rzekszy. Iże rzadko komu/ W podeszłym wieku Wenus nie zadała sromu. Jeno to Tomas Farus/ żyjąc sto czterdzieści/ Lat/ przecię mu nie straszny był fartuch niewieści A mający poważnej Sędziwości fanty Kusił czegoś u pieknej prosić Atalanty. Wstydź się nie rzezwa młodzi twojej ociężności Ze latom zaniedbywasz/ przystojnej miłości. Ani cię sanna droga/ długie Mięsopusty Powabią; Bachusowej miłej do rozpusty. Ani cię Kupidowe fawory zapalą/ Które więc wstarym ganią/ w młodym wieku chwalą Ono was Sambor ubiegł własce Cytaerei Gdy chyżo do Małżeńskiej poskoczywszy kniei. Obłowił się tak długo czekaną zwierzyną/ Wierzcie mi: bo już woła herap pod pierzyną. Cóż na
rzekszy. Iże rzadko komu/ W podeszłym wieku Venus nie zádáłá sromu. Ieno to Thomás Phárus/ żyiąc sto czterdźieśći/ Lat/ przećię mu nie strászny był fártuch niewieśći A máiący poważney Sędźiwośći fánty Kuśił czegoś v piekney prośić Atálánty. Wstydź się nie rzezwa młodźi twoiey oćiężnośći Ze látom zániedbywasz/ przystoyney miłośći. Ani ćię sánna drogá/ długie Mięsopusty Powabią; Bachusowey miłey do rospusty. Ani ćię Kupidowe fawory zápalą/ Ktore więc wstárym gánią/ w młodym wieku chwalą Ono was Sambor vbiegł włásce Cythaerei Gdy chyzo do Małzeńskiey poskoczywszy kniei. Obłowił się ták długo czekáną zwierzyną/ Wierzcie mi: bo iuż woła herap pod pierzyną. Coż ná
Skrót tekstu: KochProżnLir
Strona: 209
Tytuł:
Liryka polskie
Autor:
Wespazjan Kochowski
Drukarnia:
Wojciech Górecki
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1674
Data wydania (nie wcześniej niż):
1674
Data wydania (nie później niż):
1674
. Czemuż nie barankową raczej niźli smoczą, Krwią, nie smołą, matrony swoje serca moczą? Że gdy przyjdzie do braku, poznawszy po piątnie, Bóg do nieba, czart swoich do piekła uprzątnie. 464 (P). MASZLI SIĘ WIESIĆ, NA SŁUSZNYM WIEŚ DRZEWIE
Jadę, chcąc drogi zażyć w mięsopusty sannej, Aż młodzieniec tąż drogą w zaloty do panny. Pytam, dokąd w komendy. Jeszcze i sam nie wie. Maszli się, rzekę, wiesić, to na słusznym drzewie. Boć tylko tego szukać, żeniąc się, każdemu,
Żeby mógł wcześnie wisieć, wisieć po staremu, Jeszcze tu, jeszcze
. Czemuż nie barankową raczej niźli smoczą, Krwią, nie smołą, matrony swoje serca moczą? Że gdy przyjdzie do braku, poznawszy po piątnie, Bóg do nieba, czart swoich do piekła uprzątnie. 464 (P). MASZLI SIĘ WIESIĆ, NA SŁUSZNYM WIEŚ DRZEWIE
Jadę, chcąc drogi zażyć w mięsopusty sannej, Aż młodzieniec tąż drogą w zaloty do panny. Pytam, dokąd w komendy. Jeszcze i sam nie wie. Maszli się, rzekę, wiesić, to na słusznym drzewie. Boć tylko tego szukać, żeniąc się, każdemu,
Żeby mógł wcześnie wisieć, wisieć po staremu, Jeszcze tu, jeszcze
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 389
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
jedni brać muły, a drudzy najmować krzesła, w których chłopi nieśli na górę, ponieważ na koniech jechać niepodobna dla przykrości góry i skały barzo śliskiej, i wąskiej dróżki (lubo tameczne konie nadzwyczaj do skał przywykłe). Na tę górę jechaliśmy cały dzień, dość się spiesząc, na wierzchu z pół mile równiny sanna, barzo dobra droga; lubo słońce niesłychanie paliło, jednak z dołu mróz potężny, śnieg mocno zmarzły nic od upału słonecznego nie tajał. Z tej góry na dół także mil jest ze sztery polskich, a my za kwadrans na dole stanęlichmy hoc modo.
