Fortuna i już tego blisko, Że za to stare i krzywe suczysko Pieska-ć do pieszczot, nie jeżdżąc za morze, Znajdziesz przy dworze.
Wprawdzie-ć kosmaty z główki i ogonka, Lecz gdy przyprawisz obróżkę do dzwonka, Lewuś a Lewuś, lepszego nie trzeba, Ten godzien chleba.
Me śliczne psiątko, moje wdzięczne szczenię, Z tobą się nigdy napieścić nie lenię. Słodszy nad kanar, droższy nad klejnoty Mój Lewuś złoty.
Nigdy nie zadrży, ani zaskowyczy: Zwabisz go snadnie, kiedy chcesz, do smyczy. Jedno mu pokaż, a on do obroży Sam szyjkę włoży. NA TRAF
Śliczne dziewczę cisnęło pomarańczą
Fortuna i już tego blisko, Że za to stare i krzywe suczysko Pieska-ć do pieszczot, nie jeżdżąc za morze, Znajdziesz przy dworze.
Wprawdzie-ć kosmaty z główki i ogonka, Lecz gdy przyprawisz obróżkę do dzwonka, Lewuś a Lewuś, lepszego nie trzeba, Ten godzien chleba.
Me śliczne psiątko, moje wdzięczne szczenię, Z tobą się nigdy napieścić nie lenię. Słodszy nad kanar, droższy nad klejnoty Mój Lewuś złoty.
Nigdy nie zadrży, ani zaskowyczy: Zwabisz go snadnie, kiedy chcesz, do smyczy. Jedno mu pokaż, a on do obroży Sam szyjkę włoży. NA TRAF
Śliczne dziewczę cisnęło pomarańczą
Skrót tekstu: ZbierDrużBar_II
Strona: 600
Tytuł:
Wiersze zbieranej drużyny
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Poeci polskiego baroku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1965
sklepie wedla niej Malarze malują przy niej Sztuki zacne, Olandrowie, Nie Polacy, bo pludrowie. Drugie miejsce pokazują, Żebym wstąpił, rozkazują. Wszedłem, obaczę dostatki, Stołowe od srebra statki. Przeciw w sklepie białożory Mają swe wielkie dozory, Których jest, widzę, niemało Wszytko ćwików, braku mało. Psięta legawe na łóżku Leżą, ptasznice przy łóżku; Siatki myślistwa wszelkiego Tam są u Pana wielkiego: Srebro stołowe Białożory
Nic to przynieść na jeden dzień Kuropatw, nie mówię w tydzień, Kilka stad; na drągach wiszą, W śpiżarniej, słyszałem, dyszą. Jan Nadworski to sprawuje, Z pilnością ptaki wprawuje; Ma
sklepie wedla niej Malarze malują przy niej Sztuki zacne, Olandrowie, Nie Polacy, bo pludrowie. Drugie miejsce pokazują, Żebym wstąpił, rozkazują. Wszedłem, obaczę dostatki, Stołowe od srebra statki. Przeciw w sklepie białożory Mają swe wielkie dozory, Których jest, widzę, niemało Wszytko ćwików, braku mało. Psięta legawe na łóżku Leżą, ptasznice przy łóżku; Siatki myślistwa wszelkiego Tam są u Pana wielkiego: Srebro stołowe Białożory
Nic to przynieść na jeden dzień Kuropatw, nie mówię w tydzień, Kilka stad; na drągach wiszą, W śpiżarniej, słyszałem, dyszą. Jan Nadworski to sprawuje, Z pilnością ptaki wprawuje; Ma
Skrót tekstu: JarzGośc
Strona: 56
Tytuł:
Gościniec abo krótkie opisanie Warszawy
Autor:
Adam Jarzębski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne, opisy podróży
Tematyka:
architektura, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1643
Data wydania (nie wcześniej niż):
1643
Data wydania (nie później niż):
1643
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ignacy Chrzanowski, Władysław Korotyński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1909
, nie dziś dopiero, stary wiek pamięta W pieszczocie u białychgłów bonońskie szczenięta; Lecz jeśli kędy, jako w Rzymie za Augusta I matron się poczciwych jęła ta rozpusta, Tak że się pytał, widząc u każdej na łonie, Jeśli też dzieci rodzą Rzymianki, abo nie; Bo u każdej na ręku, prócz małego psięcia, Wjeżdżając na cesarstwo, nie postrzegł dziecięcia. Znajdą i w naszej Polsce tacy się pieskowie, Z pyszczaszkiem załomanym, kudłaci na głowie, A pogotowiu damy, co się z nimi pieszczą, Dźwigając ich na piersiach, choć się tam nie zmieszczą. Umiezga, kryguje się i grymasy stawia, Wyglądając, jako ów Cypryś
