnę płyńcie statkami, żeby was wielu nie potonęło. We Lwowie, Zamościu, Lublinie, Warszawie, Gnieźnie i w Wielkiej Polsce zaraza albo powietrze i głód.
Kwadratowy promień Saturna z Jowiszem i Marsa z Księżycem na wiosnę w rewolucyi kommocyją wojen uczyni, wiele ogniów i przez nie szkody wielkie w dobra i budynki wniesie. Głód w naszych krajach Saturn chce zrobić. Wina
Skrót tekstu: DuńKal1731Rzecz
Strona: 6
Tytuł:
Praktyka gospodarska każdemu potrzebna
Autor:
Stanisław Duńczewski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
kalendarze
Tematyka:
gospodarstwo
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1731 a 1740
Data wydania (nie wcześniej niż):
1731
Data wydania (nie później niż):
1740
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Rzeczpospolita w dobie upadku 1700-1740. Wybór źródeł
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Józef Gierowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1955
swoje harde rozkazanie/ chyba diabeł na twoje oszukanie/ i to kiedy chce/ a Bóg mu dopuścił/ jako na Jobie dokazował. Pisze Cezarius lib. 9. histor. że niektórzy czarownicy chodzili powodzie jako Pan Zbawiciel/ ale gdy na okazanie i doznanie czartowskiej pomocy/ spuszczono Najświętszesz z Sakrament wonę rzękę/ natychmiast tamże potonęli. Bo Bóg czarty odegnał/ a czart cudów prawdziwych czynić nie może/ jedno szalbierstwo/ przez bystrą naturę swoję i wiadomość rzeczy przyrodzonych. Przetoż niepogrążnąć w wodzie/ nie jest to moc Boża w plawieniu takim/ ale dzieło szatańskie. Pisze Gedelmanus lub. 3. de lamiis że w Prusiech różnych czasów kilką prawdziwych
swoie hárde roskázánie/ chybá diabeł ná twoie oszukánie/ y to kiedy chce/ á Bog mu dopuśćił/ iako ná Iobie dokázował. Pisze Cezarius lib. 9. histor. że niektorzy czárownicy chodzili powodzie iáko Pan Zbáwićiel/ ale gdy ná okazánie y doznánie czártowskiey pomocy/ zpusczono Nayświętszesz z Sákráment wonę rzękę/ natychmiast támże potonęli. Bo Bog czárty odegnał/ á czárt cudow prawdziwych czynić nie może/ iedno szálbierstwo/ przez bystrą náturę swoię y wiádomość rzeczy przyrodzonych. Przetoż niepogrążnąć w wodzie/ nie iest to moc Boża w pláwieniu takim/ ále dzieło szátánskie. Pisze Gedelmanus lub. 3. de lamiis że w Pruśiech rożnych czásow kilką prawdziwych
Skrót tekstu: WisCzar
Strona: 75
Tytuł:
Czarownica powołana
Autor:
Daniel Wisner
Drukarnia:
Wojciech Laktański
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
magia, obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1680
Data wydania (nie później niż):
1680
to było/ żeby się tamci ludzie nawracali/ wiedząc iż ich na ten czas powinni byli nie traktować tak zle/ i mieć na nich niejaki wzgląd. Zdało się im/ iż mogli oczyścić taki sposób postępowania/ z onymi nędznikami/ przez złości i grzechy ich zaprawdę wielce sprosne/ w których oni bywali/ i owszem potonęli byli/ jaka była Sodomia/ bałwochwalstwo/ i ludzijedztwo/ tak się te rzeczy były zawzięły/ iż też dla pomienionych trzech grzechów/ obwołani byli za niewolniki Carcibi abo Cannibali przez króla Hiszpańskiego: potym wydane było to bando za radą ojca Tomasza de Ortis, i niektórych inszych zakonników wzbudzonych w prawdzie żarzliwością/ ale nie z
to było/ żeby się támći ludźie náwrácáli/ wiedząc iż ich ná ten czás powinni byli nie tráktowáć ták zle/ y mieć ná nich nieiáki wzgląd. Zdáło się im/ iż mogli oczyśćić táki sposob postępowánia/ z onymi nędznikámi/ przez złośći y grzechy ich záprawdę wielce sprosne/ w ktorych oni bywáli/ y owszem potonęli byli/ iáka byłá Sodomia/ báłwochwálstwo/ y ludźiiedztwo/ ták się te rzeczy były záwźięły/ iż też dla pomienionych trzech grzechow/ obwołáni byli zá niewolniki Cárcibi ábo Cánnibali przez krolá Hiszpáńskiego: potym wydáne było to bándo zá rádą oycá Thomaszá de Ortis, y niektorych inszych zakonnikow wzbudzonych w prawdźie żarzliwośćią/ ále nie z
Skrót tekstu: BotŁęczRel_V
Strona: 47
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. V
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Drukarnia:
Mikołaj Lob
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
/ że nas nie siłą Pogańską/ ale namisz samymi/ dla chwały imienia i Kościoła jego po[...] bił/ dziękuje. Ci wszyscy niemal co prosto ku Mohiłowu bez O weszciu Wojska Polskiego do Wołoch.
