, aby pomienione Rady Senatorskie stojąc nie były odprawowane, i w materie Status decisivé się niewdawały, ani Dektretów Trybunalskich Koronnych I W. X. L. nosiły, lub ich egzekucje zawieszały.
Przywilejów też na godności z okienkami nikt upraszac nie ma, i o zapieczętowanie ich przykrzyć się niepowinien. Więc i tego przypilnują, aby godności i Dygnitarstwa Koronne, Obywatelom Wielk: X. L. w Koronie żadnych posesji niemającym, i wzajemnie Honory i Urzędy W. X. Lit. Obywatelom Koronnym, którzy Dóbr żadnych w Litwie nie mają pieczętowane nie były, pod utraceniem onychże, i za wakujące deklarowaniem. Co jednak do raźniejszych Posessorów
, áby pomienione Rady Senatorskie stoiąc nie były odprawowane, y w materye Status decisivé się niewdawały, ani Dektretow Trybunalskich Koronnych Y W. X. L. nośiły, lub ich execucye zawieszały.
Przywileiow też na godnośći z okienkami nikt upraszac nie ma, y o zapieczętowanie ich przykrzyć się niepowinien. Więc y tego przypilnuią, áby godnośći y Dignitárstwá Koronne, Obywatelom Wielk: X. L. w Koronie żadnych possessyi niemáiącym, y wzaiemnie Honory y Urzędy W. X. Lit. Obywatelom Koronnym, którzy Dobr żadnych w Litwie nie maią pieczętowáne nie były, pod utráceniem onychże, y zá wakuiące deklarowaniem. Co iednak do raźnieyszych Possessorow
Skrót tekstu: TrakWarsz
Strona: D
Tytuł:
Traktat Warszawski dnia trzeciego Nowembra 1716 roku zkonkludowany
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1717
Data wydania (nie wcześniej niż):
1717
Data wydania (nie później niż):
1717
w królu; czy jego conatus zgadzają się z prawem, i z Dobrem pospolitym; kiedy w oczach jej królowie ekspedycje czynić będą z kanclerzami tak wewnętrzne w interesach królestwa, jako i postronne w Negocjacjach Cudzoziemskich; Tam interesa wojskowe egzaminować będą z Hetmanami; Tam z Podskarbiemi Skarbowie, et Commercij; Tam na ostatek z Marszałkami przypilnują, aby w każdej, Polities, była zachowana, i dobry porządek manuteneat wszystkie postanowienia; zgoła jednym słowem, nie widzę nic conformiùs statui nostro, jako to, kiedy Rzeczpospolita władzą swoję, in tot partes podzieloną będzie miała per hoc Subsellium concentratam jak do jednego punktu, według aksyoma Jurysprudencyj; Apud eum, qui communicat
w krolu; czy iego conatus zgadzaią śię z prawem, y z Dobrem pospolitym; kiedy w oczach iey krolowie expedycye czynić będą z kanclerzami tak wewnętrzne w interessach krolestwa, iako y postronne w Negocyacyach Cudzoźiemskich; Tam interessa woyskowe examinować będą z Hetmanami; Tam z Podskarbiemi Skarbowie, et Commercij; Tam na ostatek z Marszałkami przypilnuią, aby w kaźdey, Polities, była zachowana, y dobry porządek manuteneat wszystkie postanowienia; zgoła iednym słowem, nie widzę nic conformiùs statui nostro, iako to, kiedy Rzeczpospolita władzą swoię, in tot partes podzieloną będźie miała per hoc Subsellium concentratam iak do iednego punktu, według axyoma Jurisprudencyi; Apud eum, qui communicat
Skrót tekstu: LeszczStGłos
Strona: 45
Tytuł:
Głos wolny wolność ubezpieczający
Autor:
Stanisław Leszczyński
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1733
Data wydania (nie wcześniej niż):
1733
Data wydania (nie później niż):
1733
trybunalskiego, jako się wyżej powiedziało. Tedy książę marszałek trybunalski, dowiedziawszy się, że tenże Przesiecki, deputat połocki, na komplementa w nocy chodzywał i przede dniem do stancji swojej powracał, kazał się sześciu ludziom swoim ubrać w kapy, nazwawszy ich Bractwem Sw. Anny, i kazał powracającego z noclegu do stancji Przesieckiego przypilnować. Jakoż przypilnowali i więcej trzechset nahajów mu dali, napominając o swywolne życie, o branie z obydwóch stron w jednejże sprawie korupcji i tak go barzo zbili, że ledwo żywego porzucili. Przecież jakoś się zawlókł do stancji swojej, ale barzo chorował, musieli mu cyrulicy aż skaryfikować odbite ciało. Bali się i