, nie dziś dopiero, stary wiek pamięta W pieszczocie u białychgłów bonońskie szczenięta; Lecz jeśli kędy, jako w Rzymie za Augusta I matron się poczciwych jęła ta rozpusta, Tak że się pytał, widząc u każdej na łonie, Jeśli też dzieci rodzą Rzymianki, abo nie; Bo u każdej na ręku, prócz małego psięcia, Wjeżdżając na cesarstwo, nie postrzegł dziecięcia. Znajdą i w naszej Polszcze tacy się pieskowie, Z pyszczaszkiem załomanym, kudłaci na głowie, A pogotowiu damy, co się z nimi pieszczą, Dźwigając ich na piersiach, choć się tam nie zmieszczą. Umiezga, kryguje się i grymasy stawia, Wyglądając, jako ów Cypryś
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 234
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Mnie pod dębem śpiącego jeszcze potrafiła. Iżem wszytek kosmaty być zwierza mniemała/ Już i na łuk z oszczepkiem strzały nakładała. Aż chart kędyś zaskomlał: porwę się osknąwszy/ Pojrze co jest/ sen z oczu ocieram stanąwszy: I rzecze/ o juże idz żem wściągnęła strzały/ Zażby były nie tłustą karmią psięta miały. Jam jej na to powiedział: odpuść Pani moja/ Chudzina zmordowany dla takiego znoja Tum przyczupnął. psom przecię szkoda mego ciała/ Chybabyś z tąd na swój łuk mieć cięciwę chciała. I wszytek się tobie dam hamuj tylko strzały/ Boć ztymi trudny pokoj/ ból czynią niemały. FAV
Mnie pod dębem śpiącego ieszcże potráfiłá. Iżem wszytek kosmáty być zwierzá mniemałá/ Iuż y ná łuk z osczepkiem strzały nákładáłá. Aż chárt kędyś záskomlał: porwę sie osknąwszy/ Poyrze co iest/ sen z oczu oćieram stánąwszy: Y rzecze/ o iuże idz żem wśćiągnęłá strzáły/ Zażby były nie tłustą karmią pśiętá miáły. Iam iey ná to powiedział: odpuść Páni moiá/ Chudziná zmordowány dla tákiego znoiá Tum przycżupnął. psom przećię szkodá mego ćiáłá/ Chybábyś z tąd ná swoy łuk mieć ćięćiwę chćiáłá. Y wszytek sie tobie dam hámuy tylko strzały/ Boć ztymi trudny pokoy/ bol cżynią niemáły. FAV
Skrót tekstu: ChełHGwar
Strona: B2v
Tytuł:
Gwar leśny
Autor:
Henryk Chełchowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1630
Data wydania (nie wcześniej niż):
1630
Data wydania (nie później niż):
1630
nie jest sposobne do uczynienia ognia. 24. Czemu oczy są w głowie? Strażnika stawiają na miejscu takim z któregoby wszytko widział, oczy są strażnikiem ludzkiem, tedy na najwyższym miejscu położone, troszeczkę jednak od włosów oddaliwszy aby od nich przeszkody nie miały. 25. Czemu oka najnierychlej natura dokonywa? Znać to po psiętach które się z niedoskonałemi oczami rodzą i ślepemi przez jaki czas zostają. Przyczyną jest tego że oko wilgotne i zimne, a zatym nie rychło się dostawa, dla tego też z początku po narodzeniu większe są oczy aż potym ciepło do należytej miary je przywodzi. 26. Czemu nie wszyscy jednych okular zażywają? Jest we środku
nie iest sposobne do uczynieniá ogńiá. 24. Czemu oczy są w głowie? Strázniká stawiáią ná mieyscu tákim z ktoregoby wszytko widziáł, oczy są stráznikiem ludzkiem, tedy ná náywyższym mieyscu położone, troszeczkę iednák od włosow oddáliwszy áby od nich przeszkody nie miáły. 25. Czemu oká naynierychley natura dokonywá? Znáć to po pśiętách ktore się z niedoskonáłemi oczami rodzą y ślepemi przez iáki czas zostáią. Przyczyną iest tego że oko wilgotne y źimne, á zatym nie rychło się dostáwa, dlá tego też z początku po národzeniu większe są oczy aż potym ćiepło do náleżytey miáry ie przywodzi. 26. Czemu nie wszyscy iednych okulár zażywáią? Iest we szrodku
Skrót tekstu: TylkRoz
Strona: 199
Tytuł:
Uczone rozmowy
Autor:
Wojciech Tylkowski
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1692
Data wydania (nie wcześniej niż):
1692
Data wydania (nie później niż):
1692