wszelkich kolas szli/ zdrowo uszli/ prócz tych co cierpliwości nie mając/ wpław się przez Dniestr puszczali/ których siła potonęło. Ci zaś co za wodzami lub w prawo/ lub w lewo się udawali/ mało nie wszyscy poginęli. Jam drożyskiem prosto ku Mohiłowu szedł za innymi gromadami/ którzy częsło przemijając/ i za namniejszym okrzykiem/ lub z tej/ lub z owej strony Pogańskim/ ile razy się odemnie odrywali/ ginęli/
/ że nas nie śiłą Pogáńską/ ále námisz sámymi/ dla chwały imieniá y Kośćiołá iego po[...] bił/ dziękuie. Ci wszyscy niemal co prosto ku Mohiłowu bez O weszćiu Woyská Polskiego do Wołoch.
wszelkich kolas szli/ zdrowo vszli/ procz tych co ćierpliwośći nie máiąc/ wpław się przez Dniestr puszczáli/ ktorych śiłá potonęło. Ci záś co zá wodzámi lub w práwo/ lub w lewo się vdawáli/ máło nie wszyscy poginęli. Iam drożyskiem prosto ku Mohiłowu szedł zá innymi gromádámi/ ktorzy częsło przemiiáiąc/ y zá namnieyszym okrzykiem/ lub z tey/ lub z owey strony Pogáńskim/ ile rázy się odemnie odrywáli/ ginęli/
Skrót tekstu: SzembRelWej
Strona: C
Tytuł:
Relacja prawdziwa o weszciu wojska polskiego do Wołoch
Autor:
Teofil Szemberg
Drukarnia:
Jan Rossowski
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1621
Data wydania (nie wcześniej niż):
1621
Data wydania (nie później niż):
1621
uszło/ którzy porwawszy łódź Olandom/ na niej uszli: drudzy płynąc do swoich przybyli/ jako Generał który był ze dwiema chorągwiami nieprzyjacielskiemi w pław się udał.
Okręt zaś naszego Almiranta zwarszy się z nieprzyjacielskim także Almirantem/ pojmał go i do Manyliej zaprowadził/ gdzie wszytkich potracono co winni byli. Miedzy temi tedy co potonęli/ których i z nieprzyjaciółmi było do sta piącidziesiąt i dziewiąci/ utonął też przerzeczony X. Jakub/ który wysłuchawszy mało nie wszytkich spowiedzi/ bacząc że okręt tonął/ chcąc wskoczyć na morze żeby pływał/ usłyszy głos jednego Kapitana/ który mu rzekł: Ojcze wysłuchajcie mię jednego słowa/ na którym mi zbawienie zawisło. Gdy
uszło/ ktorzy porwawszy łodź Olándom/ ná niey uszli: drudzy płynąc do swoich przybyli/ iáko Generał ktory był ze dwiemá chorągwiámi nieprzyiaćielskiemi w pław się udał.
Okręt záś nászego Almirántá zwárszy się z nieprzyiaćielskim tákże Almirántem/ poimał go y do Mányliey záprowádźił/ gdźie wszytkich potrácono co winni byli. Miedzy temi tedy co potonęli/ ktorych y z nieprzyiaćiołmi było do stá piąćidźieśiąt y dźiewiąći/ utonął też przerzeczony X. Iákub/ ktory wysłuchawszy máło nie wszytkich spowiedźi/ bacząc że okręt tonął/ chcąc wskoczyć ná morze żeby pływał/ usłyszy głos iednego Kápitaná/ ktory mu rzekł: Oycze wysłuchayćie mię iednego słowá/ ná ktorym mi zbáwienie záwisło. Gdy
Skrót tekstu: WaezList
Strona: 45.
Tytuł:
List roczny z wysep Philippin
Autor:
Francisco Vaez
Tłumacz:
Anonim
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
listy
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1603
Data wydania (nie wcześniej niż):
1603
Data wydania (nie później niż):
1603
żywot swowolny/ i prawie rozpasał na swe chuci nieporządne/ jednym tylko kazanim tak się przestrzegły obaczył/ że nowy prawie żywot zaczął.
Poczęlismy też tego roku nabożeństwo rozdawania świętych przez kartki/ jako w niektórych miastach czynią: co było z wielką ludzi gromadą. Była jedna osoba/ która wpadszy w morze z wielą innych którzy potonęli na potyczce z Olandami wyższej pomienionej: gdy już prawie w morzu tonęła/ wspominając sobie w te czasy o ś. Nikanorze/ i głosem jego pomocy wzywając; uczuł zaraz (jako sam powiadał) moc i serce i ufność że nie miał utonąć/ jakoż się to potym spełniło: bo przypłynął do brzegu na
żywot swowolny/ y práwie rospásał ná swe chući nieporządne/ iednym tylko kazánim ták się przestrzegły obaczył/ że nowy práwie żywot záczął.
Poczęlismy też tego roku nabożeństwo rozdawánia świętych przez kártki/ iáko w niektorych miástách czynią: co było z wielką ludźi gromádą. Byłá iedná osobá/ ktora wpadszy w morze z wielą inych ktorzy potonęli ná potyczce z Olándámi wyższey pomienioney: gdy iuż práwie w morzu tonęłá/ wspomináiąc sobie w te czásy o ś. Nikánorze/ y głosem iego pomocy wzywáiąc; uczuł záraz (iáko sam powiádał) moc y serce y ufność że nie miał utonąć/ iákoż się to potym spełniło: bo przypłynął do brzegu ná
Skrót tekstu: WaezList
Strona: 47.
Tytuł:
List roczny z wysep Philippin
Autor:
Francisco Vaez
Tłumacz:
Anonim
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
listy
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1603
Data wydania (nie wcześniej niż):
1603
Data wydania (nie później niż):
1603