ś na włos urody straciła, Kiedy by-ć sadza jeden ząb sczerniła — Już bym ci wierzył i cieszył swą nędzę. Ale ty, owszem, po krzywej przysiędze, Gdyś się najbardziej zadłużyła w niebie, Gdyś bogom dała bezpieczniej po gębie, Tymeś piękniejsza i tym więcej młodzi Twą śliczną twarzą usidlonych chodzi. Choć wszytkie kłamstwem powiążesz żywioły, Choć zmarłej matki znieważysz popioły, Choć się z sumnieniem słowo twe powadzi, Nic ci nie szkodzi i nic ci nie wadzi; Śmieje się z zdrady twojej Wenus, śmieje Kupido, i stąd przybywa-ć nadzieje. Owszem, wszytka młódź tobie gwoli roście, Nowi w sidła
ś na włos urody straciła, Kiedy by-ć sadza jeden ząb sczerniła — Już bym ci wierzył i cieszył swą nędzę. Ale ty, owszem, po krzywej przysiędze, Gdyś się najbardziej zadłużyła w niebie, Gdyś bogom dała bezpieczniej po gębie, Tymeś piękniejsza i tym więcej młodzi Twą śliczną twarzą usidlonych chodzi. Choć wszytkie kłamstwem powiążesz żywioły, Choć zmarłej matki znieważysz popioły, Choć się z sumnieniem słowo twe powadzi, Nic ci nie szkodzi i nic ci nie wadzi; Śmieje się z zdrady twojej Wenus, śmieje Kupido, i stąd przybywa-ć nadzieje. Owszem, wszytka młódź tobie gwoli roście, Nowi w sidła
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 123
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
w Peruańskim kraju tamże w Ameryce, gdyby ich więcej było. W Maragnanie są dwa razy większe nad Orła pstrych piór, tak silne, ze całą owcę uniesię: na powietrzu, jako pisze Ionstenus. O Ptakach Historia naturalna.
DROZD to o sobie znajduje addendum, że gnojem swoim klejowatym jak lepem drzewa szpecąc, bywa usidlony; stąd prżysłowie na Autorów swego nieszczęścia: Turdus sibi malum cacat. Więcej o nim już mówiłem alibi.
DAJA albo Ovimagna Ptak Amerykański, tylki sam jak gołąb, a jaja znosi większe niż gęsie (znać z żywota wyszedłszy rozrastają się, i niejako na powietrze wyszedłszy pęcnieją) które w piasek zagrzebawszy, zostawuje do
w Peruańskim kraiu tamże w Ameryce, gdyby ich więcey było. W Maragnanie są dwa razy większe nad Orła pstrych pior, tak silne, ze całą owcę uniesię: na powietrzu, iako pisze Ionstenus. O Ptakach Historya naturalna.
DROZD to o sobie znayduie addendum, że gnoiem swoim kleiowatym iak lepem drzewa szpecąc, bywa usidlony; ztąd prżysłowie ná Autorow swego nieszczęścia: Turdus sibi malum cacat. Więcey o nim iuż mowiłem alibi.