a barziej, by mu eksces wybaczył. Czemu ja, mniej od ojca wierząc, ludziom mym gotowym być kazałem do wszelkiej zgody. (...) Polowałem na młode wilki, których pięć tylko tam byłych, wszystkich dostałem, żadnego nie zastawszy z starych podtenczas, gdyżby w też byli wpadli psiąt moich ręce. Na tymże polowaniu ośmiu zajęcy ubito a parte zgonionych. 29. Śliczną rzecz moi muzykanci widzieli: króla wężów płynącego przez fosę. Lecz nie umiejąc się z tym sprawić, raz dla niewiadomości, co z nim czynić, po wtóre dla strachu, który zwykł bywać przy cedowaniu tej korony, że więcej
a barziej, by mu eksces wybaczył. Czemu ja, mniej od ojca wierząc, ludziom mym gotowym być kazałem do wszelkiej zgody. (...) Polowałem na młode wilki, których pięć tylko tam byłych, wszystkich dostałem, żadnego nie zastawszy z starych podtenczas, gdyżby w też byli wpadli psiąt moich ręce. Na tymże polowaniu ośmiu zajęcy ubito a parte zgonionych. 29. Śliczną rzecz moi muzykanci widzieli: króla wężów płynącego przez fosę. Lecz nie umiejąc się z tym sprawić, raz dla niewiadomości, co z nim czynić, po wtóre dla strachu, który zwykł bywać przy cedowaniu tej korony, że więcej
Skrót tekstu: RadziwHDiar
Strona: 110
Tytuł:
Diariusze
Autor:
Hieronim Radziwiłł
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1747 a 1756
Data wydania (nie wcześniej niż):
1747
Data wydania (nie później niż):
1756
Tekst uwspółcześniony:
tak
Niemirowa kolega wespół ze mną, pożegnał mię i odjechał do Warszawy. 3. Uciekło mi dwóch huzarów z zupełną bronią, za którymi nie tak, jak za bronią pogoń wysławszy, mam w Bogu mym nadzieję, że rąk mych nie ujdą. 4. Dochodzą mię różne wiadomości o źle się sprawującym łowczym mym ze szkodą psiąt moich, czemu nie dając wiary, zechcę naznaczyć komisją. 5. IWYM dobrodzika matka nasza dziś się stąd ruszyła do Warszawy. Eadem przybył IM pan Lewicki sędzia przemyski grodu mego. 6. Pan Ryk rotmistrz kozaków mych newelskich przyprowadził mi konia. Tył mający wierbłądzi, sam zaś zad ludźki, bo bez ogona, na
Niemirowa kolega wespół ze mną, pożegnał mię i odjechał do Warszawy. 3. Uciekło mi dwóch huzarów z zupełną bronią, za którymi nie tak, jak za bronią pogoń wysławszy, mam w Bogu mym nadzieję, że rąk mych nie ujdą. 4. Dochodzą mię różne wiadomości o źle się sprawującym łowczym mym ze szkodą psiąt moich, czemu nie dając wiary, zechcę naznaczyć komisją. 5. JWJM dobrodzika matka nasza dziś się stąd ruszyła do Warszawy. Eadem przybył JM pan Lewicki sędzia przemyski grodu mego. 6. Pan Ryk rotmistrz kozaków mych newelskich przyprowadził mi konia. Tył mający wierbłądzi, sam zaś zad ludźki, bo bez ogona, na
Skrót tekstu: RadziwHDiar
Strona: 141
Tytuł:
Diariusze
Autor:
Hieronim Radziwiłł
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1747 a 1756
Data wydania (nie wcześniej niż):
1747
Data wydania (nie później niż):
1756
Tekst uwspółcześniony:
tak
Zborowa abundancja/ Kożacy Zaporowscy/ też przybyli do Króla Jego M. których możem nazwać duszą Polską/ bo niżlici nastali Tatarowie Polskę przechodzili/ teraz za zdarzeniem fortuny i z żalu/ że Turecki Bisurman chce brawować/ wpadli do Krymu kędy wszytkę Ordę z nieśli/ wysiekszy psy pogańskie/ Więźniów Sześć tysięcy odebrali/ a psiąt Tatarskich wiele rozdarowali/ przecie wilk wilkiem będzie. Proszą aby mogli wolno wstąpić na Morze/ a tam prędzej być niż Turczyn w Wołoszech.
Pamiętam Roku 1584. Gdy Sałambej Prekopski Czar/ chciał z Stefanem Królem szczęścia skosztować/ a on dopiero jako Lew spotarganego stada zębem krwawym z Moskwy wyszedł/ której padło trzykroć sto Tysięcy
Zborowa ábundancya/ Kożacy Zaporowscy/ też przybyli do Krolá Ie^o^ M. których możem názwáć duszą Polską/ bo niżlići nástáli Tátharowie Polskę przechodźili/ teraz zá zdárzeniem fortuny y z żalu/ że Turecki Bisurman chce bráwowáć/ wpádli do Krymu kędy wszytkę Ordę z nieśli/ wyśiekszy psy pogáńskie/ Więźniow Sześć tyśięcy odebráli/ á pśiąt Táthárskich wiele rozdárowáli/ przećie wilk wilkiem będźie. Proszą áby mogli wolno wstąpić ná Morze/ á tám pręcey być niż Turczyn w Wołoszech.