Są tam na górze chaty, w którech z tego chłopa
jedni brać muły, a drudzy najmować krzesła, w których chłopi nieśli na górę, ponieważ na koniech jechać niepodobna dla przykrości góry i skały barzo śliskiej, i wąskiej dróżki (lubo tameczne konie nadzwyczaj do skał przywykłe). Na tę górę jechaliśmy cały dzień, dość się spiesząc, na wierzchu z pół mile równiny sanna, barzo dobra droga; lubo słońce niesłychanie paliło, jednak z dołu mróz potężny, śnieg mocno zmarzły nic od upału słonecznego nie tajał. Z tej góry na dół także mil jest ze sztery polskich, a my za kwadrans na dole stanęlichmy hoc modo.
Są tam na górze chaty, w którech z tego chłopa
Skrót tekstu: BillTDiar
Strona: 276
Tytuł:
Diariusz peregrynacji po Europie
Autor:
Teodor Billewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy podróży, pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1677 a 1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1678
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Marek Kunicki-Goldfinger
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Biblioteka Narodowa
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
choć sto lat minie, Nie uczerni białego włosa człek w czuprynie. Więc łysi, którym głowy czupryna nie jeży, Ponieważ zakaz Pański do was nie należy, Przysięgajcie bezpiecznie, przysięgajcie krzywo: Kudłatych się grzech imię, ale was jak żywo. 157. KULIK
W mięsopusty, o zwadzie nie myślący z nikiem, Droga sanna, wybrał się sąsiad mój kulikiem (Zawsze o nas z nieszczęściem pokusa pamięta, Dopieroż w swoje gody, Bachusowe święta); Aż do niespodzianego przyszło mu hałasu: Potyka się z możniejszym; śniegi wyżej pasu; Noc ciemna; tamten „Z drogi!”, ten też „Z drogi!” woła.
choć sto lat minie, Nie uczerni białego włosa człek w czuprynie. Więc łysi, którym głowy czupryna nie jeży, Ponieważ zakaz Pański do was nie należy, Przysięgajcie bezpiecznie, przysięgajcie krzywo: Kudłatych się grzech imie, ale was jak żywo. 157. KULIK
W mięsopusty, o zwadzie nie myślący z nikiem, Droga sanna, wybrał się sąsiad mój kulikiem (Zawsze o nas z nieszczęściem pokusa pamięta, Dopieroż w swoje gody, Bachusowe święta); Aż do niespodzianego przyszło mu hałasu: Potyka się z możniejszym; śniegi wyżej pasu; Noc ciemna; tamten „Z drogi!”, ten też „Z drogi!” woła.
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 612
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
psa u mnie, Nie pomyślę o gumnie.
Komuż zbierać pieniądze, komu zbierać, proszę, Złote i srebrne grosze? Precz skrzypice i dudki, Ogłuszyły mnie smutki.
Anim w cudzym wesoły, ani w swoim domu Zgołam nierad nikomu. Kto mi płakać mej zguby Pomoże — to brat luby.
O sanną drogę nie dbam i o żadne łowy; Nie ruszą troski z głowy. Sam będąc łupem śmierci, Mam cudzej szukać sierci?
Wspomniawszy, jakoś się trząsł, nimeś stanął u mnie, Mój wdzięczny synu, w trumnie — Chociaż głęboko w mięsie, Serce się z gruntu trzęsie.
Zima mi cię pożarła;
psa u mnie, Nie pomyślę o gumnie.
Komuż zbierać pieniądze, komu zbierać, proszę, Złote i srebrne grosze? Precz skrzypice i dudki, Ogłuszyły mnie smutki.
Anim w cudzym wesoły, ani w swoim domu Zgołam nierad nikomu. Kto mi płakać mej zguby Pomoże — to brat luby.
O sanną drogę nie dbam i o żadne łowy; Nie ruszą troski z głowy. Sam będąc łupem śmierci, Mam cudzej szukać sierci?
Wspomniawszy, jakoś się trząsł, nimeś stanął u mnie, Mój wdzięczny synu, w trumnie — Chociaż głęboko w mięsie, Serce się z gruntu trzęsie.
Zima mi cię pożarła;
Skrót tekstu: PotNabKuk_I
Strona: 530
Tytuł:
Pieśni nabożne ...