trybunalskiego, jako się wyżej powiedziało. Tedy książę marszałek trybunalski, dowiedziawszy się, że tenże Przesiecki, deputat połocki, na komplementa w nocy chodzywał i przede dniem do stancji swojej powracał, kazał się sześciu ludziom swoim ubrać w kapy, nazwawszy ich Bractwem Sw. Anny, i kazał powracającego z noclegu do stancji Przesieckiego przypilnować. Jakoż przypilnowali i więcej trzechset nahajów mu dali, napominając o swywolne życie, o branie z obodwoch stron w jednejże sprawie korupcji i tak go barzo zbili, że ledwo żywego porzucili. Przecież jakoś się zawlókł do stancji swojej, ale barzo chorował, musieli mu cyrulicy aż skaryfikować odbite ciało. Bali się i
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 608
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
wyżej powiedziało. Tedy książę marszałek trybunalski, dowiedziawszy się, że tenże Przesiecki, deputat połocki, na komplementa w nocy chodzywał i przede dniem do stancji swojej powracał, kazał się sześciu ludziom swoim ubrać w kapy, nazwawszy ich Bractwem Sw. Anny, i kazał powracającego z noclegu do stancji Przesieckiego przypilnować. Jakoż przypilnowali i więcej trzechset nahajów mu dali, napominając o swywolne życie, o branie z obydwóch stron w jednejże sprawie korupcji i tak go barzo zbili, że ledwo żywego porzucili. Przecież jakoś się zawlókł do stancji swojej, ale barzo chorował, musieli mu cyrulicy aż skaryfikować odbite ciało. Bali się i drudzy deputaci — przyjaciele
wyżej powiedziało. Tedy książę marszałek trybunalski, dowiedziawszy się, że tenże Przesiecki, deputat połocki, na komplementa w nocy chodzywał i przede dniem do stancji swojej powracał, kazał się sześciu ludziom swoim ubrać w kapy, nazwawszy ich Bractwem Sw. Anny, i kazał powracającego z noclegu do stancji Przesieckiego przypilnować. Jakoż przypilnowali i więcej trzechset nahajów mu dali, napominając o swywolne życie, o branie z obodwoch stron w jednejże sprawie korupcji i tak go barzo zbili, że ledwo żywego porzucili. Przecież jakoś się zawlókł do stancji swojej, ale barzo chorował, musieli mu cyrulicy aż skaryfikować odbite ciało. Bali się i drudzy deputaci — przyjaciele
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 608
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
i materac porzucono, który za nim na koniu wożono, na którym materacu Król siadłszy, mówi do nas, dworzanów: „Ni mam się na kogo spuścić, a samem sfatygowany bardzo. Trzeba by, abym miał wczas jaki na jutrzejszą pracę. Będzie dzisiaj dawać znaki komendant wideński Szteremberg; trzeba by mi ich przypilnować, a nie mogę". Na to odzywa się IMć Pan Matczyński (który natenczas był koniuszym koronnym i dyspozytorem dworu królewskiego, a potym wojewodą ruskim. Waręż jego był dziedziczny, gdzie ojców pijarów fundował; umarł po śmierci królewskiej podczas interregnum): „Mości Królu! Trzeba się wywczasować, choć nie tak, jak
i materac porzucono, który za nim na koniu wożono, na którym materacu Król siadłszy, mówi do nas, dworzanów: „Ni mam się na kogo spuścić, a samem sfatygowany bardzo. Trzeba by, abym miał wczas jaki na jutrzejszą pracę. Będzie dzisiaj dawać znaki komendant wideński Szteremberg; trzeba by mi ich przypilnować, a nie mogę". Na to odzywa się JMć Pan Matczyński (który natenczas był koniuszym koronnym i dyspozytorem dworu królewskiego, a potym wojewodą ruskim. Waręż jego był dziedziczny, gdzie ojców pijarów fundował; umarł po śmierci królewskiej podczas interregnum): „Mości Królu! Trzeba się wywczasować, choć nie tak, jak
Skrót tekstu: DyakDiar
Strona: 56
Tytuł:
Diariusz wiedeńskiej okazji
Autor:
Mikołaj Dyakowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki, relacje
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1717 a 1720
Data wydania (nie wcześniej niż):
1717
Data wydania (nie później niż):
1720
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Józef A. Kosiński, Józef Długosz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Ministerstwo Obrony Narodowej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1983