Pámiętam Roku 1584. Gdy Sáłámbey Prekopski Czár/ chćiał z Stephanem Krolem szczęśćia skosztowáć/ á on dopiero iáko Lew spotárgáne^o^ stáda zębem krwáwem z Moskwy wyszedł/ ktorey pádło trzykroć sto Tyśięcy
Skrót tekstu: ZrzenNowiny
Strona: C4
Tytuł:
Nowe nowiny z Czech, Tatar i Węgier
Autor:
Jan Zrzenczycki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
wiadomości prasowe i druki ulotne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
nie grozi/ Końmi rządzi/ kieruje wozem/ pany wozi. 2. Gdzie się nalepiej z darami wybierać? Gdzie jest nadzieja/ że przydzie odbierać.
Dar za dar. Czym nie zwyczajno tarżyć/ i nie lza oceniać. Chcesz mieć/ nie przedam/ daj co/ będziem mieniać. Dobre zrzebiątko. Za cudne psiątko.
Damnum speciosum. Gość w domu. Zbawisz mnie kopy ile przydziesz pocieszyciel/ Toś ty mój pocieszyciel/ a kopy zbawiciel.
Dialog. Targowała jaj Panna za grosz chcąc dziesiąci. Chłop drogiego Towaru nie dawał i piąci. Taż grozi: Będziesz z niemi do wieczora chodził! On/ pry/ ba i
nie grozi/ Końmi rządźi/ kieruie wozem/ pány wozi. 2. Gdźie śię nalepiey z dárámi wybieráć? Gdźie iest nadźieia/ że przydźie odbierać.
Dar zá dar. Czym nie zwyczáyno tárżyć/ y nie lza oceniáć. Chcesz mieć/ nie przedam/ day co/ będźiem mieniać. Dobre zrzebiątko. Zá cudne pśiątko.
Damnum speciosum. Gość w domu. Zbáwisz mnie kopy ile przydźiesz poćieszyćiel/ Toś ty moy poćieszyćiel/ á kopy zbáwićiel.
Dialog. Tárgowáłá iay Pánná zá grosz chcąc dźieśiąći. Chłop drogiego Towaru nie dawał y piąći. Taż grozi: Będźiesz z niemi do wieczora chodźił! On/ pry/ ba y
Skrót tekstu: JagDworz
Strona: Aiv
Tytuł:
Dworzanki
Autor:
Serafin Jagodyński
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1621
Data wydania (nie wcześniej niż):
1621
Data wydania (nie później niż):
1621
, Piękna Heleno. Zdarzy fortuna i już tego blisko, Że za to stare i krzywe suczysko Pieskać do pieszczot nie jeżdżąc za morze Znajdziesz przy dworze. Wprawdzieć kosmaty z główki i ogonka, Lecz gdy przyprawisz obrożkę do dzwonka, Lewuś a Lewuś, lepszego nie trzeba, Ten godzien chleba. Me śliczne psiątko, moje wdzięczne szczenię, Z tobą się nigdy napieścić nie lenię. Słodszy nad kanar, droższy nad klejnoty, Mój Lewuś złoty. Nigdy nie zadrży ani zaskowyczy; Zwabisz go snadnie, kiedy chcesz do smyczy. Jedno mu pokaż a on do obroży Sam szyjkę włoży. 165. Na stroje cudzoziemskie w Polsce.
, Piękna Heleno. Zdarzy fortuna i już tego blizko, Że za to stare i krzywe suczysko Pieskać do pieszczot nie jeżdżąc za morze Znajdziesz przy dworze. Wprawdzieć kosmaty z głowki i ogonka, Lecz gdy przyprawisz obrożkę do dzwonka, Lewuś a Lewuś, lepszego nie trzeba, Ten godzien chleba. Me śliczne psiątko, moje wdzięczne szczenię, Z tobą się nigdy napieścić nie lenię. Słodszy nad kanar, droższy nad klejnoty, Moj Lewuś złoty. Nigdy nie zadrży ani zaskowyczy; Zwabisz go snadnie, kiedy chcesz do smyczy. Jedno mu pokaż a on do obroży Sam szyjkę włoży. 165. Na stroje cudzoziemskie w Polszcze.
Skrót tekstu: ZbierDrużWir_I
Strona: 56
Tytuł:
Collectanea...
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1675 a 1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1719
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910