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
non vacuis manibus odprawił rajtara. Królowi im. zaraz oddałem listy, nie czytał ich, aż wszyscy wyszli z pokoju, przy królowej im. Ps.
Jutro frącymer, imp. markiz, imp. wojewoda ruski wyjeżdżają do Warszawy. Die 10 decembris. W Żółkwi
Nad insze dni dzisiejszy dzień był bardzo mroźniejszy i sanna droga się uczyniła bardzo foremna i dobra. Summo tedy mane imp. markiez d’Arqujen z imp. konte de Maligny wyjachał do Warszawy, tegoż dnia i damy górne, wszyscy z ciężarami królowej im. na noc do Magierowa. Król im. wesół był, lekką miał słabość od przeszłych, z ks.
non vacuis manibus odprawił rajtara. Królowi jm. zaraz oddałem listy, nie czytał ich, aż wszyscy wyszli z pokoju, przy królowej jm. Ps.
Jutro frącymer, jmp. markiz, jmp. wojewoda ruski wyjeżdżają do Warszawy. Die 10 decembris. W Żółkwi
Nad insze dni dzisiejszy dzień był bardzo mroźniejszy i sanna droga się uczyniła bardzo foremna i dobra. Summo tedy mane jmp. markiez d’Arquien z jmp. conte de Maligny wyjachał do Warszawy, tegoż dnia i damy górne, wszyscy z ciężarami królowej jm. na noc do Magierowa. Król jm. wesół był, lekką miał słabość od przeszłych, z ks.
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 72
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958
, i insze gry tej podobne dla zabawki. Królowa im. z imp. posłem miała cały dzień prawie swoję konferencyją i bardzo sieła tego dnia pisała i koło gospodarskich interesów zatrudniona bardzo była, w dobrach króla im. kazała skupować jako najwięcej pszenice, na którą dziesięć tysięcy wyliczyła z skarbu swego, którą aby za drogi sannej podwody sprowadzili do Jarosławia, skąd będą wyprawować pierwszą wodą do Francyjej, i już blisko sto wozów z Dzidziłowa przeszło do Jarosławczyznej pszenice. Die 2 ejusdem
Dziś oboje królestwo ichm. in gratiam tak wielkiego święta Purificationis Matki Bożej nabożeństwo i komuniją św. odprawiło w pokojach. Po którym obiad z sobą jedli, król im.
, i insze gry tej podobne dla zabawki. Królowa jm. z jmp. posłem miała cały dzień prawie swoję konferencyją i bardzo sieła tego dnia pisała i koło gospodarskich interesów zatrudniona bardzo była, w dobrach króla jm. kazała skupować jako najwięcej pszenice, na którą dziesięć tysięcy wyliczyła z skarbu swego, którą aby za drogi sannej podwody sprowadzili do Jarosławia, skąd będą wyprawować pierwszą wodą do Francyjej, i już blisko sto wozów z Dzidziłowa przeszło do Jarosławczyznej pszenice. Die 2 eiusdem
Dziś oboje królestwo ichm. in gratiam tak wielkiego święta Purificationis Matki Bożej nabożeństwo i kommuniją św. odprawiło w pokojach. Po którym obiad z sobą jedli, król jm.
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 94
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958
niedzieli, o poniedziałku albo wtorku, pewnie król im. stąd się ruszy et citatis equis nie uchybi terminu złożonego sejmu; tymczasem zwątlonemu zdrowiu kilkudniowym odpocznieniem inducias pozwoli. Frącymer o piątku rusza przodem z imp. wojewodziną kijowską. Trzy mrozy tak dobrze drogę ustanowiły z śniegiem, że lepsza nie może być, jak jest droga sanna. Daj Boże onej na miejscu stanąć dla samej wygody króla im.
Obligował mię pewny człowiek, abym nie oznajmywał w.ks.m. dobrodziejowi o sejmiku żmudzkim, pokornie w.ks.m. o sekret, bo bym i u króla im. kredyt stracił, suplikuję.
P. Szyszka powiózł
niedzieli, o poniedziałku albo wtorku, pewnie król jm. stąd sie ruszy et citatis equis nie uchybi terminu złożonego sejmu; tymczasem zwątlonemu zdrowiu kilkudniowym odpocznieniem inducias pozwoli. Frącymer o piątku rusza przodem z jmp. wojewodziną kijowską. Trzy mrozy tak dobrze drogę ustanowiły z śniegiem, że lepsza nie może być, jak jest droga sanna. Daj Boże onej na miejscu stanąć dla samej wygody króla jm.