DAIA albo Ovimagna Ptak Amerykański, tylki sam iák gołąb, á iaia znosi większe niż gęsie (znać z żywota wyszedłszy rozrastaią się, y nieiako na powietrze wyszedłszy pęcnieią) ktore w piasek zagrzebawszy, zostawuie do
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 293
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
których niepodobna być zbawionnym odebrał (iż tak rzeknę) nagli. A co większa jeśli tak łacno poznanych przedsięwziętych i postanowiobych śrzodków/ zaniedbywa/ o inne mniej przejrzane daleko barziej nie dba a tak w różne/ prawie nizliczone niedoskonałości/ przestępstwa/ i grzechy wpada/ pląta/ wikła: a w ostatku za słusznym skaraniem Boskim usidlonym zostanie/ i zginie. Zaniedbałeś jarmarku/ targ minął/ bramy popieczętowano/ wracaj się z towarem nazad. Zaniedbałeś dobrego wiatru/ nastąpiła fala/ morze się wzdęło kotwice się spadły/ żagle wiatr poproł/ maszty połamał/ bii się o skały/ top się. Zaniedbałeś wojenny pory/ póki nie gotowy był
ktorych niepodobna być zbáwionnym odebrał (iż ták rzeknę) nágli. A co większá ieśli ták łacno poznanych przedsięwźiętych y postánowiobych śrzodkow/ zániedbywa/ o inne mniey przeyrzáne dáleko bárźiey nie dba á ták w rożne/ práwie nizliczone niedoskonáłośći/ przestępstwá/ y grzechy wpáda/ pląta/ wikła: á w ostatku zá słusznym skárániem Boskim uśidlonym zostánie/ y zginie. Zániedbałeś iármárku/ targ minął/ bramy popieczętowano/ wrácay się z towárem nazad. Zániedbałeś dobrego wiátru/ nástąpiła fálá/ morze się wzdęło kotwice się spádły/ żágle wiatr poproł/ maszty połamał/ bii się o skáły/ top się. Zániedbałeś woienny pory/ poki nie gotowy był
Skrót tekstu: BujnDroga
Strona: 419
Tytuł:
Droga do domu
Autor:
Michał Bujnowski
Drukarnia:
Akademia Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
zważył I suknia gdy już dawna uprzykrzy się snadnie, Lepsza i woda świeża, niż co w studni na dnie. Porzuć Imość, rozwiedź się, a tę weź za Zonę, A ja sługę, zanoszę prośbę uniżonę. Sędzia; Dobrze radzisz, zawołaj prędzej mojej Zony? Ach serce! zmysł mój w milsze pęta usidlony. SCENA XI
Nomedia, Sędzia, Arlekin. Nomedia ZAwołana przychodzę w myśli roztargnionej, Wiedząc zapał afektów w tobie rozdwojony. Tu cię powinność łący, a miłość zwodnicza Skrycie z kimsici inszym serce odziedzicza. Sędzia: Niechcę iść z tobą Zono sztuką, albo zdradą, Gdzie indziej swoje gusta me afekta kładą, Ustąp
zważył Y suknia gdy iuż dawna uprzykrzy się snadnie, Lepsza y woda świeża, niż co w studni na dnie. Porzuć Imość, rozwiedź się, á tę weź za Zonę, A ia sługę, zanoszę proźbę uniżonę. Sędźia; Dobrze radźisz, zawołay prędzey moiey Zony? Ach serce! zmysł moy w milsze pęta uśidlony. SCENA XI
Nomedya, Sędźia, Arlekin. Nomedya ZAwołana przychodzę w myśli rostargnioney, Wiedząc zapał affektow w tobie rozdwoiony. Tu cię powinność łączy, á miłość zwodnicza Skrycie z kimśici inszym serce odźiedźicza. Sędźia: Niechcę iść z tobą Zono sztuką, álbo zdradą, Gdźie indźiey swoie gusta me áffekta kładą, Ustąp
Skrót tekstu: RadziwiłłowaFRozum
Strona: F
Tytuł:
Sędzia od rozumu odsądzony
Autor:
Franciszka Urszula Radziwiłłowa
Miejsce wydania:
Żółkiew
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
dramat
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
, By przewiedział, że go Dąb za włosy ułapił. Bo mając barzo pięknie i długie kędziory, Puścił je wolno jadąc przez zarosłe bory, Spodobała się drzewu fryzura z tupetem, Uchwyciło za loki, muł wybiegł z impetem. Pogoń która wziąć chciała Absalona żywo, Napadła na to w lesie nieszczęśliwe dziwo, Ze młodzian usidlony wisi na gałęzi, Poczekawszy, i życie i Duszę uwięzi, Dali znać Joabowi, co widzieli w lesie, Rozgniewany, złajał ich za tę bojaźń, że się Zaden niechciał ośmielić, grotem dać przez skronie, Co ma wisić na Drzewie, w wodzie nie utonie. Pewnie was odstraszyła prośba nierozumna DAWIDA,
, By przewiedział, że go Dąb zá włosy ułapił. Bo maiąc bárzo pięknie y długie kędziory, Puścił ie wolno iadąc przez zárosłe bory, Spodobała się drzewu fryzura z tupetem, Uchwyciło zá loki, muł wybiegł z impetem. Pogoń ktora wziąć chciała Absalona żywo, Nápadła ná to w lesie nieszczęśliwe dziwo, Ze młodzian usidlony wisi ná gáłęzi, Poczekawszy, y życie y Duszę uwięźi, Dali znać Joabowi, co widzieli w lesie, Rozgniewany, złaiał ich zá tę boiaźn, że się Zaden niechciał ośmielić, grotem dać przez skronie, Co ma wisić ná Drzewie, w wodzie nie utonie. Pewnie was odstraszyła proźba nierozumna DAWIDA,
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 122
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
Ten od wielu częstokroć wieść słysząc takową, Żem piękniejszą nad insze była białą głową, Zachwycił ognia, nową ujęty miłością, Tusząc, iż niezrównanem męstwem i śmiałością Nakłonić mnie miał sobie i w mej własnej ziemi Za małżonkę otrzymać dzieły serdecznemi.