nie była stara, przecięż w tymem już była wieku, żem próżność niejaką przyjąć mogła, do której właśnie zdaje się płeć nasza z natury być skłonną. Lecz na moje szczęście umarła moja Stryjeńka, nimem jeszcze dziesiąty Rok skończyła, przez której śmierć dostała się Stryjowi memu wolność, aby z tym większym staraniem przypilnował mego wychowania, i złe ułożenia wyrugował, które Jej przestawanie ze mną, i przykład we mnie wpoił. Miałam z przyrodzenia powolne Serce, i nie potrzebował takbarzo uskramiać moich skłonności, jako je raczej wzbudzać. Na polepszenie serca mego swego mi udzielił Rozumu, i powoli nakłonił moję żądzę wrodzoną podobania się inszym, od
nie była stara, przećięż w tymem już była wieku, żem prożność nieiaką przyiąć mogła, do ktorey właśnie zdaie śię płeć nasza z natury być skłonną. Lecz na moie szczęśćie umarła moia Stryieńka, nimem jeszcze dźiesiąty Rok zkończyła, przez ktorey śmierć dostała śię Stryiowi memu wolność, aby z tym większym staraniem przypilnował mego wychowania, i złe ułożenia wyrugował, ktore Jey przestawanie ze mną, i przykład we mnie wpoił. Miałam z przyrodzenia powolne Serce, i nie potrzebował takbarzo uskramiać moich skłonności, jako ie raczey wzbudzać. Na polepszenie serca mego swego mi udzielił Rozumu, i powoli nakłonił moię żądzę wrodzoną podobania śię inszym, od
Skrót tekstu: GelPrzyp
Strona: 2
Tytuł:
Przypadki szwedzkiej hrabiny G***
Autor:
Christian Fürchtegott Gellert
Tłumacz:
Anonim
Drukarnia:
Jan Chrystian Kleyb
Miejsce wydania:
Lipsk
Region:
zagranica
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
epika
Gatunek:
romanse
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
że swoję ojczyznę opuścić, i przeciwko swoim zamysłom, szczególnie z nieukontentowania w Szwecyj służyć zaczął. Krótko opowiem nieszczęście jego, abym zjednał u ciebie przez to dla niego politowanie. Opuściwszy wraz z swoim koligatem Sidnym Akademią w Oksforcie, udał się do dóbr Ojca swego, kilka mi od Londynu, żeby tym spokojniej nauk przypilnował. Tam się poznał z miłości godną Panną Córką Szlachcica w sąsiedztwie mieszkającego, a to najpierwsze było jego kochanie. Po dwóch latach, po tysiącznych zwyciężonych przeszkodach, i tysiącznych jej wierności dowodach, otrzymał od jej Rodziców deklaracją, a od swego Ojca zezwolenie. Dzień Aktowi weselnemu z Jego ulubioną Antonią był naznaczony. Następującego dnia
że swoię oyczyznę opuścić, i przeciwko swoim zamysłom, szczegulnie z nieukontentowania w Szwecyi służyć zaczął. Krotko opowiem nieszczęście iego, abym ziednał u ciebie przez to dla niego politowanie. Opuściwszy wraz z swoim koligatem Sidnym Akademią w Oxforćie, udał śię do dobr Oyca swego, kilka mi od Londynu, żeby tym spokoyniey nauk przypilnował. Tam śię poznał z miłości godną Panną Corką Szlachćica w sąsiedztwie mieszkaiącego, a to naypierwsze było iego kochanie. Po dwuch latach, po tyśiącznych zwyćiężonych przeszkodach, i tyśiącznych iey wiernośći dowodach, otrzymał od iey Rodzicow deklaracyą, a od swego Oyca zezwolenie. Dzień Aktowi weselnemu z Jego ulubioną Antonią był naznaczony. Następuiącego dnia
Skrót tekstu: GelPrzyp
Strona: 93
Tytuł:
Przypadki szwedzkiej hrabiny G***
Autor:
Christian Fürchtegott Gellert
Tłumacz:
Anonim
Drukarnia:
Jan Chrystian Kleyb
Miejsce wydania:
Lipsk
Region:
zagranica
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
epika
Gatunek:
romanse
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
przy jednym stole ichm. ks. ks. prałaci i urzędnicy kor., ludzie hetmańscy, u drugiego stołu małego kawalerowie posła bawarskiego z imp. Szwejkowskim. Jeść dano według proporcyjej pomienionych stołów, wina sieła bardzo, aby się popili, osobliwie poseł z ludźmi swymi; jakoż zadosyć mieli, bo ich dobrze przypilnowano, i poseł sam nietrzeźwo poszedł spać. Ichmpp. hetmani in forma popili się i tak odjachali pożegnawszy majestaty, u im. ks. płockiego poprawili, który wyprowadził imp. krakowskiego za miasto. Król im. sieła nie pił, bo królowa im. nie dopuściła dla lekarstwa jutrzejszego, które brał, co było z