Obligował mię pewny człowiek, abym nie oznajmywał w.ks.m. dobrodziejowi o sejmiku żmudzkim, pokornie w.ks.m. o sekret, bo bym i u króla jm. kredyt stracił, suplikuję.
P. Szyszka powiózł
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 263
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958
panów. 20. Mróz tęgi tego dnia niesłychanie tęgiej i wolnej zimy jest prognostykiem, kiedy ludzie moi różne oknem wlatające bili ptastwo, między którymi sam ubiłem dzięcioła w sali. Łowczy zaś mój Lutostański, jeżdżąc na osokę, dwie żaby chodzące po śniegu widział. 21. Jeszcze tęższy mróz zupełnej nam każe się spodziewać sannej, która, ile dla mnie, srodze jest pożądana z racji łatwiejszego kupionej dział i amunicji sprowadzenia z Łańcuta. 22. Śnig całodniowy z mrozem nieustannym niemałą zakończenia pieców i stawiania palisad do końca jest przeszkodą. Eadem die WM pan chorąży przemyski odjechał, WM ksiądz Riokur oficjał brzeski, mój trzech probostw proboszcz, z Litwy
panów. 20. Mróz tęgi tego dnia niesłychanie tęgiej i wolnej zimy jest prognostykiem, kiedy ludzie moi różne oknem wlatające bili ptastwo, między którymi sam ubiłem dzięcioła w sali. Łowczy zaś mój Lutostański, jeżdżąc na osokę, dwie żaby chodzące po śniegu widział. 21. Jeszcze tęższy mróz zupełnej nam każe się spodziewać sannej, która, ile dla mnie, srodze jest pożądana z racji łatwiejszego kupionej dział i amunicji sprowadzenia z Łańcuta. 22. Śnig całodniowy z mrozem nieustannym niemałą zakończenia pieców i stawiania palisad do końca jest przeszkodą. Eadem die WM pan chorąży przemyski odjechał, WM ksiądz Riokur oficjał brzeski, mój trzech probostw proboszcz, z Litwy
Skrót tekstu: RadziwHDiar
Strona: 56
Tytuł:
Diariusze
Autor:
Hieronim Radziwiłł
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1747 a 1756
Data wydania (nie wcześniej niż):
1747
Data wydania (nie później niż):
1756
Tekst uwspółcześniony:
tak
bywała w niej pasyja albo raczej kazanie de Passione Christi Domini, na który czas choinę starą wyrzuciwszy, nową majono, że zaś ten przypadek nieszczęśliwy stał się po Nowym Roku, była tedy w niej już choina sucha, a naprzeciwko niej stał kaszt wielki i drugi niedaleko na „Srociku”. A ponieważ naówczas dla dobrej sannej drogi była wendycja wielka i nacisnęło się było furmana dosyć dla soli, zaczym dla dysponowania tejże soli, skąd co być miało, nieboszczyk Marcin Czaiński, stygar, z Grzegorzem Dobrzańskim, stróżem, zjechawszy na dół po północku i zaświeciwszy świece w pomienionej kaplicy, sami dalej w góry odeszli. Inaczej tedy być nie może
bywała w niej pasyja albo raczej kazanie de Passione Christi Domini, na który czas choinę starą wyrzuciwszy, nową majono, że zaś ten przypadek nieszczęśliwy stał się po Nowym Roku, była tedy w niej już choina sucha, a naprzeciwko niej stał kaszt wielki i drugi niedaleko na „Srociku”. A ponieważ naówczas dla dobrej sannej drogi była wendycyja wielka i nacisnęło się było furmana dosyć dla soli, zaczym dla dysponowania tejże soli, skąd co być miało, nieboszczyk Marcin Czaiński, stygar, z Grzegorzem Dobrzańskim, stróżem, zjechawszy na dół po północku i zaświeciwszy świece w pomienionej kaplicy, sami dalej w góry odeszli. Inaczej tedy być nie może
Skrót tekstu: InsGór_3
Strona: 142
Tytuł:
Instrukcje górnicze dla żup krakowskich z XVI-XVIII wieku, cz. 3
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Gatunek:
instrukcje
Tematyka:
górnictwo
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1706 a 1743
Data wydania (nie wcześniej niż):
1706
Data wydania (nie później niż):
1743
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Antonina Keckowa
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1963