XVII.
Przyjechał do Lidiej na powieści ony I w krętych nędznie łykach został usidlony Twarzy tej, którą widzisz; oddawszy się memu Właśnie za niewolnika ojcu bogatemu, Co robił, dokazował, czynił w państwie jego, Ścisły czas nie dopuszcza powiedzieć wszystkiego. Nikt go w domu urodą, dworstwem i ludzkością, Nikt w polu nie celował sercem i dzielnością.
XVIII.
Pamfilią, Karią, cylicyskie państwa
Ten od wielu częstokroć wieść słysząc takową, Żem piękniejszą nad insze była białą głową, Zachwycił ognia, nową ujęty miłością, Tusząc, iż niezrównanem męstwem i śmiałością Nakłonić mnie miał sobie i w mej własnej ziemi Za małżonkę otrzymać dzieły serdecznemi.
XVII.
Przyjechał do Lidyej na powieści ony I w krętych nędznie łykach został usidlony Twarzy tej, którą widzisz; oddawszy się memu Właśnie za niewolnika ojcu bogatemu, Co robił, dokazował, czynił w państwie jego, Ścisły czas nie dopuszcza powiedzieć wszystkiego. Nikt go w domu urodą, dworstwem i ludzkością, Nikt w polu nie celował sercem i dzielnością.
XVIII.
Pamfilią, Karyą, cylicyskie państwa
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 65
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
zabił okrutny mojego. Nie mniemaj, żeby więtsza część nie należała Pomsty tobie: własna krew twoja się rozlała; Twój siostrzeniec wszak on beł, który w tej potrzebie Za twe zdrowie samego ofiarował siebie.
XVII.
Widzisz, jako i sam Bóg lituje naszego Żalu, zdrajcę podawszy do rąk przemierzłego; Tak więc niespodziewanie lepiem usidlony Mniejszy ptak traci wolność i świat ulubiony. Darujże mi go, proszę, abym nasyciła Pomstą gniew i krew brzydką wzajem wytoczyła. Niech w Acheroncie syna mego cień znikomy Męką nieprzyjacielską wzrok cieszy widomy”.
XVIII.
Tak mówiąc, płacze, wzdycha, nogi mu całuje I smutne bólów przykrych znaki ukazuje. A
zabił okrutny mojego. Nie mniemaj, żeby więtsza część nie należała Pomsty tobie: własna krew twoja się rozlała; Twój siestrzeniec wszak on beł, który w tej potrzebie Za twe zdrowie samego ofiarował siebie.
XVII.
Widzisz, jako i sam Bóg lituje naszego Żalu, zdrajcę podawszy do rąk przemierzłego; Tak więc niespodziewanie lepiem usidlony Mniejszy ptak traci wolność i świat ulubiony. Darujże mi go, proszę, abym nasyciła Pomstą gniew i krew brzydką wzajem wytoczyła. Niech w Acheroncie syna mego cień znikomy Męką nieprzyjacielską wzrok cieszy widomy”.