przy jednym stole ichm. ks. ks. prałaci i urzędnicy kor., ludzie hetmańscy, u drugiego stołu małego kawalerowie posła bawarskiego z jmp. Szwejkowskim. Jeść dano według proporcyjej pomienionych stołów, wina sieła bardzo, aby się popili, osobliwie poseł z ludźmi swymi; jakoż zadosyć mieli, bo ich dobrze przypilnowano, i poseł sam nietrzeźwo poszedł spać. Ichmpp. hetmani in forma popili się i tak odjachali pożegnawszy majestaty, u jm. ks. płockiego poprawili, który wyprowadził jmp. krakowskiego za miasto. Król jm. sieła nie pił, bo królowa jm. nie dopuściła dla lekarstwa jutrzejszego, które brał, co było z
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 139
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958
fasonem czyniony przez ks. Fabiana nad tą ubogą egzorcyzm ranny i nadwieczorny wielkiej nauczył czarta skromności i strachu, że te świństwo po zaklęciu do naznaczonego przez egzorcystę czasu cicho być musi. Wieczorem zaś odjechał stąd IWYM pan kasztelanic gdański Czapski z IM panem Skorzewskim, kapitanem, do Warszawy, chcąc z nich pirwszy nauk kawalerowi potrzebnych przypilnować. Februarius
1. Polowałem na łosia i maciorę w Syrosieku, które w godzinie pobiwszy, do domu powróciłem. 2. Fest Matki Najświętszej Gromnicznej w Leśnym odprawił przy licznym zawżdy przy tym obrazie ludzi uciekającym się konkursie. W przytomności którego Bóg wszechmogący za intercesją matki swej oczyszczenia swego fest odprawiający, przed nieszporem na
fasonem czyniony przez ks. Fabiana nad tą ubogą egzorcyzm ranny i nadwieczorny wielkiej nauczył czarta skromności i strachu, że te świństwo po zaklęciu do naznaczonego przez egzorcystę czasu cicho być musi. Wieczorem zaś odjechał stąd JWJM pan kasztelanic gdański Czapski z JM panem Skorzewskim, kapitanem, do Warszawy, chcąc ź nich pirwszy nauk kawalerowi potrzebnych przypilnować. Februarius
1. Polowałem na łosia i maciorę w Syrosieku, które w godzinie pobiwszy, do domu powróciłem. 2. Fest Matki Najświętszej Gromnicznej w Leśnym odprawił przy licznym zawżdy przy tym obrazie ludzi uciekającym się konkursie. W przytomności którego Bóg wszechmogący za intercesją matki swej oczyszczenia swego fest odprawiający, przed nieszporem na
Skrót tekstu: RadziwHDiar
Strona: 65
Tytuł:
Diariusze
Autor:
Hieronim Radziwiłł
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1747 a 1756
Data wydania (nie wcześniej niż):
1747
Data wydania (nie później niż):
1756
Tekst uwspółcześniony:
tak
Rzeczypospolite/ abo na Księstwa słabe i mało mogące. To przydało serca Rzymianom/ aby się wwiązali w Italią: to ułacniło Wenety/ i Visconty/ iż oburzyli się na Lombarią/ i Florentczykowie na Tuścią: a niemniej też Casztiliani na Barbarią/ i Portugalczykowie na Marrochium: gdzieby tylo było/ i ci i owi przypilnowali wszystkimi siłami. Także też:
Niezgoda potentatów pobliskich/ otworzyła drogę Turkom do wnętrza Chrześcijaństwa/ i pomogła im ku nabyciu tak wiela Królestw/ i Państw wielkich. Nakoniec/ Amurat trzeci/ ufając w niezgodach domu królewskiego Perskiego/ udał się ku onej wojnie z wielkim swym zyskiem/ i do tąd tam jeszcze postępuje wojnę
Rzeczypospolite/ ábo ná Kśięstwá słábe y máło mogące. To przydáło sercá Rzymiánom/ áby się wwiązáli w Itálią: to vłácniło Wenety/ y Visconty/ iż oburzyli się ná Lombárią/ y Florentczykowie ná Tuscią: á niemniey też Cásztiliani ná Bárbárią/ y Portogálczykowie ná Márrochium: gdźieby tylo było/ y ći y owi przypilnowáli wszystkimi śiłámi. Tákże też:
Niezgodá potentatow pobliskich/ otworzyłá drogę Turkom do wnętrza Chrześćiáństwá/ y pomogłá im ku nábyćiu ták wiela Krolestw/ y Państw wielkich. Nákoniec/ Amurat trzeći/ vfáiąc w niezgodách domu krolewskiego Perskiego/ vdał się ku oney woynie z wielkim swym zyskiem/ y do tąd tám iescze postępuie woynę
Skrót tekstu: BotŁęczRel_III
Strona: 8
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. III
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Drukarnia:
Mikołaj Lob
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609