XVIII.
Tak mówiąc, płacze, wzdycha, nogi mu całuje I smutne bólów przykrych znaki ukazuje. A
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 339
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
z długim powrozem upuści. z opłotków gdy wybieży na przestrzenie/ kazać je zamknąć zarazem drągiem/ a wszedszy dwiema dużym do onego placu/ ująć się za on powróz u sidła/ i okręcić go koło słupa prawie dobrze/ a w tym znowu opłotki otworzyć/ aby zasię nazad drugie stado przebieżało/ potym zamknąć. Ten usidlony sam już jeden zostawszy/ tak się długo kręcić i rzucać będzie/ aż się umorzywszy i naddusiwszy padnie/ a w tym za nogi/ głowę/ przypadszy znowu lepiej osidlić/ a z dużego surowego rzemienia/ z długiemi postronkami na głowę vździenicę włożyć na kształt kaweczanu powrozowego/ i tak go okiełzawszy za długie te postronki/
z długim powrozem vpuśći. z opłotkow gdy wybieży ná przestrzenie/ kázáć ie zámknąć zárázem drągiem/ á wszedszy dwiemá dużym do onego plácu/ viąć się zá on powroz v śidłá/ y okręćić go koło słupá práwie dobrze/ á w tym znowu opłotki otworzyć/ áby zásię názad drugie stádo przebieżáło/ potym zámknąć. Ten vśidlony sam iuż ieden zostawszy/ ták się długo kręćić y rzucáć będźie/ áż się vmorzywszy y nádduśiwszy pádnie/ á w tym zá nogi/ głowę/ przypadszy znowu lepiey ośidlić/ á z dużego surowego rzemieniá/ z długiemi postronkámi ná głowę vźdźienicę włożyć ná kształt káweczanu powrozowego/ y ták go okiełzawszy zá długie te postronki/
Skrót tekstu: DorHip_I
Strona: Eiv
Tytuł:
Hippica to iest o koniach księgi_I
Autor:
Krzysztof Dorohostajski
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1603
Data wydania (nie wcześniej niż):
1603
Data wydania (nie później niż):
1603
w niewinności, Uchodzić muszę srogiej okrutności. Wielkie orszaki ludzi na mię zwodzą, Ścieżki me murem zdradliwym obwodzą. Potym ciekawych szpiegów rozpuszczają, Co o mnie wszędzie głośno znać dawają. Tak obtoczony zewsząd fortelami, Samymi zdrajcom składam się nogami. Ale im chciwiej uwodzę swą duszę, Tym prędzej wpadać na zasadzkę muszę. Tam usidlony kiedy padam trupem, Stawam się moim zdrajcom wdzięcznym łupem. Jednym się zaraz krwie mojej dostawa, A drugim ciało w obłowię zostawa. I taką ze mnie uciechę więc mają, Że o tym z chęcią cały dzień gadają. Jeśli z opisu żywota mojego Nie zgadniesz, idźże do lenia jakiego Podczas obiadu, spytaj się
w niewinności, Uchodzić muszę srogiej okrutności. Wielkie orszaki ludzi na mię zwodzą, Ścieżki me murem zdradliwym obwodzą. Potym ciekawych szpiegow rozpuszczają, Co o mnie wszędzie głośno znać dawają. Tak obtoczony zewsząd fortelami, Samymi zdrajcom składam się nogami. Ale im chciwiej uwodzę swą duszę, Tym prędzej wpadać na zasadzkę muszę. Tam usidlony kiedy padam trupem, Stawam się moim zdrajcom wdzięcznym łupem. Jednym się zaraz krwie mojej dostawa, A drugim ciało w obłowię zostawa. I taką ze mnie uciechę więc mają, Że o tym z chęcią cały dzień gadają. Jeśli z opisu żywota mojego Nie zgadniesz, idźże do lenia jakiego Podczas obiadu, spytaj się
Skrót tekstu: ZbierDrużWir_I
Strona: 80
Tytuł:
Collectanea...
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1675 a 1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1719
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910